Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 16 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Legion

Esensja.pl
Esensja.pl
Brandon Sanderson
[1] 2 »
Zapraszamy do lektury fragmentu mikropowieści Brandona Sandersona „Legion” wchodzącej w skład tomu pod tym samym tytułem. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

Brandon Sanderson
‹Legion›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLegion
Tytuł oryginalnyLegion. Skin Deep
Data wydania15 marca 2017
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
CyklLegion
ISBN978-83-7480-730-2
Format208s. 140×220mm; oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 21,75 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Nazywam się Stephen Leeds i jestem całkowicie zdrowy na umyśle. Z kolei moje halucynacje są zupełnie szalone.
Odgłosy strzałów dochodzące z pokoju J.C. brzmiały jak fajerwerki. Mamrocząc pod nosem, chwyciłem ochraniacze na uszy wiszące za jego drzwiami – nauczyłem się, że należy je trzymać w tym miejscu – i wszedłem do środka. J.C. sam miał ochraniacze na uszach, trzymał pistolet obiema rękami i celował do zdjęcia Osamy bin Ladena na ścianie.
Jednocześnie słuchał Beethovena. Bardzo głośno.
– Próbowałem rozmawiać! – wrzasnąłem.
J.C. mnie nie słyszał. Opróżnił cały magazynek, celując w twarz bin Ladena i dziurawiąc przy tym ścianę. Nie odważyłem się zbliżyć. Gdybym go zaskoczył, mógłby przypadkiem mnie zastrzelić.
Nie wiem, co by się wydarzyło, gdyby jedna z moich halucynacji mnie zastrzeliła. Jak by to zinterpretował mój umysł? Bez wątpienia znalazłyby się dziesiątki psychologów, którzy chętnie by napisali rozprawę na ten temat. Nie zamierzałem dać im szansy.
– J.C.! – wrzasnąłem, kiedy przerwał, żeby przeładować.
Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się szeroko, zdejmując ochraniacze. Każdy uśmiech J.C. wygląda jak grymas, ale od dawna już nie dawałem mu się zastraszyć.
– Ej, chudy. – Wyciągnął broń w moją stronę. – Może byś tak wystrzelił magazynek albo dwa? Przydałyby ci się ćwiczenia.
Wziąłem od niego pistolet.
– Z tego właśnie powodu mamy w rezydencji strzelnicę. Korzystaj z niej, J.C.
– Zwykle nie wpadam na terrorystów na strzelnicy. No dobra, raz się zdarzyło. Czysty zbieg okoliczności.
Westchnąłem, podniosłem pilota ze stolika i przyciszyłem muzykę. J.C. wyciągnął rękę, skierował lufę pistoletu w powietrze i zdjął mój palec ze spustu.
– Bezpieczeństwo jest najważniejsze, dzieciaku.
Oddałem mu pistolet.
– To i tak wyimaginowana broń.
– Jasne.
J.C. nie wierzy, że jest halucynacją, co jest niezwykłe. Większość pozostałych do pewnego stopnia to akceptuje. Nie J.C. Jest duży, ale nie zwalisty, ma prostokątną twarz pozbawioną wszelkich cech charakterystycznych i oczy zabójcy. A w każdym razie tak twierdzi. Może trzyma je w kieszeni.
Włożył nowy magazynek i spojrzał na zdjęcie bin Ladena.
– Nie ma mowy – ostrzegłem go.
– Ale…
– On i tak nie żyje. Dopadli go przed laty.
– Taką historyjkę opowiadamy opinii publicznej, chudy. – J.C. schował broń do kabury. – Wyjaśniłbym ci, ale nie masz certyfikatu bezpieczeństwa.
– Stephen? – odezwał się ktoś od strony drzwi.
Odwróciłem się. Tobias to kolejna halucynacja – lub „aspekt”, jak ich czasem nazywam. Chudy i czarnoskóry, ma ciemne plamy na pomarszczonych policzkach. Siwiejące włosy przycina bardzo krótko i nosi luźny, sportowy garnitur bez krawata.
– Zastanawiałem się jedynie, jak długo każesz czekać temu biedakowi.
– Dopóki sobie nie pójdzie.
Dołączyłem do Tobiasa w korytarzu. Oddaliliśmy się od pokoju J.C.
– On był bardzo uprzejmy, Stephenie.
Za naszymi plecami J.C. znów zaczął strzelać. Jęknąłem.
– Pójdę porozmawiać z J.C. – powiedział Tobias uspokajającym głosem. – On jedynie stara się nie utracić swoich umiejętności. Chce być dla ciebie użyteczny.
– Jasne, co tylko powiesz.
Zostawiłem Tobiasa i ruszyłem dalej przez luksusową rezydencję. Miała czterdzieści siedem pomieszczeń. Niemal wszystkie były zajęte. Dotarłem na koniec korytarza i wszedłem do niewielkiego pokoju ozdobionego perskim dywanem i boazerią. Padłem na czarną skórzaną sofę pośrodku.
Ivy siedziała na krześle obok sofy.
– Zamierzasz pracować dalej przy czymś takim? – spytała, starając się przekrzyczeć odgłos wystrzałów.
– Tobias z nim porozmawia.
– Rozumiem.
Ivy zapisała coś w notatniku. Wyglądała na kobietę po czterdziestce, w eleganckim ciemnym kostiumie ze spodniami, z jasnymi włosami upiętymi w kok. Była jednym z aspektów, które miałem najdłużej.
– Jak się czujesz z tym, że twoje aspekty zaczynają ci być nieposłuszne?
Próbowałem się bronić.
– Większość jest posłuszna. J.C. nigdy nie zwracał uwagi na to, co do niego mówię. To się nie zmieniło.
– Nie uważasz więc, że robi się coraz gorzej?
Nie zareagowałem.
Zrobiła notatkę.
– Odesłałeś kolejnego proszącego, prawda? Oni przychodzą do ciebie po pomoc.
– Jestem zajęty.
– Czym? Słuchaniem wystrzałów? Wariowaniem coraz bardziej?
– Nie wariuję coraz bardziej. Mój stan się ustabilizował. Właściwie jestem normalny. Nawet mój realny psychiatra to przyznaje.
Ivy nie odpowiedziała. Wystrzały wreszcie ucichły, a ja westchnąłem z ulgą i uniosłem palce do skroni.
– Oficjalna definicja szaleństwa – stwierdziłem – jest właściwie dość płynna. Dwoje ludzi może mieć dokładnie to samo zaburzenie o dokładnie tym samym stopniu nasilenia, ale jedno może zgodnie z oficjalnymi standardami być uważane za zdrowe psychicznie, a drugie za chore. Granicę szaleństwa przekracza się w chwili, gdy stan umysłowy uniemożliwia funkcjonowanie, prowadzenie normalnego życia. Zgodnie z tymi standardami nie jestem ani odrobinę szalony.
– Nazywasz to normalnym życiem?
– Działa całkiem nieźle.
Spojrzałem w bok. Ivy jak zwykle zasłoniła kosz na śmieci swoją podkładką.
Po chwili do środka wszedł Tobias.
– Ten proszący nadal tu jest, Stephenie.
– Co takiego? – Ivy spiorunowała mnie wzrokiem. – Każesz biedakowi czekać? Minęły cztery godziny.
– Dobra, w porządku! – Zeskoczyłem z kanapy. – Odeślę go.
Opuściwszy pokój, zszedłem po schodach na parter, do wielkiego holu.
Wilson, mój kamerdyner – który jest realną osobą, nie halucynacją – stał przed zamkniętymi drzwiami do salonu. Spojrzał na mnie znad swoich okularów dwuogniskowych.
– Ty też?
– Cztery godziny, proszę pana?
– Musiałem nad sobą zapanować, Wilsonie.
– Lubi pan wykorzystywać tę wymówkę, panie Leeds. Można by się zastanawiać, czy takie momenty nie są raczej chwilami lenistwa niż panowania nad sobą.
– Nie płacę ci za zastanawianie się nad takimi kwestiami.
Uniósł brew, a ja poczułem się zawstydzony. Wilson nie zasługiwał, żeby na niego warczeć – był wspaniałym służącym i wspaniałym człowiekiem. Nie było łatwo znaleźć służbę skłonną znosić moje… idiosynkrazje.
– Przepraszam – powiedziałem. – Ostatnio czuję się trochę zmęczony.
– Przyniosę panu lemoniadę, panie Leeds. Dla…
– Naszej trójki. – Skinąłem w stronę Tobiasa i Ivy, których Wilson oczywiście nie widział. – I dla proszącego.
– Moja bez lodu – stwierdził Tobias.
– A ja poproszę szklankę wody – dodała Ivy.
– Bez lodu dla Tobiasa. – W zamyśleniu otworzyłem drzwi. – Woda dla Ivy.
Wilson skinął głową i ruszył wypełnić polecenie. Był naprawdę dobrym kamerdynerem. Bez niego chybabym oszalał.
W salonie siedział młody mężczyzna w koszulce polo i spodniach. Zerwał się z krzesła.
– Pan Legion?
Skrzywiłem się, słysząc ten przydomek. Został wybrany przez wyjątkowo utalentowanego psychologa. Utalentowanego w dziedzinie dramatyzmu, rzecz jasna. Nie do końca w dziedzinie psychologii.
– Mów mi Stephen. – Przytrzymałem drzwi dla Ivy i Tobiasa. – Co możemy dla ciebie zrobić?
– My? – powtórzył chłopak.
– Taka figura retoryczna.
Wszedłem do środka i zająłem jedno z krzeseł naprzeciwko młodego mężczyzny.
– Ja… no… słyszałem, że pomaga pan ludziom, którym nie chce pomóc nikt inny. – Przełknął ślinę. – Przyniosłem dwa tysiące. Gotówką.
Rzucił na stół kopertę z moim nazwiskiem i adresem.
Otworzyłem ją i szybko przeliczyłem zawartość.
– Za to możesz sobie kupić konsultację.
Tobias spojrzał na mnie z ukosa. Nie podoba mu się, kiedy biorę od ludzi pieniądze, ale nie da się utrzymać rezydencji wystarczająco dużej, by pomieścić wszystkie halucynacje, pracując za darmo. Poza tym, oceniając po ubraniu, dzieciak mógł sobie na to pozwolić.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Moja Lady Jane
Brodi Ashton, Cynthia Hand, Jodi Meadows

14 VII 2017

Zamieszczamy fragment powieści Brodi Ashton, Cynthii Hand i Jodi Meadows „Moja Lady Jane”. Ksiażka będąca pierwszym tomem cyklu, którego bohaterkami są sławne kobiety imieniem Jane, ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Wilcza godzina
Andrius Tapinas

28 VI 2017

Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Andriusa Tapinasa „Wilcza godzina”. Książka będąca pierwszym tomem cyklu ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Wrota obelisków
N.K. Jemisin

9 VI 2017

Prezentujemy fragment powieści N.K. Jemisin „Wrota obelisków”. Książka będąca drugim tomem cyklu „Peknięta ziemia” ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Są światy inne niż ten
— Magdalena Kubasiewicz

W świecie popiołu i tyranii
— Katarzyna Piekarz

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Raz do Koła: Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.