Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

W tym dobrym świecie żyli źli ludzie

Esensja.pl
Esensja.pl
Debiuty uznanych pisarzy warto czytać choćby po to, żeby zobaczyć, jak się mają do wytworzonego za sprawą późniejszych książek wizerunku autora. Wydany niedawno w Polsce „Strażnik sadu” nosi kilka znamion, które pozwalają podejrzewać, że napisał go Cormac McCarthy, ale… jakby nie on.

Cormac McCarthy
‹Strażnik sadu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStrażnik sadu
Tytuł oryginalnyThe Orchard Keeper
Data wydania7 października 2010
Autor
PrzekładMichał Kłobukowski
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04579-0
Format296s. 125×195mm
Cena29,90
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Tennessee, międzywojnie. Tytułowy bohater, stary Arthur Ownby, nazywany jest wujem, jednak nastoletniemu półsierocie Johnowi Wesleyowi Rattnerowi zastępuje raczej dziadka: od dawna samotnego i z samotnością obytego, lecz zawsze gotowego podzielić się opowieścią. Funkcję ojca pełni dla chłopaka Marion Sylder – drobny szmugler i gnida, zarazem wszakże istota o niebo bardziej ludzka niż tworzeni potem przez McCarthy’ego odhumanizowani okrutnicy. Takich, pojawiających się już w opublikowanych kilka lat później „Outer Dark” i „Dziecięciu bożym”, w „Strażniku sadu” nie ma wcale – nie brak nikczemników i prymitywów, ale nie stara się w nich autor dokonać syntezy i uwydatnienia całego człowieczego zła, a innych cech pozbawić.
Zarówno Ownby, jak i Sylder, mają z nieobecnym biologicznym ojcem młodzieńca więcej wspólnego niż przejęcie jego roli i wprowadzanie nastolatka w dorosłość: obu, choć w różny sposób, dotyczy śmierć Rattnera seniora. Jednocześnie żaden z trójki bohaterów nie podejrzewa, że między nieboszczykiem a pozostałymi dwoma istnieje związek (starsi mężczyźni zresztą praktycznie się nie znają); gdyby zdawali sobie z tego sprawę, ich losy musiałyby potoczyć się zupełnie inaczej. Bez owej nieświadomości nie mogłaby powstać zażyła relacja Johna Wesleya i Mariona, która przez ponure wydarzenia z przeszłości nabiera ironicznego, paradoksalnego wymiaru.
Tym samym zżyte osoby nie wiedzą o sobie najważniejszego; niejako się mijają. Tak jak, przynajmniej z pozoru, przechodzą obok siebie poszczególne wątki – w powieści nie ma liniowości czy ciągłości, „Strażnik…” wydaje się raczej, choć mniej chaotycznym niż np. „Przeprawa”, bo układającym się w zmyślną strukturę, archipelagiem utrzymanych w podobnej konwencji scen, tworzących portret południowców i ich ziemi. Dzieło z 1994 roku wspomniane zostało nie bez powodu: sporo, jeśli nie większość, poszczególnych wysepek można by wpleść w formie opowiadania przypadkowego wędrowca między paragrafy opartej na dygresjach drugiej części „Trylogii pogranicza”.
Już w „Strażniku…” McCarthy nie wyróżniał dialogów, już tutaj kazał prostym bohaterom mówić slangiem i kaleczyć język, już tutaj przeplatał zwięzłe opisy poetyckimi porównaniami. Już tutaj przegapienie kilku słów grozi zgubieniem tropu. Jednak stylowi debiutu Amerykanina, bez wątpienia kunsztownemu, brak takiego minimalizmu, z jakiego później zasłynął autor. Czytelnik, który zapoznał się wcześniej z innymi dziełami pisarza (co o tyle prawdopodobne, że na polskim rynku debiut ukazuje się jako siódme z nich), może odnieść wrażenie, że na zmianę pojawiają się tu fragmenty pisane przez dobrze znanego McCarthy’ego i te popełnione przez innego, mniej oszczędnego literata.
Jeżeliby spróbować ułożyć utwory pisarza w pewnym porządku, po przeciwnej stronie „Strażnika sadu” należałoby ulokować „Drogę” – nie tylko ze względów chronologicznych. Jak bowiem wieńcząca dorobek autora pozycja najbardziej oderwana jest od konkretnych miejsc i czasów, tak pierwsza mocniej niż inne jego powieści wydaje się osadzona w swojej krainie oraz epoce. W tym punkcie warto przytoczyć ostatnie słowa książki, które, jak to bywa u McCarthy’ego, są raczej ogólną refleksją niż zamknięciem fabuły: „Już odeszli. Uciekli, wygnani w śmierć lub na obczyznę, straceni, zgubieni. (…) Żaden awatar, potomek ni ślad nie pozostał po tym ludzie. Na ustach obcej rasy, która dziś tam mieszka, jego imiona są mitem, legendą, prochem”. Na kartach „Strażnika…” przywrócony zostaje krótkotrwały świat Południa, który zginął bezpowrotnie, zabrawszy ze sobą swój mrok, ale i nieznaną dziś spójność z naturą; „Drogę” zamyka McCarthy, pisząc w końcowym zdaniu o dolinach, gdzie „wszelka rzecz była starsza od człowieka i tchnęła tajemnicą” – jakie znaczenie ma wobec takiej potęgi marginalna kultura czerwonoszyich farmerów?
Zarazem, kreśląc powykrzywiane historie jednostek, nie traktuje ich pisarz jako centrum znikającego uniwersum. Ludzie są niewywyższonym elementem rzeczywistości, w której równorzędny dramat może przeżywać zwierzę lub sam sad. Być może więc powodem odejścia tego świata jest nie tyle zabraknięcie opłakiwanego w zakończeniu ludu, ile fakt, że na jego miejsce przyszedł inny, niepasujący do zastanych realiów, ale potrafiący je zniszczyć.
koniec
28 grudnia 2010
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: Kosmiczne przygody we wspólnym pokoju
Marcin Mroziuk

16 I 2018

Wbrew nasuwającym się skojarzeniom, „Ala Baba i dwóch rozbójników” nie jest wariacją na temat znanej baśni, lecz wciągającą opowieścią o blaskach i cieniach posiadania młodszego rodzeństwa. Joanna Wachowiak potrafiła zaś nie tylko przyciągnąć uwagę czytelników, ale również uświadomić dzieciom kilka ważnych spraw.

więcej »

Milczenie ryb
Agnieszka Hałas

15 I 2018

Zbiór „Legenda o samobójstwie” obejmuje sześć literackich wariacji na temat tej samej rodzinnej tragedii – i, jak carpaccio z tuńczyka, nie jest to danie, które każdemu przypadnie do gustu.

więcej »

Lód, gniew i entropia
Beatrycze Nowicka

14 I 2018

„Czerwona siostra” otwiera trzecią trylogię Marka Lawrence’a, tym razem osadzoną w nowym uniwersum. Choć główne bohaterki to dziewczynki, sądzę, że także dorosły czytelnik fantasy nie powinien się zawieść.

więcej »

Polecamy

Bohaterowie

Po trzy:

Bohaterowie
— Beatrycze Nowicka

Ludzie w książkach żyją
— Beatrycze Nowicka

Niedocenione
— Beatrycze Nowicka

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Tegoż twórcy

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Świat na żywo jest nie do przyjęcia
— Mieszko B. Wandowicz

Nie ma takich na świecie, ale bywają w nas
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Fotografia zbrodni
— Michał Foerster

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Podróż zimowa
— Michał Foerster

Tegoż autora

O nienawiści; oraz o tym, szczo treba robyty z Lachamy
— Mieszko B. Wandowicz

O niedoskonałościach perfekcji
— Mieszko B. Wandowicz

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Dziwne owoce we wrocławskiej synagodze
— Mieszko B. Wandowicz

Mizantropia i makolągwy
— Mieszko B. Wandowicz

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

W Geisterwelcie wilki łypią inaczej
— Mieszko B. Wandowicz

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Ostatnie słowo zimy
— Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.