Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

S.O.D.: Ogród mąk nieziemskich

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak
[1] 2 3 9 »
„S.O.D.” powraca, a Reymont pisze „Avatara"! W najdłuższej z dotychczasowych dyskusji z popularnego cyklu Jacek Dukaj, Wit Szostak i Łukasz Orbitowski debatują na temat niedawno wydanego „Vatran Auraio” Marka S. Huberatha.

Marek S. Huberath
‹Vatran Auraio›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVatran Auraio
Data wydania10 lutego 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-0804-569-5
Format500s. 123×197mm
Cena44,90
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 45,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 28,74 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
1. Reymont pisze „Avatara”
Jacek Dukaj: Lista czynnych polskich pisarzy science fiction z prawdziwego zdarzenia jest dziś bardzo krótka: Huberath, Podrzucki, Cyran, Protasiuk, Kosik, i to właściwie tyle. Liczę tych, którzy wydali przynajmniej jedną książkę i dla których science jest ważna sama w sobie, w tradycji klasycznej SF. Z tej piątki Marek Huberath wywarł zdecydowanie największy wpływ, jest tu najmocniejszą osobowością, a zarazem on dotąd najmniej bezpośrednio czerpał w swej twórczości z nauki, choć przecież zawodowo zajmuje się właśnie dziedzinami jak najbardziej ścisłymi (fizyką na granicy z biologią).
Myślałem przy okazji nowej jego książki zahaczyć też o te kwestie, tymczasem „Vatran Auraio” zaskoczył mnie, bo chociaż pod wieloma względami to utwór reprezentatywny dla twórczości Huberatha, zarazem stanowi u niego pierwszy przykład tak mocnego biologiczno-fizycznego worldbuildingu wprost z epoki SF eksploracyjnej, kiedy to pisarze-naukowcy prześcigali się w konstruowaniu ekscentrycznych, lecz spójnych i logicznych ekosystemów i kultur, zdeterminowanych przez warunki środowiska maksymalnie odmiennego od ziemskiego. Spotkałem już nawet porównanie „VA” do „Avatara”, pod tym kątem właśnie.
Łukasz Orbitowski: Wiesz, że to było moje pierwsze skojarzenie? „Chłopi” w świecie „Avatara”, Cameron spotyka Reymonta, Nobel schodzi się z Oscarem.
Dukaj: Ha, też pomyślałem o „Chłopach”! A „Avatar” to slogan Kandela.
Tylko że ci „Chłopi” pojawili się u mnie także jako znak ostrzegawczy wobec niskiej tolerancji współczesnego czytelnika dla narracji nie nakręconych przez energetyczną fabułę. A „VA” to – zwłaszcza w środkowych partiach – głównie opisy życia lokalnej społeczności, sprzęgniętego z naturalnym cyklem przyrody. Różnica polega na fantastycznej egzotyce tej przyrody.
I na tym: Reymont, mówiąc współczesnym językiem, poszedł w pełną imersję, prowadząc narrację z wewnątrz tamtego świata i zarażając czytelnika chłopską mentalnością. Huberath zaś pozostaje zimnym obserwatorem zewnętrznym – tak sobie też ustawia tytułowego Vatran Auraio, jako wprowadzającego nas w Dolanu.
Orbitowski: Miałem jeszcze jedno skojarzenie. Zejście Zaratustry, początek najważniejszej anty-Biblii.
Wit Szostak: A jednocześnie Vatran Auraio jest dzieckiem tamtej ziemi, wychowany w tych surowych warunkach, w pierwotnych rytach.
Moje pierwsze wrażenia po lekturze „Vatran Auraio” były takie: autor mierzy się z tymi samymi problemami, co w poprzednich tekstach, próbuje po raz kolejny postawić te same pytania. To nie jest zarzut, chodzi przecież o pytania fundamentalne dla kondycji człowieka. Zobaczcie: mamy problem śmierci i przemijania, mamy miłość między mężczyzną i kobietą, ciągły lęk przed utratą ukochanej. Mamy ludzi na granicy naszego pojmowania człowieczeństwa, mamy wreszcie rozmaite deformacje i seksualne napięcie. Wreszcie mamy góry – dumne, groźne, ustawiające człowieka w perspektywie pokory.
Te same obsesje ciągle wracają, Huberath szuka na nowo sposobów ich literackiej artykulacji.
Orbitowski: Mam kłopot z tą książką w tym sensie, że leży ona bardzo daleko od moich prywatnych gustów literackich. Światotwórstwo niezbyt mnie interesuje, trudno mi je docenić. Huberath spełnia warunek spójności.
Jako główny walor książki wymieniłbym poczytność. „Vatran Auraio” świetnie się czyta, to sprawnie skomponowana powieść popkulturowa, która przy pomyślnych wiatrach powinna odnieść spory komercyjny sukces. Huberath, podobnie jak Kosik, wypełnia swoją scenerię czymś, co od biedy mógłbym określić jako „fajny bajer”. Tę rzeczywistość potem nasyca pytaniami natury etycznej, eschatologicznej, wreszcie – to kluczowe – porusza kwestie dotyczące granic człowieczeństwa, ale i one, mam wrażenie, są popkulturą przesycone.
Być może dostrzegam to, co sam pragnąłbym dostrzec. Sprawną, niegłupią powieść fantastyczną. Jak na mnie to dużo, niemniej nowa książka MSH nie wydaje mi się niczym więcej. Dobre, lecz nie wielkie.
Dukaj: Dopytam, bo chyba mamy inne słowniki. W czym konkretnie dostrzegasz to przesycenie popkulturą?
Gdybym miał robić taki (prymitywny, przyznaję) podział na fantastykę-pop i fantastykę popem nieskażoną, to Huberath stanowiłby klasyczny przykład tej drugiej. Skądinąd wiemy, że on nawet nie śledzi literatury fantastycznej, co dopiero fantastyki w innych mediach. Sam nie znajduję w jego tekstach elementów charakterystycznych dla popu ani na poziomie scenografii, ani na poziomie fabuły.
Szostak: Może chodzi o pop na jakimś głębszym poziomie, jakąś tendencję upraszczającą, która stoi gdzieś ukryta za tą kreacją?
To prawda, że u Huberatha niełatwo znaleźć atrybuty dzisiejszego popu. Mnie przy lekturze zastanowiło coś innego: gdyby powieść kończyła się adnotacją, że autor pisał ją na przełomie lat 60. i 70., to wcale bym się nie zdziwił. Jest u Huberatha w „Vatran Auraio” taka nuta retro – w stylistyce, w konstrukcji, w wyjaśnianiu świata przedstawionego. Tak się złożyło, że równolegle musiałem przeczytać „Lewą rękę ciemności”. To powieści pisane w tym samym duchu! Oczywiście nie mam na myśli jakiejś zależności intelektualnej Huberatha od Le Guin, tylko pewien „oldskulowy” klimat obydwu tekstów.
Dukaj: Le Guin zresztą kojarzę z „VA” nie tylko z uwagi na Ekumenę, ale przez ogólne jej nastawienie antropologiczne, najlepiej widoczne bodaj we „Wracać wciąż do domu”.
Antropologia fantastycznego prymitywu – takie rzuciłbym hasło.
Orbitowski: Panowie, no… mówiąc poważniej, mamy inne słowniki i odmienne przyzwyczajenia. Dla mnie te pióra, te żywe statki, te dodatkowe nóżki i rączki są żywcem wyjęte z jakiegoś komiksu. Tyle że Huberath używa ich do innych celów. Dopuszczam jednak możliwość, że mam złe szkiełko, bo w gruncie rzeczy dla mnie wszystkie warianty „podróży w kosmos”, „kolonizacji planet” zasadzają się na popie. Dopuszczam możliwość, że Huberath mógłby użyć tego samego argumentu odnośnie np. żywych trupów i duchów.
Dukaj: Bo też używając terminu „pop”, mówisz dwie różne rzeczy: umieszczasz tekst w obiektywnej kulturowo siatce motywów, gadżetów, postaci, fabuł (da się bowiem pomierzyć, co funkcjonuje jako „pop”, a co nie), ale także mierzysz pułap tekstu: książka nie wydaje Ci się „niczym więcej”.
Orbitowski: Myślę po prostu, że mam względem popu nieco inne wymagania i oceniam go wyżej niż wy.
Dukaj: Żebym nie wyszedł na jedynego bezkrytycznego entuzjastę: nie uważam „VA” za arcydzieło, ale jego słabości widzę gdzie indziej. Po pierwsze, w języku: suchym, wręcz topornym. Ta sztywność objawiała mi się też w prowadzeniu narracji – gdy np. Huberath w pewnym momencie zaglądał do głów postaci innych niż Vatran Auraio, podając wprost ich myśli, wyglądało mi to na pomyłkę montażysty, niekontrolowany przeskok.
[1] 2 3 9 »
dodajdo

Komentarze

22 IV 2011   23:39:40

Panowie,
(Tym samym, dziękując za tą wspaniałą dyskusję...Oby takich więcej!)

A ja uważam, że to po prostu świetna powieść. Kawał wspaniałej i zapadającej w pamięć literatury. Jednej z lepszych, jakie ostatnio czytałem (osobiście, zbliżam ją do wymiaru Diuny). Czytasz to i zapamiętujesz nawet ten dziwaczny i nieznośny chwilami pseudo-słowiański język (chyba najbliżej mu do serbsko-chorwackiego). Szkoda, że nic żeście o tym nie pogadali... Przecież mało kto, potrafi zmusić czytelnika do akceptacji odmiennej lingwistycznie narracji. Świadczy to tylko o wielkości Autora i charyźmie (czy też literackiej sprawności) Jego dzieła. Z reguły, ad hoc, odrzuca się tego rodzaju wstawki lingwistyczne - tymczasem tu - po prostu jen uznajesz, czytasz dalej; tym samym AKCEPTUJESZ. Fantastycznie napisane (i tu nie mogę zgodzić się z Jackiem, co do sprawności językowej autora dzieła MSH).
Niekoniecznie, trzeba tą historię, aż tak bardzo analizować, choć czytanie Waszych jej interpretacji sprawiło mi wielką przyjemność. Kłopot w tym, że więcej tu mówicie o Was samych, o Waszych rozterkach i oczekiwaniach, filtrowanych bardzo osobniczo, zatem przecież równie subiektywnie...
Gdyby poddać takiej surowej analizie jakikolwiek uznany tekst literacki, efekt byłby dosyć zbliżony. Chyba jednak nie w tym rzecz. Sam fakt potrzeby stworzenia tej dyskusji pokazuje, jak wspaniały literacko świat stworzył MSH. Oczywiście - jest to Fantastyka pełną gębą. Jaki sens ma analizowanie, czy to kostium SF, czy prawdziwa SF? Przecież Autor pisał tą powieść w konwencji, którą realizuje od lat. I konwencja ta, wydaje mi się bardzo naturalną.
Raz jeszcze: Huberathowi udało się zbudować piękną i poruszającą historię. Nie sądzę, aby odmienna biologia człowieka gubiła w powieści jego człowieczeństwo, możliwość utożsamienia się z bohaterami, co tak często tu sugerujecie. Psychika tych ludzi jest mi bardzo bliska. Ich dylematy, zagubienie, izolacja, lęk, problematyka chorowania, wreszcie rychła śmierć - czymże się to różni od nas samych? Czymżesz są rozbieżności w temacie rozmnażania, odmienność rytuałów erotycznych, pojęcie prymitywizmu/głupoty/wiedzy/niewiedzy, lub odmienny sposób pochówku (zresztą, bardzo bliski rytuałom rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej)? Ot, bardzo to zależne od wieku, a jeszcze bardziej od pokory potencjalnego czytelnika.
Natomiast fatalną sugestią (wręcz groźną w swej naiwnej wymowie), zdaje się być sugerowany w Waszej dyskusji pomysł równoważności (zrównania wątków) świata urojeniowego ze światem rzeczywistym. "Piękny Umysł", maluje przecież oparty na faktach dramat osoby cierpiącej z powodu schizofrenii: gdzież tu szukać racjonalności wątków ukrytych w urojeniowych ich interpretacjach? To nie magiczność lub tania sensacja, to dramat osoby cierpiącej z powodu biologicznego schorzenia, tym samym dramat osób bliskich choremu. Mądrze rozegrał to MSH, za co składam mu szczególne wyrazy uznania. I tą część Waszej dyskusji, muszę po prostu napiętnować mianem sensacyjnej naiwności.

Summa summarum: ma rację Jacek, pisząc, że dzieło MSH powstawało w perpektywie dekady i wcale nie było pewne swego zrodzenia się.
Ode mnie - MSH napisał wspaniałą powieść. W żaden sposób nie chcę jej bronić, bo świetnie broni się sama, nie czuję też, aby była przez Was wielce zaatakowana.
Jestem pod wrażeniem możiwości telentu MSH.

Ściskam,
(mż)

28 IV 2011   13:48:25

Podobnie jak przedmówcy, bardzo podobała mi się Wasza dyskusja. W kilku miejscach mam inne zdanie, np. w sprawie człowieczeństwa. Najbardziej nieludzcy wydawali mi się przybyli ziemianie(?), a nie mieszkańcy.

Mnie zaciekawiła postać włodarza wioski, o którym nie wspomnieliście, i jego stosunków z nauczycielem. Mimo wyjaśnień uczennic, czytając książkę, miałem wrażenie, że jego wina była nie do końca prawdziwa... Wydaje mi się, że równie winny był włodarz, że podobne grzechy miał na sumieniu.

I jeszcze ostatni wątek, rozwój i upadek społeczności. Ja odczytałem sytuację następująco: cywilizacja przybyła na planetę, początek kolonizacji to z jednej strony rozwój wiedzy na temat świata w jakim się znaleźli, próba przeniesienia własnych doświadczeń na nowy ląd a potem... w którymś momencie doszło do utraty komunikacji z Ziemią(?), oraz z innymi wioskami znajdującymi się na planecie - bo raczej jestem pewien że było ich więcej. Wydaje mi się, że było to już na etapie rozrodu przez vylet i zimowej hibernacji. Brak kontaktów wiąże się z zamknięciem społeczności, rozrodem wewnątrz wioski a co za tym idzie również mutacjami itd. Czytając zastanawiałem się również, kiedy vylet zaczął równać się śmierci...

I jeszcze na koniec, ciekawa interpretacja poroka jako węża... w ogóle tak tego nie odczytałem, ale coś w tym jest.

Pozdrawiam serdecznie
Adam

05 V 2011   16:03:50

"Vatran Auraio" było także przedmiotem dyskusji Stolyka Lyterackiego, oto relacja: http://stolyklyteracki.wordpress.com/2011/05/05/relacja-z-majowego-stolyka-vatran-auraio/

24 IX 2016   21:24:50

Wielka przyjemność móc przeczytać tak interesującą polemikę!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Do księgarni marsz: Wrzesień 2017
Esensja

1 IX 2017

Jak to zwykle bywa po wakacjach wydawcy zasypią rynek książkami. Z obfitości zapowiedzi wybraliśmy trzy tuziny interesująco wyglądających pozycji.

więcej »

Nie przegap: Sierpień 2017

31 VIII 2017

Ostatni tekst wakacyjny czyli przegląd sierpniowych recenzji.

więcej »

Do księgarni marsz: Sierpień 2017
Esensja

2 VIII 2017

Upały nie sprzyjają lekturze, a nawet myśleniu o przyszłych lekturach, dlatego też sierpniowa edycja naszych polecanek jest nieco uboższa niż zwykle – co nie znaczy że nie jest warta uwagi.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Czerwiec 2015
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek

Entliczek-pentliczek, zajdlowy tomiczek
— Aleksandra Graczyk, Sławomir Graczyk, Agnieszka Szady

Człowiek składa jaja tylko raz
— Mieszko B. Wandowicz

Do księgarni marsz: Styczeń 2011
— Esensja

Z tego cyklu

Burza dziejów, ucieczka z powieści 2010
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Kołek w serce horroru
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Zagadka czy pułapka? „Ada” albo żart Nabokova.
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Na marginesie: Samoświadomość poza fikcją, czyli od Wattsa do Metzingera
— Jacek Dukaj, Wit Szostak

Ślepoczytanie
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Bajka z garbem
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Tegoż twórcy

Sympozjum ostateczne
— Konrad Wągrowski

Balsam dojrzałej lektury
— Marcin Zwierzchowski

Sekretarz Diabła
— Magdalena Sperzyńska

Łamigłówki Marka S. Huberatha
— Magdalena Śniedziewska

Pierwszy czytelnik
— Artur Długosz

Tegoż autora

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie
— Łukasz Orbitowski

Kanał
— Łukasz Orbitowski

Moc generowania sensów
— Jacek Dukaj

Miasto grobów. Uwertura
— Wit Szostak

MetaArabia
— Wit Szostak

Konsekwencje wyobraźni
— Jacek Dukaj

Kosmos obiecany
— Jacek Dukaj

Słowo dla narodu
— Jacek Dukaj

Kilka uwag o wzlocie i upadku fantastyki naukowej
— Jacek Dukaj

Aguerre w świcie
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.