Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Esensja czyta: Styczeń 2013

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwanaście recenzji nie jest może liczbą imponującą, ale jeśli uwzględnić fakt, że trzy z nich to efekty przeczytania mniej lub bardziej obszenych cykli to chyba nie ma na co narzekać.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Magdalena Kubasiewicz [70%]
W „Prędzej świnie zaczną latać” Mark Blake snuje opowieść o losach Pink Floydów od czasów ich dzieciństwa, przez początki przygody z muzyką i pierwsze sukcesy, aż do rozpadu zespołu i późniejszych poczynaniach jego członków. Choć Blake wspomina o życiu prywatnym Floydów, ich zachowaniu, konfliktach czy tym jak sobie radzili ze sławą (dzięki czemu książka staje się bardziej interesująca), skupia się przede wszystkim na opisach tras koncertowych, komponowania utworów czy nagrywania albumów. Autor zgromadził imponującą wiedzę o zespole, przytacza zarówno sprawdzone fakty, jak i plotki (zawsze wyraźnie zaznaczając, że nie wiadomo czy są prawdą), anegdoty (na przykład o Sydzie, który malował podłogę w taki sposób, że utknął w końcu w kącie), wypowiedzi współpracowników, znajomych i fanów. Rzetelna i obszerna – tymi słowami chyba najlepiej można określić tę pozycję, dzięki której wielbiciele Pink Floyd będą mogli z pewnością poszerzyć swoją wiedzę. Blake zdołał ponadto poprowadzić wywód w taki sposób, by nie zanudzić czytelnika (stosując czasem różne ciekawe zabiegi – na przykład rozpoczęcie książki od, w pewnym sensie epilogu, opisu ostatniego wspólnego koncertu Gilmoura, Masona, Watersa i Wrighta) oraz uniknąć wartościowania – przedstawia muzyków takimi, jakimi byli, nie oceniając ich, nie próbując wybielić czy oczernić. To wszystko czyni z „Prędzej świnie zaczną latać” nie lada gratkę dla wszystkich fanów zespołu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Alicja Kuciel [80%]
W ramach podsumowań postanowiłam napisać o całej serii, a nie ostatnim tomie, szczególnie, że „Timeless” nie jest jeszcze dostępny w polskim tłumaczeniu. Ja niestety po lekturze czterech części, nie mogłam się doczekać kolejnej, więc zwróciłam się o pomoc do eksięgarni za wodą – poważnie, ebooki wymyślono specjalnie dla mnie.
Gail Carriger napisała historię, która się dzieje, jak to kiedyś radośnie oznajmiłam, w czasach „teamspunku”. To oczywiste przejęzyczenie oddaje jednak klimat tej opowieści – trochę sobie wyobrażam te wszystkie związki wampirów i wilkołaków jako taką serdeczną wymianę kosiłapek, klapsów i ugryzień (w zależności od, rzecz jasna, intensywności uczucia). Główną bohaterką jest panna Alexia Tarrabotti, później lady Maccon – osoba o niezwykłym temperamencie, upodobaniu do parasoli obronnych (żadna tam umbrella, tylko parasol – sprawdzone w oryginale) i przygód. Nasza Alexia nie ma duszy, za to ma ojca, który nie dość, że martwy, to też duszy nie posiadał i na dodatek nawet po śmierci sprawia, że jego córka nie może narzekać na nudę w swoim życiu. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam książki o tak charakternej żeńskiej postaci jak lady Maccon. Obok niej pojawiają się bohaterowie i bohaterki równie barwni, ciekawi, a niekiedy ponadprzeciętnie oryginalni, którzy sprawiają, że cała historia przez pełne pięć tomów się nie dłuży i trzyma w napięciu.
Jak na czasy steampunku przystało jest sporo wynalazków, jest nawet jedna intrygująca wynalazczyni, która nosi się po męsku, są wampiry i wilkołaki, które są absolutnie urocze, a szczególnie jeden wilkołak, który pragnął zostać wampirem. Jest dużo wolności seksualnej oraz ogromne ilości kapeluszy, nie bójmy się tego głośno oznajmić, wątpliwej urody. Co ciekawe, nie ma tam prawie ani słowa o Tesli.
Krótko mówiąc, idealna lektura na ponure zimowe wieczory.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Anna Kańtoch [60%]
„Ostatni akt w Palmirze” to szósty, jeśli dobrze liczę, tom cyklu kryminalno-historycznego, z akcją rozgrywającą się na Bliskim Wschodzie w I wieku naszej ery i głównym bohaterem – Rzymianinem (to niemal zawsze jest Starożytny Rzym albo Średniowiecze, nie wiem czemu inne epoki cieszą się wśród autorów tego gatunku znacznie mniejszą popularnością). Na plus zaliczam malownicze i żywe portrety postaci (zwłaszcza główny bohater i jego dziewczyna są nader sympatyczni), sporo niewymuszonego humoru i całkiem niezłą fabułę – choć można by trochę ją przyciąć, bo intryga jest w sumie dość prościutka. Na minus: miasta, przez które przejeżdża rzymska para wraz z towarzyszącymi jej aktorami, są opisane drobiazgowo, ale mało obrazowo, przez co w pewnym momencie mogą zacząć się mylić, a w książce nieco brakuje bliskowschodniego klimatu (sam upał to jednak trochę mało). Ponadto wszyscy używają tu nijak nie pasujących do historycznego tła wyrażeń typu: „podrywać”, „gość” czy „moja dziewczyna”, jednak ponieważ w finale trupa teatralna wystawia „Hamleta” rozumiem, że to takie autorskie mruganie okiem i nie należy marudzić.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski
Nietrudno odnaleźć podobieństwa między mitami irlandzkimi zgromadzonymi w „Walkach bóstw i mężów” a chociażby powszechnie znanymi mitami greckimi czy rzymskimi. Sam Cuchulin, główny bohater jednej z serii przedstawionych w tym zbiorze opowieści, został ongiś określony mianem „irlandzkiego Achillesa”. Te porównania można snuć dalej, zwracając uwagę to na różnice (np. brak wyraźnego podziału na ludzi i istoty nadprzyrodzone widoczny np. w opowieści „Jak Angus Og miał sen”), to na podobieństwa (można odnieść wrażenie, że najczęstszym powodem walk i dalekich wypraw były w Irlandii kobiety). Ale nawet bez tego irlandzkie opowieści o bogach i bohaterach prezentują się niezwykle ciekawie, dając nam wgląd w tamtejsze pogańskie tradycje i mityczną historię. Jak zwraca uwagę Robert Stiller w posłowiu, interesujące jest to, że te opowieści, mimo wczesnego przyjęcia przez Irlandię katolicyzmu, charakteryzują się brakiem (z jednym wyjątkiem) wątków chrześcijańskich – wszystko ma miejsce w dalekiej przeszłości, która doskonale odpowiada tytułowi zbioru. Poza aspektami literackimi nie należy zapominać o roli, jaką odegrały „Walki bóstw i mężów” w narodowym odrodzeniu Irlandii na początku dwudziestego wieku. Książka Lady Gregory stanowi zatem z jednej strony zbiór zebranych opowieści, tradycji ustnych oraz wcześniejszych, mniej popularnych publikacji przedstawiających irlandzkie mity; z drugiej strony jest to wkład w cały ówczesny ruch kulturalny.
WASZ EKSTRAKT:
65,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Alicja Kuciel [80%]
W ramach podsumowań, przy okazji wydania ostatniego tomu Pana Lodowego Ogrodu, który w postaci ebooka ukazał się wcześniej niż wydanie papierowe, postanowiłam mieć cały cykl w wersji na Kindle’a.
Pamiętam, jak czytając tom trzeci byłam absolutnie przekonana, że „oto teraz wszystko się rozwiąże”. Poczułam się bardzo oszukana, kiedy „Zamknięta w zbiorniku Passionaria Callo otworzyła czerwone oczy”. Teraz, po przeczytaniu czwartej, naprawdę ostatniej, części, to uczucie się we mnie utrzymuje. To trochę tak, jakby cała opowieść straciła swój impet, tą niesamowitą szybkość, jaką zaskakiwał Vuko Drakkainen. Ale „Pan Lodowego Ogrodu” jako całość, czytana od początku do samego końca, bez niespodzianek po drodze, kiedy czytelnik wie od razu, że Vuko i Filar i pozostali bohaterowie będą mu towarzyszyli przez wszystkie cztery księgi, ma w sobie niezwykłą siłę. Inteligentnie wymyślony świat, ciekawe postaci, dobrze przemyślane przygody – wszystko to przemawia na korzyść całej sagi. Warto, przed przeczytaniem ostatniej części, przypomnieć sobie, że „Powiadali, że wyszedł wprost z fal Morza Północnego i że zrodził go ich lodowaty, wściekły bezmiar, a powiła zapłodniona przez morze topielica […] Mówili różne bzdury. Było całkiem inaczej. Prawda jest taka, że wypłuły go gwiazdy”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Alicja Kuciel [80%]
Jeszcze jedno małe podsumowanie, moje ogólne wrażenia po lekturze „Kronik Diuny”.
„Kapitularz Diuną”1) zakończył się, jak się zakończył, i spowodował, że (poza oczywistym żalem, że nie ma już kolejnego tomu napisanego przez Franka Herberta) zastanowiłam się też nad całością tej historii oraz powodem, dla którego tak późno się po nią sięgnęłam.
Moja przygoda z „Diuną” zaczęła się od filmu Lyncha. Ekranizacja bardzo mi się spodobała, pradoksalnie jednak nie wzbudziła ochoty na przeczytanie książki, która tak zainspirowała reżysera. Taki stan trwał lata, podsycany (kolejny paradoks) zachwytami znajomych – tymi z gatunku: „Nie czytałaś? Koniecznie musisz to przeczytać”. Jednak koniec końców wszystkie sześć części znalazło się na moim czytniku, a ja sobie pomyślałam „Dlaczego nie?” i zabrałam się za czytanie.
Dobrze się stało, bo zarówno „Diuna”, jak i jej kontynuacje bardzo mi się spodobały. Część, na którą chyba sporo osób narzeka, czyli „Bóg Imperator Diuny” (lub „Bóg Cesarz Diuny” w zależności od tłumaczenia), mnie niezwykle zaintrygowała – próba opisania kogoś, kto nie jest już człowiekiem, widzi przyszłość i każda niespodzianka jest w jego długim, przerażającym życiu, wręcz na wagę złota. Potem trudno mi było wrócić w klimaty sprzed Tyrana, czyli pisane w podobnym rytmie jak pierwsze trzy części). Do czytania „Heretyków Diuny”, za których zabierałam się dwukrotnie. Kiedy jednak wskoczyłam na utarte przez Herberta tory, nawet się nie spostrzegłam jak wciągnęły mnie losy kolejnego już gholi Duncana Idaho oraz pozostałym bohaterów. Kiedy zamigotała ostatnia strona tomu szóstego, czułam żal, że nie dowiem się co dalej, co z Bene Gesserit, Dostojnymi Matronami, co z Duncanem, Tegiem, Szieną, oraz kim są Marty i Daniel i co planują. Z drugiej strony, takie zawieszenie w próżni, bez odpowiedzi i z mnóstwem pytań wydaje mi się teraz sprytnym i efektownym zakończeniem.
Nie wiem, czy do „Diuny” zachęcać, czy zniechęcać, ale niezwykła spójność przedstawionego świata, bohaterowie, nie tak od początku oczywiści, a także pokazanie dwóch stron medalu na pewno zasługują na to, żeby się nad tą sagą pochylić. Myślę, że wielu recenzentów rozkładało już Diunę na czynniki pierwsze, zwracało uwagę na proekologiczne przekonania autora i tysiące innych zapewne ważnych rzeczy, ale dla mnie najistotniejsze jest to, że cykl się dobrze czyta. Może nie szybko, ale dobrze.
1) Nie byłam na początku w stanie zrozumieć, co jest nie tak z tytułem, przez to nieszczęsne „ą”. Ale teraz przyznaję, że to bardzo ciekawy zabieg.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Daniel Markiewicz [70%]
To nie tylko burzliwa historia jednej z partii politycznych. Marcinowi Kąckiemu, znakomitemu dziennikarzowi i reportażyście, udało się stworzyć rzecz bardziej uniwersalną, dotykającą chyba najpilniej skrywanego sekretu partii politycznych, czyli tego, jak wielki mają one apetyt na władzę. Znaczna część „Lepperiady” to litania grzechów i grzeszków ludzi, którzy politykami stali się przez przypadek, zaś nowe pozycje postanowili jak najszybciej spożytkować dla dobra społeczeństwa. A ponieważ całemu społeczeństwu pomóc im się nie udało, ograniczyli się do własnych rodzin i znajomych. Zestaw afer, aferek i rozdawanych lekką ręką stanowisk robi piorunujące wrażenie. Książka fascynująca i przerażająca jednocześnie, ale do rozumienia niektórych mechanizmów (a zwłaszcza ich skali) obecnych w polityce właściwie niezbędna.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Anna Kańtoch [40%]
Książka reklamowana jako „zabawna powieść kryminalna”, co kojarzy mi się z dziełami Joanny Chmielewskiej, jednak to błędny trop, bo „Wycieczce…” bliżej do barwnego filmu sensacyjnego, w którym kobiety są piękne i seksowne, mężczyźni odpowiednio zaradni, a życie ekscytujące i pełne przygód (bohaterowie mogą martwić się tym, że ścigają ich gangsterzy, ale niczym bardziej prozaicznym). Jednym słowem, to spisane i sprzedawane za 35 zł. marzenie szarej myszki (a może szarego mysza?), która fantazjuje sobie, harując w nudnej pracy od 8.00 do 16.00. Cóż, takie lektury też są potrzebne, choć osobiście wolę podobne fabuły w wersji filmowej: na ekranie wszystko to jest (a przynajmniej może być) malownicze i przyjemne dla oka, w książce wydaje się już tylko tandetne i momentami nudne, choćby dlatego, że nie sposób przejmować się akcją, skoro od początku wiadomo, że nikomu z głównych bohaterów nic poważnego się nie stanie. I tak, wiem, że to powieść w założeniu „humorystyczna”, trudno więc oczekiwać po niej prawdziwego napięcia, kłopot jednak w tym, że humoru tak naprawdę też tu nie ma. Całość jest, owszem, lekka, ale to przecież nie to samo, co zabawna. Ostatecznie więc „Wycieczka…” to trochę taka mydlana bańka: kolorowa i całkiem pusta w środku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Anna Kańtoch [30%]
Część cyklu opowiadającego o perypetiach młodocianych agentów CHERUBA, którzy zajmują się rozpracowywaniem gangów, byciem ochroniarzami itp. Jest to więc nie tyle powieść przygodowa, ile sensacja przeznaczona dla młodzieży. Moje pierwsze spotkanie z tego typu gatunkiem zaliczam, niestety, do niezbyt udanych. W „Fali” mamy mniej więcej to samo, co w rozrywkowej sensacji dla dorosłych, czyli sporo szybkiej akcji, twardzielstwa i ponętnych lasek, tylko wszystko to w formie, hmm… bardziej szczeniackiej? Bo co z tego, że nastoletni bohaterowie są super-wyszkoleni, skoro zachowują się jak banda przygłupów z przeciętnego amerykańskiego filmu młodzieżowego? Muchamore nie oszczędza czytelnikom ani obrzucania się bluzgami, ani bitch fight w wykonaniu dwunastolatek i obsesyjnego gadania o seksie, ani szczegółowo opisanego rzygania na imprezie czy żartów o śmierdzeniu oraz zawszawianiu pokoju. Być może powinnam pochwalić autora za realizm, ale obawiam się, że jedyne, co po lekturze przyszło mi do głowy, to pytanie, które niniejszym zadaję znękanym tonem: Dlaczego niby ma mnie to interesować? I dlaczego wszyscy ci młodzi agenci są tak podobni do siebie, tak nieciekawi, a momentami wręcz antypatyczni? Na samą myśl, że komuś takiemu miałoby zostać powierzone bezpieczeństwo tzw. „zwykłych obywateli” robi mi się cokolwiek słabo. A na dokładkę styl narracji doskonale współgra z charakterami bohaterów, mamy tu bowiem pełne wdzięku zdania w rodzaju: „…fakt ten zawisł w grobowej ciszy niczym psie pierdnięcie” oraz jeszcze bardziej urocze opisy typu: „śmierdziały jej stopy, ale za to miała piersi jak piłki do kosza” (cytat niedosłowny, lecz oddający ducha oryginału). Resztę cyklu sobie daruję.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Joanna Kapica-Curzytek [90%]
Zebrane w formie książkowej zapiski autora, publikowane wcześniej w „Przekroju” składają się na całość, pełną subtelnego humoru, głębokiej refleksji oraz dystansu wobec świata i samego siebie. Autor jest szczery, ale nie ekshibicjonistyczny, gdy pisze o zmaganiach ze swoją chorobą czy poszukiwaniu Boga. Wzbudza sympatię, gdy zwierza się z doli i niedoli piłkarskiego kibica. Pięknie pisze o literaturze, o Wiśle, swojej małej ojczyźnie i o początkach swojej literackiej kariery, gdy był związany z „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest uszczypliwy i ironiczny, choć życzliwy, gdy komentuje bieżące wydarzenia, nostalgiczny – gdy przytacza rodzinne anegdoty. Każdy zapis z „Dziennika” to autobiograficzna proza wielkiej próby. Są bon moty i puenty, fragmenty, które nic, tylko cytować. A wszystko spisane niepowtarzalną pilchową frazą, podszytą – a jakże – luterskim widzeniem świata.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Alicja Kuciel [50%]
O ile poprzednia powieść Anety Rzepki „Magia kasztana” ujęła mnie swoją świeżością, o tyle „Sonata…” wydała mi się boleśnie wtórna. Prawie każda scena, zachowanie bohaterów, czy powtarzające się motywy sprawiały, że historia traciła na wiarygodności i niestety, spowodowało to, że lektura nie sprawiła mi przyjemności. Nie przeszkadzało mi to, w jakim kierunku opowieść zmierza, ani też, że wiem, jak się skończy. Przeszkadało, że było tak samo, jak w historii z kasztanem. Podskórnie chciałam, żeby którakolwiek z postaci jakoś mnie zaskoczyła, czymś się wyróżniła. Nie chcę jednak przekreślać ani autorki ani książki, niemniej jednak, wydaje mi się, że jeśli autorka pozostałe swoje powieści pisze z tą samą manierą, klonując swoich bohaterów w obrębie sprawdzonych schematów, może tym zniechęcić do siebie czytelników. Każdy autor ma swój sposób pisania, ale to jak się porusza wewnątrz własnego stylu i jak potrafi się z niego wyzwalać świadczy o jego wielkości.
P.S. Zdaję sobie też sprawę, że moja ocena w dużej mierze zależy od kolejności czytania obu książek stąd takie, a nie inne odczucia.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Agnieszka Szady [60%]
Powieść dla młodzieży (niestety, pierwszy tom cyklu). Dwoje nastolatków wyjeżdża na wakacje do dalekiego krewnego, o którego istnieniu nie mieli pojęcia. Już sam tytuł informuje, że Zwyczajna Farma, wbrew nazwie, jest zupełnie niezwyczajna – i bynajmniej nie chodzi tylko o smoki. Powiedziałabym nawet, że smoki są z tego wszystkiego najbardziej „normalne"… Autorzy zgrabnie budują wciągającą fabułę: kiedy jedna zagadka zostaje rozwiązana, natychmiast pojawia się druga, jeszcze bardziej tajemnicza. Dzieciaki są dość typowymi przedstawicielami dzisiejszej młodzieży (konsola do gier i plotkowanie z psiapsiółkami jako główne zainteresowania), choć mam wrażenie, że ich wypowiedzi są niekiedy nieco sztywne, co jednak może być winą tłumaczenia. Mimo wszystko grupie docelowej – czyli mniej więcej gimnazjalistom – książka ma duże szanse się spodobać.
koniec
31 stycznia 2013
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Discman, gimbaza i zmywak
Albert Walczak

17 I 2018

Anna Cieplak szturmem weszła na polską scenę literacką. Za swoją debiutancką powieść „Ma być czysto” otrzymała prestiżową Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza oraz Nagrodę Conrada. Czy „Lata powyżej zera” – najnowsza książka młodej autorki – spotkają się z równie dużym uznaniem?

więcej »

Mała Esensja: Kosmiczne przygody we wspólnym pokoju
Marcin Mroziuk

16 I 2018

Wbrew nasuwającym się skojarzeniom, „Ala Baba i dwóch rozbójników” nie jest wariacją na temat znanej baśni, lecz wciągającą opowieścią o blaskach i cieniach posiadania młodszego rodzeństwa. Joanna Wachowiak potrafiła zaś nie tylko przyciągnąć uwagę czytelników, ale również uświadomić dzieciom kilka ważnych spraw.

więcej »

Milczenie ryb
Agnieszka Hałas

15 I 2018

Zbiór „Legenda o samobójstwie” obejmuje sześć literackich wariacji na temat tej samej rodzinnej tragedii – i, jak carpaccio z tuńczyka, nie jest to danie, które każdemu przypadnie do gustu.

więcej »

Polecamy

Bohaterowie

Po trzy:

Bohaterowie
— Beatrycze Nowicka

Ludzie w książkach żyją
— Beatrycze Nowicka

Niedocenione
— Beatrycze Nowicka

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Do jądra ciemności
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Kwiecień 2012
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Listopad 2011
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2011
— Anna Kańtoch, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Urocza
— Anna Kańtoch

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Uwiedzeni
— Agnieszka Kawula

Z tego cyklu

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Kwiecień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch

Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Poznań jak stara kamienica
— Joanna Kapica-Curzytek

Inny klimat
— Joanna Kapica-Curzytek

Kopiuj-wklej, nielegalna kaszanka i antypolskie spiski
— Beatrycze Nowicka

To będzie zamach
— Joanna Kapica-Curzytek

Spowiedź Keitha Richardsa literatury polskiej
— Joanna Kapica-Curzytek

Co leży Pomiędzy?
— Magdalena Kubasiewicz

Stara szafa
— Beatrycze Nowicka

Życie w wielu przejawach
— Joanna Kapica-Curzytek

Demony narodowe i osobiste
— Paweł Micnas

Do jądra ciemności
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż autora

Kadr, który…: Duchy, zjawy, upiory
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta dymki: Styczeń 2018
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Autorka w pułapce
— Joanna Kapica-Curzytek

A na trakcie śpiewa bard
— Magdalena Kubasiewicz

Kadr, który…: Siostrilla
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Poznań jak stara kamienica
— Joanna Kapica-Curzytek

Cztery razy Oliver Sacks
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski

O formach życia okołoksiążkowego
— Joanna Kapica-Curzytek

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kadr, który…: W dziwnym oświetleniu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.