Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 23 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Gotowy materiał na niezły film s-f

Esensja.pl
Esensja.pl
Cyklem „Universal War One” Denis Bajram ustawił sobie wysoko poprzeczkę. Stworzył pełną wizję świata, wypełnił go sprawnie skrojonymi bohaterami i wrzucił ich w wielowątkowe zmagania z historią, fizyką i czasem. Optymistyczne zakończenie nie dawało zbyt dużego pola do wciągającej kontynuacji, a jednak…

Fred Bajram
‹Universal War Two #1 (wyd. zbiorcze)›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUniversal War Two #1 (wyd. zbiorcze)
Scenariusz
Data wydaniamarzec 2017
RysunkiFred Bajram
PrzekładWojciech Birek
KolorFred Bajram
Wydawca Elemental
CyklUniversal War One
ISBN9788394428686
Format170s. 215x290 mm
Cena99,00
GatunekSF
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Krótkie (a może nie) przypomnienie historii przedstawionej w „Universal War One”. W niedalekiej przyszłości ludzkość rozpoczyna kolonizację Układu Słonecznego. Po jakimś czasie okazuje się, że pojawia się konflikt interesów. Wygląda na to, że Bajram nie wierzy w ludzkość. W konflikcie, de facto ekonomicznym, każe jej sięgnąć po rozwiązanie ostateczne. Jest nim wormhole, czyli czarna dziura w wersji mikro. Skala ta wystarczy, aby w Układzie Słonecznym być odpowiednikiem - nie przymierzając - Gwiazdy Śmierci. Rebelianci (trzymając się nomenklatury gwiezdnowojennej) wysyłają grupę do zadań specjalnych, której celem jest unieszkodliwienie wormhole’a. Jak to bywa w takich sytuacjach, grupa to zbiór indywidualności z unikalnymi umiejętnościami. Z perspektywy całej historii najważniejszy zdaje się Kalish, czyli Einstein w bandamce w trupie czachy. Poza nakryciem głowy, od Alberta odróżnia go fakt, że swoje teorie ma osobiście okazję weryfikować w życiu. Skutkiem tego jest odkrycie podróży w czasie i przestrzeni z wykorzystaniem teleportacji. Ziemi jednak nie udaje się uratować, ale cofając się w czasie, Kalish zakłada nową cywilizację, której przedstawiciele ratują pozostałości społeczności zniszczonej przez wormhole’a. Trudno wyobrazić sobie zakończenie bardziej z kategorii „happy end” niż to w UW1. Na sekundę przed terminacją głównych bohaterów pojawiają się istoty, które niczym świetliste anioły kończą sprawę. Supermocy (latanie, odporność na pociski, promienie śmierci) mógłby pozazdrościć im sam Superman. Nic dodać, nic ująć. A jednak Bajram postanawia ciągnąć historię dalej, właśnie opierając się na braku wiary w ludzkość. A może raczej w realizm przy ocenie zarówno całych społeczeństw, jak i jednostek? Trauma zniszczenia Układu Słonecznego nie wpłynęła na zmianę psychiki zarówno nielicznych ocalonych, jak i tych, którzy zbudowali nowe społeczeństwo. „Aniołowie” uważają, że zjedli wszystkie rozumy i narzucają „niedobitkom” styl i społeczne ramy egzystencji. Ci drudzy, niepomni tragicznych wydarzeń, dosyć szybko sięgają po przemoc. Całość poznajemy z perspektywy Thei, jednej z „aniołów”, kuzynki przewodniczącego Sanhedrynu, najwyższej rady Kanaanu. Jednocześnie Thea jest opiekunką dzieci z sierocińca na Marsie. Problem w tym, że sytuacja jej podopiecznych jest tragiczna. Słońce umiera, przeistaczając się w czerwonego olbrzyma. Sytuacja na Ziemi 3, czyli zterraformowanym Marsie, jest bardzo trudna. Nikt już nie pamięta euforii wywołanej pokonaniem CIC przez Kanaanczyków. Teraz to ci ostatni są utożsamiani ze wszystkimi nieszczęściami, jakie trapią mieszkańców dawnego Marsa. I trzeba przyznać, że słusznie, bo z jakiegoś powodu Kanaanczycy nie zdecydowali się na przeniesienie resztek ludzkości z Układu Słonecznego na nową planetę. Podejmują ostatnią próbę uratowania Słońca, ale skutek jest marny. Za to pojawiają się… trójkąty. Całe mnóstwo trójkątów. Wygląda to trochę jak scena w „Odysei kosmicznej 2010”, w której nagle na Jowiszu pojawiają się tysiące monolitów. Nie wiadomo, czym są te trójkąty, ani jaka jest ich funkcja. Jedyne, co widać, to że błyskawicznie się powielają, zasłaniając całe niebo. Nawet Kanaanczycy nie potrafią sobie z tym poradzić. Wygląda na to, że trójkąty są tworem cywilizacji dużo bardziej zaawansowanej niż Kanaan. I cywilizacja ta przedstawiła Kanaanowi dosyć jednoznaczne ultimatum. Czyżby koniec ludzkości? Czy pozostała jeszcze jakaś nadzieja? Oczywiście. Istnieje jeszcze Uniwersytet Temporalny, w którym wykłada sam… zresztą sami zobaczycie. Znowu (jak w UW1) powstaje grupa straceńców (tym razem zorganizowana przez Theę) wyruszających w samobójczą misję. Tutaj zaczyna się chyba najciekawsza część albumu, bo podróżnicy trafiają na nieznane światy i starają się zrozumieć oraz zinterpretować to, co widzą. Ciąg dalszy nastąpi.
Cała historią, podobnie jak „Universal War One”, nie jest łatwa w odbiorze. Może mniej tu zamieszania spowodowanego przez podróże w czasie, ale nadal jest wiele przeplatających się wątków, które wymagają od czytelnika dużego skupienia i nieraz zmuszają do powrotu do przeczytanych już plansz. Graficznie Bajram daje nam prawdziwą ucztę zarówno od strony wizji swojego świata, jak i kompozycji poszczególnych stron. Kwestią czasu jest, gdy tym komiksem zainteresuje się kino.
koniec
18 maja 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Dwie twarze X-Men
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VII 2017

Byli Avengers, była Fantastyczna Czwórka, przyszedł czas na X-Men. Dwunasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela poświęcony jest właśnie mutantom.

więcej »

Bo zło powinno zostać ukarane…
Sebastian Chosiński

21 VII 2017

O ile w „Wilkach z Wyoming” Greg umieścił sporo gagów, mających nieco rozładować napięcie, ich bezpośrednią kontynuację, czyli „Czerwone niebo nad Laramie”, potraktował nadzwyczaj poważnie. W efekcie czwarty album z serii „Comanche” to pełnokrwisty western, który można by reklamować hasłem: Nie ma zmiłuj!

więcej »

Zrodziło go Piekło
Sebastian Chosiński

19 VII 2017

Cztery lata! Tyle musieli czekać wielbiciele Yves’a Swolfsa na kolejny tom jego sztandarowej w latach 80. i 90. ubiegłego wieku serii komiksowej – „Durango”. Na szczęście Elemental okazał się być dla swoich czytelników łaskawszy – pomiędzy publikacją „Dziedziczki” i „Bez litości” minęło zaledwie kilka miesięcy. I słusznie. Bo czas spędzony bez towarzystwa niebieskookiego rewolwerowca to – na swój sposób – czas stracony.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zabawa w czasie i przestrzeni
— Marcin Osuch

Ciemność = czasoprzestrzeń
— Tomasz Sidorkiewicz

Tegoż autora

Samotność przywódcy
— Marcin Osuch

Zamknięty świat „Fistaszków”
— Marcin Osuch

Demon demonowi wilkiem
— Marcin Osuch

Ratunek w małpiej kupie
— Marcin Osuch

Koniec końców?
— Marcin Osuch

Corto nieuporządkowany
— Marcin Osuch

To nie jest „Tańczący z wilkami”
— Marcin Osuch

Tintin przerysowany
— Marcin Osuch

Tintin nieprzerysowany
— Marcin Osuch

Trzynastka potomkiem faraonów?
— Marcin Osuch

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.