dzisiaj: 24 lutego 2012
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Lista Przebojów Książkowych: Propozycje – luty 2012  –  Esensja

Niszczące pragnienie

Rezydencja Blithe House w USA pod koniec XIX wieku. Dwunastoletnia Florence, obdarzona bogatą wyobraźnią opowiada niezwykłą historię zawieszoną gdzieś pomiędzy dziecięcym zmyśleniem a twardą rzeczywistością świata dorosłych. „Siostrzyca” jest hołdem dla klasycznej literatury angielskojęzycznej – i nawiązuje do jej najlepszych tradycji.

John Harding
‹Siostrzyca›

EKSTRAKT:80%
TytułSiostrzyca
Tytuł oryginalnyFlorence and Giles
AutorJohn Harding
PrzekładKarolina Zaremba
Wydawca Mała Kurka
ISBN978-83-627-4501-2
Format288s. 135×210mm
Cena33,90
Data wydania20 października 2011
Wyszukaj wSelkar.pl: 31,00 zł
Kup wWysylkowa.pl:
30,01 zł
Kup wKumiko.pl:
27,81 zł
Kup wBookiatryk.pl:
31,00 zł
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz wKulturowskazie
Florence i jej młodszy brat Giles są sierotami, zamieszkującymi wielki stary dom na odludziu, należący do ich wuja. Ich pierwsza guwernantka, panna Whiteaker nieszczęśliwie utopiła się w pobliskim jeziorze. Dzieci, pozostawione same sobie, mają dużo wolnego czasu, który muszą sobie zapełnić. Szczególnie Florence, bo wuj odmawia jej prawa do nauki. Rezolutna dziewczynka uczy się więc czytać w tajemnicy przed wszystkimi, bramą do świata i życia są dla niej lektury. Jej ulubionym miejscem w domu jest duża, zimna, zapomniana przez wszystkich biblioteka z półkami pełnymi książek. Czytelnik poczuje nawet pewną zazdrość. Bo czy nie brzmi to jak marzenie: nie mieć żadnych trosk i domowych obowiązków, a w zamian mnóstwo wolnego czasu na czytanie?
Florence nie ma jednak poczucia bezpieczeństwa. Dużo czasu i wysiłku zajmuje jej ukrywanie przed dorosłymi obecności w bibliotece i tego, że umie czytać. Gdyby tylko wuj się dowiedział, co zajmuje jej wolne godziny… Książkową izolację dziewczynki zakłócają regularne odwiedziny chorego na astmę Theo, kolegi z sąsiedztwa. Jej poczucie osamotnienia sięga zenitu, gdy Giles zostaje wysłany do szkoły z internatem, choć szybko zostaje stamtąd odesłany z powrotem.
U Florence zaczyna powtarzać się sen o widzianej w ciemnym pokoju kobiecie owiniętej peleryną. Czy dziewczynka traci kontakt z rzeczywistością? Czy coś rzeczywiście zagraża jej i Gilesowi? Groza i umiejętnie budowane napięcie narasta, gdy w domu zjawia się kolejna guwernantka, panna Taylor i w życiu dzieci zachodzą brzemienne w skutkach zmiany. Nie bez znaczenia dla klimatu powieści są opisy scenerii: wszechobecnych luster, zimnych i pustych przestrzeni w starym domu, ciemności i zapachów. Narracja trzyma w napięciu, a sugestywna proza prowadzi czytelnika do pełnego niesamowitości świata pomiędzy prawdą i wyobraźnią.
Niestety, nie przekonuje mnie do końca styl opowieści narratorki, który wykreował dla niej autor. Jego zamierzeniem było to, aby Florence posługiwała się swoistym, wymyślonym przez siebie językiem, stąd obecność neologizmów (tu z kolei ukłon autora w stronę Szekspira). Tłumaczka ze swoim zadaniem poradziła sobie świetnie, a jej bardzo twórcze tłumaczenie przekonuje (na przykład „pannna Whiteaker utragiczniła się w jeziorze”, „pokryjomość życia” czy „poschodkowałam na dół”). Zakładając jednak, że tłumaczenie jest wierne, trzeba jednak stwierdzić, że w tej stylizacji autor jest niekonsekwentny. Na początku w tekście neologizmów jest sporo, ale z czasem pojawiają się już tylko z rzadka, co w efekcie tylko razi i rozprasza czytelnika. Wydaje się raczej niepotrzebną manierą i psuje ogólne wrażenie co do odbioru książki. Tym bardziej, że w ślad za wykreowanym językiem nie idzie realizm psychologiczny. Zawarte tu opisy bardzo skomplikowanych zdarzeń i zjawisk z pewnością nie odtwarzają sposobu patrzenia na świat oczami dwunastolatki.
Książka wydaje się być pojemna i otwarta dla interpretacji, tak więc jest wręcz wymarzona dla krytyków i tych, którzy lubią rozwiązywać zagadki oraz śledzić literackie tropy i powiązania. Sam autor nie kryje zresztą, że inspiracją do napisania „Siostrzycy” było „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa, podobieństwo motywów jest tu jak najbardziej zamierzone. W powieści można jednak doszukać się dużo więcej wpływów innych twórców należących do panteonu angielskojęzycznej literatury: Ann Radcliffe, mistrzyni powieści grozy, sióstr Brontë, czy Edgara Allana Poe. Zauważam też pewne podobieństwa do „Władcy much” Williama Goldinga, o czym przekonuje mnie ostatnia scena z udziałem Florence i Theo. John Harding z powodzeniem eksploruje nowe terytoria w klasycznych motywach literackich.
Osobiście odebrałam tę książkę jako symbol protestu Florence przeciwko wkraczaniu w świat dorosłych. Dziewczynka nie chce dorosnąć, chce cały czas pozostać dzieckiem (to przecież też jest znany motyw z jednej z brytyjskich powieści!) Z całej siły pragnie żeby nic wokół niej się nie zmieniało, także jej silny, emocjonalny związek z bratem. Próba zgłębienia dawnej rodzinnej tajemnicy zwraca się przeciwko niej samej. Pragnienie Florence, aby pozostać na zawsze w świecie dzieciństwa jest niszczące i wyzwala zło. Nie można spędzić całego życia tkwiąc w jednym domu, w jednym miejscu. Czas nieubłaganie biegnie do przodu, a życie stawia przed nami ciąg konieczności, odsłaniając nowe horyzonty. Aby nie ulec destrukcji trzeba się rozwijać, podążając ścieżką wyznaczoną nam przez los.
koniec
28 stycznia 2012
dodajdo

Komentarze

31 I 2012   19:20:33

Neologizmy tworzone przez Florence troszkę na początku przeszkadzały, w dalszym procesie czytania - bawiły, a pod koniec książki przestałam na nie zwracać uwagi, gdyż treść nabrała tempa starej, lecz jeszcze sprawnej lokomotywy.
Rodzinne tajemnice lubimy zgłębiać do dziś...
"Aby nie ulec destrukcji trzeba się rozwijać, podążając ścieżką wyznaczoną nam przez los."
Zgodzę się, lecz łatwo jest napisać, powiedzieć - a niestety trudniej ( czasem ) wykonać :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zadanie z wieloma niewiadomymi
Sebastian Chosiński

23 II 2012

Znakomity kryminał najsłynniejszego fińskiego pisarza w dziejach literatury Miki Waltariego „Kto zabił panią Skrof?” powstał poniekąd z poczucia niższości. Autor napisał go na konkurs, chcąc udowodnić swoim krytykom, że ma talent i potrafi tworzyć powieści, które podobają się czytelnikom. Dzięki temu narodziła się postać komisarza Fransa Palmu, którego bez obaw o nadużycie możemy umieścić na tej samej półce, którą zajmuje Jules Maigret.

więcej »

Na początku było marzenie
Joanna Kapica-Curzytek

22 II 2012

Ta historia, opowiedziana własnymi słowami przez chłopca z Malawi i spisana przez amerykańskiego dziennikarza to coś zupełnie innego, niż wszystko, co na ogół czytamy o Afryce. To opowieść miejscami przygnębiająca i przejmująca, ale z imponującym „happy endem” – o tym, że siła marzeń może zmienić nasze życie. Po przeczytaniu tej książki przestajemy patrzeć na Afrykę i jej mieszkańców wyłącznie przez pryzmat utartych schematów.

więcej »

Muirre gonn’na, Muirre trett’na
Beatrycze Nowicka

21 II 2012

„Morrigan” – zbiór opowiadań Piotra Olszówki to udany debiut książkowy, porządna, dobrze napisana fantasy, warta polecenia tym, którym nie znudziły się quasi-średniowieczne realia.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Na początku było marzenie
— Joanna Kapica-Curzytek

Potrójnie groźne trio
— Joanna Kapica-Curzytek

Osiem tysięcy stron
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Styczeń 2012
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Geny to dziwna rzecz…
— Joanna Kapica-Curzytek

Kryminał plus
— Joanna Kapica-Curzytek

Manuskrypty jak obrazy
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Grudzień 2011
— Artur Chruściel, Joanna Kapica-Curzytek, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Premier i prezydent też jest (czasem) kobietą
— Joanna Kapica-Curzytek

Wszystko już było, ale…
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000-2012 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.