Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Komiksy

Magazyn CLXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Kapitan Żbik: Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika

Esensja.pl
Esensja.pl
Mimo że pod koniec lat 70. czytelnicy „Kapitana Żbika” przyzwyczaili się do tego, że kolejne odcinki serii ukazywały się po coraz dłuższych przerwach, rok 1981 musiał być dla nich szokiem. Nie ukazał się wtedy bowiem ani jeden premierowy zeszyt (jedynie wznowienia). Dopiero parę miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego do kiosków „Ruchu” trafił pierwszy odcinek nowego cyklu – „St. Marie wychodzi w morze”.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #50: „St. Marie” wychodzi w morze…›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #50: „St. Marie” wychodzi w morze…
Scenariusz
Data wydania1982
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Od paru edycji cyklu początek tekstu jest zazwyczaj bardzo podobny; mowa w nim bowiem o pogarszającej się sytuacji gospodarczej i społeczno-politycznej Polski Ludowej, która bezpośrednio przekładała się także na politykę wydawniczą państwa. Było to związane również z przemianami, jakie zachodziły w społeczeństwie, które stawało się coraz bardziej nieufne wobec władz (i reprezentujących je instytucji, jak chociażby Milicja Obywatelska) oraz odporne na lejącą się zewsząd propagandę. Tym bardziej że po wydarzeniach czerwcowych 1976 roku trudno było – bez narażania się na śmieszność – dalej prowadzić tak zwaną „propagandę sukcesu”. Skoro jedynym wyrazistym sukcesem gospodarczym komunistów w tym okresie stało się wprowadzenie kartek na… z czasem niemal wszystko. Mimo postępującej degrengolady wydawnictwo Sport i Turystyka wcale nie zaprzestało prac nad przygodami Żbika. W latach 1980-1981 powstały cztery kolejne – powiązane ze sobą fabularnie – zeszyty. Które na publikację czekały jednak do 1982 roku…
W tym czasie, czyli pomiędzy 1980 a 1982 rokiem, do sprzedaży trafiło aż dwanaście wznowień. Co może wydawać się trochę dziwne. Dlaczego? Drukowano po dwieście tysięcy egzemplarzy komiksów, które już kiedyś ujrzały światło dzienne, a zwlekano z premierowymi, które były gotowe. O czym świadczą daty umieszczane na ostatnich planszach poszczególnych odcinków przez rysownika Jerzego Wróblewskiego: 1980 – w „St. Marie wychodzi w morze” i „Nie odebranym telegramie” (sic!) oraz 1981 – w „Śladach w lesie” („Smutny finał” pozbawiony jest datacji, ale to oczywiste, że nie mógł powstać wcześniej niż w roku wprowadzenia stanu wojennego). Czym to było spowodowane – zapewne tylko wciąż jeszcze żyjący, ale już bardzo wiekowy (bo dziewięćdziesięciojednoletni) Władysław Krupka byłby w stanie odpowiedzieć. Jak się niebawem okazało, otwierający tetralogię albumik „St. Marie wychodzi w morze” był zapowiedzią ostatniej miniserii opowiadającej o przygodach majora Żbika. W momencie gdy ona powstawała, jeszcze tego jednak nie wiedziano.
Scenariusz „St. Marie…” i kolejnych odcinków Krupka oparł na dwóch „dziełach” (cudzysłów jest jak najbardziej zamierzony, albowiem mamy do czynienia z kryminałami raczej średnich lotów) literackich: w mniejszym stopniu na mikropowieści Marcina Dora (pod pseudonimem tym ukrywał się Aleksander Minkowski) „Zabójstwo Thomasa Jonesa”, która ukazała się w 1969 roku w cyklu „Ewa wzywa 07”, oraz w większym na powieści Władysława Krupińskiego (czyli oczywiście samego Krupki) „Skazałeś ją na śmierć” z 1977 roku. Początek serii obiecywał wiele. Mogło się nawet wydawać, że po raz kolejny będziemy mieli do czynienia z szeroko zakrojoną, wielowątkową fabułą sensacyjno-szpiegowską na miarę pentalogii otwartej „Zapalniczką z pozytywką” (1970-1971), względnie dylogii „Wodorosty i pasożyty” (1976). Jaka okazała się rzeczywistość – będziemy analizować w tym i trzech kolejnych odcinkach naszego „esensyjnego” cyklu.
Początek jest trochę niemrawy i rozwlekły. Otóż okazuje się, że w Gdyni znika niemiecki marynarz Hans Jurgen. Zamustrowany był na statku „St. Marie”, który po kilku dniach pobytu na polskim wybrzeżu odpływa do Hamburga. Kapitan – człowiek znany z solidności – nie toleruje spóźnień, a tym razem musi przełknąć pastylkę znacznie bardziej gorzką. Bo co innego poślizg w powrocie na pokład, a co innego rozpłynięcie się w powietrzu. Wydaje się to tym dziwniejsze, że dotąd wobec Jurgena nie było żadnych zastrzeżeń; w papierach, jak się okazuje, też wszystko gra. Gdzie więc mógł się udać, gdy po obiedzie w restauracji „Mewa” pożegnał się z dwoma kolegami ze statku i poszedł załatwiać własne sprawy? Czy stało mu się coś złego? Poszukiwania prowadzone przez Milicję Obywatelską – w szpitalach, jednostkach pogotowia, nawet w przestępczych melinach – nie dają żadnego efektu. W takiej sytuacji nie ma innego wyjścia, jak zameldować o sprawie w Komendzie Głównej. Tym sposobem zawiadomienie o zaginięci Jurgena trafia na biurko majora Żbika. Ten nie zastanawia się długo i wraz z porucznikiem Julianem oraz sierżantem Zaryckim rusza do Gdyni.
To nic dziwnego. Dużo bardziej niekonwencjonalne jest to, co Żbik robi po drodze – każe się bowiem zawieźć do muzeum w Waśniewicach. Po co? Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się pamięcią do 1972 roku, kiedy to ukazała się – narysowana przez Grzegorza Rosińskiego – dylogia „Człowiek za burtą” oraz „Gotycka komnata”. To właśnie wtedy Żbik po raz pierwszy, prowadząc dochodzenie w sprawie zabójstwa, trafił do… no właśnie, Waśnic (a nie, jak wydrukowano po dziesięciu latach, Waśniewic), gdzie poznał piękną panią kustosz. Wtedy była nią Danuta Zawadzka, teraz nazywana – nie wiedzieć czemu – Krystyną. Wtedy miała ona wspaniałe rude włosy, teraz jest blondynką. Może są to więc dwie różne kobiety? Skądże. Przeczy temu rozmowa, jaką prowadzi z nią Żbik, podczas której oboje wspominają wydarzenia sprzed lat. Widać, że scenarzysta nie przywiązywał większej wagi do nazw własnych – zarówno osobowych (vide imiona bohaterów), jak i geograficznych. Co w przypadku milicjanta, który z definicji powinien wykazywać się skrupulatnością, na pewno dziwi i nie wydaje mu najlepszego świadectwa.
Ten wątek z Danutą / Krystyną jest tym bardziej zaskakujący, że wcześniej kapitan / major Żbik pozostawał w zasadzie nieczuły na wdzięki kobiece. Nie robiły na nim wielkiego wrażenia najbliższe, całkiem przecież ponętne współpracowniczki – ani porucznik Ola Malicka, ani porucznik Marzena – a tu nagle czuje afekt do niewidzianej przez lata kustosz prowincjonalnego muzeum. Z rozmowy wynika, że utrzymują oni kontakt listowny, może nawet spotykają się od czasu do czasu – jeżeli tak, to dlaczego w żadnym z wcześniejszych zeszytów nie ma o tym mowy? Zachowanie Danuty / Krystyny, która wykorzystuje każdą okazję, aby dać majorowi niewinnego buziaka, wskazuje też na to, że łączy ich znacznie więcej niż zdawkowa znajomość. Ba! wszak umawiają się nawet na kilka wspólnie spędzonych dni nad morzem. Oczywiście jeśli sytuacja na to pozwoli… Cóż, dziwny ten cały wtręt i nie do końca wiadomo czemu służący. Bardziej sprawia on wrażenie sztucznego „pompowania” scenariusza, co wydaje się tym bardziej zrozumiałe, że w całym zeszycie nie dzieje się zbyt wiele.
Właśnie, wróćmy do meritum. Żbik dociera w końcu na Wybrzeże i zarządza dalsze poszukiwania Jurgena, które wreszcie przynoszą efekty – jeden z milicyjnych wywiadowców na gdyńskim bazarze znajduje marynarską kurtkę, która mogła należeć do Niemca. To pierwsza uchwycona przez funkcjonariuszy nitka, po której major wędruje dalej. A przekorny los prowadzi go zawiłymi ścieżkami – z Gdyni do Karpacza i z powrotem nad Bałtyk. „St. Marie wychodzi w morze” jest ciekawe o tyle, że drobiazgowo przedstawia różnorakie milicyjne procedury, poszerzając w ten sposób wiedzę czytelników na temat kryminologii. Tyle że w 1982 roku nie jest to już taka wiedza magiczna, jak dekadę wcześniej, kiedy pojawiały się najlepsze pod tym względem zeszyty autorstwa pułkownika Zbigniewa Gabińskiego (jak na przykład „Czarny parasol”, „Studnia” czy „Skoda TW 6163”). W momencie kiedy „St. Marie…” ujrzało światło dzienne, wielbiciele kryminałów zdążyli napatrzyć się już na żmudną pracę MO dzięki serialowi „07 zgłoś się” (dotąd wyemitowano czternaście odcinków).
Przejdźmy do dodatków. Pierwszym był – tradycyjnie – list Żbika, który tym razem apelował do młodzieży, aby przeciwstawiała się aktom wandalizmu i niszczeniu mienia społecznego. Jeśli publiczne napiętnowanie sprawców tych czynów nie będzie przynosić efektów, należy informować odpowiednie służby. Zostają one nawet wymienione: Komitety Blokowe, Administracja Domów Mieszkalnych, Osiedlowe Komitetu Frontu Jedności Narodu, w końcu – MO i ORMO. Wyobrażacie sobie taką drętwą gadkę do nastolatków kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego?! Na zakończenie komiksu umieszczono kolejną lekcję jiu-jitsu doktora Krzysztofa Kondratowicza. Co ciekawe, ta był jedenasta, w poprzednim premierowym zeszycie – „Zatrzymać niebieskiego fiata…” (1980) – znalazła się natomiast siódma, co oznacza, że trzy brakujące musiały zostać wydrukowane we wznowieniach, które ukazały się w 1981 roku. Rubrykę „Nauka i technika w służbie MO” poświęcono zastosowaniu telewizji użytkowej w badaniach śladów z miejsc przestępstw, a „Kronikę MO” – wydarzeniom związanym z „utrwalaniem władzy ludowej” na terenie ówczesnego – anno Domini 1982 – województwa elbląskiego, gdzie dzielni milicjanci i ubecy musieli borykać się z wszelkiej maści kanaliami, zwłaszcza zaś szabrownikami, dywersantami i hitlerowskimi maruderami. Niestety, po raz pierwszy od lat w tym „Żbiku” nie zamieszczono minikomiksu z cyklu „Za ofiarność i odwagę”.
koniec
6 sierpnia 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
Sebastian Chosiński

20 VIII 2017

W „Śladach w lesie” – trzeciej (przedostatniej) części miniserii – coś wreszcie zaczęło się dziać, chociaż przez cały czas czytelnikowi towarzyszy poczucie, że mozolne dążenie do celu, czyli rozwiązania sprawy tajemniczego zaginięcia niemieckiego marynarza, wcale nie jest zasługą majora Żbika, lecz spadających mu z nieba na biurko dowodów. Gdyby Żbik nie był ateistą, mógłby nawet pomyśleć, że to sprawka Boga.

więcej »

Marvel: Oto wizja wpadki
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

19 VIII 2017

Piętnasty tom kolekcji Superbohaterowie Marvela przynosi niespodziankę. Choć w zanadrzu Dom Pomysłu posiada całe rzesze intrygujących postaci, tym razem pało na Visiona, którego nikt się chyba nie spodziewał.

więcej »

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
Sebastian Chosiński

18 VIII 2017

Fakt, że początkowo przewidziana na cztery części „Wojenna odyseja Antka Srebrnego” doczekała się właśnie siódmego odcinka, a w zapowiedziach jest już ósmy – świadczy o tym, iż komiks, na który pomysł zrodził się w Instytucie Pamięci Narodowej, cieszy się niemałą popularnością. Tym razem bohaterski chłopak wraz ze swoim przyjaciółmi wyzwala obóz jeniecki i tropi esesmańskiego złodzieja dzieł sztuki.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tarzan w leśnej kniei
— Sebastian Chosiński

Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

„Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Z Bydgoszczy do serca dżungli
— Sebastian Chosiński

Szwejk Ludowego Wojska Polskiego
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.