Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydany krótko po wprowadzeniu stanu wojennego zeszyt „St. Marie wychodzi w morze…”, otwierający kolejną (tym razem czteroczęściową) miniserię przygód majora Żbika, nie należał do szczególnie interesujących. Tym trudniejszy może być do wyobrażenia fakt, że jego bezpośrednia kontynuacja – „Nie odebrany telegram” (sic!) – wypada pod względem atrakcyjności fabuły jeszcze gorzej.

Władysław Krupka, Jerzy Wróblewski
‹Kapitan Żbik #51: Nieodebrany telegram›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Żbik #51: Nieodebrany telegram
Scenariusz
Data wydania1982
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKapitan Żbik
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W „St. Marie wychodzi w morze…” (1982) nie działo się zbyt wiele. Fabułę całego zeszytu można by streścić w zasadzie jednym zdaniem: po zaginięciu w Gdyni marynarza z niemieckiego statku „St. Marie” Milicja Obywatelska wszczyna dochodzenie, które donikąd nie prowadzi. Drugim zdaniem da się natomiast streścić fabułę kolejnej (z czterech) części minicyklu: MO poszukuje Hansa Jurgena, ale nadal nie przynosi to żadnych wymiernych skutków. O podobnej sprawie pewnie wcale nie pisalibyśmy, gdyby nie fakt, że śledztwo prowadzi – dodajmy, że w zatrważająco wolnym, wręcz ślimaczym tempie – major Żbik. Żeby uniemożliwić mu w miarę szybkie dotarcie do prawdy, scenarzysta Władysław Krupka co rusz wprowadza nowe wątki, niektóre z nich nawet niespecjalnie wiążą się z Jurgenem. Ale na przykład – jak chociażby dwudniowe tête-à-tête z Krystyną (Danutą), piękną panią kustosz z muzeum w Waśniewicach (Waśnicach) – mówią co nieco o samym Żbiku. Problem w tym, że tak pogłębiony motyw relacji damsko-męskich pojawił się w tej serii dopiero pierwszy raz – w pięćdziesiątym pierwszym odcinku!
W poprzednim zeszycie Żbik zahaczył o Waśniewice, jadąc na Wybrzeże; niezobowiązująco umówił się z Krystyną na spotkanie w Gdyni. I teraz właśnie do niego dochodzi. Historyczka przyjeżdża do Trójmiasta, major czeka na nią na dworcu, następnie odwozi ją do hotelu, a po południu zaprasza na obiad. W tym czasie oboje nie szczędzą sobie miłych słów. Tak się dają ponieść nastrojowi, że wybierają się nawet na spacer nad morze, aby podziwiać zachód słońca. Całkiem możliwe, że czytelnicy przecierali oczy ze zdumienia, patrząc, co wyprawia ich ulubiony milicyjny bohater – takim przecież nigdy wcześniej go nie widzieli. Z komiksu wynika, że Krystyna spędziła w Gdyni dwa dni. Niestety, nie dowiadujemy się nic więcej na temat tego, co robiła w tym czasie (nie wiemy nawet, dokąd para udała się po zachodzie słońca) – Krupka postanowił bowiem nad niebezpiecznymi obyczajowo relacjami przejść do porządku dziennego i na kolejnej planszy relacjonuje już wydarzenia, jakie miały miejsce po wyjeździe kobiety. Choć trafniej byłoby chyba stwierdzić: nie „relacjonuje”, a „cedzi”.
W końcu jednak przychodzi moment, kiedy pojawiają się nowe tropy. Przede wszystkim na terenie jednego z oddziałów Zakładów Budowy Maszyn w Gdyni w skrzyni na śmieci sprzątaczka znajduje portfel i dokumenty należące do zaginionego niemieckiego marynarza. W portfelu natomiast znajduje się zdjęcie młodej kobiety, ślicznej blondynki. Gdy rozmowy z pracownikami nie przynoszą odpowiedzi na pytanie, jak rzeczy te trafiły na teren zakładu, Żbik stawia wszystko na odnalezienie nieznajomej. Do bydgoskiego fotografa, którego pieczątka widnieje na odwrocie, wysyła sierżanta Zaryckiego, zarządza też wydrukowanie zdjęcia w prasie i wyemitowanie w telewizji. Dzięki temu wkrótce udaje się ustalić personalia; pojawia się też ciekawy wątek pobytu kobiety z tajemniczym mężczyzną w motelu w Lulowie. Na pozór w komiksie dzieje się całkiem sporo, Żbik niemal przez cały czas jest w ruchu – jeździ to tu, to tam, lecz niewiele z tego wynika. Działania milicji przypominają trochę psa, który przez cały czas goni własny ogon.
Najistotniejsza dla rozwoju akcji informacja pojawia się dopiero w… przedostatnim kadrze. Można ją potraktować jako klasyczny cliffhanger, tyle że sposób, w jaki został on wprowadzony bardziej przypomina zastosowanie Eurypidesowego patentu Deus ex machina. Ale czegóż oczekiwać od zeszytu, w którym nawet tytuł zapisany został w niepoprawnej formie?… Przejdźmy teraz do „bonusów”. Otwierający album list Żbika do czytelników to kolejny „suchar”. Tym razem major odpowiada na pytania dotyczące działalności Młodzieżowej Służby Ruchu (tak, było coś takiego w latach 60. i 70. XX wieku). Zazwyczaj tworzą ją harcerze, ale jeśli zbierze się jakaś nieformalna grupka dziewcząt i chłopców, też mogą założyć lokalny oddział MSR; potrzebują tylko opiekuna. Kto może się nim stać? Żbik (słowami Krupki) wymienia: „funkcjonariusz Wydziału Ruchu Drogowego MO, społeczny inspektor ORMO do spraw ruchu drogowego, społeczny inspektor Polskiego Związku Motorowego, przedstawiciel Ligi Obrony Kraju lub Państwowego Zakładu Ubezpieczeń”. Ciekawe, prawda?
To pytanie kierujemy natomiast głównie do dzisiejszych pięćdziesięciolatków: Wyobrażacie sobie nastolatków, którzy w stanie wojennym odwiedzają komendę MO albo siedzibę ORMO i debatują z przedstawicielami władzy ludowej na temat stworzenia w miasteczku komórki MSR? Twórcy Żbika, jak widać, sobie takie cuda wyobrażali. List otworzył komiks, a co go zamykało? Między innymi kolejna – tym razem dwunasta – prowadzona przez doktora Krzysztofa Kondratowicza lekcja samoobrony. Powróciła też, nieobecna w poprzednim zeszycie rubryka „Za ofiarność i odwagę”. Nie można jednak pozbyć się wrażenia, że została zrobiona „na odpieprz”, na kolanie – zarówno graficznie, jak i fabularnie. Przedstawiono w niej zdarzenie, w którym brał udział kapral Bogusław Woldon. Dzielny milicjant, ryzykując poparzeniem, wyciągnął z rozbitego i płonącego śmigłowca jednego z członków załogi. Co stało się z pozostałymi – nie wiadomo. Podana jest też jedynie data wypadku (12 lipca 1977 roku), ale zapomniano o jego miejscu. Zaintrygować mógł za to tekst z cyklu „Nauka i technika w służbie MO”, który poświęcony został identyfikacji ludzi dzięki badaniom… warg. Tak, przeczytaliście dobrze. Autor notki powołuje się na prace naukowców japońskich, którzy doszli do wniosku, że ludzkie wargi są indywidualne i niepowtarzalne jak linie papilarne. W sumie dobrze wiedzieć.
koniec
13 sierpnia 2017
dodajdo

Komentarze

14 VIII 2017   23:20:44

wspomniana technika identyfikacji śladów warg to cheiloskopia

15 VIII 2017   00:55:09

No proszę. W komiksie takie fachowe określenie nie pada.
Dziękuję za doprecyzowanie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Deficyt Asteriksa w Asteriksie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 XI 2017

Nie myślałem, że dane mi będzie napisać kiedyś recenzję, w której będę porównywał „Asteriksa” do „Kajka i Kokosza” i bez żadnych wątpliwości stwierdzę, że twórcy przygód Gala inspirowali się Januszem Christą. Takie w każdym razie miałem odczucia czytając „Asteriksa w Italii”.

więcej »

Tintin nienarysowany
Marcin Osuch

24 XI 2017

„Tintin i Alph-Art”, ostatni album z przygodami młodego reportera, nie jest klasycznym komiksem. To znaczy miał być takim, niestety twórcy zabrakło już czasu.

więcej »

Krzyżowcy, heretycy i obcy
Paweł Ciołkiewicz

22 XI 2017

„Jezioro ognia” to ciekawa mieszanka komiksu historycznego z elementami s-f. Oto w roku 1220 w samym środku kolejnej krucjaty skierowanej przeciwko heretykom gdzieś w Pirenejach rozbija się statek kosmiczny, z którego wypełzają na świat obcy. Jak na widok tych potworów zareagują duchowni i rycerstwo od lat tępiące wyimaginowanego diabła?

więcej »

Polecamy

Przeczytać Panterę i zapomnieć

Marvel:

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Głos suwerena wysłuchany
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ogniu krocz za mną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Na tropie narkotykowej szajki
— Sebastian Chosiński

Korzeń też psuje się od głowy
— Sebastian Chosiński

Miłość, która prowadzi na manowce
— Sebastian Chosiński

Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Skok na radziecką rybę
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Kowboje i obcy
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Marynistyczny komiks płaszcza i szpady
— Sebastian Chosiński

Przez prerię wzdłuż i wszerz
— Sebastian Chosiński

Bandyci w Dolinie Królów
— Sebastian Chosiński

Czy kapitan Żbik miał przyrodniego brata?
— Sebastian Chosiński

Na tropie nazistów
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Podróż do rajskiego zakątka
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Wiedźmy kontra kapitalizm
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wiosna w Helsinkach
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.