Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

O kowboju, co kulom się nie kłaniał

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwszy wydany w tym roku (a jedenasty w ogóle) tom „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” przynosi jeden z najciekawszych westernów narysowanych przez bydgoskiego autora – „Powrót Baxtera”. To pełnokrwista – z fabułą wymyśloną przez Andrzeja Białoszyckiego – opowieść z Dzikiego Zachodu, w której trup ściele się zaskakująco gęsto.

Andrzej Białoszycki, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #11: Powrót Baxtera›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #11: Powrót Baxtera
Scenariusz
Data wydania20 maja 2017
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-65803-07-8
Format44s. 297×210mm
Cena24,90
Gatunekprzygodowy, western
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Jerzy Wróblewski uwielbiał westerny – to żadna tajemnica. Chętnie do nich wracał jako widz w kinie, ale także – w późniejszych latach – jako twórca komiksów prasowych. Historią rodem z Dzikiego Zachodu była jedna z pierwszych jego opowieści rysunkowych, stworzona dla bydgoskiej popołudniówki „Dziennik Wieczorny” („Jeździec w masce” z 1959 roku), jak i jedna z ostatnich („Szlak mściciela” wydrukowany osiemnaście lat później). Początkowo fabuły wymyślał sam, natomiast przez ostatnie lata dostarczał mu je dziennikarz Andrzej Białoszycki – od 1972 roku był on praktycznie nadwornym scenarzystą Wróblewskiego. W „Archiwum…” pojawiło się już kilka ich wspólnych dzieł, jak chociażby kryminalne „Kryptonim Złota Doxa” i „Kryptonim Pająk” (1974) z minicyklu o kapitanie Jasnym oraz sensacyjne „Zemsta faraona” (1976) i „Brunatny Pająk” (1977-1978), których bohaterem był Adam Moran. Do tego dodać należy jeszcze westerny: „Ringo” (1970) oraz „Skarb Irokezów” (1976), których uzupełnieniem stał się teraz „Powrót Baxtera”.
To jeden z dłuższych (chociaż nie najdłuższy) komiks bydgoszczanina opublikowany na łamach poczytnego regionalnego dziennika. Swój żywot rozpoczął na początku października 1974 i ukazywał się nieprzerwanie prawie do połowy lutego następnego roku. W sumie uzbierało się osiemdziesiąt jeden trzykadrowych pasków, które na potrzeby „Archiwum” zostały opracowane przez Macieja Jasińskiego, głównego w ostatnim czasie promotora twórczości Jerzego Wróblewskiego. Na czym polegała modyfikacja? „Powrót Baxtera” pierwotnie ukazał się w formie typowej dla komiksów prasowych, a więc rysunków uzupełnionych pod spodem tekstem; Jasiński postanowił – i była to po raz kolejny decyzja ze wszech miar słuszna – przerobić je na dużo przyjaźniejszą dla współczesnego czytelnika wersję z „dymkami”. Dzięki czemu całość czyta się łatwiej, zwracając przy tym również większą uwagę na stronę graficzną.
Kim jest tytułowy Baxter? Bohater ten po raz pierwszy pojawił się w „Leworękim” – komiksie Wróblewskiego i Białoszyckiego publikowanym w „Dzienniku Wieczornym” na przełomie lat 1973/1974 – by wrócić na łamy tej gazety po niespełna roku. To rewolwerowiec, który jakiś czas temu rozstał się ze swoją profesją, „dziedzicząc” po niej jednak śmiertelnych wrogów. Teraz prowadzi zupełnie inne życie – ma kobietę (żonę?), z którą mieszka na ranczu, gdzie zajmuje się hodowlą bydła. Wiedzie mu się całkiem nieźle. Właśnie wraca z miasta po sprzedaży swego stada, co oznacza, że juki wypchane ma gotówką i prezentami. Ale wcale nie czeka go radosne powitanie. Z daleka zauważa bowiem unoszący się nad domem czarny dym. W środku znajduje ciała swoich pomocników – Mike’a i Starego Billa; nigdzie nie ma natomiast Jane. Jedyne, co może teraz zrobić, to pogrzebać ciała zamordowanych, a potem ruszyć na poszukiwania ukochanej. Problem tylko w tym, że nie wie nawet, kto ją porwał, choć może domyślać się dlaczego.
Następnego dnia pierwsze kroki Baxter kieruje do stacji dyliżansów, mając nadzieję, że jeźdźcy, którzy napadli na jego posiadłość, zatrzymają się tam, aby wymienić konie. Przeczucie go nie myli. Ba! udaje mu się nawet zobaczyć Jane, lecz… właśnie, rozwiązanie nie może być przecież tak proste. W przeciwnym wypadku komiks nie liczyłby osiemdziesięciu (plus jeden) odcinków. To dopiero początek przygód eksrewolwerowca, który będzie musiał przebyć jeszcze wiele mil, narazić się na wiele niebezpieczeństw i zabić wielu wrogów, aby doprowadzić dzieło do końca. Komiks prasowy w tamtych czasach bardzo przypominał powieści w odcinkach, które nierzadko powstawały na bieżąco. W czasie ich lektury rzuca się więc w oczy dość luźna forma i mnogość wątków, których podstawowym celem jest utrudnienie głównemu bohaterowi dotarcie do celu. Nie inaczej jest z „Powrotem Baxtera”. Białoszycki co rusz wymyśla coś nowego, wprowadza nowe postaci, na różne sposoby przerabia ten sam schemat – ktoś staje Baxterowi na drodze, więc ten musi się z nim (względnie: z nimi) rozprawić. I tak do samego końca.
Mimo tych zabiegów, które fabularnie rozbijają nieco spoistość opowieści, komiks czyta się płynnie i z zainteresowaniem. Uwagę przykuwa przede wszystkim tytułowy bohater – charyzmatyczny i zdeterminowany. Szlachetny, ale jednocześnie zdający sobie sprawę, z jakiego typu ludźmi ma do czynienia. To zaś przekłada się bezpośrednio na podejście do nich. Baxter nie okazuje im litości. Wręcz przeciwnie! Potrafi być wręcz zaskakująco okrutny, co w publikowanych wcześniej w „Archiwum” kowbojskich historiach Wróblewskiego się nie zdarzało. Całkiem możliwe, że Białoszycki tym razem dużo bardziej inspirował się krwawymi filmowymi spaghetti-westernami, a nie klasycznymi amerykańskimi opowiastkami z Dzikiego Zachodu, w których nawet gotowi na wszystko rewolwerowcy nierzadko wyżej stawiali szlachetność wobec wrogów, niż skuteczność w ich eliminowaniu. Co akurat w tym konkretnym przypadku należy uznać za plus. Dzięki temu Baxter nie jest chodzącym (czy raczej: jeżdżącym konno) spiżowym pomnikiem, lecz postacią z krwi i kości, napędzaną złością, a może nawet – biorąc pod uwagę finał – nienawiścią.
Graficznie jest tak samo dobrze, jak fabularnie. Choć oczywiście cały czas musimy pamiętać o tym, że mamy do czynienia z komiksem, który powstawał w formie gazetowych stripów. Do jego oceny trzeba zatem przyłożyć trochę inną miarę, niż do klasycznego albumu. Inne były wymogi, inne także możliwości poligraficzne. Wróblewski jednak jakby nic sobie z tego nie robił. Miał rozmach, którego zapewne nauczył się nieco wcześniej, pracując nad swymi pierwszymi „kolorowymi zeszytami” z cyklu „Podziemny front” (1971-1972) oraz „Kapitan Żbik” (od 1973 roku). To stopniowo zmieniało podejście rysownika; większą uwagę przywiązywał do szczegółów tła, mimiki czy filmowego sposobu kadrowania. Co w przypadku niewielkich „klatek”, w jakich musiał się mieścić, do prostych zadań nie należało. Ułatwieniem był natomiast na pewno fakt, że miał dla siebie cały kadr, którego nie dzielił ze scenarzystą – cały tekst znajdował się przecież pod rysunkiem. Podsumowując: „Powrót Baxtera” to udane dzieło. Ciekawe czy tak samo dobra okaże się zapowiadana w tomie dwunastym „Archiwum” komiksowa adaptacja powieści Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies” (publikowana w „Dzienniku Wieczornym” w latach 1968-1969), która wyprzedziła dużo bardziej znane „Przygody pancernych i psa Szarika” (1970-1971) autorstwa Szymona Kobylińskiego.
koniec
12 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

W strugach deszczu
Sebastian Chosiński

24 VII 2017

W „Czerwonym niebie nad Laramie” Red Dust rozprawił się z niezwykle groźnym bandytą. Nie czekały go jednak za to fanfary ani ordery. Cena, jaką musiał zapłacić za przywiązanie do sprawiedliwości, okazała się bardzo wysoka. Od tego zaczyna się piąty tom serii „Comanche” – „Mroczna pustynia”. A potem jest tylko ciężej.

więcej »

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

więcej »

Marvel: Dwie twarze X-Men
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VII 2017

Byli Avengers, była Fantastyczna Czwórka, przyszedł czas na X-Men. Dwunasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela poświęcony jest właśnie mutantom.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Oj, ten niedobry Zdzisiek!
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Piaskiem w oczy
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.