Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Legion

Esensja.pl
Esensja.pl
Brandon Sanderson
« 1 [2]
– Na czym polega problem? – spytałem.
– Moja narzeczona. – Młody mężczyzna wyjął coś z kieszeni. – Zdradza mnie.
– Proszę przyjąć moje wyrazy współczucia. Ale nie jesteśmy prywatnymi detektywami. Nie śledzimy ludzi.
Ivy przeszła przez pokój, ale nie usiadła. Podeszła do krzesła chłopaka i przyjrzała mu się uważnie.
– Wiem – powiedział chłopak szybko. – Ja po prostu… no, widzi pan, ona zniknęła.
Tobias nadstawił uszu. Lubi dobre tajemnice.
Ivy splotła ręce na piersi i jednym palcem stukała w ramię.
– On nie mówi nam wszystkiego.
– Na pewno? – spytałem.
– O tak. – Chłopak założył, że mówiłem do niego. – Zniknęła, ale zostawiła tę wiadomość. – Rozwinął ją i położył na stole. – To dziwne, ale wydaje mi się, że to może być jakiś szyfr. Proszę spojrzeć na te słowa. Nie mają sensu.
Podniosłem papier, spoglądając na słowa, które wskazał. Znajdowały się na drugiej stronie arkusza, nabazgrane pośpiesznie, jak lista rzeczy do zrobienia. Na tej samej kartce powstał później list pożegnalny od narzeczonej. Pokazałem ją Tobiasowi.
– Platon. – Wskazał na zapiski po drugiej stronie. – Cytaty z Fajdrosa. Ach, Platon. Zadziwiający człowiek. Niewielu wie, że na pewnym etapie życia był niewolnikiem, sprzedanym na targu przez tyrana, który nie zgadzał się z jego poglądami politycznymi… jak również z tym, że uczynił brata tyrana swoim uczniem. Na szczęście Platona kupił ktoś, kto znał jego dzieła, można by powiedzieć, że wielbiciel, który go uwolnił. Dobrze mieć kochających fanów, nawet w starożytnej Grecji…
Tobias mówił dalej. Miał głęboki, uspokajający głos, słuchanie go sprawiało mi przyjemność. Przyjrzałem się wiadomości, a później spojrzałem na Ivy, która wzruszyła ramionami.
Drzwi się otworzyły i do środka wszedł Wilson z lemoniadą i wodą dla Ivy. Na zewnątrz zauważyłem J.C. Z wyciągniętą bronią zajrzał do środka i przyjrzał się młodemu mężczyźnie. Zmrużył oczy.
– Wilsonie – wziąłem od niego lemoniadę – czy byłbyś tak miły i posłał po Audrey?
– Oczywiście, proszę pana.
W głębi duszy wiedziałem, że tak naprawdę nie przyniósł szklanek dla Ivy i Tobiasa, choć udawał, że stawia coś przy pustych krzesłach. Mój umysł uzupełnił resztę, wyobrażając sobie napoje i Ivy podchodzącą, by wyjąć szklankę z dłoni Wilsona, który próbował ją postawić w miejscu, gdzie jego zdaniem siedziała. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
Wilson wyszedł.
– I jak? – spytał młody mężczyzna. – Czy może pan…
Przerwał, kiedy uniosłem palec. Wilson nie widział moich projekcji, ale znał ich pokoje. Musieliśmy mieć nadzieję, że Audrey będzie obecna. Miała w zwyczaju odwiedzać siostrę w Springfield.
Całe szczęście po kilku minutach weszła do środka – niestety owinięta szlafrokiem.
– Zakładam, że to ważne – powiedziała, wycierając głowę ręcznikiem.
Podniosłem wiadomość, a później kopertę z pieniędzmi. Audrey pochyliła się w ich stronę. Była ciemnowłosą kobietą, nieco pulchną. Dołączyła do nas przed kilku laty, kiedy pracowałem nad sprawą fałszerstwa.
Przez chwilę mamrotała pod nosem, wyjęła szkło powiększające – bawiło mnie, że trzyma jedno w kieszeni szlafroka, ale taka właśnie była Audrey – i spoglądała to na kopertę, to na kartkę. Jedną rzekomo zapisała narzeczona, a drugą młody mężczyzna.
Pokiwała głową.
– Z pewnością ta sama ręka.
– To niezbyt wielka próbka – powiedziałem.
– Że co? – spytał chłopak.
– W tym przypadku wystarczy – stwierdziła Audrey. – Na kopercie jest twoje pełne nazwisko i adres. Pochylenie linii, rozmieszczenie słów, kształt liter… wszystkie dają tę samą odpowiedź. On ma też bardzo charakterystyczne e. Jeżeli użyjemy dłuższej próbki jako wzorca, w mojej ocenie próbkę na kopercie można uznać za autentyczną z prawdopodobieństwem równym co najmniej dziewięćdziesięciu procentom.
– Dzięki – stwierdziłem.
– Ucieszyłby mnie nowy pies – powiedziała, odchodząc.
– Audrey, nie wyobrażę sobie szczeniaka dla ciebie. J.C. i tak robi dość hałasu! Nie chcę, żeby po domu biegał pies i szczekał.
– Daj spokój. – Odwróciła się w drzwiach. – Będę go karmić udawanym jedzeniem, poić udawaną wodą i wyprowadzać na udawane spacery. Wszystko, czego może pragnąć udawany pies.
– Wynocha – powiedziałem, ale się uśmiechałem.
Żartowała sobie ze mnie. Miło było mieć parę aspektów, którym nie przeszkadzało bycie halucynacjami. Młody mężczyzna wpatrywał się we mnie z konsternacją.
– Możesz już przestać udawać – powiedziałem do niego.
– Udawać?
– Udawać, że zaskakuje cię, jaki jestem „dziwny”. To była dość amatorska próba. Zakładam, że jesteś studentem przygotowującym pracę magisterską?
Miał panikę w oczach.
– Następnym razem poproś współlokatora, żeby napisał za ciebie wiadomość. – Rzuciłem w niego kartką. – A niech to diabli, nie mam czasu na takie rzeczy.
Wstałem.
– Mógłbyś się zgodzić na wywiad – zaproponował Tobias.
– Po tym, jak mnie oszukał? – warknąłem.
– Proszę. – Chłopak też wstał. – Moja dziewczyna…
– Wcześniej nazywałeś ją narzeczoną. – Odwróciłem się w jego stronę. – Jesteś tutaj, żeby skłonić mnie do wzięcia „sprawy”, w czasie której wodziłbyś mnie za nos, jednocześnie ukradkiem pisząc notatki na temat mojego stanu. Twoim prawdziwym celem jest napisanie pracy magisterskiej albo coś w tym rodzaju.
Wyraźnie posmutniał. Ivy stała za nim i z pogardą kręciła głową.
– Myślisz, że jesteś pierwszym, który wpadł na taki pomysł?
Skrzywił się.
– Nie może mieć pan do mnie pretensji, że spróbowałem.
– Mogę i mam. Często. Wilson! Wezwij ochronę!
– Nie ma takiej potrzeby.
Chłopak zabrał swoje rzeczy. Tak się śpieszył, że z kieszeni jego koszulki wyślizgnął się miniaturowy dyktafon i uderzył z grzechotem o stół.
Uniosłem brew, a on się zarumienił, złapał dyktafon i wybiegł z pokoju.
Tobias wstał i podszedł do mnie z rękami za plecami.
– Biedny chłopiec. I pewnie będzie musiał wracać do domu pieszo. I to w deszczu.
– Pada?
– Stan mówi, że wkrótce zacznie. Pomyślałeś może, że nie robiliby tego tak często, gdybyś od czasu do czasu zgodził się na wywiad?
– Mam już dość powoływania się na mnie w studiach nad przypadkiem. – Machnąłem ręką z irytacją. – Mam dość bycia obmacywanym i trącanym. Mam dość bycia wyjątkowym.
– Co takiego? – Ivy była wyraźnie rozbawiona. – Wolałbyś raczej całymi dniami siedzieć za biurkiem? Zrezygnować z obszernej rezydencji?
– Nie mówię, że nie ma to swoich zalet. – Wilson wrócił do pokoju i patrzył, jak chłopak wybiega przez frontowe drzwi. – Upewnij się, że rzeczywiście sobie poszedł, dobrze, Wilson?
– Oczywiście, proszę pana.
Podał mi tacę z korespondencją, która przyszła tego dnia, i wyszedł.
Przejrzałem listy. Wilson wcześniej usunął rachunki i reklamy. Pozostał jedynie list od mojego ludzkiego psychologa, który zignorowałem, oraz niczym się niewyróżniająca biała koperta sporych rozmiarów.
Zmarszczyłem czoło, wziąłem ją i rozerwałem krawędź. Wyjąłem zawartość.
W środku była tylko jedna rzecz. Pojedyncza fotografia, rozmiar dwanaście na dwadzieścia centymetrów, czarno-biała. Uniosłem brew. Przedstawiała kamieniste wybrzeże, na którym dwa nieduże drzewka trzymały się skały wbijającej się w ocean.
– Z tyłu nic – powiedziałem, kiedy Tobias i Ivy spojrzeli mi przez ramię. – Nic więcej w kopercie.
– Założę się, że ktoś jeszcze próbuje załatwić sobie wywiad – stwierdziła Ivy. – Ale radzi sobie z tym lepiej niż ten dzieciak.
– Nie robi zbyt wielkiego wrażenia. – J.C. przecisnął się obok Ivy, która uderzyła go pięścią w ramię. – Skały. Drzewa. Nuda.
– Nie wiem… – powiedziałem. – Ono coś w sobie ma. Tobias?
Tobias wziął ode mnie zdjęcie. A przynajmniej ja tak to postrzegałem. Najpewniej nadal trzymałem fotografię w ręku, ale nie czułem jej tam, gdyż postrzegałem, że wziął ją Tobias. To zadziwiające, jak umysł wpływa na percepcję.
Tobias przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zdjęcie. J.C. bawił się bezpiecznikiem pistoletu.
– Czy to nie ty ciągle ględzisz o bezpiecznym posługiwaniu się bronią? – syknęła do niego Ivy.
– Jest bezpiecznie. Lufa nie celuje w nikogo. Poza tym ja całkowicie panuję nad każdym mięśniem swojego ciała. Mógłbym…
– Bądźcie cicho. – Tobias podniósł zdjęcie do oczu. – Mój Boże…
– Proszę, nie używaj imienia Pana nadaremno – powiedziała Ivy.
J.C. prychnął.
– Stephen – powiedział Tobias. – Komputer.
Podszedłem razem z nim do komputera i usiadłem, a Tobias patrzył mi przez ramię.
– Wyszukaj Samotny Cyprys.
Uruchomiłem wyszukiwanie w grafice. Pojawiło się kilkadziesiąt ujęć tej samej skały, ale na każdym z nich rosło większe drzewo. Było dorosłe, wręcz wydawało się stare.
– W porządku – wtrącił J.C. – Nadal drzewa. Nadal skały. Nadal nuda.
– To Samotny Cypr, J.C. – stwierdził Tobias. – Bardzo sławny, uważa się, że ma co najmniej dwieście pięćdziesiąt lat.
– I co z tego? – spytała Ivy.
Uniosłem zdjęcie, które dostałem pocztą.
– Na tym ma najwyżej… ile? Dziesięć lat.
– Pewnie nawet mniej – odparł Tobias.
– Czyli żeby to zdjęcie było realne, musiałoby zostać zrobione w drugiej połowie osiemnastego wieku. Dziesięciolecia przed wynalezieniem aparatu fotograficznego.
koniec
« 1 [2]
16 marca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Pył Ziemi
Rafał Cichowski

24 III 2017

Prezentujemy fragment powieści Rafała Chichowskiego „Pył Ziemi”. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Idealny stan
Brandon Sanderson

17 III 2017

Zamieszczamy fragment mikropowieści Brandona Sandersona „Idealny stan”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

więcej »

Powstanie
Ian Tregillis

11 III 2017

Prezentujemy fragment powieści Iana Tregilisa „Powstanie”. Książka będąca drugim tomem cyklu „Wojny alchemiczne” ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Raz do Koła: Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Raz do Koła: Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Źli panowie, dobrzy niewolnicy
— Anna Kańtoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.