Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Gomułkowskie kariery – wersja na gorzko

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzieje „Życia towarzyskiego i uczuciowego” Leopolda Tyrmanda według Stefana Kisielewskiego wyglądały następująco: cenzura nie zgłosiła, co zdumiewające, zastrzeżeń do powieści. Książka została utrącona na etapie opracowania wydawniczego. Szybko zorientowano się, że za wymyślonymi nazwiskami stoją realne postacie ówczesnego życia publicznego i – aby uniknąć skandalu – odmówiono wydania powieści. Opublikowany w prasie fragment wywołał podobno spore oburzenie.

Leopold Tyrmand
‹Życie towarzyskie i uczuciowe›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŻycie towarzyskie i uczuciowe
Data wydania22 kwietnia 2009
Autor
Wydawca Wydawnictwo MG
ISBN978-83-61297-17-8
Format368s. 145×205mm
Cena39,90
Gatunekobyczajowa
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 33,50 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Trzeba przyznać, że odwaga autora musiała graniczyć z bezczelnością, jeśli liczył, że powieść tak demaskatorska dotrze do czytelników w całości. Zgadywanka „kto jest kim” była w zasadzie nie do ominięcia podczas lektury. 50 lat po faktach opisanych w „Życiu…” jest to już zabawa dość jałowa. Wiadomo, kto prawdopodobnie był pierwowzorem redaktora Andrzeja Felaka (w jego losach można dostrzec zbieżności z karierą Edmunda Osmańczyka – dziennikarza o dość zawiłym życiorysie) i pani Stollowej – szarej eminencji świata literatury (w tej postaci widać podobieństwa do Ireny Krzywickiej i Heleny Zatorskiej). Niemal z pewnością można orzec, że Mikołaj Plank – jeden z dwóch głównych bohaterów powieści – to sam Tyrmand, co sugeruje jego zamiłowanie do niekonwencjonalnych strojów (w tym znaku firmowego Tyrmanda – kolorowych skarpetek) i do muzyki jazzowej.
Wartka akcja powieści wiąże losy dwóch postaci – przy czym naprzemiennie historia jednego jest tłem dla życia drugiego. Mikołaj Plank to tępiony przez władze filmowiec i literat. Uroczy alkoholik, zdumiewająco zdystansowany wobec komunizmu (za co obrywa niemal codziennie). Snuje się za nim sława wybitnego artysty, choć w zasadzie nie wiadomo, czym sobie na nią zasłużył. Żyje w materialnej biedzie i w rzadkim komforcie mówienia wprost tego, co myśli, bezskutecznie za to zabiega o publikacje swoich utworów i realizację – genialnego podobno – projektu filmowego. Andrzej Felak (pospolitość nazwiska z pewnością zamierzona i złośliwa) jest dokładnym przeciwieństwem Planka. Służalczy i dyspozycyjny cynik, który świetnie sobie radzi w każdej epoce, a jego celem jest pomnażanie majątku i – cokolwiek to znaczy – budowanie własnej pozycji.
Obaj panowie żyją w niezwykle skomplikowanej sieci powiązań i zależności, której poszczególne nitki pociągają wpływowe i rozwiązłe kobiety, wiceministrowie, redaktorzy naczelni i naczelnicy rozmaitych instytucji. Andrzej w tym systemie jest niezwykle asertywny i sprawny, Mikołaj daje się ponieść sytuacji, ponosząc kolejne dotkliwe porażki. Co ciekawe, żywią do siebie cień sympatii. W przypadku Felaka wynika on ze skrywanego podziwu dla Planka, zaś wiecznie młodzieńczy Mikołaj tak po prostu ma – zdaje się pielęgnować w sobie pozytywne emocje.
Uderza w powieści brak postaci jednoznacznie pozytywnej. Nawet Plank nie jest święty, choć w porównaniu z takimi postaciami jak żona Andrzeja, naczelny organu, w którym pisze Andrzej, czy przede wszystkim pewien napuszony filmowiec – Mikołaj wydaje się najbardziej ludzki w pozytywnym rozumieniu tego słowa. Efektem moralnego równania w dół jest niemal całkowity brak napięcia – trudno przejmować się tym, że ludziom mającym niejedno na sumieniu przydarza się coś złego. To z pewnością zamierzony zabieg autora. Jednak brak napięcia nie oznacza nudy – każdy akapit pełen nasycony jest barwnym językiem, dynamiczną akcją i błyskotliwymi analizami. Z artystycznego punktu widzenia „Życie…” jest powieścią naprawdę wysokiej klasy.
„Życie…” bezwiednie porównuje się do „Złego”. Książki poniekąd uzupełniają się – „Zły” to panorama warszawskiego półświatka, „Życie…” skupia się na gomułkowskim establishmencie. W obu przypadkach Tyrmand umiejętnie buduje klimat, w którym mamy wrażenie, że czytamy fabularyzowany reportaż, a nie fikcję, przez co jego wizja wygląda niezwykle wiarygodnie. Są też oczywiście różnice. Dziwi w „Życiu…” całkowity brak fascynacji autora miastem, w którym rozgrywa się akcja. O ile w „Złym” Warszawa jest czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń, o tyle w „Życiu…” jest po prostu mglistą lokalizacją. Co prawda pojawiają się plastyczne elementy opisowe (m.in. dotyczące Saskiej Kępy), jednak są silnie przyprawione słowami dezaprobaty dla brzydoty stolicy. Można domniemywać, że Tyrmand pisał swoją powieść w stanie frustracji, a przynamniej zmęczenia codziennością.
Kolejne zestawienie „Złego” i „Życia…” dotyczy enklaw luksusu i glamouru w ogarniętej nędzą powojennej Polsce. Po lekturze „Złego” wiadomo było, że nominalnie ludowe państwo tolerowało gigantyczne rozwarstwienie majątkowe, dzięki czemu – mówiąc językiem epoki – komunistyczny burżuj żył nie gorzej niż jego odpowiednik na Zachodzie. „Życie…” to coś więcej – to w zasadzie poradnik, co należało w stalinowskiej i gomułkowskiej Polsce robić, aby żyć w drażniącym szaraków dostatku.
Odwzorowana przez Tyrmanda epoka jest odstręczająca nawet według dzisiejszych standardów, co więc dopiero mówić o latach 60. I bez znaczenia jest, ile postaci miało swoje odpowiedniki w realnym życiu. Zastanawia nieobecność systemowego terroru, o którym wiadomo dziś tak dużo – ale to w zasadzie jest oczywiste, oskarżanie reżimu o zbrodnie nie było prerogatywą żyjącego na literackim marginesie pisarza. Epoka gomułkowskiej odwilży nie odróżnia się przez to od ery polskiego stalinizmu.
Tyrmand wiele jednak pisze o rzeczach, o których milczą podręczniki do historii. A więc – klientyzm, korupcja i uznaniowość, które nagradzały oportunistów, a karały niepokornych i nadmiernie aktywnych. Nie ma tu moralizmu, Felaka nie trafia oczekiwany przez czytelnika szlag, Mikołaj po prostu znika (ginie? popełnia samobójstwo?). Książka ma więc ogromną wartość poznawczą. Gdybym jednak miał wybrać największą zaletę powieści Tyrmanda, moje wskazanie dotyczyłoby języka. To ogromnie bogate i nowoczesne instrumentarium, którym autor posługuje się z wirtuozerią wyróżniającą go na tle innych pisarzy sprzed kilkudziesięciu lat.
Reasumując: świetna, niestarzejąca się powieść, nie tylko dla fanów klimatu Polski powojennej.
koniec
16 lutego 2011
dodajdo

Komentarze

05 III 2012   23:36:37

Dobra recenzja. Szkoda tylko, że zdradza losy głównych bohaterów.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Alternatywy 1920
Miłosz Cybowski

23 XI 2017

„Pakt Piłsudski-Lenin” Piotra Zychowicza to książka dziwna. Autor nie tylko z uporem stara się dowieść nam postawioną w tytule tezę (co jeszcze można zaakceptować). Stara się on również udowodnić, że gdyby tylko Polacy okazali mniej litości Bolszewikom, nie tylko zdobyliby Moskwę, ale też odbudowaliby imperium od morza do morza.

więcej »

Niestraszna naukowość
Miłosz Cybowski

21 XI 2017

„Z »getta« do mainstreamu. Polskie pole literackie fantasy (1982-2012)” Katarzyny Kaczor jest książką naukową. To po pierwsze. W swojej analizie tytułowego pola literackiego autorka posługuje się bardzo konkretną metodologią. To po drugie. Ale cała naukowość tego opracowania nie zmienia faktu, że dla przeciętnego czytelnika pragnącego dowiedzieć się czegoś nowego na temat historii polskiego fantasy jest to książka jak najbardziej przystępna. To po trzecie.

więcej »

Kij w mrowisko
Joanna Kapica-Curzytek

19 XI 2017

Dla nie-ekspertów lektura „Mody, wiary i fantazji” będzie sporym wyzwaniem, natomiast czytelnicy zorientowani w poruszanej tu problematyce dostaną szeroki zarys najważniejszych osiągnięć współczesnej fizyki, przedstawiony z dużą dozą krytycyzmu.

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Jak hartowały się elity
— Marcin Mroziuk

Tegoż twórcy

Kiedy miłość była zbrodnią
— Marcin Mroziuk

Poza sezonem
— Marcin Mroziuk

Jak hartowały się elity
— Marcin Mroziuk

Zapiski bezrobotnego
— Marcin Mroziuk

Warszawa, moja miłość
— Marcin Mroziuk

Warszawski desperado
— Marcin Mroziuk

Patriota niedzisiejszy
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Nie chcielibyście takiego życia
— Witold Werner

W którym momencie umarł Stefan?
— Witold Werner

Na wschodzie wszystko po staremu
— Witold Werner

„Kraj utracony”, wciąż istniejący
— Witold Werner

Jest brzydko, ponieważ tak nam się podoba
— Witold Werner

Piła poszła w ruch…
— Witold Werner

Gdy następnym razem przydarzy ci się coś dziwnego
— Witold Werner

Niektórzy to mają fajnie – o wydawnictwie „Znak” niehistorycznie
— Witold Werner

Książki na billboardach
— Witold Werner

Co po H-H…
— Witold Werner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.