Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”

Esensja.pl
Esensja.pl
W 1978 roku kryzys ogarniał kolejne dziedziny peerelowskiej gospodarki. Zajrzał w oczy również twórcom „Kapitana Żbika”. Dość powiedzieć, że w ciągu dwunastu miesięcy ukazał się tylko jeden premierowy „kolorowy zeszyt” – otwierająca nową (trzyczęściową) miniserię „Granatowa cortina”. Zaszła w tym odcinku jedna bardzo istotna zmiana – tytułowy bohater po dziesięciu latach od premiery cyklu doczekał się w końcu zasłużonego awansu – na majora!

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #47: Granatowa cortina›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #47: Granatowa cortina
Scenariusz
Data wydania1978
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Choć ostatnie zeszyty ze Żbikiem ukazały się w 1982 roku, przez ostatnich pięć lat publikacji cykl zaliczył ostre hamowanie. W tym czasie pojawiło się w sprzedaży zaledwie siedem albumików z premierowym materiałem, które składały się na dwie miniserie. Prawdopodobnie powoli wyczerpywała się formuła, ale przede wszystkim – w wyniku zdarzeń politycznych, jakie zachodziły w Polsce Ludowej – diametralnie zmieniało się nastawienie obywateli do – nomen omen – Milicji Obywatelskiej (która, nie ukrywajmy, nigdy nie cieszyła się jakimś specjalnym szacunkiem). Dziwić może to tym bardziej, że kiedy do kiosków „Ruchu” trafiła „Granatowa cortina”, mogło się wydawać, że w tytułowego bohatera zostało tchnięte nowe życie. W jaki sposób? Dzięki – zapewne długo przez niego oczekiwanemu – awansowi na stopień majora. Temu właśnie wydarzeniu Żbik postanowił poświęcić tradycyjny list do czytelników, w którym podzielił się swoją wielką radością, zapewniając przy okazji, że dalej będzie propagował działalność MO w formie „kolorowych zeszytów”. Co jest jaskrawym dowodem na to, że w 1978 roku raczej nikt jeszcze nie myślał o wygaszaniu serii.
We wspomnianym liście major Żbik zachęca także młodzież do dalszych działań. Powinny one biec, jego zdaniem, dwutorowo: poprzez tworzenie szkolnych (względnie harcerskich) drużyn Młodzieżowej Służby Ruchu (swoistego przedsionka ORMO) oraz zbieranie informacji dotyczących funkcjonariuszy MO, którzy zginęli w walce o kładzenie podwalin pod nową, ludową ojczyznę. To ostatnie miało odbywać się w związku z przypadającą w roku następnym (1979) trzydziestą piątą rocznicą utworzenia Milicji Obywatelskiej i Służby (Urzędu) Bezpieczeństwa. O ile dekadę wcześniej, kiedy wydawnictwo Sport i Turystyka startowało z „Kapitanem Żbikiem”, podobne apele mogły trafiać na podatny grunt, u schyłku dekady Gierka – gdy istniała już realna (choć nielegalna) opozycja wobec władzy komunistycznej i działał tak zwany wydawniczy „drugi obieg” – wzbudzały one jedynie uśmiech politowania. Piszący „listy” Żbika Władysław Krupka mentalnie wciąż żył w zaprzeszłej – nawet jak na standardy PRL-u – epoce.
„Granatowa cortina” – otwierająca trylogię, do której należą jeszcze „Skok przez trzy granice” (1979) oraz „Zatrzymać niebieskiego fiata” (1980) – dzieli się fabularnie na dwie części. Pierwsza odnosi się do tematu podjętego przez Żbika (Krupkę) w liście do czytelników, a więc awansu bohatera na majora. Kilkanaście początkowych plansz poświęconych jest właśnie temu wydarzeniu, któremu towarzyszą jednak jeszcze dwa inne: awans porucznika Michała na kapitana oraz, będące punktem wyjścia, wyróżnienie dla pułkownika Czeladki z okazji jego trzydziestopięcioletniej nienagannej służby w resorcie. Co oznaczałoby, że Czeladka wstąpił do MO (względnie UB) już w momencie utworzenia tych instytucji w 1944 roku. Ciekawostką może być to, że oprócz pamiątkowego dyplomu, pułkownik otrzymuje jeszcze – jako formę gratyfikacji – złoty zegarek (co było przy takich okazjach normalną praktyką). Całkiem możliwe też, że „drobiazg” ten został zdobyty przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych – a konkretniej przez braci Janoszów – w ramach przeprowadzanej na przełomie lat 60. i 70. XX wieku w Republice Federalnej Niemiec akcji o kryptonimie „Żelazo”. Afera ta wypłynęła jednak dopiero w połowie następnej dekady, kiedy to generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak postanowili rozprawić się z zagrażającym ich pozycji, bardzo wpływowym w epoce Edwarda Gierka generałem MO i SB Mirosławem Milewskim.
Świętowanie z okazji niespodziewanych awansów – z komiksu wynika, że ani Żbik, ani Michał nie wiedzieli wcześniej, co ich spotka podczas odprawy z udziałem samego generała (może właśnie Milewskiego?) – zostaje zakłócone przez telefon z Bratysławy. Świeżo upieczony major dowiaduje się, że w rozbitym samochodzie nieopodal słowackiej stolicy znaleziono ciała dwojga osób – kobiety i mężczyzny. Wóz miał polską (krakowską) rejestrację, więc naturalną koleją rzeczy powiadomiono Komendę Główną MO w Warszawie. Żbik postanawia wysłać do Bratysławy Michała, który na miejscu – od kapitana Volička i majora Vondračka – dowiaduje się, że sprawa jest bardzo podejrzana. I że prawdopodobnie nie był to wcale nieszczęśliwy wypadek. Kobieta okazała się Jugosłowianką, natomiast mężczyzna miał przy sobie dokumenty na nazwisko zamieszkałego w Krakowie Mariusza Liska. Zdobyte od słowackich towarzyszy informacje kapitan Michał natychmiast przekazuje Żbikowi, który z kolei wysyła w teren krakowskich tajniaków, by dowiedzieli się jak najwięcej na temat nadzwyczaj podejrzanej ofiary.
Fabularnie nie dzieje się w „Granatowej cortinie” zbyt wiele, ale to wcale nie oznacza, że ten odcinek przygód Żbika nie należy do interesujących. Zamiast nagłych zwrotów akcji, mamy przedstawione w nim bowiem przede wszystkim milicyjne procedury postępowania przy podejrzeniu popełnienia poważnego przestępstwa. I nie ma znaczenia fakt, że częściowo wykonują je funkcjonariusze słowaccy, w polskich służbach zapewne wyglądało to bardzo podobnie, jeśli nie identycznie. Wcześniej tak mocno były one eksponowane tylko w tych „Żbikach”, których współautorem był pułkownik Zbigniew Gabiński (na przykład „Skoda TW 6163”, „Kryptonim Walizka” czy dwuczęściowe „Wodorosty i pasożyty”); teraz wziął się za to Władysław Krupka. Niejako na marginesie tych zdarzeń scenarzysta pozwala też sobie na wywołujące odruch wymiotny wazeliniarstwo, widoczne między innymi w skierowanych do pułkownika Czeladki słowach kapitana Michała: „Kiedy jesteśmy daleko, wiemy, że o nas myślicie. To pomaga w pracy, zwłaszcza takiej jak nasza…”. Do kogo w rzeczywistości je adresował?
W „Granatowej cortinie” nie zabrakło również dodatków. Jednym z nich jest skierowana do młodzieży, ilustrowana rysunkami, lekcja jiu-jitsu (samoobrony). Znajduje się przy niej cyferka „5”, co oznacza, że wcześniej musiały pojawić się już cztery. Prawdopodobnie zostały one wydrukowane we wznowieniach zeszytów, które miały premiery w poprzednich latach (choć to jest jeszcze kwestia do wyjaśnienia). W rubryce „Za ofiarność i odwagę” przedstawiono historię, jaka pojawiała się już parokrotnie. Niezwykły – pod każdym względem – był jednak jej bohater. Ale po kolei. 1 maja 1977 roku Tomasz Dębski wyciągnął z basenu tonącego Ireneusza Walaszka, po czym udzielił mu pierwszej pomocy, ratując tym samym życie. Co w tym nadzwyczajnego? Ano to, że Tomek miał wówczas… osiem lat i był uczniem drugiej klasy Szkoły Podstawowej nr 30 w Radomiu (uratowany Irek był od niego o pięć lat młodszy). W „Nauce i technice w służbie MO” opisano natomiast działanie urządzenia do kontroli świateł głównych pojazdów samochodowych (określanego w tekście tajemniczo jako KS-30), a w „Kronice MO” ponownie cofnięto się do początków Polski Ludowej, przedstawiając instalowanie władzy komunistycznej w Radomiu i okolicach.
koniec
16 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

W strugach deszczu
Sebastian Chosiński

24 VII 2017

W „Czerwonym niebie nad Laramie” Red Dust rozprawił się z niezwykle groźnym bandytą. Nie czekały go jednak za to fanfary ani ordery. Cena, jaką musiał zapłacić za przywiązanie do sprawiedliwości, okazała się bardzo wysoka. Od tego zaczyna się piąty tom serii „Comanche” – „Mroczna pustynia”. A potem jest tylko ciężej.

więcej »

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
Sebastian Chosiński

23 VII 2017

Rok musieli czekać wielbiciele kapitana – a w zasadzie już majora – Żbika na kontynuację intrygi zapoczątkowanej „Granatową cortiną”. Wielu z nich zdążyło zapewne w tym czasie zapomnieć, o co w ogóle chodziło. Najważniejsze jednak, że chociaż z dużym poślizgiem, „Skok przez trzy granice” w końcu się ukazał. Szkoda, że na tle wielu innych „kolorowych zeszytów” serii prezentował się słabo.

więcej »

Marvel: Dwie twarze X-Men
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 VII 2017

Byli Avengers, była Fantastyczna Czwórka, przyszedł czas na X-Men. Dwunasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela poświęcony jest właśnie mutantom.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Genialny wynalazca kontra chciwi kapitaliści
— Sebastian Chosiński

Oj, ten niedobry Zdzisiek!
— Sebastian Chosiński

„Zeppelin” pod Warszawą
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.