Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

S.O.D.: Ślepoczytanie

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak
[1] 2 3 7 »
W kolejnym tekście z cyklu S.O.D. Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski i Wit Szostak biorą na tapetę „Ślepowidzenie” Petera Wattsa. Dyskusja oczywiście nie kończy się na książce, lecz zmienia się w pasjonującą debatę na temat istoty science fiction.
1. Pierwszy kontakt
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jacek Dukaj: No to teraz wreszcie się o coś porządnie posprzeczamy, mam nadzieję. Hard SF z najwyższej klasy twardości: „Ślepowidzenie” Petera Wattsa. Ja spałaszowałem z wielkim apetytem. Lektura wysokokaloryczna – tak bym to ujął. O dużym zagęszczeniu ciekawych pomysłów, wykorzystująca najświeższe idee w SF i stawiająca sobie za zadanie zmianę sposobu patrzenia na świat przez czytelnika.
Postaram się wypunktować, jak mi się „Ślepowidzenie” prezentuje na tle fantastyki naukowej w ogóle.
Wizja świata, z którego startuje akcja, skonstruowana została z dominujących obecnie w SF trendów: full immersion VR, wszczepki (w oryginale inlays), transhumanizm (przejścia do życia bez ciała, choć jeszcze nie digitalizacja umysłu), gospodarka drexlerowska (a zatem dzięki rewolucji nano większość ludzkości żyje w komforcie, nie pracując), cień Technologicznej Osobliwości, inżynieria genetyczna i neuralna itp. Jest to już „nowy standard przyszłości”. Różnice między stosującymi się do niego autorami polegają na odmiennym rozłożeniu akcentów (na przykład Charles Stross, operując na bardzo podobnym świecie, skupia się raczej na trendach kulturowych czy ekonomicznych) i na jednorazowych nowościach, dokładających coś oryginalnego do puli SF.
W obrazie przyszłości Watts dołożył moim zdaniem dwie duże rzeczy. Po pierwsze: zawód tłumacza niezrozumiałych genialności (pochodzących od AI czy postludzkich geniuszy), posługującego się pozaświadomą sztuką „czytania topologii”. Podobna funkcja pojawiała się u Vinge’a czy Doctorowa, ale dopiero Watts dał praktyczne narzędzie do tłumaczenia tego, czego z definicji także tłumacz nie może pojąć (bo jest za głupi, zbyt inny itd.). Po drugie: napęd oparty na kwantowej teleportacji antymaterii (czyli informacji o splątanych stanach kwantowych jej cząstek).
Nadto mamy rozmaite świeże pomysły poboczne wykorzystane w konstrukcji scenografii kosmicznej czy samych Obcych. Przykładowo sposób ich pozagenetycznego programowania (ontogeneza na silnych polach magnetycznych) jest oryginalny, o ile mi wiadomo. Takich mniej i bardziej znaczących smaczków dostajemy mnóstwo – kosz pełen cukierków.
Łukasz Orbitowski: No dobrze, chyba ktoś musi powiedzieć, że król jest nagi. Jednak przedtem dwie istotne sprawy.
Przyznaję się po części do braku kompetencji – o większości tematów poruszanych przez Wattsa słyszałem, niemniej brak mi zwyczajnie wiedzy, by weryfikować pomysły autora. Co ma jakieś szanse na realizacje, a co z punktu widzenia na przykład fizyki jest bzdurą. Nie wiem, co nowoczesna psychologia sądzi o świadomości, a nawet jaka definicja teraz obowiązuje. Co to w ogóle jest świadomość, jak się ją definiuje w tym tygodniu. Bo przecież tylko przy określonych definicjach założenia Wattsa mają sens lub też nie. Analogicznie wygląda sprawa z technologią: nie umiem stwierdzić, czy napęd Tezeusza stanowi wytwór fantazji, czy rzeczywiście dałoby się tak latać.
Hard SF czytałem umiarkowanie – znam książki Egana, paru innych, także te, które napisał Jacek, niemniej trudno mi umieścić „Ślepowidzenie” na mapie gatunku. Jest oryginalny? Nie mam pojęcia. Ogólne wrażenie z lektury pozostaje pozytywne i piszę, że król jest nagi, celowo. To bardzo dobra książka z błędem w samym założeniu; rzekłbym „królewska” – ale pomylona.
O co mi chodzi? „Ślepowidzenie” opowiada o pierwszym kontakcie. Nie tylko. Ale także o tym, to właśnie Świetliki i Rorschach napędzają fabułę. Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
Historia pierwszego kontaktu może być ciekawa na dwa sposoby. Pierwszy polega w dużym skrócie na tym, co zostało użyte w filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Ten pomysł na kontakt nazwijmy nawet Spielbergowskim. Otóż u mnie na podwórku ląduje sobie spodek, ze spodka wychodzi kosmita i zawieramy kontakt. Charakter tego kontaktu może wypaść różnie, także fatalnie dla mnie, ale to jest właśnie ciekawe – nasza relacja, Ziemian i ich. Drugi interesujący sposób to zmiana punktu widzenia: obserwujemy Ziemian z kosmicznej perspektywy, trochę jak czynił to Szatan w „Listach z Ziemi” Twaina.
Obie wersje – Spielberga i Twaina – opierają się na tym samym zdarzeniu. Mowa oczywiście o kontakcie cywilizacyjnym (jak tamta cywilizacja wygląda, jak na nią reaguje nasza). Watts chciał pójść dalej, zrobić coś nowego, zaproponować nową sytuację – brawa dla niego, ale to zwyczajnie udać się nie mogło.
Dukaj: Będę się wtrącał i wrzucał swoje veto. Obie Twoje wersje kontaktu wydają mi się mało interesujące i w istocie stopniowo były porzucane przez SF – zwłaszcza ta druga. Bo i sytuacja targów, negocjacji, układów, ogólnie: rozmów z Obcymi („kontaktu spełnionego”), i sytuacja spojrzenia z punktu widzenia Obcego – one muszą siłą rzeczy startować z narracji silnie antropomorfizującej. Opisujesz ludzkim językiem, dla ludzkiego czytelnika, w ludzkiej tradycji literackiej świat widziany przez Obcego – i już zabiłeś wszelką obcość. Była to epoka przysłowiowych gumowych ośmiornic. W filmie przekładało się to na humanoidalnych Obcych z jakimiś kościanymi grzebieniami na głowach czy dziwnie akcentowanym angielskim – w tym zawierała się cała ich obcość.
W reakcji na to przyszła mocna antyteza, której wyrazicielem u nas był Lem: kontakt z Obcymi jest niemożliwy, kropka. Jeśli są Obcy, nie mamy z nimi punktów wspólnych; jeśli mamy – nie są Obcy (upraszczam, oczywiście). Stąd wygibasy semantyczne „Edenu”, stąd milczenie oceanu i kukły podświadomości w „Solaris”, bezradność nauki w „Głosie Pana”, ślepe hekatomby „Fiaska”.
Watts przychodzi już jakieś ćwierć wieku później, gra toczy się poziom (albo i dwa) wyżej: wiemy, że nie wejdziemy w skórę Obcego, że nie opowiemy w naszym języku jego rzeczywistości – i całe wyzwanie literackie polega właśnie na obejściu albo przeskoczeniu tego paradoksu. Czy autor zrobi to przekonująco, czy zrobi oryginalnie, czy zrobi zrozumiale dla czytelnika. Czasami są to ćwiczenia bardziej matematyczne, abstrakcyjne (jak w „Mieście permutacji” czy „Diasporze” Egana), czasami bardziej literackie (jak w „Otchłani w niebie” Vinge’a, gdzie autor otwarcie mówi, że fałszuje przekaz, nakładając na percepcję obcoplanetarnych pająków stylistykę wiktoriańską).
To więc, co bierzesz, Łukaszu, za próbę oryginalności u Wattsa, przyszło w SF po latach 70. i 80., gdy nawet w space operach wojny imperiów Obcych zostały zastąpione przez wojny różnych kolonii ludzkich, odłamów, mutacji Homo sapiens. Nie: Obcy jako ludzie – ale: ludzie z obcych kultur. A SF pozwalała dowolnie przesuwać potencjometr tej obcości. Matką chrzestną takiego „antropologicznego rozwiązania” paradoksu obcości była moim zdaniem Le Guin ze swoją Ekumeną, ojcem – chyba Asimov z „Fundacją”.
I kiedy autor wychowany na SF, która już to wszystko przepracowała, bierze się dzisiaj za wymyślanie wiarygodnych Obcych – i to nie na potrzeby przygodowej strzelanki, ale sierioznej hard SF – to po prostu musi wyjść z założeń Wattsa. Nie ma mowy o Spielbergowych kosmitach ani narracji oczyma Obcego. Jest czołowe zderzenie ze ścianą nieczłowieczeństwa, po którym boli mózg.
[1] 2 3 7 »
dodajdo

Komentarze

19 IV 2010   02:09:48

" gospodarka drexlerowska (a zatem dzięki rewolucji nano większość ludzkości żyje w komforcie, nie pracując) " - eh , widać że urodziłem się za wcześnie ;-)

03 V 2012   09:54:16

Z lekką zgrozą przeczytałam zarzuty o obcości hybrydowych bohaterów "Ślepowidzenia". A to dlatego, że dla mnie są jak
najbardziej "swoi", "bliscy" i "zrozumiali" (oczywiście łącznie z zaakceptowanym przeze mnie faktem, że Siri ich nieco "przetłumaczył" na potrzeby osób z zewnątrz - niejednego IRL trzeba tłumaczyć).
Wszyscy mają swoje charaktery, wyraźne cechy, słabości, zalety, są pełnowymiarowi (również każda z osobowości Bandy
oddzielnie).
Powieść jest o naukowcach w akcji, no to się zajmują nauką! Oraz trudnymi relacjami międzyludzkimi (doprawdy trudno jest romansować z Michelle, kiedy susan się wpycha na interfejs, nieprawdaż?)
Strach się bać, najwyraźniej za bardzo jestem nerdem i za dużo czasu z nerdami spędzam, skoro nijak się tej obcości w załodze Tezeusza dopatrzeć nie mogę :D

A z Sirim to mam wręcz problem: zastanawiam się, na ile on miał być bardziej "inny", tylko autorowi nie bardzo wyszło, a na ile ja źle rozumiem. Bo dla mnie Siri nie jest "inny" na jakimś głębszym, patologicznym poziomie (czy już powinnam się niepokoić?...;) ) Nawet nie do końca przekonuje mnie wyjaśnienie autora, że Sarasti Siriego "zmienił", bo już Keeton, który nie oddzwania do umierającej Chelsea - to nie jest "idealnie imitujący zachowania odpowiednie" syntetyk tylko po prostu facet
sparaliżowany sytuacją, która go przerosła. Dla mnie psychikę Siriego da się wyjasnić nawet bardziej przez traumatyzującą i stygmatyzującą operację i reakcję rodziny (ojciec ucieka od problemu, matka piętnuje dziecko jako "nie takie", obwinia je i męża, bo tak naprawdę obwinia siebie) niż po prostu stwierdzeniem "operacja mechanicznie uszkodziła mu mózg, dając patologiczny efekt". Bo czegoś takiego nie uleczyłaby chyba terapia szokowa Sarastiego?
Siri zapewne odstaje nieco od "naszej" psychologicznej normy, ale w realiach SF chyba trzeba by czegoś więcej, żeby był aż tak "inny", jak usiłuje nas przekonać jego otoczenie i on sam.

Dla mnie język "Ślepowidzenia" nie jest "dziwny" w stopniu większym niż język, którym mówią istniejący specjaliści w
istniejącym świecie (wchodząc w rzeczywiste relacje między sobą). Być może język filozoficznych konstrukcji można obejść metaforą, ale języka przyrodniczego nie - bo on po prostu opisuje realnie istniejące obiekty i zjawiska. Trudno udawać, że ich nie ma, tylko dlatego, że mają "dziwne" nazwy.

Nie wydaje mi się, żeby przeszkodą w lekturze "Ślepowidzenia" mógł być brak oczytania w klasyce gatunku (SF). Ludzie latają w kosmos, może nie na spotkanie z Obcymi, ale to jednak jest dużo bardziej rzeczywista sytuacja niż "Byli sobie elf, krasnolud i czarodziej".

Natomiast na pewno były chwile, kiedy żałowałam, że moja wiedza na tematy przyrodnicze nie jest głębsza (nadal w zakresie popularnym, ale jednak na wyższym poziomie). To jest książka o przyrodnikach, więc siłą rzeczy, jak się nie nadąża za wywodem, to się nie wyłapie wszystkich smaczków. To jak czytać Parnickiego bez znajomości historii. Niby można, ale po co ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Do księgarni marsz: Lipiec 2017
Esensja

4 VII 2017

Zupełnym przypadkiem nasze lipcowe polecanki otwiera „Dziura”, czyli najkrótszy możliwy opis wakacyjnego rynku książki (mamy nadzieję że w grudniu ktoś wyda „Czarną dziurę”). Na szczęście w dziurze też można znaleźć coś ciekawego.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2017
Esensja

30 VI 2017

Koniec czerwca oznacza że pora na przegląd recenzji z ostatniego miesiąca.

więcej »

20 lat magii z okazji 20-tej rocznicy
ShopAlike.pl

26 VI 2017

Świat czarodziejów rządzi się swoimi prawami, które dla nas, mugoli, są niewytłumaczalne i niezrozumiałe. Aby je zrozumieć, musimy poświęcić trochę czasu.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Okiem biologa
— Beatrycze Nowicka

Do księgarni marsz: Lipiec 2013
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Notowanie XXII – czerwiec 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – czerwiec 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Notowanie XXI – maj 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – maj 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Notowanie XX – kwiecień 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – kwiecień 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Notowanie XIX – marzec 2012
— Esensja

Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – marzec 2012
— Esensja

Z tego cyklu

Ogród mąk nieziemskich
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Burza dziejów, ucieczka z powieści 2010
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Kołek w serce horroru
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Zagadka czy pułapka? „Ada” albo żart Nabokova.
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Na marginesie: Samoświadomość poza fikcją, czyli od Wattsa do Metzingera
— Jacek Dukaj, Wit Szostak

Bajka z garbem
— Jacek Dukaj, Łukasz Orbitowski, Wit Szostak

Tegoż twórcy

Rozgrywki bogów
— Anna Kańtoch

Okiem biologa
— Beatrycze Nowicka

Ponurość w koncentracie
— Anna Kańtoch

Po sznurku
— Daniel Markiewicz

Wypełnianie wirem
— Daniel Markiewicz

Szlamowidzenie
— Daniel Markiewicz

Tegoż autora

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie
— Łukasz Orbitowski

Kanał
— Łukasz Orbitowski

Moc generowania sensów
— Jacek Dukaj

Miasto grobów. Uwertura
— Wit Szostak

MetaArabia
— Wit Szostak

Konsekwencje wyobraźni
— Jacek Dukaj

Kosmos obiecany
— Jacek Dukaj

Słowo dla narodu
— Jacek Dukaj

Kilka uwag o wzlocie i upadku fantastyki naukowej
— Jacek Dukaj

Aguerre w świcie
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.