Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Raz do Koła: Całkiem elegancki splot Ducha

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Bastionach mroku” – przedostatnim tomie „Koła czasu”, Brandon Sanderson z powodzeniem kontynuuje chwalebny trud doprowadzenia rozproszonych wątków i postaci do wielkiego finału.

Robert Jordan, Brandon Sanderson
‹Bastiony mroku›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBastiony mroku
Tytuł oryginalnyTowers of Midnight
Data wydania28 kwietnia 2014
Autorzy
PrzekładJan Karłowski
Wydawca Zysk i S-ka
CyklKoło Czasu
ISBN978-83-7506-944-0
Format1188s. 140×205mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Już „Pomruki burzy” dowiodły, że wybór Sandersona na kontynuatora „Koła czasu” okazał się trafiony. Po lekturze „Bastionów mroku” przekonanie o tym, że autor „Z mgły zrodzonego” okazał się właściwą osobą na właściwym miejscu tylko się pogłębia.
Na potrzeby swojego cyklu Robert Jordan stworzył bogaty (aczkolwiek niezbyt realistyczny) świat, który zaludnił dość sporą gromadą bohaterów. Początkowo stanowiło to ogromną zaletę, jednak w pewnym momencie (okolice „Ogni niebios”) ów świat i postaci zaczęły żyć własnym życiem i to nie w pozytywnym aspekcie rozumienia tego zwrotu. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn w dalszych tomach zaczęły się pojawiać istne hordy bohaterów i bohaterek n-tego planu a opisy interakcji pomiędzy nimi przyćmiły główne wątki. Natomiast początkowa grupka protagonistów rozdzieliła się i zaczęła realizować własne cele – niestety często mało epickie, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę stosunek potencjału dramatycznego do objętości – vide rozwleczone na kilka tomów odbijanie Faile, czy droga do władzy Egwene oraz Elayne. Mimo tego, że w „Gilotynie marzeń” Jordan rozpoczął starania, by wreszcie skierować „Koło czasu” na właściwe tory, wiodące ku Tarmon Gai’don, Brandon Sanderson „odziedziczył” cykl, oględnie rzecz ujmując w rozsypce. Po czym, metodycznie i pracowicie zaczął go z tego stanu wyprowadzać. „Bastiony mroku” są tego jeszcze lepszym przykładem, niż tom poprzedni.
„Koło czasu” doczekało się oddanych fanów, którzy nie tylko przygotowali dokładne spisy postaci, wyjaśnienia pojęć i streszczenia kolejnych tomów, ale też rozrysowali diagramy ilustrujące rozwój wątków poświęconych poszczególnym postaciom w kolejnych rozdziałach tomów cyklu. Piszę o tym dlatego, że na ich przykładzie najwyraźniej widać, jak wiele pracy wymagało od Sandersona zebranie fabuły w całość – zachęcam do porównania rozpiski „Rozstajów zmierzchu” i „Bastionów mroku”. W trzynastej części „Koła czasu” niemal wszystkie sceny, postaci i dialogi służą temu, by popchnąć akcję do przodu. Takiego skondensowania fabuły nie było chyba w żadnym z poprzednich tomów.
Przyznam, że spodziewałam się, iż tom ten będzie przede wszystkim poświęcony perypetiom Mata i Perrina, stąd też zawiodłam się nieco, gdyż Sanderson nie uczynił ich głównymi postaciami. Obiektywnie jednak rzecz ujmując, jest to uzasadnione koniecznością doprowadzenia innych ważnych wątków do odpowiednich punktów. Rozwiązanie ma też tę zaletę, że uwaga narratora koncentruje się na danej postaci przez krótki okres czasu. Dzięki temu czytelnik się nie nudzi. Chciałoby się dodać, wreszcie.
Ponadto Sanderson stara się oddać nieco „czasu antenowego” rozmaitym postaciom zaniedbywanym przez Jordana w ostatnich pisanych przez niego tomach cyklu. To również cieszy. Ceną jest to, że chwilami ma się wrażenie, jakby świat ograniczył się tylko do najważniejszych bohaterów, z których otoczenia nagle poznikały dziesiątki postaci dalszych planów (np. koteria Cadsuane). Niemniej dalsze poświęcanie uwagi kolejnym Aes Sedai zaprzyjaźnionym bądź skonfliktowanym z postaciami drugoplanowymi prowadziło donikąd. Zwłaszcza, że tych najważniejszych osób, których wątki warto doprowadzić do końca jest lekko licząc kilkanaście.
Zastrzeżenie, jakie mam, dotyczy ogólnej atmosfery tomu – „Koło czasu” nigdy nie było szczególnie ponure, niemniej wydaje mi się, że w „Bastionach mroku” nastrój jest zdecydowanie zbyt pogodny jak na przeddzień końca świata. Pod tym względem mroczniejsze są pierwsze tomy – ucieczka z Dwóch Rzek, sny Randa i jego strach, gdy dowiaduje się, że potrafi przenosić Moc czy wątek sztyletu z Shadar Logoth. Z tomów późniejszych – znaki zbliżającej się Ostatniej Bitwy, „prucie się” Wzoru. Spośród nich szczególnie zapadła mi w pamięć wioska, której mieszkańcy po zachodzie słońca wpadali w szał, rzucali na siebie wzajemnie oraz na pechowych przybyszów z zewnątrz i rozszarpywali, by następnego dnia obudzić się we własnych łóżkach. W „Bastionach mroku” owszem – pojawiają się bańki zła, kilka postaci dalszego planu ginie, a trolloki już tradycyjnie jak się nadciągają, to w grupach po kilkadziesiąt tysięcy co najmniej, ale nie ma to swojego ciężaru. Za to postaci, które jeszcze się nie pożeniły, czynią to teraz lub przynajmniej wyznają sobie miłość i obiecują rychły ślub, a kto się do tej pory nie zakochał znajduje swoją drugą połówkę. Najbardziej wyrazista pod tym względem jest scena, gdzie grupka bohaterów ledwo uchodzi z życiem, zostawiając za sobą martwego przyjaciela. Wszyscy są wycieńczeni, jedno z nich poprzednie miesiące przecierpiało w niewoli, ktoś inny został ciężko okaleczony. Nic to, już po chwili zaczyna się strofowanie mężczyzn oraz wyznania miłosne a wszystko zmierza ku wspólnemu piciu herbaty w miłej atmosferze.
Irytował mnie też wątek Lana a konkretnie jego opędzanie się od towarzyszy. Rozumiem, że chciał wziąć udział w Ostatniej Bitwie, ale nigdy nie uważałam go za kretyna, a takim się jawi ze swoim znamienitym planem pt. „sam jeden wyprawię się na stutysięczne armie Czarnego, by umrzeć bohatersko” (tudzież bezsensownie). Z drobiazgów – mam wrażenie, że Asha’mani Perrina już wcześniej powiedzieli mu o oczyszczeniu Źródła, tymczasem w tomie trzynastym pojawia się scena, gdzie narrator informuje, że oto Aybara słyszy o tym teraz po raz pierwszy (aczkolwiek pewna nie jestem). Wydawało mi się też zawsze, że Galad był brunetem, a raz zostaje wspomniane o złotych lokach. Tym niemniej są to raczej drobne rzeczy. Dziwi nieco tytuł powieści, gdyż Bastiony Mroku wspomniane zostają zaledwie w jednym akapicie oraz w słowniczku na końcu.
Nieco uwag mam do tłumaczenia i redakcji. Literówek jest niestety dużo. Do tego dochodzi nieustanne przekręcanie imion – już pal sześć, że Gawyn czasami zostaje Gavinem, a Myrelle – Mirelle. Zwracają uwagę takie przeinaczenia, jak Min – Mim, Morgase – Morgale (ze dwa razy), Semirhage – Samirgage, zaś „najpiękniej” brzmi co najmniej dwukrotna podmiana Aludra – Fludra. Do tego imiona bywają mylone – dotyczy to Elayne i Egwene: w trzech scenach co najmniej powstawiane są niewłaściwe – zwłaszcza podczas spotkania Elayne i Gawyna, którzy rozmawiają o Egwene (okolice strony 706). Największy zaś nieład dotyczy imion wilków, z którymi Perrin wędruje po snach. Iskra staje się Iskierką, Brzask Jutrzenką, zaś Tancerka Dębów najpierw Dębowym Tancerzem a potem Dębową Tancerką. Ich grasujący w świecie snów wróg zasadniczo nazywany Zabójcą, pojawia się także jako Slayer. Do tego dochodzą takie wpadki, jak „bezprzytomny”, „rożno” (chodzi o rożen), „pozycja centrowa”, „sceny morderstw” (w znaczeniu „miejsca zbrodni”), „rozpadlina w podbródku”, czy „wyeksploatowany” jako przymiotnik określający wygląd człowieka, sprawiającego wrażenie, jakby niejedno w życiu przeszedł. Zdarzają się także całe niefortunne zdania i zwroty, jak np. „niemniej nie był to bynajmniej dostateczny dowód”, „powinno być wszystko lepiej”, „ta kobieta potrafiłaby zawstydzić wąsy u mężczyzny” (konia z rzędem temu, kto mógłby mi wyjaśnić, o co mogło chodzić), „drzewce, które na nim leżały” (chodzi o jedną włócznię), „nawet nie wiedział, że o mało zostałby zabity. Należało mieć nadzieję, że nigdy go nikt nie zabije”, „[Miecz] bierze w tym swój udział”. Zdaję sobie sprawę, że przełożenie takiej ilości tekstu było ogromną pracą, ale właśnie dlatego przydałaby się solidna niezależna korekta. Zwłaszcza, że „Bastiony mroku” doczekały się polskiego wydania po kilku latach od ukazania się oryginału.
Jeszcze raz jednak podkreślę: doceniam wysiłek i dyscyplinę Sandersona, ba – jest nader prawdopodobne, że kończy on ten cykl lepiej, niż by to uczynił Jordan. Dla fanów cyklu lektura „Bastionów mroku” raczej nie okaże się rozczarowaniem.
koniec
22 lipca 2014
dodajdo

Komentarze

22 VII 2014   21:51:47

No to cudnie, że wreszcie historia zmierza ku końcowi, gdyż poprzednie tomy były sztucznie rozwleczone; jakoś zniesmacza mnie takie odcinanie kuponów od pomysłu/popularności dla kasy.
Co do Galada, z całą pewnością był blondynem:) (mam go dobrze zwizualizowanego), Aybara raczej nie wiedział o oczyszczeniu Źródła (tutaj też nie mam stuprocentowej pewności, niemniej nie kojarzę żadnej sceny, w której miało by to nastąpić)
Co do redakcji i tłumaczenia - wygląda to na porażkę , niestety;)
Lan jest jedną z moich ulubionych postaci, szuka odkupienia i własnego przeznaczenia, takich bohaterów nie ocenia się z punktu widzenia pragmatyki!

23 VII 2014   12:22:33

Z Galadem się nie zgodzę - bo wydaje mi się, że właśnie było wspomniane, że jego przyrodnie rodzeństwo (Elayne i Gawyn) mieli rudoblond włosy po matce, a Galad był brunetem właśnie). Jak wrzucić do google "Galad Damodred" i szukać grafiki to na rysunkach jest on ciemnowłosy.
Co do informacji - cóż, to nie była jakaś konkretna scena, wydaje się, że gdzieś było wspomniane, że była taka wzmianka w rodzaju "wprawdzie asha'mani twierdzili, że saidar był już bezpieczny". Tym niemniej nie zamierzam się przekopywać przez poprzednie tomy w poszukiwaniu tej informacji. To w zasadzie drobiazgi.

Radzenie sobie z tak rozbudowanym światem i wątkami to i tak tytaniczna praca.

W sumie to nie do końca rozumiem, za co Lan miałby szukać odkupienia. A przeznaczenie - fajnie, tylko akurat samotny wjazd na Ugór (jaki mu się marzy) jest totalnie bezsensowny. Gdyby jeszcze był sam, to mógłby sobie popełnić honorowe samobójstwo w ten sposób. Ale nie jest. Ma żonę, ergo jest odpowiedzialny też za cudze uczucia i jego życie nie należy tylko do niego.

Jeszcze co do redakcji - na szczęście nie jest tak przez cały czas. Tak czy owak, cieszę się, że polski przekład się ukazał, bo nie podjęłabym się czytania takiej cegły w oryginale.

23 VII 2014   16:22:36

Co do Lana - mamy długi nie tylko wobec własnej historii ale także wobec historii naszego rodu/narodu, w tym kontekście nasze życie także nie należy do nas! Żony Lana wyjątkowo nie lubię więc jej uczucia jakoś mnie nie poruszają;). Mężczyzna musi robić to co mu honor dyktuje.
Jeśli znajdę dojście do poprzednich tomów poszukam opisu Galada, od początku wyobrażałam sobie, że jest w typie Rutgera Hauera z czasów filmu "Ciało i krew".

24 VII 2014   23:45:55

A ja miałam problem z Tamem (ojcem Randa) - przy czytaniu wychodzi na to, że jest jednocześnie z armią Perrina i razem z Min (Perrin kieruje przyjmowanych najemników do niego, potem jest scena pojednania Randa z ojcem, a potem jeszcze scena, w której Tam odchodzi z armii Perrina) - chyba, że to się dzieje w różnym czasie, albo ja czegoś nie doczytałam...

25 VII 2014   20:43:17

To jest przesunięcie czasowe - już wyjaśniam:

W "Pomrukach burzy" Sanderson chciał zakończyć tom jakimś mocniejszym akcentem.
Dlatego "popchnął" wątek Randa do przodu względem pozostałych.

W "Bastionach mroku" dalej są one przesunięte - gdzieś bodajże za połową "Bastionów...", kiedy Perrin wybiera się na kolejne spotkanie z Białymi Płaszczami Tam przychodzi do niego i mówi, że musi go opuścić, ale nie może powiedzieć o co chodzi - i to jest ten moment w wątku Randa z końcówki "Pomruków burzy", kiedy Tam pojawia się we Łzie.

Później zresztą w wątku Perrina on wędruje w Świecie Snów trafia na Górę Smoka, kiedy jest tam Rand - czyli gdzieś tak 2/3 wątku Perrina z "Bastionów mroku" przypada na końcówkę wątku Randa z "Pomruków burzy"

08 IX 2014   14:08:53

Mam pytanie istotne z punktu widzenia oszczędności czasu: czy można czytać nowe tomy (mam na myśli pisane przez Sandersona) z pominięciem środkowych, bez pogubienia się w fabule? Np. 1-7, a po nich 12-13...

08 IX 2014   14:48:02

Hmm, trudno mi powiedzieć, bo tak - z jednej strony na tom dzieje się bardzo niewiele istotnych wydarzeń, z drugiej jednak bohaterowie rozdzielają się, łączą i coś się jednak zmienia, więc po takiej dziurze wrażenie mogłoby być dziwne.

Ale - na wotpedii, do której linki wrzuciłam w tym artykule są streszczenia kolejnych tomów (po angielsku), które można sobie przeczytać w celu zapoznania się z rozwojem fabuły.

Myślę, że warto przeczytać Jordana tom 11ty, bo tam on już przyspieszył i tam się dzieje więcej.

Co ciekawe, na którejś angielskiej stronie czytałam, że wydawnictwo Tor ma w planach... wydanie skróconych i połączonych wersji tomów środkowych. Nie wiem, na ile to wiarygodna wiadomość.

28 XII 2015   08:44:09

tez zauwazylem pomylke z Egwene i Elayne

jak mozna wydawac skrocone ksiazki, zgroza, mam nadzieje ze nie okaze sie to prawda, czekam na zakoncznie tego cyklu w końcu :)
nadal tez czekam na kolejne ksiazki z cyklu Dragonlance :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ten okrutny XX wiek: Armia została zgilotynowana
Miłosz Cybowski

23 VIII 2017

„Łańcuch śmierci” Pawła Wieczorkiewicza jest książką monumentalną, zarówno pod względem rozmiaru (ponad 1200 stron), jak i jakości wszechstronnych i wieloletnich badań naukowych. Wieczorkiewicz ze znawstwem tematu, rosyjskich archiwów oraz historii wielkiej czystki prowadzi czytelnika przez kolejne jej etapy, zwracając uwagę na absurdy pogromu dowódców Armii Czerwonej, którego jedynym celem było umocnienie władzy Stalina.

więcej »

W wirach historii
Marcin Mroziuk

22 VIII 2017

Wbrew tytułowi fabuła „Śmierci przewodnika rzecznego” nie ogranicza się do przedstawienia losów jednego bohatera, lecz jest dość nietypową sagą rodzinną, która pozwoliła Richardowi Flanaganowi przedstawić tutaj subiektywny i zarazem niezwykle poruszający obraz przeszłości i teraźniejszości Tasmanii.

więcej »

Gra o miłość
Joanna Kapica-Curzytek

21 VIII 2017

Berhard Schlink w „Kobiecie na schodach” podejmuje motyw wyidealizowanej miłości zderzającej się z bólem przemijania.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Daleko jeszcze?
— Beatrycze Nowicka

Koło toczy się dalej
— Beatrycze Nowicka

Historia niedokończona
— Beatrycze Nowicka

Jak pisać, żeby nie napisać
— Beatrycze Nowicka

Nad rozlewiskiem fabuły
— Beatrycze Nowicka

Bez fajerwerków
— Beatrycze Nowicka

Dwuznaczny mesjasz
— Beatrycze Nowicka

Opowieść czas zacząć
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Są światy inne niż ten
— Magdalena Kubasiewicz

W świecie popiołu i tyranii
— Katarzyna Piekarz

Barwy magii
— Magdalena Kubasiewicz

Dokonać niemożliwego
— Katarzyna Piekarz

Miasto upadłych bogów
— Magdalena Kubasiewicz

Nadpisywanie rzeczywistości
— Beatrycze Nowicka

Duże ilości fantasy naraz
— Kamil Armacki

Esensja czyta: Sierpień 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Źli panowie, dobrzy niewolnicy
— Anna Kańtoch

Asertywna księżniczka i dobro ludu
— Anna Kańtoch

Tegoż autora

Słuchaj i patrz: Świeży pomysł to skarb
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie, która chciała wiedzieć
— Beatrycze Nowicka

Moda na krzesanie, odcinki 403-492
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
— Beatrycze Nowicka

Percepcja jest rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Ocalić
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
— Beatrycze Nowicka

Powrót do Czerwonego Londynu
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Ona ma siłę
— Beatrycze Nowicka

Wehikuł czasu
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.