Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Przy herbacie: Dlaczego nie lubimy science fiction?

Esensja.pl
Esensja.pl
Literatura science fiction upada, nikt jej nie pisze, czytelnicy wolą fantasy. Nieprawda, upada tylko w Polsce, bo nikt jej nie czyta i nie pisze. Nieprawda, upada tylko hard SF. Nieprawda, cała literatura upada, a SF ma się dobrze. Nieprawda – literatura już dawno upadła, tylko myśmy nic nie zauważyli...
A tak w ogóle jest mnóstwo osób, które lubią science fiction, więc skąd te wątpliwości?
Polska, początek XXI wieku
Wielu autorów i krytyków ubolewa nad zapaścią przeżywaną przez literaturę science fiction, wielu też cieszy się z każdej nowej powieści świadczącej, że polska SF jeszcze nie zginęła. Kosik, Dukaj, Podrzucki – te nazwiska są najczęściej przywoływane, a nad nimi krąży widmo Lema, jako Tego, Którego i Tak Nikt Nigdy Nie Doścignie, i żaden z obecnych pisarzy nie byłby godzien nawet zmienić mu taśmy w maszynie do pisania, amen.
Opowiadania Lema są w kanonie lektur szkolnych. Dziatwa ucieka z krzykiem, pilot Pirx, Trzej Elektrycerze i Maszyna-która-umiała-zrobić-wszystko-na-literę-N śnią im się po nocach. I trudno się dziwić, bo zdania w rodzaju „Jakoż zbudowali inżynierowie królewscy wyborną maszynę cyfrową na Księżycu, która miała z kolei natworzyć wojsk wszelakich a broni samopalnej”1) dla dwunastolatka, który w najlepszym razie przeczytał „Harry’ego Pottera” muszą być koszmarem. Wielu uczniów już nigdy nie tknie niczego firmowanego słowem „fantastyka”, nieliczni odporni, których nie udało się odstraszyć, czytają o magicznych pierścieniach, wiedźminach, jeźdźcach smoków i wojowniczkach z kocimi ogonami. „Science fiction? Niee… jakoś nie lubię” – to wypowiedź, którą można często spotkać. Autorzy piszą o policjantach walczących z demonami, aniołach, szamanach i elfach z karabinami maszynowymi, a jeżeli gdzieś na chwilę pojawi się statek kosmiczny, to i tak natychmiast zostaje wysadzony, a jego pasażer rusza szukać Pana Lodowego Ogrodu. Powieść opisująca wyprawę na inną planetę staje się sensacją na miarę prawdziwej wyprawy na inną planetę…
Polska, lata 70-80. XX wieku
Fantastyka jest publikowana w magazynie „Młody Technik”, tworzonym przez inżynierów dla kandydatów na inżynierów. Studia ścisłe są popularne, bo młodzi ludzie chcą uniknąć upolitycznienia obecnego na kierunkach humanistycznych. O fantasy nikt nad Wisłą nie słyszał, a w każdym razie nie używa tego słowa – co prawda pierwsza jaskółka w postaci „Władcy pierścieni” przyleciała już w latach 60., ale przecież poważny cybernetyk czy elektronik nie będzie fascynował się bajeczkami o elfach i czarodziejach (niektórym zostało to do dziś). W dodatku literatura fantastyczna to nie jakieś tam rozrywkowe bzdurki – ma poważne zadanie w postaci prezentowania nowych teorii naukowych oraz przemycania krytyki systemu pod płaszczykiem planet, kosmolotów i inwazji Obcych. Niekoniecznie w tej kolejności.
Polska, początek XXI wieku
W gazetach więcej miejsca zajmuje informacja, że Rosja odwołuje program turystycznych lotów w kosmos, niż miniaturowa notatka o tym, którą planetę Systemu Słonecznego aktualnie mija sonda Cassini. Co kilka miesięcy na ekrany wchodzi film, w którym komputerowa scenografia świata przyszłości przerasta rozmachem wszystko, co trzydzieści lat temu była w stanie stworzyć wyobraźnia pisarza. Statki kosmiczne i pistolety laserowe są oczywistością w grach komputerowych, z którymi styka się co drugi dzieciak. Zwykły telefon komórkowy ma funkcje, na które „w tamtych czasach” nikt by nawet nie wpadł (telefonem kręcić filmy?! panie, idź pan się napić czegoś zimnego). Czy w takich warunkach czytelnik będzie w stanie podzielić ten dreszczyk romantyzmu, który starsze pokolenie czuło, kiedy Pirx zamykał za sobą drzwi z tabliczką „Tylko dla personelu gwiazdowego”? Albo kiedy Darek i Adam z „X-1, uwolnij gwiazdy!” Peteckiego lądowali na stacji kosmicznej w budowie? „Łee, też mi kosmiczne przygody. Żadnych potworów ani bitew…”
Jest jeszcze drugi problem. Nauka idzie do przodu w takim tempie, że do zrozumienia obecnie powstającej hard SF nie wystarczy już wiedza o tym, że przy zbliżaniu się do prędkości światła czas płynie inaczej, a na mniejszych planetach ciążenie też jest mniejsze. Obecnie część literatury staje się hermetyczna bez znajomości pojęć takich jak memetyka, technologiczna osobliwość, kwantowe algorytmy, sfera Dysona czy próg Plancka. A kreowane przez pisarzy światy przyszłości są czasami niewyobrażalnie obce: trudno wczuć się w bohatera egzystującego jednocześnie w kilku wirtualnych osobach, uginającego czasoprzestrzeń i rzeźbiącego wielopoziomowe wszechświaty. To już nie są stare, poczciwe opowieści o cywilizacji, która wyewoluowała na pokładzie statku kosmicznego (Brian Aldiss „Non stop”) ani o samozwańczym naukowcu tworzącym genetycznie zmodyfikowane pożywienie dla przeludnionej planety (George R.R. Martin „Tuf wędrowiec”).
Dobrze podsumował obecną sytuację publicysta o pseudonimie Grog w eseju „Rozmyślania nad nauką i fantastyką”:
Dziś nikt przy zdrowych zmysłach, sięgając po fantastykę, nie łudzi się, że ta lektura da mu jakikolwiek impuls do poznania czegokolwiek nowego z kręgu nauki. Nawet tego nie oczekuje od fantastyki. (…) Nowe teorie, jeśli już powstają, są tworzone na polu nauki. To nauka, a nie fantastyka, inspiruje uczonych, to nauka staje się fantastyczniejsza niźli fantastyka naukowa.
Science fiction zawsze musiała o krok wyprzedzać naukę, na której bazuje. W czasach, kiedy nauka staje się coraz bardziej niezrozumiała dla śmiertelników, książki z konieczności są niezrozumiałe do kwadratu.
• • •
Mówiąc o śmierci czy też upadku science fiction musimy ustalić, jaki rodzaj literatury rozumiemy pod tym pojęciem. Książki, w których są statki kosmiczne i obce planety? Książki, gdzie akcja dzieje się w przyszłości? Książki opisujące ludzkość, która dysponuje zaawansowaną, dzisiaj nieosiągalną technologią?
Określenia „science fiction” używa się też w podstawowym podziale naszej ulubionej gałęzi literatury: jeśli fantastyczność utworu bierze się z magii, to jest to fantasy, jeśli z techniki – SF. W każdym razie tak było jeszcze jakiś czas temu, dopóki nie pojawiła się spacefantasy, technofantasy, a bodaj nawet cyberfantasy. Wszystko się pomieszało, ale przecież elfy z karabinami maszynowymi też zasługują na własną niszę ekologiczną.
Niektórzy używają wyrażenia „science fiction” wymiennie ze space operą, inni – wyłącznie w znaczeniu twardej fantastyki naukowej: takiej, która jest zgodna z wytycznymi fizyki i astronomii (odpadają więc podróże z jednego systemu gwiezdnego do drugiego w ciągu kilku dni czy godzin, teleportacja i kilka innych rzeczy). Może niechęć polskich pisarzy do tworzenia powieści hard SF wynika właśnie z tych ograniczeń gatunkowych? Ostatnio popularne są nurty mieszające różne elementy – magię z europejską historią, mityczne istoty z technologią, niezwykłe wynalazki z polityką. Takie połączenia są na pewno łatwiejsze w pisaniu niż stricte naukowe fantazje, wymagające oblatania w kwantach, strunach, czarnych dziurach i kilkunastu innych teoriach. A oprócz bycia łatwiejszymi dla autora są – z tych samych powodów – bardziej czytelnikoprzyjazne.
Na dodatek pisanie SF zwykle wymaga stworzenia całego świata – czy będzie to obca planeta, Ziemia przyszłości czy wręcz cała galaktyka zasiedlona przez potomków Terran – logicznego i trzymającego się kupy (żeby później czytelnicy nie naśmiewali się, że na przykład w cyklu o Enderze każda planeta ma warunki klimatyczno-geograficzne dokładnie odpowiadające ziemskiemu krajowi, który ją skolonizował). Wielu autorów nie porywa się na taki rozmach i woli opowiadać historie dziejące się w znanych nam warunkach, z dodanymi paroma elementami fantastycznymi. U Jakuba Ćwieka anioły, demony, egipscy bogowie i nordycki trickster toczą bój o dusze śmiertelników – ale Rzym czy Praga, w których się pojawiają, są takie same jak te, do których możemy pojechać na wycieczkę. U Magdy Kozak wampiry z glockami ganiają po Warszawie, mijając spieszące do herbaciarni elfy i domowiki Michała Studniarka, a na lubelskim dworcu PKS Jakub Wędrowycz odprowadza wzrokiem urodziwą rusałkę z Urzędu Podatkowego. I fajnie jest. Czytelnicy to lubią, w każdym razie większość z nich (jak wynika z codziennych obserwacji).
Może trzydzieści lat temu też by lubili, gdyby mieli coś poza Tolkienem?
My przynajmniej mamy wybór.
koniec
1 marca 2009
1) Stanisław Lem "Bajka o maszynie cyfrowej co ze smokiem walczyła” (z tomu "Bajki robotów”).

PS. Herbata na dziś: pu-erh (koniecznie bez żadnych dodatków smakowych). Charakterystyczny ziemisty zapach i smak jest równie trudny w odbiorze jak klasyczna SF.
dodajdo

Komentarze

12 III 2011   23:00:52

Dobra herbata.

14 I 2014   23:04:33

Przyczyny "upadku" SF /to tylko moje zdanie/.W skrócie:
1.Kreowanie "trendu" przez wydawców
2.Przeciętny czytelnik nie nadąża mentalnie za rozwojem technologicznym.
3.Fantasy szybciej zaspokaja marzenia.
4.Ogólny spadek morale i systemu wartości naszej populacji.

15 I 2014   10:21:52

Sądzę także, że przeciętny pisarz nie nadąża za rozwojem technologicznym.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Prezenty świąteczne 2017: Książki
Esensja

12 XII 2017

Tegoroczne poradniki dla szukających prezentów otwieramy listą 20 książek wartych uwagi, które ukazały się w tym roku.

więcej »

Po trzy: Inne strony świata
Beatrycze Nowicka

10 XII 2017

Tym razem, niestety, tylko po dwa. Fantastyka w odcieniach egzotycznych.

więcej »

Do księgarni marsz: Grudzień 2017
Esensja

9 XII 2017

Szukaliśmy, szukaliśmy i znaleźliśmy aż trzynaście książek, które ukażą się w grudniu!

więcej »

Polecamy

Inne strony świata

Po trzy:

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Refleksje zajdlowe
— Agnieszka Szady

Bohater sponiewierany
— Agnieszka Szady

Zawartość cukru w cukrze
— Agnieszka Szady

Jak mieć Saurona za szefa i przeżyć
— Agnieszka Szady

Jak pisać nie o seksie
— Agnieszka Szady

Nie mirmiłuj, kasztelanie, czyli jak pisać o rzeczach strasznych
— Agnieszka Szady

Dla dorosłych o dzieciach
— Agnieszka Szady

Bycie szczurem zmienia punkt widzenia
— Agnieszka Szady

Wolnoć Tomku w swoim opku
— Agnieszka Szady

Moja sąsiadka hoduje smoki
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Kadr, który…: Panie władzo, mam pana gdzieś
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Królowa owadoidalnych obcych
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Kadr, który…: Sącząca się groza
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tu potrzebne są rozwiązania systemowe
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (3)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Asgard to nie miejsce…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kobieta kobiecie półwilkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (2)
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Kraków w dwóch odsłonach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.