Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Ściana Burz

Esensja.pl
Esensja.pl
Ken Liu
« 1 2 [3] 4 »
– Zgadza się. Służę księciu Rinowi Codzie, Sekretarzowi Cesarskiego Dalekowidztwa.
Pokrzykiwania klientów zaraz przycichły i nawet harde dotąd spojrzenie Tino przygasło. Chociaż przybysz wyglądał bardziej jak bandyta niż urzędnik, mówiło się, że książę Coda, który dowodził szpiegami cesarza Ragina, współpracował też z nieco bardziej szemranym towarzystwem. Także z kimś takim jak olbrzym z blizną. Co prawda nikt z obecnych w karczmie nie słyszał, by jakikolwiek gawędziarz wpadł w kłopoty z powodu nieco wyolbrzymionej opowieści na temat hegemona, lecz książę Coda faktycznie zajmował się między innymi tropieniem zdrajców i niezadowolonych byłych arystokratów, którzy spiskowali przeciwko cesarzowi. Nikt nie chciał ryzykować, że napyta sobie biedy, występując przeciwko zaufanemu człowiekowi cesarza.
– Czekaj… – Phyro już miał coś powiedzieć, kiedy Théra złapała go pod stołem za rękę i ścisnęła, a potem powoli pokręciła głową.
Widząc, jakie wrażenie wywarł na wszystkich dokoła, olbrzym z blizną uśmiechnął się z satysfakcją. Odepchnął właścicieli przybytku i pomaszerował w stronę Tino.
– Tacy cwani, nielojalni artyści jak ty są najgorsi. Fakt, że walczyłeś dla cesarza, nie daje ci prawa, by mówić, co ślina na język przyniesie. Normalnie zabrałbym cię do konstabli na dalsze przesłuchanie – Tino skurczył się ze strachu – ale mam dzisiaj dobry humor. Jeśli zapłacisz dwadzieścia pięć sztuk srebra i przeprosisz za błędy, może puszczę cię z ostrzeżeniem.
Tino zerknął na te kilka monet w miseczce z napiwkami i odwrócił się z powrotem do olbrzyma. Ukłonił mu się kilka razy. Wyglądał przy tym jak kura dziobiąca w ziemi.
– Szlachetny panie, proszę! Ta suma to więcej, niż zarabiam w ciągu tygodnia. A w domu mam chorą matkę…
– Oczywiście, że tak – odparł mężczyzna z blizną. – Będzie za tobą potwornie tęsknić, gdy trafisz na przesłuchanie, prawda? A porządne zbadanie sprawy może zająć kilka dni, nawet tydzień. Rozumiesz?
Na twarzy Tino odmalowała się wściekłość, a następnie poniżenie. Wreszcie uznał swoją porażkę i sięgnął za pazuchę, by wyciągnąć sakiewkę. Klienci karczmy odwrócili wzrok, bojąc się choćby pisnąć.
– Nie myślcie sobie, że was to ominie – oznajmił mężczyzna z blizną. – Widziałem, jak wam się podobało, kiedy gawędziarz przemycił w swej kłamliwej historyjce krytykę cesarza. Każdy z was będzie musiał zapłacić jedną srebrną monetę za współudział w przestępstwie.
Kobiety i mężczyźni w tawernie wydawali się niepocieszeni, ale kilkoro westchnęło i zaczęło wyciągać sakiewki.
– Przestańcie.
Mężczyzna z blizną rozejrzał się w poszukiwaniu źródła tego ostrego, zdecydowanego głosu, w którym nie dało się słyszeć choćby cienia strachu. W ciemnym kącie dostrzegł czyjąś niewyraźną postać, która po chwili podeszła do paleniska, wyraźnie kulejąc. Każdemu jej krokowi towarzyszyło stukanie laski.
Chociaż ubrana była w powłóczystą, wykończoną niebieskim jedwabiem szatę uczonego, okazała się kobietą. Miała jakieś osiemnaście lat, jasną cerę i szare oczy, które emanowały pewnością siebie nieprzystającą do jej wieku. Jej lewy policzek pokrywały rozchodzące się promieniście krawędzie bladoróżowej blizny, niczym szkic kwiatu w rozkwicie, którego łodyżka ciągnęła się po szyi jak linia boczna na ciele ryby. Przydawało to swego rodzaju żywotności tej skądinąd wymizerowanej dziewczynie. Jej jasnobrązowe włosy były upięte na czubku głowy w zwyczajny potrójny kok. Z jej niebieskiej szarfy zawiązanej w pasie zwisały frędzle i plecione sznurki – znak rozpoznawczy mieszkańców dalekich północno-zachodnich wysp dawnej Xany. Dziewczyna opierała się na drewnianej lasce, niemal tak wysokiej jak ona sama. Prawą rękę oparła na noszonym przy pasie mieczu, którego pochwa i rękojeść wyglądały na zniszczone i nędznej jakości.
– Czego chcesz? – zapytał mężczyzna z blizną. W jego głosie jednak nie słyszało się już takiej arogancji jak wcześniej. Zawijany kok dziewczyny i śmiałość, z jaką nosiła broń w Pan, wskazywały, że należała do uczonych o randze cashima, co w klasycznym ano oznaczało „praktykę”: zdała drugi poziom cesarskich egzaminów.
Cesarz Ragin przywrócił i rozwinął system egzaminów na urzędników państwowych – dawniej praktykowany przez królów tirojskich i xańskiego cesarza – uczyniwszy go jedynym modelem awansu dla ludzi z ambicjami politycznymi. Tym samym wyeliminował inne przez długi czas stosowane sposoby zdobywania ważnych stanowisk: protekcję, kupowanie i dziedziczenie tytułów czy rekomendację ze strony szlachetnie urodzonych. Konkurencja na egzaminach była zażarta, zaś cesarz – samemu osiągnąwszy władzę dzięki pomocy kobiet na wysokich stanowiskach – pozwolił brać w nich udział przedstawicielom obu płci. Chociaż kobiety w toko dawiji – randze nadawanej tym, którzy zdali egzaminy miejskie, czyli te najniższego stopnia – wciąż spotykało się rzadko, a te w randze cashima jeszcze rzadziej, cieszyły się takimi samymi przywilejami, co mężczyźni. Na przykład toko dawiji były zwolnione z pańszczyzny, zaś cashima dodatkowo mogły zostać zaprowadzone bezpośrednio do cesarskiego magistratu w chwili oskarżenia o przestępstwo, zamiast trafić na przesłuchanie do konstabli.
– Przestań dręczyć tych ludzi – powiedziała spokojnie. – A już z pewnością zapomnij o wydobyciu srebrnej monety ode mnie.
Człowiek z blizną nie spodziewał się kogoś w jej randze w takiej mordowni jak Trójnogi Dzban.
– Droga pani, wy oczywiście nie musicie płacić. Nie wątpię, że w niczym nie przypominacie tych zdradzieckich kundli.
Dziewczyna pokręciła głową.
– Nie wierzę, że pracujesz dla księcia Cody.
Przybysz zmrużył oczy.
– Wątpisz w znak dalekowzrocznych?
Uśmiechnęła się.
– Tak szybko go schowałeś, że nie zdążyłam mu się przyjrzeć. A może mi go jeszcze pokażesz?
Mężczyzna roześmiał się niezręcznie.
– Taka uczona z pewnością rozpoznała logogramy na pierwszy rzut oka.
– Łatwo je podrobić za pomocą wosku i warstwy srebrnej farby, zaś o wiele trudniej wykuć naprawdę przekonującą tabliczkę od sekretarza Rina.
– Co… co ty bredzisz? Przecież to czas Wielkiego Egzaminu, kiedy śmietanka uczonych z całej Dary zjeżdża się do stolicy. Wichrzyciele tylko czekają na taką okazję, by skrzywdzić utalentowanych mężczyzn i, no, kobiety, którzy przybyli służyć cesarzowi. To naturalne, że książę Coda zwiększyłby liczbę agentów.
Dziewczyna pokręciła głową i ciągnęła dalej z niezmąconym spokojem.
– Cesarz Ragin szczyci się sławą tolerancyjnego władcy otwartego na szczere rady. Z jego ręki nawet Zato Ruthi, który niegdyś występował przeciwko niemu, doczekał się stanowiska Cesarskiego Nauczyciela ze względu na szacunek, jakim cieszyła się jego wiedza. Oskarżanie gawędziarza o zdradę za trochę artystycznej swobody zmroziłoby serca kobiet i mężczyzn, których cesarz próbuje zwerbować. Książę Coda, który doskonale zna cesarza, nigdy nie zezwoliłby na takie działania.
Mężczyzna aż poczerwieniał. Na jego twarzy odmalowała się furia, a gruba blizna zdawała się wić jak wąż. Mimo to nawet nie drgnął, nie postąpił w stronę dziewczyny nawet o krok.
Ta roześmiała się.
– Właściwie to sama zawołam konstabli. Podszywanie się pod cesarskiego agenta to przestępstwo.
– O nie – szepnęła Théra.
– Co? – rzucili Timu i Phyro jednocześnie.
– Nie powinno się zapędzać w kąt wściekłego psa – jęknęła dziewczynka. Mężczyzna z blizną zmrużył oczy, a jego respekt wobec kobiety w randze cashima ustąpił pod naporem gniewu. Przybysz ryknął i rzucił się na dziewczynę. Zaskoczona zdołała w ostatniej chwili niezdarnie usunąć mu się z drogi, ciągnąc za sobą niesprawną lewą nogę. Postawny napastnik wylądował na stole, a siedzący przy nim klienci odskoczyli, przeklinając i krzycząc. Mężczyzna zaraz się podniósł, wyraźnie jeszcze bardziej zezłoszczony, i złorzecząc, znów przypuścił atak.
– Mam nadzieję, że dziewczyna walczy tak samo dobrze, jak gada – stwierdził Phyro. Zaklaskał i się roześmiał. – Nigdy jeszcze nie mieliśmy takiej zabawy!
– Nie ruszajcie się! – rozkazał Timu, wyciągając ręce, by ochronić brata i siostrę przed zamieszaniem.
Dziewczyna dobyła miecza. Wciąż opierając się na lasce, niepewnie wysunęła broń przed siebie i skierowała ku napastnikowi. Jednak ten jakby oszalał – nie zwolnił, po prostu rzucił się na nią, chwytając ostrze miecza gołymi dłońmi.
Klienci karczmy zamarli, spodziewając się, że spomiędzy ściśniętych palców zaraz popłynie krew.
« 1 2 [3] 4 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Wyzwolenie
Ian Tregillis

9 IX 2017

Prezentujemy fragment powieści Iana Tregillisa „Wyzwolenie”. Książka będąca trzecim tomem cyklu „Wojny alchemiczne” ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

więcej »

Polecamy

Dla niefantastów lubiących wyzwania

Po trzy:

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Wyścig zbrojeń w wydaniu wschodnim
— Dawid Kantor

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Dmuchawce, latawce i wiatr historii
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.