Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Powinno być lepiej, na Croma!

Esensja.pl
Esensja.pl
Conan jaki jest, a właściwie być powinien, każdy instynktownie czuje – i to niezależnie czy Cymmeryjczyk ma oblicze Schwarzeneggera, Momoi, czy rysy stworzone przez wyobraźnię czytelnika, z wypiekami na twarzy pochłaniającego opowieści Roberta E. Howarda. Te ostatnie można sobie odświeżyć dzięki zbiorowi „Conan i pradawni bogowie”, w którym Conan wciąż jest wojownikiem, najemnikiem, dezerterem, buntownikiem, zwycięzcą, złodziejem, uzurpatorem, tryumfatorem, a nade wszystko barbarzyńcą.

Robert E. Howard
‹Conan i pradawni bogowie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułConan i pradawni bogowie
Tytuł oryginalnyThe Coming of Conan the Cimmerian
Data wydania6 grudnia 2011
Autor
PrzekładTomasz Nowak
Wydawca Rebis
CyklConan
ISBN978-83-7510-818-7
Format656s. 150×225mm
Cena49,90
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 42,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Ponieważ długowłosy osiłek od prawie wieku pozostaje sobą, nie ma specjalnie sensu wnikanie w treść opowiadań, a tym bardziej ocenianie ich z osobna. Fani heroic fantasy z pewnością łykną wszystkie przygody Conana gładko i bezboleśnie, prosząc o jeszcze. Natomiast malkontenci… No cóż, wiadomo nie od dziś, że jeśli ktoś określał Howarda inaczej niż „literat”, to było to raczej pejoratywne sformułowanie „grafoman” niż nobilitujące „pisarz”. Przygody Cymmeryjczyka zawsze, niezależnie od formy, autorstwa (a kontynuatorów pracy Howarda był legion) czy środka przekazu, były przede wszystkim pulpową rozrywką, przyjemną i lekką lekturą ukochaną przez dorastających chłopców marzących o ostrym mieczu i mięśniach ze stali. Oczywiście twórczość Howarda to prosty eskapizm, ale równocześnie porządna dawka przyjemnej rozrywki, a do tego dziś to już klasyka – wręcz wzorzec przygodowej fantasy.
Miłośników nieokrzesanego barbarzyńcy nowe wydanie zapewne więc ucieszy, zwłaszcza że wzbogacone zostało, niczym porządny box DVD, o „materiały dodatkowe”. Wydawnictwo Rebis zaproponowało między innymi oryginalne, wczesne wersje kilku opowiadań (dokończonych później przez epigonów), kilka innych surowych szkiców, mapy, ilustracje, obowiązkowy esej „Era hyboryjska”, przedstawiający świat Conana, oraz noty przybliżające historię powstawania poszczególnych opowiadań i sagi jako całości. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt: wrzucone na samym końcu książki dwuzdaniowe opisy mówiące o tym, czy maszynopis danego opowiadania zachował się, czy nie, gdzie tekst był opublikowany, w ilustronicowej wersji składano maszynopisy, są… doskonale zbędne. Ich lektura kojarzy się nie z lekką beletrystyką, ale z mozolnym przedzieraniem się przez prace naukowe z umieszczonymi na końcu przypisami i źródłami. Te informacje być może okazałyby się bardziej interesujące, gdyby podać je w sposób przyjaźniejszy dla przeciętnego czytelnika – choćby wyraźnie wyróżnione przy każdym tekście, a nie zepchnięte na sam koniec tomiszcza i obdarowane tak wyrafinowaną oprawą graficzną jak kursywa i wielkie litery. Nawet pogrubienia nie uświadczymy…
Ta oprawa wizualna to kolejny problem nowego wydania przygód barbarzyńcy. „Conan i pradawni bogowie”, a także dwie kolejne pozycje dopiero zapowiadane przez Rebis, mają, zdaje się, stanowić swego rodzaju ostateczne kompendium Howardowskiego Conana, zbiór wszelkich materiałów na temat Cymmeryjczyka. Jeśli tak, to zasługują na zdecydowanie ładniejsze wydanie. To obecne nie dość, że odrzuca wspomnianą monotonią typografii, to jeszcze straszy okropną okładką (co gorsza miękką) i przesadnym rozdmuchiwaniem objętości przez dużą czcionkę. Eseje, mapki, opracowania, wiersze – wszystko to bez wyraźnego wyróżnienia ginie gdzieś pomiędzy opowiadaniami, a tym ostatnim, co należy jeszcze raz podkreślić, przydałyby się jakiekolwiek didaskalia (PRZY opowiadaniach, nie na końcu książki), choćby osadzenie w kontekście całej sagi (jak było w stareńkich wydaniach Alfy). „Opakowanie” jeszcze wyraźniej okazuje się najsłabszym aspektem produktu oferowanego przez Rebis, jeśli zaliczymy doń… tłumaczenie. To przecież też, podobnie jak okładka czy materiały dodatkowe, jest jakiś sposób przetworzenia materiału wsadowego na formę jak najbardziej przystępną dla odbiorcy. I, niestety, tutaj też należą się wydawnictwu baty: zaproponowany przez Tomasza Nowaka przekład już wzbudził małą burzę w internecie (co widać choćby w komentarzach na stronach „Esensji”).
Przekład oskarżany jest o niedojrzałość, prostotę, niewyczucie klimatu fantasy i stylizacji używanej przez Howarda, ale też o zwyczajną niezgrabność, brak lekkości i gubienie rytmu. I rzeczywiście ciężko się z tym nie zgodzić. Zwłaszcza jeśli porówna się go z wcześniejszymi tłumaczeniami. Choćby zestawienie samych początków „Córki mroźnego olbrzyma” („nowy” tytuł) z „Córą lodowego olbrzyma” w tłumaczeniu Stanisława Czai z 1988 roku ujawnia wyraźne zgrzyty w nowym przekładzie. Tam, gdzie Czaja stosuje celne i zgrabne skróty („Zimne, wyblakłe słońce”) – Nowak ucieka się do metody opisowej („dające niewiele ciepła blade słońce”). Gdzie stary przekład upraszcza konstrukcję zdań, by w sposób jak najbardziej zwięzły, a więc przyjazny lekturze, oddać klimat opisywanych zdarzeń, nie rezygnując jednak z klimatycznej stylizacji („mężowie”, „trupy”)…
„Ponad zakrwawionymi zaspami i opancerzonymi ciałami poległych patrzyło na siebie dwóch mężów. Tylko oni poruszali się wśród wszechogarniającej martwoty. Mroźne niebo wisiało nad ich głowami, wokół rozsnuwała się bezgraniczna równina, u stóp mieli trupy. Z wolna szli między nimi – jak duchy na spotkanie umówione wśród pobojowiska martwego świata. Stanęli twarzą w twarz”.
…tam nowe tłumaczenie wikła się w niepotrzebne, zaburzające rytm mnożenie zdań i wyrazów („szli zatem”), wykorzystując przy tym najprostsze sformułowania („postaci”, „martwi ludzie”), a archaizację i udziwnione formy stosując tam, gdzie wystarczyłyby współczesne określenia:
„Ponad pokrytymi czerwienią zaspami i trupami obleczonymi w zbroje dwie postaci rzucały na siebie gniewne spojrzenia. Pośród tego całkowitego spustoszenia tylko oni dwaj się jeszcze poruszali. Nad nimi rozpościerało się mroźne niebo, a wokół niczym nieograniczona biała równina. U ich stóp spoczywali martwi ludzie. Szli zatem z wolna ku sobie pomiędzy ciałami niczym duchy idące na spotkanie poprzez chaotyczne pustkowie świata śmierci. W nastałej ciszy stanęli twarzą w twarz”.
Wreszcie nowy przekład zawiera dość oczywiste błędy zaburzające rytm zdań i dynamikę opowiadanych zdarzeń, sprawiające wrażenie tłumaczenia niektórych zdań i wyrazów w oderwaniu od reszty akapitu:
„Kiedy śpiewające ostrze zderzyło się z hełmem Conana, krzesząc iskry błękitnego ognia, ten zachwiał się, a jego wzrok przyćmiły czerwone błyski. Niemniej kiedy już się zatoczył, pchnął z całą siłą (…)”
Co prawda strona wizualno-użytkowa książki to rzecz wtórna, ale nabiera znaczenia w przypadku klasycznych dzieł, do których wygasły prawa autorskie, a więc można się spodziewać ich wznawiania praktycznie co chwilę. I w tym kontekście „Conan i pradawni bogowie” mają problem, by stworzyć sobie swoją niszę. Osobiście, jeśli miałbym zapełnić w ładny sposób „Conanem” półkę, wybrałbym twardookładkowe, wielotomowe (obejmujące również autorów kontynuujących spuściznę Howarda) wydania Amberu z lat 90. Jeśli szukałbym pulpowej łatwości czytania, sięgnąłbym po jeszcze starsze, małoformatowe, świetnie przetłumaczone i ułożone w miarę chronologicznie (tutaj Rebis zdecydował się, nie wiedzieć czemu, na chronologię powstawania tekstów, a nie wewnętrzną chronologię przygód Conana) wydania Alfy. A współcześnie, jako zbiór wszystkich dzieł Howarda (prawie, bo do wydanie obejmuje tylko 17 tekstów opublikowanych za życia pisarza, brak kilku wydanych później, m.in. „Córy lodowego olbrzyma”) chyba lepiej i wygodniej prezentuje się jednotomowy „Conan barbarzyńca” z fajną, „filmową” okładką. Zwłaszcza jeśli jest lepiej przetłumaczony.
koniec
25 czerwca 2012
dodajdo

Komentarze

« 1 2 [3]
23 IV 2014   08:01:17

W istocie brzmi okropnie. Wydawało mi się do tej pory, że tłumacz przede wszystkim powinien uchwycić sens zdania w kontekście całej opowieści, a dopiero potem tak dobrać słowa, by (nie tracąc tego sensu) jak najwierniej przetłumaczyć zdanie.

Czytelnik, który dotychczas nie czytał opowieści o Conanie, biorąc do ręki książkę wydaną przez Rebis, dojdzie do wniosku, iż nie tylko Conan był kompletnym idiotą, ale również sam autor (Howard). I nie będzie mógł się nadziwić, dlaczego uznani autorzy wyrażają o Howardzie tak pochlebne opinie.

Wracając do powyższego przykładu. Jeżeli już tłumacz chciał "mieć" w zdaniu ślepego psa i ogon (zamiast pięt), zdanie takie jak np:

Głupcy, jesteście jak ślepy pies, który goni własny ogon...
brzmiało by w kontekście lepiej.

Scena jest jednoznaczna. Dwulicowy gość mówi mniej więcej tak: Uda Wam się, spoko, zabijecie króla na 100%, a gdy spiskowcy odwracają się do niego plecami, kpi: Idziecie pajace na pewną śmierć, już jesteście martwi, i nawet nie będziecie wiedzieli, kiedy król was pozabija.

Ale z tłumaczenia czytelnik niestety się tego nie dowie. Pomyśli, że facet spędził popołudnie na wdychaniu oparów czarnego lotosu, podobnie jak tłumacz :)


« 1 2 [3]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kij w mrowisko
Joanna Kapica-Curzytek

19 XI 2017

Dla nie-ekspertów lektura „Mody, wiary i fantazji” będzie sporym wyzwaniem, natomiast czytelnicy zorientowani w poruszanej tu problematyce dostaną szeroki zarys najważniejszych osiągnięć współczesnej fizyki, przedstawiony z dużą dozą krytycyzmu.

więcej »

Mała Esensja: Więcej czarów
Marcin Mroziuk

18 XI 2017

Łatwo się domyślić na podstawie tytułu, że „Zula w szkole czarownic” będzie dla młodych czytelników okazją do obserwowania, jak główna bohaterka poszerza zakres swoich magicznych umiejętności. Najważniejsze jest jednak, że nowa powieść Nataszy Sochy jest lekko napisana i skrzy się humorem.

więcej »

Ciemni coś ci jaśni
Beatrycze Nowicka

17 XI 2017

„Ciężko być najmłodszym”, czyli pierwszy tom trylogii „Książę ciemności” to pozycja przede wszystkim dla naprawdę zagorzałych wielbicieli humorystycznej fantasy ze wschodu.

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Luty 2017
— Przemysław Ciura, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Kwiecień 2016
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek

Wracając do źródeł
— Miłosz Cybowski

Zapomniany wędrowiec
— Kamil Armacki

Kull barbarzyńca
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nieprawdziwi detektywi
— Jakub Gałka

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wszyscy za jednego
— Jakub Gałka

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

Przygody drugoplanowe
— Jakub Gałka

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ludzie jak krewetki
— Jakub Gałka

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Trzy siostry Thorgala
— Jakub Gałka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.