Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Coś się kończy, coś zaczyna…

Esensja.pl
Esensja.pl
Piąty tom zbiorczej edycji serii „Storm” to swoista alfa i omega. Początek i koniec. A właściwie… koniec i początek. Kończą się bowiem przygody zamknięte w cyklu „Kroniki świata na dnie”, a rozpoczynają „Kroniki Pandarwiańskie”. Do gry w wielkim stylu wraca jeden z pomysłodawców komiksu – Martin Lodewijk.

Don Lawrence, Martin Lodewijk
‹Storm #5›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStorm #5
Scenariusz
Data wydaniamaj 2017
RysunkiDon Lawrence
Wydawca Kurc
CyklStorm
GatunekSF
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Pierwsza z dwóch zawartych w nim opowieści zatytułowana „Uśpiona śmierć” została w całości stworzona przez Dona Lawrence’a. W ten sposób dotychczasowy rysownik tej serii stał się kolejnym – już piątym – scenarzystą. „Piraci z Pandarwii”, czyli druga historia umieszczona w tym tomie, stanowi natomiast początek nowego cyklu wymyślonego przez pomysłodawcę serii – Martina Lodewijka. Można zatem powiedzieć, że piąty tom wydania zbiorczego „Storma” jest dość symboliczny. Z jednej strony wieloletni rysownik tej serii debiutuje w roli scenarzysty, z drugiej zaś jej pomysłodawca rozpoczyna zupełnie nowy rozdział w przygodach Storma i Rudowłosej. Szczegóły dotyczące pracy nad tymi albumami oraz charakterystykę zmian organizacyjnych, jakie w tym czasie zachodziły w redakcji magazynu „Eppo” zostały opisane w piątej części „Nieodkrytego Storma”, po raz kolejny ilustrowanej wspaniałymi grafikami Lawrence’a.
Choć pierwszy z dwóch zamieszczonych w tym tomie albumów zaczyna się od beztroskiej rywalizacji pomiędzy Stormem i Rudowłosą, sytuacja bardzo szybko ulega dramatycznym zmianom. Dziewczyna zostaje postrzelona zatrutą strzałką i zapada w śpiączkę, która może zakończyć się jej śmiercią. Choć nasz bohater szybko rozprawia się ze sprawcami tego incydentu, to prawdziwe kłopoty dopiero się rozpoczynają. Okazuje się bowiem, że antidotum na truciznę posiada tylko wódz plemienia niefortunnych napastników. Niestety nie jest on zbyt skłonny do podzielenia się tym specyfikiem. Kiedy jednak na własnej skórze przekonuje się o sile Storma, postanawia zawrzeć z nim pewien układ, którego stawką jest życie Rudowłosej. Drugi album stanowi natomiast, jak wspomniałem wcześniej, nowe otwarcie. „Piraci z Pandarwii” rozpoczynają się od gwałtownego wyrwania Storma i Rudowłosej z ich świata. Za sprawą eksperymentu prowadzonego przez władcę odległej planety – teokratę Marduka, nasi bohaterowie zostają porwani przez strumień czerwonego światła i przeniesieni na Pandarwię. Choć należałoby raczej powiedzieć – prawie przeniesieni. W ostatniej chwili bowiem problemy z dostawą energii sprawiają, że strumień znika zostawiając Storma i Rudowłosa w kosmosie. I tu właśnie zaczynają się ich nowe przygody. Powiedzmy tylko, że na początku muszą zmierzyć się w wielkim potworem przemierzającym kosmos, a później jest jeszcze bardziej niebezpiecznie.
Trzeba przyznać, że stworzona przez Lodewijka opowieść otwierająca „Kroniki Pandarwii” jest lepsza niż historia Lawrence’a. Pomysłodawca Storma w intrygujący sposób rozpoczyna nowy rozdział tej epickiej historii. I nie chodzi tu o przeniesienie bohaterów do odległej galaktyki, ale zasygnalizowanie kilku tajemnic pobudzających wyobraźnię czytelnika. Przede wszystkim dowiadujemy się zatem, że Storm jest anomalią. Nie wiadomo rzecz jasna, co się kryje za tym określeniem, ale jeżeli władca Pandrawii zadaje sobie ogromny trud i przeszukuje niezmierzone kosmiczne przestrzenie w jej poszukiwaniu i odnajduje ją na Ziemi w postaci naszego Storma, to na pewno zwiastuje niemałe emocje w kolejnych tomach. Co więcej, na scenie pojawiają się nowe postacie, które zapewne na dłużej zagoszczą na planszach komiksu – wyrwany z niewoli Nomad oraz sędziwy Rann stwarzają wiele nowych możliwości narracyjnych. Natomiast stanowiąca ostatni akcent „Kronik świata na dnie opowieść Lawrence’a, choć niezwykle dynamiczna i oparta na ciekawym pomyśle, wydaje się nieco mniej przekonująca. Sporo w niej rozwiązań typu deus ex machina (np. uwięziony Storm odnajduje w celi rozłożony na części pistolet laserowy; wprawdzie po złożeniu okazuje się, że brakuje w nim ważnej części, ale zaraz do celi wchodzi strażnik, który ma na szyi wisiorek mogący pełnić tę funkcję).
O rysunkach Dona Lawrence’a powiedziałem już chyba w poprzednich recenzjach wszystko. Kolejny tom, kończący jeden cykl i rozpoczynający drugi, stanowi jedynie potwierdzenie jego kunsztu. „Uśpiona śmierć” pełna jest niezwykle dynamicznych scen oraz epickich krajobrazów dzikiej dżungli i ukrytego w niej kamiennego miasta. Artysta często zaburza układ kadrów na stronie dopasowując je do zdarzeń rozgrywających się aktualnie w opowieści (np. sekwencja szybowania na prowizorycznej lotni; moment wystrzelenia pocisków). Co ciekawe, na kilku ostatnich planszach tej opowieści rysownik stosuje technikę, której do tej pory nie było w jego rysunkach. Na kilku kadrach można mianowicie odnaleźć kreskowanie wykonane tuszem. Warto jednak odnotować, że choć takiego wyrazistego kreskowania Lawrence do tej pory nie stosował, to jednak jego malarski styl jest oparty na podobnym sposobie prowadzenia pędzla, tyle tylko, że zamiast czerni stosuje on kolor. Natomiast „Piraci z Pandarwii” to przede wszystkim wprowadzenie do zupełnie nowego świata, do którego przenoszą się nasi bohaterowie. Mamy tu zatem ogromne stwory „pływające” w kosmosie, żaglowce i balony unoszące się w powietrzu, podziemne kopalnie wody i wiele innych elementów architektury składających się na tę nową, fantastyczną scenerię. Nie będzie żadnym zaskoczeniem stwierdzenie, że i tym razem Don Lawrence stanął na wysokości zadania.
Podsumowując należy stwierdzić, że w serii „Storm” zapowiadają się poważne zmiany. Kończą się oto burzliwe – zarówno dla bohaterów, jak i dla scenarzystów – przygody w świecie na dnie, a rozpoczynają „Kroniki Pandarwiańskie”. Na podstawie ich pierwszej odsłony można śmiało stwierdzić, że zapowiada się niezwykle ciekawa opowieść. Martin Lodewijk wprowadza do tej historii nowych bohaterów oraz projektuje oryginalny świat, zapewniając jej tym samym powiew świeżości. Co więcej, zakończenie pierwszej części nowego cyklu pozostawia czytelnika w niepewności, co do dalszych losów bohaterów. Na szczęście można się spodziewać, że już niedługo dostępny będzie kolejny tom, który znów zabierze nas w podróż do tajemniczej Pandarwii.
koniec
19 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

„Boskość” niejedno ma oblicze
Sebastian Chosiński

28 VI 2017

Mogłoby się wydawać, że w dwunastu poprzednich tomach Jeremiah i Kurdy Malloy przemierzyli już całą postapokaliptyczną Amerykę Północną wzdłuż i wszerz. Ale nic z tego! W albumie trzynastym, zatytułowanym, „Strike”, dotarli do miejsca, w którym ich jeszcze nie było. I w którym pewnie nigdy nie chcieliby się znaleźć. Wiedząc oczywiście co kryje się pod pozorem panującej w nim nieskrępowanej zabawy…

więcej »

Zamknięty świat „Fistaszków”
Marcin Osuch

27 VI 2017

„Mafalda” zwana argentyńskimi „Fistaszkami” uwielbiała Beatelsów1), przejmowała się kwestią głodu i innymi problemami współczesnego jej świata. W jaki sposób do tych spraw podchodził Charlie Brown i jego paczka? Nijak. I absolutnie nie można z tego czynić zarzutu.

więcej »

Łaska Sybilli
Paweł Ciołkiewicz

26 VI 2017

Świat przedstawiony w mandze „Inspektor Akane Tsunemori” na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Oto spełniły się marzenia naukowców – ludzka psychika nie ma już przed okiem badacza żadnych tajemnic. Da się ją wymierzyć, wyrazić liczbowo, a wynik pomiaru staje się skutecznym narzędziem oceny jednostek. Czy jednak naprawdę o to chodziło?

więcej »

Polecamy

Wróg czy przyjaciel?

Kadr, który…:

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

W ciemnym, zabagnionym lesie
— Wojciech Gołąbowski

Pędzący Niedźwiedź (ale nie Indianin)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Hrabia narozrabia?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przynęta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ruda walczy jak szalona
— Paweł Ciołkiewicz

Gwiezdne wojny
— Paweł Ciołkiewicz

W pustyni i w puszczy
— Paweł Ciołkiewicz

Nadciąga Storm
— Paweł Ciołkiewicz

Krótko o komiksach: Kwiecień 2002, cz. 2
— Paweł Nurzyński, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Łaska Sybilli
— Paweł Ciołkiewicz

Samotność latarnika
— Paweł Ciołkiewicz

Powrót do przeszłości
— Paweł Ciołkiewicz

Być kobietą
— Paweł Ciołkiewicz

Manga jest najważniejsza
— Paweł Ciołkiewicz

Nad ogromną, betonową wsią…
— Paweł Ciołkiewicz

Kolor cierpienia
— Paweł Ciołkiewicz

Miłość w czasach zarazy
— Paweł Ciołkiewicz

Dom wariatów
— Paweł Ciołkiewicz

Uczta
— Paweł Ciołkiewicz

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.