Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Nie taki wampir straszny jak o nim mówią

Esensja.pl
Esensja.pl
W dobie metroseksualnych wampirów rodem ze „Zmierzchu” człowiek czasem chciałby przeczytać dla odmiany jakąś opowieść w klasycznie gotyckim klimacie, gdzie krwiopijca budziłby lęk, a nie chęć powieszenia sobie plakatu z jego podobizną na ścianie. Taką jak „Książę nocy. Pierwsza śmierć” Yvesa Swolfsa.

Yves Swolfs
‹Książę Nocy #0: Pierwsza śmierć›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsiążę Nocy #0: Pierwsza śmierć
Scenariusz
Data wydaniasierpień 2017
RysunkiYves Swolfs
PrzekładMaria Mosiewicz
Wydawca Egmont
CyklKsiążę nocy
ISBN9788328119215
Format48 s. 215x285 mm
Cena34,99
Gatunekgroza / horror
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 29,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Przyznam, że nie spodziewałem się, że seria „Książę nocy” jeszcze się kiedyś powiększy. Sześć tomów do których scenariusz i rysunki stworzył Yves Swolfs („Vlad”, „Durango”) stanowi zamkniętą całość, a ostatni z nich ukazał się w 2001 roku (u nas w 2003). Opowiada o tym jak przez wieki, począwszy od średniowiecza, rodzina Vincenta Rougementa walczyła z potężnym wampirem Vladimirem Kerganem. W każdym tomie śledziliśmy zmagania kolejnych przedstawicieli rodu Rougement ze swoim fatum. Czasem wcale nie było pewne kto tu na kogo poluje. Całość nie porażała oryginalnością, ale stanowiła miłą i wciągającą lekturę. Zwłaszcza, że Swolfs jest lepszym grafikiem, niż scenarzystą, dzięki czemu bardzo umiejętnie potrafił oddać nastrój grozy, a także charakter poszczególnych okresów historycznych. Do tego chyba lubi rysować roznegliżowane kobiety (o figurach idealnych), co nie umykało uwadze męskiej części odbiorców.
Po latach postanowił dopisać jeszcze jeden rozdział do tej historii, a mianowicie album z numerem „0”, który pokazuje moment, kiedy Kergan zostaje nieumarłym. Nie jest to pozycja niezbędna i lepiej sprawdza się jako uzupełnienie głównego cyklu, ale ponieważ nie jest powiązana (poza bohaterem) fabularnie z pozostałymi częściami, spokojnie można po nią sięgnąć bez znajomości innych tomów.
Cofamy się do przełomu I i II wieku naszej ery i czasów wojen dackich, kiedy to Rzymianie podbijali tereny obecnej Rumunii, zasiedlane wtedy przez Daków. Ich obroną dowodził Kergan, pierworodny syn dackiego władcy Panajkomesa z pierwszego małżeństwa. Był to człowiek porywczy i okrutny, który wolał walczyć niż pertraktować. Nie miał jednak poparcia rodziny. Choć posiadał posłuch u poddanych, którzy chwalili jego zwycięstwa, ojciec wciąż nie mógł mu wybaczyć, że w czasie porodu Kergana zmarła jego ukochana żona. Z drugiej strony wyrachowana macocha za wszelką cenę starała się przekonać męża, że tylko ich wspólne dziecko jest godne objąć tron, a Vladimira należało jak najszybciej odprawić.
Mamy więc do czynienia z klasyczną opowieścią o królewskich intrygach, zdradzie i zemście. Swolfs ani na moment nie wychodzi poza ramy gatunku. Z jednej strony można to potraktować jako atut, bo dzięki temu tworzy spójną całość w nieco oldschoolowym stylu. Z drugiej jednak przewidywalność fabuły sprawia, że już na starcie możemy domyślić się zakończenia.
Jednak tym co mi najbardziej przeszkadzało w czasie lektury, to sama postać Kergana. Pomijam już fakt, że pokazując jego śmiertelny żywot nieco odzieramy tę postać z mroku, jaki towarzyszył jej w pozostałych częściach serii. Prawdziwym problemem jest to, że choć wszyscy w koło mówią jaki to on nie jest okrutny i skory do bitki, to wcale tego nie czuć. W zasadzie tylko on z królewskiej rodziny zachowuje się racjonalnie, mając na celu chronienie państwa, a nie zaspokajanie własnych żądz. Do tego dowiadujemy się, że potrafił kochać i w tym jest nawet bardziej przekonujący, niż kiedy ma być okrutnikiem.
Nie zmienia to faktu, że „Pierwszą śmierć” czyta się całkiem przyjemnie (jak i inne tomy z tej serii) i szybko. Co prawda równie szybko się o niej zapomina, ale przecież zawsze można sobie przedłużyć przyjemność obcowania z Kerganem, sięgając po całego „Księcia nocy”. Zwłaszcza, że Egmont ma w planach reedycję cyklu.
koniec
8 września 2017
dodajdo

Komentarze

08 IX 2017   21:23:12

Daków czy Traków?

09 IX 2017   14:20:53

Daków. Trakowie byli bliżej morza Czarnego.

10 IX 2017   07:34:42

"rządz" ? Dżizas...

10 IX 2017   14:03:10

Yves => Yves'a

10 IX 2017   19:16:17

@Yves
A to niby dlaczego?

10 IX 2017   20:02:10

@Ugluk
Tutaj: https://sjp.pwn.pl/zasady/;629610 - podpunkt b.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: Krowa może być czasem lekko zakręcona
Marcin Mroziuk

25 IX 2017

Młodzi wielbiciele przygód niezwykłej krowy na pewno z przyjemnością sięgną po „Mamę Mu na wycieczce i inne komiksy”, aby po raz kolejny spotkać swoją ulubioną bohaterkę i jej skrzydlatego przyjaciela. Dzieci w trakcie lektury będą świetnie bawić i nie powinno im też specjalnie przeszkadzać to, że zamieszone w tym tomie cztery komiksowe historyjki pod względem fabularnym w znacznym stopniu stanowią powielenie opowieści znanych z wcześniejszych książek Jujji Wieslander.

więcej »

Adaptacja komiksowa, która igra z ogniem
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

23 IX 2017

Komiksowe adaptacje powieści są zawsze bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, raczej skazanym na porażkę, niż spektakularny sukces. Szczęśliwie historia zna chlubne wyjątki. Można do nich śmiało dołączyć wydaną przez Egmont wersję obrazkową środkowej części trylogii (choć to już nieaktualne określenie) „Millennium” Stiega Larssona „Dziewczyna, która igrała z ogniem”.

więcej »

Miłość w czasach internetu
Paweł Ciołkiewicz

22 IX 2017

Życie młodego singla w Nowym Yorku nie jest łatwe. Zawód miłosny sprawia, że K pogrąża się w nałogu… randkowania. Za namową kumpla zakłada konto na portalu Lovebug i rzuca się w wir „miłosnych” przygód, które niestety czynią go coraz bardziej nieszczęśliwym.

więcej »

Polecamy

Zaproszenie do jamy

Kadr, który…:

Zaproszenie do jamy
— Wojciech Gołąbowski

Samotni
— Wojciech Gołąbowski

Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wymarsz o świcie
— Wojciech Gołąbowski

Wróg czy przyjaciel?
— Marcin Osuch

O zmierzchu na Wieprzu
— Wojciech Gołąbowski

Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożoga
— Wojciech Gołąbowski

Pędzą konie
— Wojciech Gołąbowski

Rozstrzelany pociąg
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Górniczy protest na Dzikim Zachodzie
— Sebastian Chosiński

U podnóża Gór Skalistych
— Sebastian Chosiński

Nawet stryczek mu nie straszny
— Sebastian Chosiński

Gdybyś tylko chciał, zaciągnęłabym cię do łóżka!
— Sebastian Chosiński

Piękna, niebezpieczna i… uzbrojona
— Sebastian Chosiński

Miasto z rysą na sumieniu
— Sebastian Chosiński

Desperados spod jasnej gwiazdy
— Sebastian Chosiński

Wyzwolenie bez teologii, czyli Durango z domieszką marksizmu
— Sebastian Chosiński

W drodze do Meksyku wiele zdarzyć się może
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Adaptacja komiksowa, która igra z ogniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Grzech nie przeczytać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zainteresować zainteresowanych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czarna Wdowa na ostro
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez przebaczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyrzut sumienia pędzącego miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie ma kresu zbrodni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.