Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Historia w obrazkach: Na Zabajkalu wojna trwa…

Esensja.pl
Esensja.pl
Krakowskie wydawnictwo POST powoli, acz konsekwentnie dostarcza na polski rynek ciekawe i wartościowe komiksy. Tym razem zaserwowalo nam przygody marynarza i awanturnika Corto Maltese w komiksie „Na Syberii”...

Hugo Pratt
‹Corto Maltese na Syberii›

Corto Maltese na Syberii
EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCorto Maltese na Syberii
Tytuł oryginalnyCorto sconta detta arcana
Scenariusz
Data wydania2004
RysunkiHugo Pratt
PrzekładMonika Gurgul
Wydawca POST
CyklCorto Maltese
ISBN-1083-919142-1-6
Format120 w czerni i bieli, okładka miękka, lakierowana ze skrzydełkami
Cena29,90
Gatunekhistoryczny, przygodowy
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 27,50 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Po wydaniu obu tomów „Mausa” Arta Spiegelmana, także dwutomowego „V jak Vendetta” Alana Moore’a, albumu otwierającego serię „Kot rabina” Joanna Sfara i w końcu pierwszego na polskim rynku tomu przygód marynarza i awanturnika Corto Maltese („Na Syberii”) autorstwa Hugo Pratta – krakowskie Wydawnictwo POST bezsprzecznie uznać należy za „dostarczyciela” najciekawszych i zarazem najwartościowszych komiksów w Polsce. Na dodatek jest ono znakomitym dowodem na obronę tezy, iż jakość wcale nie musi zależeć od ilości. POST, w porównaniu z innymi oficynami publikującymi komiksy, wydaje niewiele; tyle że każdy (dobrze, niech będzie: niemal każdy; wydali przecież także średniej jakości „Janosika”) sygnowany przezeń album jest starannie wybrany ze sporej przecież, a więc obfitującej również w dzieła wątpliwej jakości, oferty europejskich firm specjalizujących się w tej dziedzinie sztuki. Chwała POSTowi za to, że nie idzie na łatwiznę, że wybiera pozycje mniej znane (przynajmniej w naszym kraju), ale za to stanowiące kanon światowego komiksu.
U schyłku pewnej epoki
Od pierwodruku – jeszcze w prasie (w odcinkach) – „Corto Maltese na Syberii”, dzięki któremu polscy czytelnicy mają wreszcie okazję poznać jednego z najbardziej intrygujących komiksowych bohaterów zachodniej Europy, mija właśnie trzydzieści lat. Sporo, by się zestarzeć, stracić blask, wyzbyć się aury tajemniczości. Tyle że upływ czasu temu dziełu wcale nie zaszkodził. I dziś jeszcze o syberyjskich przygodach włoskiego awanturnika czyta się z takimi samymi wypiekami na twarzy, jak niegdyś czytało – i oglądało, bo na podstawie tej powieści nakręcono co najmniej jeden film kinowy i dwa telewizyjne seriale – „Michała Strogowa, kuriera carskiego” Juliusza Verne’a. Bo z tą właśnie książką mistrza powieści przygodowej i fantastyczno-naukowej najbardziej kojarzy mi się „Corto Maltese na Syberii”. Jak sądzę, nawiązania te nie są przypadkowe, choć Pratt w żadnym miejscu bezpośrednio do dzieła Verne’a się nie odnosi. Podobieństw jest jednak zbyt dużo, by z góry z tego powodu przekreślić wpływ dziewiętnastowiecznego pisarza na dwudziestowieczny komiks. Włoski scenarzysta i rysownik zrezygnował jednak z budowy całkiem nowej scenografii i osadził akcję na tle rzeczywistych wydarzeń z okresu wojny domowej w Rosji. A raczej: jednego z najbardziej fascynujących – syberyjskich – jej epizodów. By jednak w pełni zrozumieć wszystkie zawiłości ówczesnej sytuacji w Rosji, a przede wszystkim na Zabajkalu, warto przypomnieć kilka faktów historycznych.
Po wybuchu rewolucji październikowej, rozpoczętej wystrzałami z „Aurory” i szturmem przez bolszewików Pałacu Zimowego w Carskim Siole pod Piotrogrodem (tak wówczas nazywał się późniejszy Leningrad, a dzisiejszy Petersburg), historia nabrała rozpędu. Mikołaj II Romanow nie był już wtedy carem – abdykował wkrótce po rewolucji lutowej, kiedy to został internowany na rozkaz nowego republikańskiego rządu. Po październikowym przewrocie i przejęciu w Moskwie władzy przez Lenina i jego zauszników los carskiej rodziny zdawał się już być przesądzony. Komuniści nie mogli przecież pozostawić przy życiu człowieka, który w oczach wielu Rosjan był symbolem państwa i dynastii rządzącej krajem od XVII wieku. W lipcu 1918 roku na osobisty rozkaz „wodza rewolucji” niedawnego jeszcze cara, wraz z żoną i pięciorgiem dzieci, rozstrzelano w piwnicach siedziby miejscowej Czeki w Jekaterynburgu. Miał to być cios wymierzony we wszystkich „pogrobowców” caratu, którzy wciąż jeszcze w całej Rosji, a przede wszystkim na Syberii, prowadzili skuteczną walkę z „czerwonymi”, w czym wspomagali ich – niestety, niezbyt energicznie – zachodni interwenci (Anglicy, Francuzi, Amerykanie) i Japończycy.
„Szalony Baron” von Ungern-Sternberg
Rok 1919 i początek roku 1920 wydawały się być jeszcze okresem nadziei. Generał Nikołaj Judenicz ruszył z Estonii na Piotrogród, generał Anton Denikin zaatakował Moskwę, generał Piotr Wrangel wyswobadzał Krym, a admirał Aleksander Kołczak na Dalekim Wschodzie ogłosił się dyktatorem państwa rosyjskiego i szykował się do zwycięskiego pochodu na stolicę od strony Uralu. I to właśnie na Syberii władztwo bolszewickie było najsłabsze. Tyle że admirał Kołczak nie spełnił pokładanych w nim nadziei: pokonany i wydany w ręce bolszewików, został rozstrzelany w lutym 1920 roku. Nie oznacza to jednak, że wszystkie punkty oporu na Zabajkalu zostały zlikwidowane. Z bolszewikami wciąż skutecznie walczyli oficerowie podlegli admirałowi: generał-ataman Grigorij Siemionow oraz generał baron Roman Fiodorowicz Ungern von Sternberg, zwany przez co niektórych „Szalonym Baronem”. Obydwaj pojawiają się na kartach „Corto Maltese na Syberii”, odgrywając zresztą w komiksie niepoślednią rolę. Ungern – postać tyle fascynująca, co obrosła już legendą – był z pochodzenia estońskim arystokratą, choć urodził się w Austrii. Są jednak wątpliwości, kiedy miało to miejsce: w 1885 czy 1886 roku. We wstępie do komiksu jego autor (wstępu oczywiście), Gianfranco de Turris, podaje tę pierwszą datę (na dodatek dzienną: 29 grudnia). W 1908 roku, otrzymawszy oficerskie szlify, po raz pierwszy trafił na Daleki Wschód. Jak się okazało, miał tam jeszcze wrócić i odegrać znaczącą, chociaż epizodyczną, rolę w historii tej części świata. Po wybuchu I wojny światowej walczył m.in. w Karpatach; w 1917 roku los rzucił go na pogranicze Rosji i Mongolii, gdzie został oddany pod rozkazy admirała Siemionowa. Ungern nie był jednak typem człowieka, który łatwo poddawał się woli innych, tym bardziej gdy nie miał o nich najlepszego zdania. Więc choć formalnie współpracował z Siemionowem, zaczął się przygotowywać do realizacji własnego planu: budowy nowego państwa mongolskiego, którego on – wzorem Czyngis-chana czy późniejszego Tamerlana – stałby się przywódcą. I tu rodzi się pytanie, nie tak rzadko znów zadawane przez historyków: geniusz czy szaleniec?
Ossendowski – polski ślad
Los chciał, aby legenda barona przetrwała do naszych czasów – i to w dużej mierze dzięki naszemu rodakowi, Antoniemu Ferdynandowi Ossendowskiemu. Przy tej postaci też warto na kilka chwil się zatrzymać, albowiem – co do tego wątpliwości mieć nie można – gdyby nie jego autobiograficzna powieść „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” (wydana najpierw w 1922 roku po angielsku w Nowym Jorku, a dopiero rok później w Polsce) komiks o syberyjskich przygodach Corto Maltese najprawdopodobniej nigdy by nie powstał albo, gdyby jednak Pratt wpadł na taki pomysł, wyglądałby on całkiem inaczej. To bowiem nade wszystko naszemu rodakowi zawdzięcza baron von Ungern-Sternberg swą pośmiertną sławę. Ossendowski, niemal całkowicie zapomniany – a raczej: skazany na zapomnienie – po wojnie (w PRL-u), jest wciąż jednym z najbardziej znanych Polaków na świecie (przede wszystkim dzięki wspaniałym powieściom przygodowym i pierwszej, wydanej jeszcze w latach trzydziestych XX wieku, zbeletryzowanej biografii Lenina). Urodził się w 1876 roku w majątku nieopodal Witebska, dzieciństwo spędził w Kamieńcu Podolskim, a uczył się w Petersburgu. Jako student chemii brał udział w wyprawach badawczych na Kaukazie i Syberii (wtedy trafił tam po raz pierwszy); latem zaś najmował się jako pisarz okrętowy i na statkach zwiedził niemal całą Azję. W końcu – po zamieszkach studenckich, w których brał udział i za które został wygnany z europejskiej części Rosji – zamieszkał na Syberii: prowadził badania geologiczne we Władywostoku, w roku 1905 organizował polskie władze rewolucyjne w Mandżurii, wreszcie wykładał w Tomsku. Wtedy też prawdopodobnie poznał języki chiński i mongolski; w nim samym zresztą, jak podkreślał, płynęła tatarska krew. Za swój patriotyzm, który kazał mu głośno sprzeciwiać się represjom stosowanym przez carat w Królestwie Kongresowym (po rewolucji 1905 roku), sąd wojskowy skazał go na śmierć; ostatecznie karę złagodzono do osadzenia w twierdzy. Gdy ją opuścił (przed terminem), zamieszkał w Petersburgu, gdzie utrzymywał się z pisania (pochlebnie o jego twórczości wypowiadał się m.in. sam Lew Tołstoj).
Po wybuchu rewolucji październikowej przeniósł się na Syberię i wszedł w skład kontrrewolucyjnego rządu Kołczaka. To ponoć właśnie Ossendowski, na rozkaz admirała, miał przekazać wywiadowi amerykańskiemu dokumenty świadczące o współpracy Lenina z wywiadem niemieckim, co było przez lata całe jedną z najpilniej strzeżonych bolszewickich tajemnic. Kiedy armia Kołczaka została rozgromiona, Polak postanowił przedrzeć się przez Mandżurię i Tybet do Birmy, jednakże „utknął” w Mongolii, gdzie spod władzy współpracującego jeszcze wówczas z bolszewikami Kuomintangu wyzwolił go… baron von Ungern-Sternberg. „Profesor”, bo tak w oddziale barona zwano Ossendowskiego, szybko zyskał jego zaufanie i przyjaźń, stając się na krótko jego politycznym doradcą. Z rozkazu Romana Fiodorowicza polski pisarz miał wybrać się z tajną misją do Pekinu, Japonii, a nawet – USA. Niestety, okoliczności tych wypadów po dziś dzień owiane są tajemnicą. Tak samo zresztą jak sprawa legendarnego skarbu carskiego, który przekazany został przez Kołczaka Ungernowi i przez barona ukryty. Gdzie? Na to pytanie starał się odpowiedzieć Hugo Pratt w swoim komiksie.
James Bond i Michał Strogow
I w tym miejscu pozostawmy historię i przejdźmy do literackiej fikcji. Tym bardziej że jest ona nie mniej fascynująca. Corto Maltese wiele zawdzięcza dziewiętnastowiecznym bohaterom literackim, co jednak wcale nie oznacza, że sam jest bohaterem, który już lekko „trąci myszką”. Aby tak się nie stało, autor komiksu obdarzył go wieloma walorami kojarzonymi przede wszystkim z… agentem 007. Jest więc niesamowicie przystojny i stanowczy, potrafi bez wahania użyć pięści, noża czy też broni palnej. Kiedy jednak trzeba, tzn. gdy wymaga tego akcja bądź okoliczności, potrafi być niezwykle romantyczny i ujmujący. Poznajemy go, gdy w Hong Kongu odpoczywa po kolejnej misji. Wtedy też przekazane zostaje mu następne zadanie: żeńska organizacja Czerwone Latarnie (nazwa też pewnie nie jest bez znaczenia) namawia go do wyprawy na Syberię w celu wydarcia z rąk „białych” oficerów skarbu carskiego przewożonego przez żołnierzy admirała Kołczaka w specjalnym opancerzonym pociągu. Corto wyrusza więc na północ i niemal natychmiast wpada w wir dramatycznych wydarzeń. Sporą chętkę na skarb mają bowiem także wiarołomny ataman Siemionow, jak i mongolscy komuniści współpracujący w tym przypadku z chińskim Kuomintangiem. Przeciwników ma więc Maltese nie byle jakich. Akcja pędzi jak na złamanie karku. Co rusz pojawiają się nowe wątki i nowe postacie. A wszystko skrojone zostało jak na porządną opowieść awanturniczo-szpiegowską przystało. Twórcy filmów z agentem Jamesem Bondem by się tej historii nie powstydzili! Nie brak w tym komiksie także pięknych kobiet: z jednej strony mamy więc wyrafinowaną, chłodną jak sztylet do kruszenia lodu rosyjską księżnę Marinę Seminową, z drugiej – pomagającą Corto Chinkę Szanghaj-Li. Nie wszystko jest tu jednak śmiertelnie poważne. Pratt zadbał również o niezbędną dozę humoru, której nośnikiem jest przede wszystkim kapitan… Rasputin, znajomy Corto jeszcze z czasów petersburskich. Jak się więc okazuje, wcale nie został on zamordowany przez spiskowców i utopiony w wodach Newy, ale przeżył i schronił się przed bolszewikami na Syberii.
Komiks czyta się znakomicie, jak najświetniejszą powieść sensacyjną. Bo też jak powieść został on pomyślany i skonstruowany. Czarno-białe rysunki nic nie ujmują tej historii. Jeszcze parę lat temu być może czytelnicy kręciliby z tego powodu głową, ale dzisiaj – gdy zaczytują się w innych włoskich cyklach, takich jak „Dylan Dog” czy „Nathan Never” – są doskonale przygotowani na odbiór takiej właśnie formuły. Poza tym Pratt jest bardzo dobrym rysownikiem: kiedy wymaga tego sytuacja, niezwykle dba o szczegóły, gdy zaś nie jest to konieczne, szkicuje jedynie kadry, mistrzowsko posługując się przy tym kontrastami czerni i bieli. W „Corto Maltese” wszystko jest na swoim miejscu, to dzieło w pełni przemyślane i z tego też powodu – fascynujące. Jeśli kolejne tomy przygód urodzonego na Malcie, ale mieszkającego w Wenecji, marynarza i awanturnika, szpiega i uwodziciela będą równie intrygujące, szybko powinien on stać się jednym z najbardziej ulubionych komiksowych bohaterów w naszym kraju.
Post scirptum
Na zakończenie jeszcze kilka słów poświęcić należy jednemu z głównych bohaterów komiksu – von Ungern-Sternbergowi. „Szalony Baron” ostatecznie pokonany został przez Armię Czerwoną w lipcu 1921 roku, po czym wpadł w ręce przywódcy mongolskich komunistów Suche Batora (także obecnego na kartach tego albumu). Ten wydał go bolszewikom, którzy Romana Fiodorowicza rozstrzelali. Na szczęście, umknął ich karzącej dłoni nasz rodak, Antoni Ossendowski. W Polsce niepodległej był jednym z najbardziej płodnych pisarzy, wybitnym ekspertem od spraw sowieckich. W czasie hitlerowskiej okupacji należał do konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego, współpracował z londyńską Delegaturą Rządu na Kraj. „Wyzwolenia” przez „czerwonych” nie doczekał, umierając 3 stycznia 1945 roku w Żółwinie koło Milanówka. Po zajęciu miasteczka przez komunistyczne wojsko zwłoki pisarza ekshumowało NKWD, po czym przeprowadzono badania identyfikacyjne – „czekiści” musieli być pewni, że jeden z ich największych wrogów jest martwy.
koniec
22 kwietnia 2004
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Marvel: Nieskończoność megalomanii
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

9 XII 2017

Thanos jest obecnie najgorętszą postacią ze świata Marvela, a to za sprawą zbliżającej się premiery filmu z nim w roli głównego antagonisty. W ramach podgrzania atmosfery w sto trzydziestym pierwszym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela zaserwowano część pierwszą crossoveru „Nieskończoność”, gdzie również gra pierwsze skrzypce. Niestety całość raczej zniechęca do pójścia do kina.

więcej »

Toksyczni rodzice
Paweł Ciołkiewicz

8 XII 2017

Samotne dziecko przeżywające niesamowite przygody wspólnie ze swoim wyimaginowanym przyjacielem to zawsze wdzięczny temat na opowieść. Z takiego założenia wyszedł również Felipe Nunesi stworzył komiks o sześcioletniej dziewczynce, która musi jakoś radzić sobie z rozstaniem swoich rodziców. Z pomocą przychodzi tajemniczy przyjaciel.

więcej »

Seksualność Sandżarrów
Marcin Osuch

7 XII 2017

Autorzy „Orbitala” nie ułatwiają czytelnikowi sprawy. Odnalezienie się w meandrach cyklu nie jest proste, przypomnienie sobie przynajmniej ostatniej misji będzie tutaj bardzo pomocne.

więcej »

Polecamy

Nieskończoność megalomanii

Marvel:

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oto wizja wpadki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

Miejsce, gdzie wojna jest jak chleb powszedni
— Sebastian Chosiński

Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Antek wylądował!
— Sebastian Chosiński

Montgomery, Maczek i… Antek Srebrny
— Sebastian Chosiński

Stracone złudzenia Rzymu
— Sebastian Chosiński

Ostatni „wyklęty”
— Sebastian Chosiński

„Muszkieter” numer 37
— Sebastian Chosiński

Ci parszywi heretycy!
— Sebastian Chosiński

Honorowy Obywatel Stanów Zjednoczonych
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Corto nieuporządkowany
— Marcin Osuch

Między wyspami
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Maj 2011
— Esensja

Esensja czyta dymki: Lato 2009
— Jakub Gałka, Marcin Osuch, Mateusz Osuch, Konrad Wągrowski

W pogoni za obojczykiem
— Paweł Sasko

Corto Maltese i magia Afryki
— Marcin Osuch

Tegoż autora

East Side Story: Skandal?… Wiele hałasu o nic!
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Zdążyć przed Amerykanami
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Free w granicach rozsądku
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Półwysep zbuntowany
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Różne oblicza Joachima Kühna
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Schemat goni schemat
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.