Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Wilcza godzina

Esensja.pl
Esensja.pl
Andrius Tapinas
[1] 2 3 »
Zapraszamy do lektury fragmentu powieści Andriusa Tapinasa „Wilcza godzina”. Książka będąca pierwszym tomem cyklu ukaże się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

Andrius Tapinas
‹Wilcza godzina›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWilcza godzina
Tytuł oryginalnyVilko valanda
Data wydania5 lipca 2017
Autor
PrzekładLaurynas Candravičius
Wydawca Sine Qua Non
CyklAkmens ir Garo miestų
SeriaSQN Imaginatio
ISBN978-83-65836-10-6
Format480s. 135×210mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 33,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
I
Sankt Petersburg
marzec 1870 roku

Marszałek Rady Państwowej imperium rosyjskiego wielki książę Konstanty Nikołajewicz ciężko westchnął. Ściągnąwszy binokle, potarł ściśnięty przez nie nos, odwrócił się od okna i spojrzał na mężczyzn siedzących w miękkich fotelach.
– Co jeszcze, Dymitrze Martynowiczu? – zwrócił się do sekretarza państwowego, długobrodego Solskiego. – Muszę się śpieszyć na posiedzenie Rady, już się niecierpliwią.
– Ostatnie pytanie, Wasza Imperatorska Wysokość – pośpieszył z odpowiedzią Solski – ostatnie, ale najbardziej… – Doświadczony dyplomata w samą porę się zamknął i nie wypaplał czegoś niepotrzebnego. Skierował wzrok na Michaiła Christoforowicza Reiterna, ministra finansów imperium, beztrosko bawiącego się srebrnym otwieraczem do listów. Lepiej, żeby on mówił.
Minister Reitern podniósł głowę, odłożył srebrną zabawkę i poprawił białą muszkę dopasowaną do swojej śnieżnobiałej koszuli.
– Wciąż nieomówione pozostało zagadnienie przekazania miast, Wasza Imperatorska Wysokość – przemówił spokojnym głosem. – A to ważne, już dłużej tego odkładać nie możemy.
– Czyżby? – zagrzmiał groźnie wielki książę, ciężko siadając na krześle. – My, imperium, czegoś nie możemy? Ktoś nam, imperium, nie pozwala? Wstrzymuje naszą rękę? I kto jest tym nikczemnikiem?
Poza Konstantego Nikołajewicza wskazywała, że jest bardzo niezadowolony. Jakby przytakując gospodarzowi, ukochany spaniel księcia, przeciągnąwszy się na miękkim perskim dywanie, uniósł łeb i szczeknął.
Siedzący w fotelach mężczyźni drgnęli z niepokojem. Jedynie minister Reitern zachował spokój. Już prawie dwadzieścia lat był jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych ludzi wielkiego księcia i wiedział, kiedy należy milczeć, a kiedy można otworzyć usta.
– Ruble, Wasza Imperatorska Wysokość, ruble – powiedział. – A jeśli pozwolicie sprecyzować, to ich brak nie pozwala nam działać. Wszyscy tu obecni doskonale wiedzą, że reformy ekonomiczne Jego Imperatorskiej Mości Cara Aleksandra II, niech go chroni Bóg, kosztowały kraj całkiem… niemało. Nasz handel chyli się ku upadkowi i jeśli szybko nie wspomożemy rubla, wkrótce nic z niego nie zostanie. Dług państwowy jest nie do udźwignięcia. Póki co zagraniczne banki jeszcze udzielają nam pożyczek, ale do rąk własnych otrzymujemy jedynie połowę sumy, a procent płacimy od całości. Produkcja…
– Ykhm… – chrząknął z niezadowoleniem minister spraw wewnętrznych Aleksander Jegorowicz Timaszew. W przeciwieństwie do Reiterna nie odznaczał się ani taktem, ani skromnością. I obecnie, naśladując wielkiego księcia, siedział w fotelu z piersią obwieszoną migoczącymi orderami. – Pozwólcie spytać, Wasza Imperatorska Wysokość, kto jest za to odpowiedzialny? – Timaszew skrzywił się półgębkiem. – Czyż nie minister finansów? Czy to nie on miał zadbać, by w skarbcu nie zabrakło pieniędzy?
Reitern puścił tę uwagę mimo uszu.
– Możliwości produkcyjne maleją – powiedział spokojnie. – A nasze przereklamowane koleje żrą pieniądze jak chłop, który nie jadł od trzech dni.
– A co nie będzie żreć, gdzie nie będą! – przerwał mu znów Timaszew i podskakując długimi susami, zaczął przemierzać gabinet.
Wielki książę Konstanty Nikołajewicz podążył wzrokiem za stawiającym wielkie kroki mężczyzną. Sekretarz państwowy Solski schował się za stosem papierów, tylko Reitern wydał z siebie jakikolwiek dźwięk – delikatnie zakaszlał i przyłożył do ust serwetkę, tym samym pokazując, iż jego przemowę przerwał napad kaszlu, a nie ten parweniusz, minister spraw wewnętrznych.
– A gdzie nie będą, jeśli każdy urzędas jest akcjonariuszem jakiejś kompanii i pobiera państwowe pieniądze – zaryczał Timaszew. – Co tam urzędas! – Zatrzymał się naprzeciw Reiterna. – Może zapomnieliście aferę Łamańskiego, ministrze? Przewodniczący Banku Państwowego staje się jednym z założycieli w kilku przedsiębiorstwach kolejowych, następnie rozdziela im kredyty państwowe. Tak zachowuje się głowa Banku Państwowego! Któż to widział? W kilku firmach się urządził, prawda? W pięciu? W siedmiu?
Reitern ukradkiem spotkał się spojrzeniem z przewodniczącym Państwowego Departamentu Gospodarki, uczestnikiem spotkania, który póki co nie zabrał głosu. Obaj mężczyźni zanurzyli łapy w rwącej rzece pieniędzy, jak zresztą wielu innych urzędników. Dlatego ze skarbca wypływały setki milionów rubli przeznaczonych na przedłużanie trakcji kolejowej, skup zbóż z urodzajnego Krasnodaru i tym podobne priorytetowe inwestycje. Grupa zgromadzona przez Reiterna i Abazę zwinnie dzieliła koncesje państwowe i dbała o budowę osiemnastu nowych linii kolejowych. Jednak wystarczyło im rozumu, by działać za pośrednictwem protegowanych, a niejaki Łamański, kompletny gamoń, nie zechciał się dzielić pieniędzmi, postanowił na wszystkim położyć łapy sam – i wpadł.
– Złodziej, bez wątpienia, będzie gnić w więzieniu – znalazłszy okazję, dumnie odrzekł Reitern. – A kto jest za to odpowiedzialny? Czyż nie wy sami, ministrze? Zresztą nie zbaczajmy z tematu… Jak już mówiłem, skarbiec jest pusty.
– A pieniądze z Alaski? – zaburczał Timaszew. – Od mateczki Rosji oderwali część ziem i sprzedali jankesom. Gdzie zaprzepaściliście zarobione wtedy dolary? Całe siedem milionów!
Reitern zacisnął zęby i uśmiechnął się kącikiem ust. Aktywnie uczestniczył w sprzedaży Alaski, jednak powrót do tego tematu nie był mu na rękę.
– Dolary zyskane i już wydane – odparł oschle. – I nie zapominajmy o państwowych projektach. Nowa rezydencja rodziny carskiej jedynie w tym roku uszczupliła skarbiec…
Wielki książę Konstanty Nikołajewicz poruszył się w krześle.
– Dość, dość, wszystko jasne – zaburczał, zupełnie jakby sam narzekał na przepych, choć osobiście zatroszczył się o budowę swojej rezydencji. – Co mam więc powiedzieć Radzie?
Minister finansów wstał. Znalazł się bardzo blisko największego sukcesu swojego życia. Wszystko zostało już omówione, postanowione i uzgodnione, ale jeśli wielki książę chciał jasności… Reitern zakaszlał i przemówił:
– Kilka lat temu, gdy była mowa o zaciągnięciu nowych kredytów dla imperium rosyjskiego, korporacja Rothschildów zaproponowała ciekawy sposób finansowania. Uwzględniono nasze doświadczenie z… – zerknął na Timaszewa i znów zwrócił się do wielkiego księcia – z Alaską. Rothschildowie pielęgnują dziwną ideę, chcą złączyć kilka miast w sojusz, Alians1), i tam prowadzić badania naukowe, zajmować się alchemią i inną abrakadabrą. Szaleństwem, krótko mówiąc. Interesują ich Rewel2) i Wilno. W zamian za nie obiecują wymazanie wszystkich długów imperium i gwarantują zerowe oprocentowanie od kredytów przez najbliższe trzydzieści lat. Rothschildowie planują połączyć Rewel i Wilno z Krakowem, który i tak uznaje się za wolne miasto. Z Austriakami już się dogadali co do Pragi, a z Imperium Osmańskim co do możliwości częściowego panowania nad Konstantynopolem.
Minister Timaszew zmarszczył brwi.
– Mówiłem to już nie raz i jeszcze powtórzę: to NIE-MOŻ-LI-WE! – ryknął przez cały pokój. – Jeśli uwolnimy te miasta, będzie to równoznaczne z otwarciem drogi do rewolucji.
– Jeszcze kilka lat posiedzimy tak bez pieniędzy i rewolucja wybuchnie sama z siebie – odrzekł Reitern, a Abaza przychylnie skinął głową. – Jakich miast tak bronicie, Wasza Wysokość? Komu potrzebny Rewel, gdy nad morzem mamy Petersburg? Po co nam Kraków, gdy jest Warszawa? Po co nam wynędzniałe Wilno z zamkniętym uniwersytetem i szlachtą w walących się chatach? Alaskę sprzedaliśmy jankesom i nic złego się nie stało. Alaskę, panowie! A tu co? Dwa marne miasta. – Odwrócił się do ministra spraw wewnętrznych. – Może obawiacie się tego tworu Żydów, Aliansu? Przecież obiecali zadbać o to, żeby w Wilnie i Krakowie nie wybuchły zamieszki. Wcale nie tak dużo czasu minęło od ostatniego powstania Polaków. I może zapomnieliście, że wszystkie ziemie dookoła tych miast są nasze? Nie mnie was pouczać, Aleksandrze Jegorowiczu, ale jeśli będzie trzeba, ściągniecie wojsko i otoczycie ten cały Alians żelaznym pierścieniem, tak że nawet nie pisną. Odetniecie wszystkie drogi, wszystkie tory. Pozwólcie, że spytam, jak oni wtedy będą się przemieszczać do innych miast czy państw? Może w powietrzu? – Reitern roześmiał się demonstracyjnie.
Abaza poparł go milczącym gestem, poruszyły się wąsy wielkiego księcia. I nagle ta jeszcze przed chwilą oburzająca myśl stała się już możliwa do zaakceptowania. W końcu Rosji (i wielkiemu księciu) pieniądze są bardzo potrzebne. Bardzo!
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Świat zabawek mechanicznych
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.