Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 20 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Komiksy

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kapitan Żbik: Gorące plaże Adriatyku

Esensja.pl
Esensja.pl
I znów trzeba było czekać rok, aby udać się do kiosku „Ruchu” i kupić zeszyt zamykający trylogię poświęconą śledztwu milicji polskiej i słowackiej w sprawie zakończonego tragedią wypadku samochodowego pod Bratysławą (w którym, przypomnijmy, uczestniczył obywatel Polski Ludowej). Jak na tak długie oczekiwanie, albumik „Zatrzymać niebieskiego fiata…” zdecydowanie rozczarowywał.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #49: Zatrzymać niebieskiego fiata›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #49: Zatrzymać niebieskiego fiata
Scenariusz
Data wydania1980
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Tak długich przerw pomiędzy wydaniem kolejnych odcinków trylogii nie da się wyjaśnić inaczej, jak kłopotami ekonomicznymi i wynikającym z nich brakiem papieru. Na to nałożyły się jeszcze zapewne problemy polityczne, z jakimi musiała borykać się u schyłku lat 70. XX wieku władza komunistyczna. Prawdopodobnie w wydawnictwie Sport i Turystyka malał też entuzjazm związany z publikacją kolejnych „kolorowych zeszytów” z kapitanem – oj, przepraszam! – majorem Żbikiem w roli głównej. Bo jak współtworzyć mit dzielnego milicjanta, kiedy za oknem sytuacja stawała się coraz bardziej niepewna, a niechęć do panów w niebieskich mundurach coraz większa. Nikt więc specjalnie nie naciskał – pojawiała się możliwość, to drukowano. A że trzeba było niekiedy czekać kilkanaście miesięcy? Cóż, nie jedyny to poligraficzny absurd PRL-u. W każdym razie nadszedł wreszcie odpowiedni moment i „Granatowa cortina” (1978) oraz „Skok przez trzy granice” (1979) doczekały się wreszcie finalizacji w postaci „Zatrzymać niebieskiego fiata…” (1980).
Zacznijmy jednak od obowiązkowego listu majora Żbika do czytelników. Listu, biorąc pod uwagę moment, w jakim ukazało się pierwsze – i, jak do tej pory, jedyne – wydanie zeszytu, nadzwyczaj kuriozalnego. Będącego bowiem apologią… Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Na początek major cytuje fragmenty trzech listów, jakie otrzymał od swoich wiernych czytelników – dwóch pań i jednego pana (podaje przy tym ich imiona, inicjał nazwiska, wiek i miejsce zamieszkania) – którzy pod wpływem indagowania przez Żbika w poprzednich komiksach postanowili wstąpić w szeregi ORMO. Ucieszony tym funkcjonariusz Komendy Głównej, zachęca więc kolejnych, przytaczając – nie po raz pierwszy zresztą – warunki, jakie musi spełnić kandydat na ormowca. Czyta się to jak najpodlejszą literaturę propagandową – wystarczy popytać starsze pokolenie i porównać laurkę sporządzoną przez Żbika z rzeczywistym obrazem tej służby. To świetny materiał poglądowy na powszechne zakłamanie panujące w Polsce Ludowej. I jednocześnie przestroga i zachęta do tego, by zrobić wszystko, aby podobne czasy nigdy już nie wróciły.
A co z fabułą? Mimo że kolejne zeszyty ukazywały się z rocznymi przerwami, cała trylogia była gotowa do druku już w 1978 roku. Taka data, wypisana ręką Jerzego Wróblewskiego, widnieje na jednym z rysunków na ostatniej planszy komiksu. Pośrednio potwierdza to również sam scenariusz. Wydarzenia opisane w tej miniserii rozgrywają się bowiem na przestrzeni kilku, maksymalnie kilkunastu dni – tyle, ile zajmuje droga (z przystankami) z Bratysławy przez Budapeszt do położonego nad Morzem Adriatyckim chorwackiego Zadaru i z powrotem. Przypomnijmy, że głównymi postaciami, na barkach których spoczywa śledztwo, są kapitan Michał (który dwa zeszyty wcześniej otrzymał awans na ten stopień) oraz słowacki kapitan Voliček. Dotarłszy do stolicy Węgier, spotykają się z majorem Kertyszem, który udziela im bardzo ważnej informacji na temat mężczyzny towarzyszącego Jovance Losse. Wprawdzie uciekł znad Balatonu (prawdopodobnie do Jugosławii), ale przynajmniej znane są jego personalia, których nie poznajemy, oraz zdjęcie, na którym przypomina on Michałowi (nie)świętej pamięci Mariusza Liska.
I tyle. Więcej w Budapeszcie nie ma czego szukać, więc Michał i Voliček ruszają do Zadaru, gdzie czeka już na nich porucznik Stojanev (zauważcie, niższa ranga). Wie o tajemniczym Węgrze, kompanie Jovanki, ale przybyszom z bratnich krajów jest w stanie przekazać tylko tyle, że właśnie im się „urwał”. Tragedii jednak nie ma, ponieważ kapitan Michał ma pewien niebezpieczny, ale, jak można sądzić, skuteczny w drodze do celu plan – chce skontaktować się z miejscowym środowiskiem przestępczym, aby przeprowadzić transakcję. Przełożony Stojaneva, major Vlodić, wyraża zgodę – i tym sposobem zaczyna się operacja. Milicjantom pomaga chorwacki „kapuś”, agent porucznika z Zadaru, który nadzwyczaj ochoczo – domyślamy się, że było to dla niego bardzo opłacalne (bo chyba nie robił tego jedynie z miłości do marszałka Tity) – wprowadza ich na przestępcze salony. A potem wszystko kręci się już samo… W zasadzie od momentu postawienia pierwszego kroku przez Michała i Volička wiadomo już, jakie będzie zakończenie i – w związku z tytułem – na czym polegać będzie finałowa scena akcji.
Wszystko jest tak boleśnie przewidywalne i naiwne, że nie sposób wykrzesać z siebie jakikolwiek entuzjazm w trakcie lektury. Może te niemal już czterdzieści lat temu „Zatrzymać niebieskiego fiata…” robiło jeszcze jakieś wrażenie. Wszak Jugosławia, chociaż należała do bloku krajów demokracji ludowej, to mimo wszystko traktowana była niemal jak Zachód. Stopa życiowa była dużo wyższa, klimat nieporównywalny z polskim, na gorących nadadriatyckich plażach nie brakowało turystów z państw kapitalistycznych. Prawie każdy obywatel PRL-u marzył o tym, aby Polska była choć trochę jak Jugosławia. I to mógł być ten wabik, który przyciągał czytelników, cała reszta zawodziła. Oczywiście poza Jerzym Wróblewskim, który swoje zadanie wykonał na tradycyjnie wysokim poziomie. Wprawdzie drukarze starali się, jak tylko to było możliwe, popsuć efekty jego pracy, ale nawet oni nie dali rady. Część nakładu wydrukowana została bowiem w przedziwny sposób, co najbardziej rzuca się w oczy na przykładzie koloru włosów zadarskiego „kapusia”, które na niektórych planszach są zielone, na innych znów niemal pomarańczowe. A takich niespodzianek graficznych jest więcej.
W „Zatrzymać niebieskiego fiata…” nie zabrakło też oczywiście tradycyjnych dodatków. Doktor Krzysztof Kondratowicz zaprosił na siódmą lekcję samoobrony, która poświęcona została padowi w przód z pozycji wyprostowanej. W „Za ofiarność i odwagę” uhonorowano kaprala MO z Gliwic Wincentego Reichela, który 13 stycznia 1977 roku wyciągnął z rzeki Kłodnicy tonącą Marię Staneczko, po czym udzielił jej pierwszej pomocy i odwiózł do szpitala. W „Nauce i technice w służbie MO” opisano z kolei działanie radaru określającego prędkość poruszającego się samochodu. Przy okazji podniesiono nieco morale polskiej młodzieży, akcentując fakt, że Milicja Obywatelska już od 1963 roku użytkuje sprzęt własnej konstrukcji. Nie zapomniano również o „Kronice MO”, którą poświęcono zaprowadzaniu rządów komunistycznych na terenie przyszłego województwa płockiego. Przy okazji, opisując wydarzenia z lat 1945-1947, zamieszczono taką oto ocenę: „Walka o utrwalenie władzy ludowej wymagała od funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej głęboko patriotycznych postaw, hartu, wielkiej odwagi i pełnego poświęcenia się dla powstającej ludowej Ojczyzny”. Koło zostało zamknięte. Bo co miałby zrobić ktoś, kto chciałby podobną rolę odegrać dzisiaj? Żbik udzielił właściwej odpowiedzi już we wstępie – wstąpić do ORMO!
koniec
30 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

31 VII 2017   11:06:44

Zaskakująco żywy ten fiat na okładce, wygląda, jakby wręcz po ludzku zrywał się do biegu. Protoplasta "Aut" od Pixara? ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Oto wizja wpadki
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VIII 2017

Piętnasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela przynosi niespodziankę. Choć w zanadrzu Dom Pomysłu posiada całe rzesze intrygujących postaci, tym razem pało na Visiona, którego nikt się chyba nie spodziewał.

więcej »

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
Sebastian Chosiński

18 VIII 2017

Fakt, że początkowo przewidziana na cztery części „Wojenna odyseja Antka Srebrnego” doczekała się właśnie siódmego odcinka, a w zapowiedziach jest już ósmy – świadczy o tym, iż komiks, na który pomysł zrodził się w Instytucie Pamięci Narodowej, cieszy się niemałą popularnością. Tym razem bohaterski chłopak wraz ze swoim przyjaciółmi wyzwala obóz jeniecki i tropi esesmańskiego złodzieja dzieł sztuki.

więcej »

A imię jego to Czerwony…
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Pewnie zapomnieliście już o istnieniu Reda, wyjątkowo cynicznego i bezwzględnego kosmicznego łowcy głów i nagród. Przecież od jego pojawienia się i jednocześnie śmierci – na łamach czasopisma „SFera” – minęło czternaście lat. Jeżeli jednak wspominacie go z sympatią, ucieszy Was fakt wznowienia wszystkich publikowanych w prasie historyjek. Tym bardziej że do starych scenarzysta Maciej Jasiński i rysownik Andrzej Janicki dorzucili nowe, wcześniej niepublikowane.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Nie straszni nam szpiedzy z Zachodu!
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.