dzisiaj: 7 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Wariacje literackie: Cień wiedźmina

Przysłowie mówi, że każda potwora znajdzie swojego amatora. Coś w tym jest. Gorzej natomiast, jeśli wzmiankowanym amatorem jest profesjonalny zabójca, na przykład wiedźmin. A może jest dokładnie odwrotnie? Może to postać likwidatora przyciąga krwiożercze bestie? Spróbujmy przyjrzeć się postaci wiedźmina. Interesuje nas zwłaszcza jego literacki cień.

W Internecie można znaleźć film Tomka Bagińskiego do gry komputerowej „Wiedźmin”. Jest to siedmiominutowa ekranizacja pierwszego opowiadania Andrzeja Sapkowskiego o przygodach Geralta. Najbardziej zaskakuje w filmie to, jak mała różnica jest między potworem (tu: rudowłosą strzygą), a jego oprawcą. Wydaje się, że wystarczyłoby tylko przefarbować wiedźminowi białą czuprynę, natomiast przeciwnika uzbroić w miecz. Kto wtedy byłby bestią, a kto jej pogromcą? Zacząłem się zastanawiać, czy Geralt nie był w rzeczywistości doktorem Jekyllem, a cała opowieść o jego zmaganiach ze strzygami, ghulami czy złotymi smokami to tylko zapis choroby. Wyobraźmy sobie taką scenę:
Noc nadciąga jak wielki kruk, zajmuje całe niebo. Z mgły wyłazi okrągły, blady księżyc i siada na postrzępionych blankach starego zamczyska. Dekoracje przypominają stary, naiwny filmowy horror, gdzie tło było domalowywane przez scenografa. W zamku czai się bestia, z którą musi zmierzyć się wiedźmin – tak przynajmniej usłyszał od ludzi, którzy gotowi są zapłacić za uwolnienie od uciążliwego potwora. Zawodowy likwidator sprawdza, czy niezbędny do pracy sprzęt leży dokładnie na swoim miejscu, czy srebrny łańcuch jest dobrze zwinięty i schowany w skórzanej torbie. Przychodzi czas na przemianę. Łyk wiedźmińskich eliksirów i Geralt zamienia się w rudowłosą strzygę. Będą zmagać się całą noc, aż oboje padną wyczerpani walką, która rozgrywa się w rozdwojonym mózgu wiedźmina. Kto osiągnie przewagę nad przeciwnikiem – doktor Jekyll czy pan Hyde?
Przypomina się książka Philipa K. Dicka „Przez ciemne zwierciadło”, w której główny bohater, policjant, godzinami śledził groźnego handlarza narkotyków. Tym handlarzem był on sam, a niszcząca jego umysł Substancja A prowadziła do rozdwojenia jaźni. Jak wiemy, wiedźmini poddawani byli różnorakim próbom, faszerowani ziołami i eliksirami. Ale czy tylko eliksirami? Geralt – można o tym przeczytać w książkach – był bardzo odpornym szczurem i zaszedł o wiele dalej aniżeli jego koledzy. Nie mogło to nie zostawić śladów w jego psychice. Może eliksiry w rzeczywistości były sprytnie spreparowanymi narkotykami, których skutkiem ubocznym były narodziny bestii wewnątrz głowy zabójcy? Warto zastanowić się, jak naprawdę wyglądały przygody białowłosego wiedźmina opisane w licznych powieściach.
Zostawmy na chwilę potwory i zajmijmy się tematem tego felietonu. Otóż każda postać wymyślona przez pisarza rzuca swój literacki cień; czasami jest on bardzo nikły, w innych przypadkach potrafi zająć całkiem sporą przestrzeń. Jednak nie chodzi mi o wpływ wiedźmina na kulturę masową – na ten temat powstało dużo prac magisterskich, artykułów i opracowań, problem jest więc dość dobrze znany. Wpływ literacki rozumiem jako oddziaływanie na innych pisarzy, a szczególnie na kreowanych przez nich bohaterów. Jeśli doktor Jekyll miał swojego pana Hyde’a, to cieniem Geralta z Rivii niewątpliwie jest kotołak Ksin wymyślony przez Konrada Lewandowskiego. Zostawmy na boku pytania, kto na kim się wzorował – nie to jest naszym celem. Ksin jest cieniem Geralta w świecie literatury, gdzie fakty nie mają większego znaczenia.
Cień nie jest dokładnym odbiciem sylwetki – pokazuje jedynie kontury, czasem zniekształcone i dziwaczne. Przyjrzyjmy się pod tym względem wiedźminowi i kotołakowi. Ten pierwszy jest na gruncie literatury fantastycznej przejawem dobrego rzemiosła pisarskiego autora. Wiedźmin to osoba poważana nie tylko w kręgu miłośników fantastyki, laureat licznych nagród, wielokrotnie tłumaczony na inne języki – po prostu człowiek sukcesu. Co z kotołakiem? Jak na cień przystało, jest deformacją, w pewnym sensie przeinaczeniem swojego oryginału. Opowieści o jego przygodach są w najlepszym razie wprawką niewybiegającą poza prościutkie tematy, w najgorszym – zahaczają o grafomanię. Kotołak nigdy nie zdobył popularności porównywalnej z Geraltem. Nie nakręcono o nim żadnego filmu, nie powstała gra komputerowa ani RPG (choć podobno coś tam planowano). Obu bohaterów łączy ze sobą przede wszystkim pozorna kontrola nad panem Hyde.
Jeśli przyjrzeć się dokładniej wiedźminowi, okazuje się, że rzuca on więcej cieni, aniżeli tylko jeden. Przypominają się piłkarze grający na stadionie podczas meczu. Ogromne reflektory oświetlające ich sylwetki ze wszystkich stron powodują, że wokół zawodników tworzy się cała sieć cieni. Podobnie jest z bohaterem Sapkowskiego. Obok cienia-kotołaka jest wiedźmin w realiach SF Władimira Wasiliewa, a także Wędrowycz – prześmiewczy, dziadowski potworobójca, który przez swój brak powagi i parodię niemalże stał się drugim „ja” Geralta z Rivii. Bohater Andrzeja Pilipiuka pokazuje, jak mocno zakorzenione jest w czytelniku pragnienie parodii, ludowego humoru. Bowiem z jednej strony mamy poważnego wiedźmina, który zastanawia się nad moralnym prawem mordowania potworów, z drugiej zaś Wędrowycza – wsiowego znachora, chłopka roztropka, co każdy problem potrafi rozwiązać przy użyciu butelki bimbru. O ile kotołak stara się być klonem Geralta, o tyle w bohaterze Pilipiuka można zobaczyć wykrzywiony cień, karnawałową maskę, osła przebranego za biskupa. Jak wiele jest jeszcze cieni wiedźmina?
Przychodzi na myśl jeszcze jedna interpretacja. Sam Geralt jest swoim cieniem. Nie autonomiczną postacią, oryginalnym tworem autora, ale właśnie odbiciem sylwetki na ścianie – jakiegoś platońskiego ideału bohatera. Albo cieniem wielu cieni: Philipa Marlowe’a, Conana, Aragorna. Być może czytelnicy fantastyki są jak więźniowie w jaskini: oglądają sylwetki wiedźmina, kotołaka, Wędrowycza, nocarza, Kłamcy, Koniasza, które są jedynie odbiciem idei. Najciekawsze jest jednak w tym wszystkim ciągłe powielanie tej samej matrycy, wieczna powtarzalność postaci. Dzieje się tak nawet w przypadku parodii (Wędrowycz), która – według Olgi Freudenberg – jest w rzeczywistości powtórzeniem dramatu, a nie jego zaprzeczeniem. Czyżby więc współczesna fantastyka popularna cierpiała na jakiś platoński kompleks? Może bohaterowie występujący w licznych powieściach wydawanych w Polsce są jedynie cieniem kogoś innego? I nie mam na myśli zwykłego wzorowania się czy czerpania pomysłów, ale kopiowanie. Kserokopia cienia, powielanie wcześniejszej wersji z wprowadzanymi zmianami i poprawkami, przy czym nie ma większego znaczenia, czy kseruje się oryginał, czy jedną z kopii. Trudno zatem rozróżnić między nimi, co było pierwsze. Dlatego tak ważne stają się kolorowe okładki książek – porządny recenzent od nich właśnie zaczyna krytykę powieści.
Czytelnicy poruszają się pośród cieni, które nie mają swojego źródła. Potworobójca i potwór są dwiema stronami tego samego medalu – wilkołakiem, którym za dnia jest porządnym obywatelem. Podobnie rzecz ma się z dublowanymi bohaterami literackimi – nie są świadomi własnej matrycy, wydaje im się, że pana Hyde’a znają jedynie z prasy.
koniec
17 sierpnia 2008
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Dekalog Maniaka Książkowego (2)
Esensja

7 IX 2010

Tak jak obiecywaliśmy, dziś kolejna część Dekalogu Maniaka Książkowego, w nieco innym stylu niż wczorajsza, ale nadal nad wyraz słuszna. Jak nazwać Dekalog składający się z dwudziestu przykazań?

więcej »

Dekalog Maniaka Książkowego
Esensja

6 IX 2010

Nie wstydźmy się tego, że jesteśmy książkowymi maniakami! Nie martwmy się, że inni patrzą na nas czasem, jak na szaleńców, gdy, zaczytani, idziemy chodnikiem w deszczowy dzień. Jest nas wielu! Maniacy wszystkich gatunków literackich łączcie się! Dziś mamy dla Was Dekalog, który należy wydrukować, powiesić na łóżkiem i stosować na co dzień.

więcej »

Do księgarni marsz: Wrzesień 2010
Esensja

1 IX 2010

W księgarniach i w redakcji powakacyjne ożywienie. Spośród propozycji wydawców na wrzesień wybraliśmy – i opisaliśmy! – okrągłe dwa tuziny pozycji.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Literatura a życie
— Michał Foerster

Dlaczego nie lubimy poezji
— Michał Foerster

Autor i słowo
— Michał Foerster

Zabawy z Carrollem
— Michał Foerster

Najlepsza książka 2009 roku
— Michał Foerster

Koło hermeneutyczne
— Michał Foerster

Nowe technologie
— Michał Foerster

List do św. Mikołaja
— Michał Foerster

Co lubią czytać pisarze
— Michał Foerster

Halloween, Broniewski, wiatraki
— Michał Foerster

Tegoż autora

Punkt krytyczny: Kongres lemologiczny albo fiasko, czyli podróż czwarta
— Michał Cetnarowski, Michał Foerster

Nie taki diabeł ciekawy, jak go malują
— Michał Foerster

Najtrudniejsze są proste opowieści
— Michał Foerster

Spustoszona Jerozolima
— Michał Foerster

Nie ma ich
— Michał Foerster

Związek Radziecki to Cthulhu
— Michał Foerster

Trochę gorsza sztuka
— Michał Foerster

Chaos to porządek, którego nie rozumiemy
— Michał Foerster

Weekendowa Bezsensja: Książki zmyślone (3)
— Michał Foerster

Kochajmy się!
— Michał Foerster

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.