Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 16 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Idealny stan

Esensja.pl
Esensja.pl
Brandon Sanderson
[1] 2 »
Zamieszczamy fragment mikropowieści Brandona Sandersona „Idealny stan”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Brandon Sanderson
‹Idealny stan›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIdealny stan
Tytuł oryginalnyPerfect State
Data wydania15 marca 2017
Autor
PrzekładAnna Studniarek
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-732-6
Format96s. oprawa twarda
Cena19,—
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
W trzechsetną rocznicę urodzin w końcu podbiłem świat. Cały świat. Był to dość pamiętny prezent urodzinowy, choć jeśli mam być szczery, zostałem umieszczony na tym świecie, by pewnego dnia nim władać, i tego ode mnie oczekiwano.
Następne pięćdziesiąt lat groziło nudą. W końcu na co można poświęcać swój czas, kiedy już podbiło się cały świat?
Jeśli chodzi o mnie, dorobiłem się arcywroga.
– On coś planuje, Shale – powiedziałem, dosypując cukru do herbaty.
– Kto?
Shale był jedynym człowiekiem, który umiał się wylegiwać w pełnej zbroi płytowej. Prawie jej nie zdejmował – była częścią jego Konceptu.
– A jak myślisz?
Pociągnąłem łyk herbaty i przejrzałem listy na biurku, każdy zapieczętowany odrobiną ciemnoczerwonego wosku. Obaj siedzieliśmy na dużej latającej kamiennej płycie wyposażonej w krzesła i balustrady, przez co wyglądała jak taras. Za pomocą Przeszywania stworzyłem barierę, która ją otaczała, by chronić nas przed szalejącą wokół burzą. Nad naszymi głowami migotała Wielka Zorza – widoczna nawet przez burzowe chmury – oświetlając ziemię poniżej i nadając jej lekko niebieski odcień.
Błyskawice od czasu do czasu ukazywały setkę innych płyt lecących w szyku wokół mojej. Niosły niewielki orszak żołnierzy – zaledwie sześć tysięcy – jako moją straż honorową.
Wstrząsnął nami grzmot. Shale ziewnął.
– Naprawdę powinieneś zająć się pogodą.
– W końcu to zrobię.
Te ostatnie pięćdziesiąt lat poświęconych na badania praktycznego zastosowania Przeszywania było bardzo owocne, ale panowanie nad pogodą – przynajmniej na dużą skalę – wciąż mi umykało.
Pociągnąłem łyk herbaty. Stygła, ale na to przynajmniej mogłem coś poradzić. Rozpiąłem guziki prawego rękawa, wystawiając skórę na niebiesko-fioletowy blask pulsujący na niebie. Wielka Zorza otaczała cały świat i nawet najpotężniejsze burze ledwie zakłócały jej perłowy blask. Zorza odpierała burze – stąd wiedziałem, że ja pewnego dnia również będę do tego zdolny.
Wszedłem w Przeszywający Wzrok i wszystko wokół mnie pociemniało. Wszystko prócz Wielkiej Zorzy. Kąpałem się w jej ciepłym blasku – czułem teraz jego pulsowanie na skórze. Wciągnąłem moc przez ramię, posłałem energię do czubków palców i w filiżankę.
Herbata zaczęła parować. Pociągnąłem łyk i opuściłem Przeszywający Wzrok, by otworzyć jeden z listów. Pieczęć nosiła symbol mojej sieci szpiegów.
Wasza Wysokość, przeczytałem. Wierzę, że muszę Was poinformować, iż Zwój Wode po raz kolejny…
Zmiąłem papier.
– Oho! – powiedział Shale.
– To nic takiego.
Upuściłem kawałek papieru i zapiąłem rękaw. Jednak nie pochodził od wywiadu – Besk po prostu wiedział, że raporty szpiegów otwieram na początku.
Kolejny grzmot zakołysał podwyższeniem, gdy przeglądałem dalsze raporty, każdy z moim cesarskim godłem na szczycie.
– Nie możesz sprawić, żeby to coś leciało szybciej, prawda? – spytał Shale.
– Ciesz się, że nie musimy tego robić w starym stylu.
– W starym stylu? To znaczy… konno? – Shale podrapał się po brodzie. – Brakuje mi tego.
– Naprawdę? Obolałe pośladki, jazda w deszczu, pogryzienia, szukanie paszy dla zwierząt…
– Konie mają osobowość. Ta płyta nie.
– Mówisz tak, bo to część twojego Konceptu. Dzielny rycerz jeżdżący konno i zdobywający ręce pięknych panien.
– Jasne, jasne. Mam niezłą kolekcję rąk. I nawet parę stóp…
Uśmiechnąłem się. Shale był teraz szczęśliwie żonaty i miał piątkę dzieci. Jedynymi pannami, z którymi spędzał czas, były te, które nazywały go tatą i domagały się słodyczy.
Nadal przeglądałem raporty. Kolejny zawierał wstępny szkic nowych monet z moją podobizną, które miały zostać wybite jeszcze w tym roku. Portret był dość dokładny, dobrze przedstawiał moje rysy i włosy opadające w królewskich lokach na ramiona. Jednakże broda była zbyt bujna. Swoją starannie przycinałem na długość palca, dla wzmocnienia wizerunku. To coś na rysunku było stanowczo zbyt krzaczaste.
Zrobiłem notatki na szkicu, po czym pracowałem dalej, ignorując zmiętą wiadomość, którą rzuciłem na podłogę. Besk był zbyt bystry dla własnego dobra. Musiałem go zwolnić i zatrudnić głupiego kanclerza. Albo zhakować Beska i napisać jego Koncept od nowa.
Tyle że pisanie Konceptów od nowa było męczące. I, jeśli mam być szczery, nigdy nie radziłem sobie dobrze z hakowaniem. Dlatego właśnie, mimo stuleci spędzonych razem, ostatecznie nie zabrałem się do zmieniania Beska. Rzecz jasna, nie chodziło o to, że darzyłem kanclerza sympatią. Ten trollowaty osobnik nigdy nie robił tego, co mu kazałem. Władałem dosłownie miliardami ludzi, a spośród nich tylko ten jeden ignorował moją wolę.
– Masz. – Uniosłem raport w stronę Shale’a. – Popatrz na to.
Shale podszedł z brzękiem pancerza.
– Kolejny robot? – Ziewnął.
– Roboty Melhiego są niebezpieczne.
– Ziew.
– Przed chwilą ziewnąłeś. Nie musisz jeszcze tego mówić.
– Ziew. Co się stało z wielkimi wyprawami, Kai? Polowaniem na smoki, poszukiwaniem magicznych mieczy? Ostatnio tylko ślęczysz nad magią i pojedynkujesz się z Żywozrodzonymi z innych Stanów.
– Starzeję się, Shale.
Znów przyjrzałem się raportowi. Moi szpiedzy podsłuchali paru ludzi Melhiego, którzy w Stanie Granicznym przechwalali się tym jego nowym robotem. Pokręciłem głową. Melhi wciąż boleśnie odczuwał porażkę w Lecours, innym ze Stanów Granicznych, do którego obaj mieliśmy dostęp. Był pewien, że jego armie pokonają moje.
– Starzejesz się? – Shale się roześmiał. – A co to ma za znaczenie? Jesteś nieśmiertelny. Twoje ciało jest młode.
Nie umiałem mu tego wyjaśnić. Misje, o których wspominał – budowanie królestwa, odnajdywanie ukrytych skarbów i tajemnic, jednoczenie tych, którzy chcieli pójść za mną, i podbijanie tych, którzy nie chcieli… Cóż, tego właśnie potrzebowałem w młodości. Uczyniły mnie człowiekiem, którym byłem, który mógł rządzić cesarstwem.
A to cesarstwo ostatnimi czasy rządziło się właściwie samo. Mieliśmy cesarski senat, dyplomatów, ministrów. Starannie powstrzymywałem się przed ingerencją, chyba że podjęli jakąś wyjątkowo głupią decyzję, z którą należało zrobić porządek. Jeśli mam być szczery, czerpałem większą przyjemność z nocy spędzonych w gabinecie na eksperymentach i medytacji. Jedynie nieliczne państwowe uroczystości – jak ta dzisiejsza, podczas której upamiętnialiśmy pięćdziesiąty rok moich rządów – wyciągały mnie na zewnątrz.
Cóż, i jeszcze ataki Melhiego.
Szalejący na zewnątrz deszcz ucichł nagle, a niebo pojaśniało. Wielka Zorza wciąż widniała na niebie, które było błękitne, nie stalowoszare. Dotarliśmy do Alorni. Podniosłem się zza biurka, podszedłem do krawędzi płyty i spoglądałem z góry na przepływające poniżej niezliczone ulice miasta.
Przynajmniej tutaj, w centrum mojej władzy, mogłem powstrzymać burze. Prędzej czy później, pomyślałem. Prędzej czy później uda mi się dokonać tego bez Kamienia Zorzy umieszczonego w środku miasta.
Alornia była miastem złocistych cebulastych kopuł na wąskich wieżach. Podwyższenie zwolniło i zgodnie z wcześniej zaplanowanym kursem opadło nad miasto, a za nim podążyła setka płyt niosących moją straż honorową. Na dole ludzie czekali, by zobaczyć, jak przelatujemy – moje ruchy były podawane do wiadomości publicznej. I tak oto poniżej rozległy się wiwaty, niby strumień, który nas niósł.
Uśmiechnąłem się. Może powinienem częściej pojawiać się publicznie? Stojący u mojego boku Shale oparł dłoń na rękojeści miecza i zmrużonymi oczyma wpatrywał się w tych na dole.
– Nikt mnie nie trafi z takiej odległości – powiedziałem z rozbawieniem.
– Nigdy nie wiadomo, Kai.
Płyta opadła w stronę pałacu, który wznosił się na wzgórzu w centrum miasta, i przycumowała z boku dużej wieży, znów stając się balkonem. Zszedłem z niej i wkroczyłem do gabinetu, a grupa służących w luźnych spodniach i kamizelach na gołych torsach wybiegła na balkon, by podnieść biurko i ponieść je za nami.
Shale przeciągnął się ze stukotem pancerza.
– Ta podróż za każdym razem wydaje się coraz dłuższa.
– Bez zbroi byłoby ci pewnie wygodniej.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Moja Lady Jane
Brodi Ashton, Cynthia Hand, Jodi Meadows

14 VII 2017

Zamieszczamy fragment powieści Brodi Ashton, Cynthii Hand i Jodi Meadows „Moja Lady Jane”. Ksiażka będąca pierwszym tomem cyklu, którego bohaterkami są sławne kobiety imieniem Jane, ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Wilcza godzina
Andrius Tapinas

28 VI 2017

Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Andriusa Tapinasa „Wilcza godzina”. Książka będąca pierwszym tomem cyklu ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Wrota obelisków
N.K. Jemisin

9 VI 2017

Prezentujemy fragment powieści N.K. Jemisin „Wrota obelisków”. Książka będąca drugim tomem cyklu „Peknięta ziemia” ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Są światy inne niż ten
— Magdalena Kubasiewicz

W świecie popiołu i tyranii
— Katarzyna Piekarz

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Raz do Koła: Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.