Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Po trzy: Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak nietrudno domyślić się po tytule, dzisiejszy artykuł poświęcam literaturze dla najmłodszych czytelników.
Książki dla dzieci to temat wdzięczny i chyba miły sercu każdego zapalonego czytelnika. To w końcu nasze pierwsze lektury. Odkrycia, których dokonaliśmy, gdy o wiele łatwiej było wzbudzić w nas entuzjazm, radość i szczere oddanie. Wiele z nich splata się z konkretnymi wspomnieniami z naszego życia. Sądzę, że nie tylko w mojej pamięci lubiane utwory z dzieciństwa zachowały się wyraźniej, niż wiele późniejszych lektur. Zapewne też większość z Was ma swoją własną listę tytułów, które wspomina ciepło i z nostalgią (kilka lat temu wspólnymi siłami sporządziliśmy esensyjne zestawienie książek naszego dzieciństwa). Być może niektóre z tych książek w jakiś sposób wpłynęły na to, kim się staliśmy, choć zapewne często nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Chyba nikogo nie zdziwi to, że wśród moich ulubionych książek znalazły się te o Kubusiu Puchatku (wraz z matką grywałyśmy nawet w misie-patysie na mostku w Rabce) i o Muminkach, a także powieści Astrid Lindgren – to w końcu arcydzieła literatury dziecięcej. Dziś jednak postanowiłam przedstawić nieco mniej rozpoznawalne pozycje.

Siergiej Kozłow
‹Jeżyk we mgle›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeżyk we mgle
Tytuł oryginalnyЁжик в тумане [Jożyk w tumanie]
Data wydania1987
Autor
PrzekładNatalia Usenko
IlustracjeLidia Szulgina
Wydawca Współpraca
ISBN83-7018-073-6
Format25s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Zające niebieszczeją nocą
Wiem, że o „Jeżyku we mgle” pisałam już jakiś czas temu, ale ponieważ jest to jedna z moich najukochańszych książek, nie mogłam się powstrzymać przed jej przypomnieniem. W swojej ojczyźnie Siergiej Kozłow jest cenionym pisarzem – jego książki o Jeżyku, Misiu i Zającu doczekały się wielu wznowień i animowanej ekranizacji jednego z opowiadań, która zdobyła międzynarodowe uznanie i liczne nagrody. W Polsce wiele lat temu opublikowano niewielki tomik, liczący zaledwie siedem literackich miniatur. Po zmianach ustroju, literatura dziecięca zza wschodniej granicy nie była już tak obficie tłumaczona. Niedawno wprawdzie ukazała się ponownie książeczka o tym tytule, jednak nie miałam jej w rękach, a na podstawie internetowych opisów trudno mi orzec z całą pewnością, co ona zawiera (wydaje mi się, że to rozbudowana wersja opowiadania, które posłużyło za podstawę filmu, bo fragmenty tekstu widoczne na wyszperanych zdjęciach są inne niż te z mojego wydania i nie jest to wyłącznie kwestia tłumaczenia). Wielka szkoda, że nie na polski nie przetłumaczono całości, bo zerknięcie na rosyjskojęzyczne strony pozwala stwierdzić, że Kozłow napisał dużo więcej historyjek o swoich zwierzęcych bohaterach.
Niedużo jest utworów, co do których nie zawaham się użyć określenia genialne. Znane mi miniatury Kozłowa zaliczają się w ich poczet. To teksty wyjątkowo oryginalne, niebanalne, pokazujące, jak niewiele trzeba słów, by osiągnąć interesujący literacko efekt. Surrealistyczne bajki dla dzieci, bez wstępu, rozwinięcia, punktu kulminacyjnego, zakończenia i morału. Oto stary puchacz ogląda tańczące na polanie zające – każdy z nich gra na jakimś instrumencie i im lepiej to robi, tym bardziej niknie i rozpływa się w nocy. Na kawałku brzozowej kory Miś rysuje beczkę pełną miodu, zjada miód i ucina sobie drzemkę, w czasie której Jeżyk płata przyjacielowi figla. Tchórzliwy Zając postanawia popełnić samobójstwo, ale Czarna Głębia, w której bohater chce się utopić, odwodzi go od tego pomysłu. Miś z Jeżykiem wdrapują się wieczorami na drzewa, by za pomocą miotełki i szmatki odkurzać gwiazdy, a innego dnia kłócą o to, czy słoneczne zajączki mają uszy i czy można „myśleć różnie”. W piątek trzynastego po deszczu za drewutnią Misia wyrastają zajęcze uszy – i tu pozwolę sobie na cytat:
Uszy rosły nadal. Zrównały się z sosną, potem podrosły jeszcze trochę, stanęły na baczność i wsparły się czubkami o puchate od chmur niebo.
– Uszy! – powiedział Miś. – Gdzie jest wasz Zając?
Uszy zamarły w bezruchu.
– Gdzie jest wasz Zając, pytam się? – powtórzył Miś.
Uszy otarły się jedno o drugie, poszeptały między sobą i po chwili znów dosięgły nieba.
Niektóre z nie przetłumaczonych na polski tekstów są jeszcze dziwniejsze – np. jedna zaczyna się od sceny, w której Miś umiera przywalony złamanym drzewem i prosi Jeżyka, by na jego grobie zasadził drzewko, a następnie zaczyna się wręcz wykłócać o to, jak przyjaciel powinien o nie dbać. Na końcu jednak okazuje się, że całe wydarzenie miało miejsce tylko w wyobraźni bohaterów i tylko złośliwy dorosły głosik szepcze, że szczęśliwe zakończenie zdaje się jakby dopisane na siłę.
W recenzji napisałam, że „Jeżyk we mgle” był jedną z książek, które ukształtowały moją wrażliwość literacką – być może także dzięki niemu czytuję fantastykę.

Artur Daniel Liskowacki
‹Najbłękitniejsze oczy›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNajbłękitniejsze oczy
Data wydania1987
Autor
IlustracjeJerzy Flisak
Wydawca Wydawnictwo Poznańskie
ISBN83-210-0754-6
Format112s. oprawa twarda
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Współczesne baśnie
„Najbłękitniejsze oczy” to kolejna pozycja z mojej niewielkiej biblioteczki zachowanych książek z dzieciństwa – egzemplarz jest dość mocno pokreślony, gdyż bardzo nie spodobały mi się uproszczone ilustracje Jerzego Flisaka (lubiłam realistyczny styl Jana Marcina Szancera). Dopiero podczas pisania tego artykułu dowiedziałam się, że Artur Daniel Liskowacki pisze także wiersze, eseje, prozę dla dorosłych i słuchowiska radiowe oraz że dwukrotnie był nominowany, z czego raz dotarł do finału Nagrody Literackiej Nike (na koncie ma także kilka innych nagród i nominacji, w tym do Europejskiej Nagrody Literackiej). Niewielki zbiorek mieści trzy baśnie, o wiele sympatyczniejsze od ponurych utworów Hansa Christiana Andersena, czy miejscami okrutnych dzieł braci Grimm albo Charlesa Perraulta. Najdłuższa z nich, jest zarazem najbardziej tradycyjna – opowiada o maleńkim Li, adoptowanym przez rodzinę korników, który pewnego dnia wyrusza w wielki świat i trafia do smutnego zamku pod władzą złej wiedźmy. Tam zdobywa przyjaciela – mysz o imieniu Horacy (którego sposobem na zapoznawanie się z treścią książek jest ich zjadanie, co skutkuje między innymi tym, że Horacemu zdarza się znienacka cytować klasyków) i z jego pomocą odczarowuje księżniczkę zaklętą w ziarenko soli. Lubię sobie wyobrażać tę baśń jako klasyczny film rysunkowy. Jeśli wśród czytelników tego artykułu jest ktoś parający się animacją, zachęcam do sięgnięcia po książkę Liskowackiego, może zainspiruje.
Akcja pozostałych dwóch baśni nie toczy się „za siedmioma górami i lasami”. Bohaterka opowiadania tytułowego spędza wakacje u babci, ale pobyt na wsi jej nie cieszy i zamiast bawić się z innymi dziećmi marzy o posiadaniu oczu niebieskich jak niebo. To pragnienie zaprowadzi ją w końcu do podniebnego pałacu Pani Obłoków, która obieca spełnić jej życzenie, ale postawi warunki i dziewczynka będzie musiała dokonać swojego być może pierwszego „dorosłego” wyboru. Z kolei bohater trzeciego z utworów mieszka w wielkim mieście. Jego rodzice, opętani obsesją wychowania swojej pociechy na „zdrowe i mądre dziecko” kupowali mu jedynie „zabawki praktyczne”. Nic dziwnego, że najwspanialszym podarunkiem wydał się chłopcu otrzymany od cioci miś. Tyle że Michaś nie nacieszył się zabawką zbyt długo, bo rodzice przekonani, że mały okazuje „niezdrowe emocje” (i w dodatku zaczyna fantazjować) pozbywają się pluszaka. Reszta historii to perypetie misia i chłopca, szukających się wzajemnie.
Ta bajka ma szczęśliwe zakończenie. Ale ze swojego życia znam smutniejsze historie. Pamiętam, jak kiedyś odwiedziłam swojego kolegę RPGowca – pokazał mi „Małą encyklopedię matematyki” i „Małą encyklopedię fizyki” ze smutnym uśmiechem i słowami „dwie gwiazdki”. Jedynie babcia kupiła mu raz numer „Magii i Miecza”. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Za uciułane kieszonkowe kupował sobie kolejne numery, to był jego prywatny skarb. Aż któregoś dnia wrócił ze szkoły, by przekonać się, że jego matka, uznawszy, iż czasopisma odciągają go od nauki, wszystkie je wyrzuciła. Od dzieciństwa mówiono mu, że został urodzony po to, by odnieść sukces. Kiedy na studiach okazało się, że nie radzi sobie tak dobrze, jak tego od niego oczekiwano, załamał się i zawalił wszystko, latami się z tego zbierał. Mój przyjaciel ze studiów dla odmiany poradził sobie na uniwersytecie – rok w rok średnia oscylująca dookoła pięciu, magisterka zrobiona w Stanach, doktorat w Wielkiej Brytanii, wysoko impaktowane publikacje. Lecz wyniesione z domu perfekcjonizm i pracoholizm nie uczyniły go szczęśliwym, a i ze zdrowiem zaczął mieć kłopoty (lekarze jak dotąd nie wypowiadali się na temat przyczyny, ja się jednak zastanawiam, czy wielogodzinne ślęczenie nad mikroskopem nie przyczyniło się do problemów ze wzrokiem). Dlatego uważam, że to konkretne opowiadanie bardziej nawet powinni przeczytać rodzice. I wyciągnąć wnioski.

Christoph Hein
‹Dziki koń spod kaflowego pieca›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziki koń spod kaflowego pieca
Tytuł oryginalnyDas Wildpferd unterm Kachelofen
Data wydania1988
Autor
PrzekładIzabella Korsak
IlustracjeManfred Bofinger
Wydawca Nasza Księgarnia
ISBN83-10-09111-7
Format249s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Przyjaciele z wierzbowej dziupli
„Dziki koń spod kaflowego pieca” to moja prywatna powieść kultowa1). Już od lat zbieram się do napisania na jej temat dłuższego tekstu, jednak tego nie robię, bojąc się, że nie zdołam przybliżyć czytelnikowi jej uroku. Wpis na tytułowej stronie mojego egzemplarza przypomina, że dostałam go w 1992 roku na dzień dziecka od sąsiada (obecnie już nieżyjącego). Pamiętam go jako miłego starszego pana – gdy spotykał mnie na schodach aż się rozpromieniał i zawsze miał dla mnie dobre słowo. To bardzo wiele dla mnie znaczyło i nadal jestem mu wdzięczna (było nie było, żaden inny mężczyzna nie nazywał mnie „skarbeńkiem” i „śliczną panieneczką”). Wspominam o tym dlatego, że – jak sądzę – często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak drobne, niewiele nas kosztujące gesty mogą uszczęśliwić drugiego człowieka (inna sprawa, że w dzisiejszych czasach starszy mężczyzna komplementujący nie spokrewnioną ze sobą dziewczynkę mógłby się obawiać oskarżenia o napastowanie).
Wracając jednak do tematu – internetowe źródła podają, że Christoph Hein jest cenionym pisarzem niemieckim, który zasłynął przede wszystkim z twórczości dla dorosłych: opowiadań, powieści, dramatów i esejów. Był także prezesem niemieckiego PEN Clubu. Jako ciekawostkę dodam, że urodził się na Dolnym Śląsku. „Dziki koń…” był jego pierwszą książką napisaną z myślą o młodym czytelniku.
Pisarz zdecydował się na konstrukcję szkatułkową – ramą są spotkania narratora z chłopcem o imieniu Jakub. Jakub opowiada mężczyźnie o swoich przyjaciołach, mieszkających w pokoju znajdującym się w dziupli wierzby. W skład tej wesołej gromadki wchodzą Oślak („który nade wszystko kocha jeść”), Katinka, Rzekomy Książę, który potrafi latać, ale tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy, dręczony wiecznym katarem Orle Piórko, marzący o zostaniu odkrywcą oraz Panadel Kloszard. Wspólnie przeżywają oni rozliczne mniej lub bardziej (zwykle bardziej) szalone przygody. Na przykład wyprawiają się na poszukiwania skarbu wyposażeni w „autentyczną Tajną Mapę”, narysowaną tydzień wcześniej przez Jakuba (rozczulające są dialogi, w których bohaterowie usiłują wytłumaczyć rozbieżności pomiędzy mapą a topografią miejskiego parku). Innego dnia Katinka pisze w swoim pamiętniku list do wymyślonej dziewczynki i zaczyna otrzymywać od niej odpowiedzi. Orle Piórko dochodzi do wniosku, że jeśli podwiesi się pod pękiem baloników i dzięki temu uniesie nad ziemię, ona obróci się pod nim i w ten sposób w ciągu doby bohater odbędzie podróż dookoła świata. Oślak i Panadel Kloszard wyruszają do Paryża, gdzie ten pierwszy zostaje profesorem i otrzymuje katedrę na biegunach w kolorze budyniu karmelowego. Zdarzają się także i mniej nietypowe zdarzenia, jak uroczyste zakończenie roku szkolnego, na którym podczas szkolnej akademii, niejaka Katia wpatrując się w Jakuba recytuje dwudziestodwustrofkowy wiersz z refrenem brzmiącym „Więc kocham, ale milczę, nie powiem nawet tobie, wezmę swą tajemnicę i legnę z zimnym grobie”.
„Dziki koń…” to książka pomysłowa, pełna przezabawnych dialogów i cudownie anarchistyczna. Zapewne nie powinnam przytoczyć poniższych cytatów, aby nie przerażać szacownych rodzicieli, ale co tam:
– Czy nie masz przyjaciół, z którymi mógłbyś się bawić?
– Pewnie, że mam.
– Kolegów ze szkoły? – dopytywałem dalej. (…)
– Nie, oni nie chodzą do szkoły (…) W każdym razie nie chodzą do niej zbyt często. Nie uważają jej za interesującą, rozumiesz?
Trzeba też powiedzieć, że w kieszeni płaszcza każdego kloszarda tkwi zawsze butelka czerwonego wina. Kiedy kloszard jest nieszczęśliwy, bardzo nieszczęśliwy, zagląda do butelki. Świat znowu staje się piękny – mówią kloszardzi – kiedy zajrzy się głęboko, bardzo głęboko, ale to całkiem głęboko do butli z czerwonym winem. Kloszardzi są trochę zapijaczeni. Butelka wina nie pomaga na dłużej, o tym wiedzą dobrze, bo nazajutrz rano… Ale nie mówmy o tym.
I ostatni fragment z „zagadkowej, nie przeznaczonej dla dorosłych historii”:
A do przewędrowania całego kraju, jak podkreślał Panadel, jego francuszczyzna rzeczywiście wystarczała. Kiedy szedł z Oślakiem do piekarza, pozwalał ofiarować sobie najlepszy biały chleb, dziękując wylewnie „Merci, mon ami”, lecz gdy piekarz żądał pieniędzy, wołał „merde” i rzucał się z Oślakiem do ucieczki, a piekarz puszczał się w pogoń za nimi. W ten sposób można było rzeczywiście przebyć cały kraj i to w bardzo szybkim tempie.
Zaznaczam, że po lekturze książki nie przyszło mi do głowy, by samej zacząć kraść. Zwariowane perypetie Jakuba i przyjaciół stanowiły raczej coś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa, pozwalającego łatwiej znosić ograniczenia narzucane przez dorosłych. Jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, „Dziki koń…” nauczył mnie, czym jest wewnętrzna wolność.
koniec
5 listopada 2017
1) Tak, wiem, jak to brzmi, będę jednak obstawać przy tym sformułowaniu.
dodajdo

Komentarze

05 XI 2017   08:59:51

O, na żadną z powyższych nigdy się nie natknąłem. Mój top 3 bajek mniej znanych to: "Zielony prosiaczek z guziczkiem w nosku" Gieorgija Judina, "O Cyfraczku Szperaczku" Wojciecha Próchniewicza i "Przygody Euzebiusza" Beaty Krupskiej - a gdybym się postarał, wyliczyłbym pewnie jeszcze ze dwadzieścia, które na długo zostały w pamięci.

05 XI 2017   12:02:18

Istnieje znakomita, krótkometrażowa, animowana ekranizacja „Jeżyka...”: https://www.youtube.com/watch?v=oW0jvJC2rvM

Moją prywatną powieścią kultową z czasów dzieciństwa jest „Czarownik chodził po mieście” Jurija Tomina, który podobał mi się tak bardzo, że zwędziłem go z biblioteki, czego nigdy przedtem ani nigdy potem już nie zrobiłem. :)

05 XI 2017   12:07:32

Mi w głowie utkwiły nieśmiertelne Tapatiki (tak bardzo, że ostatnio kupiłem w antykwariacie i na allegor wszystkie tomy z pierwszych wydań) oraz dwie książki o Ryżym Placku.

05 XI 2017   12:45:56

Z wyżej wymienionych znam, bardzo ciepło wspominam i mam gdzieś w pudle Euzebiusza :)

Hehe, mój "Jeżyk..." też jest kradziony i to też jedyny taki przypadek.

05 XI 2017   18:52:12

O, Tapatiki pamiętam - ale w formie słuchowiska na kasetach. Ach, ta technika!

07 XI 2017   15:03:51

@Fitz- zostałeś wyrtopiony! {Off-topic} Gdzie twoje komiksy??
To były moje "kultowe" bajki na dobranoc.
@Beatrycze- a moją ulbioną bajką były "Przygody Hodży Nassredina" Leonida Sołowjowa [nie wiem, nie znam i nie mam zamiaru używać "nowoczesnej fonetycznej" tranlacji nazwisk]

07 XI 2017   16:36:56

@freynir
Święte słowa, już nawet nie mówię, że dawno płatków kukurydzianych nie było...

08 XI 2017   11:03:13

Nie ma żadnej "nowoczesnej" translacji, w języku polskim nadal obowiązuje taka, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, natomiast wersja angielska występuje w paszportach i stąd może przenikać do innych dokumentów, no a pisownia nazwisk autorów np. amerykańskich rosyjskiego pochodzenia jest właśnie taka i nic na to nie poradzimy, chociaż nie jesteś jedyną osobą, która zgrzyta zębami...

08 XI 2017   19:46:58

@Achika- zgrzytam zębami, ponieważ coraz częściej natykam się na ów wynalazek przy tłumaczeniach rosyjsko-polskich. Gdy widzę takie nazwiska jak Lyucanenco albo Khrushchou, zaczynam się zastanawiać, czy chodzi o nowych autorów z Rumunii albo Gruzji, czy może tłumacz zamiast korekty używa "F7" w Office.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Po trzy: Tropem jednorożca
Beatrycze Nowicka

19 XI 2017

O mityczno-baśniowych korzeniach fantasy napisano i powiedziano już bardzo wiele – dziś przedstawiam trzy książki, które do owych korzeni odwołują się nad wyraz wdzięcznie.

więcej »

Po trzy: Inteligentne i inspirujące
Beatrycze Nowicka

12 XI 2017

Po sentymentalnej podróży w przeszłość czas na podróż w przyszłość, a zarazem powrót do okołofantastycznej tematyki. Dziś trzy świetne powieści SF.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2017
Esensja

5 XI 2017

Trzydzieści propozycji lektur na długie jesienne wieczory – a może coś się nada dla najbliższych pod choinkę?

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Przeczytaj to jeszcze raz: Dlaczego warto odkurzać gwiazdy
— Beatrycze Nowicka

Dzień Dziecka: Książki naszego dzieciństwa
— Esensja

Z tego cyklu

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Ciemni coś ci jaśni
— Beatrycze Nowicka

Kajtek i jego magiczny miecz
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Roślina czy zwierzę albo ból biologa
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Słuchaj i patrz: Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.