Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 22 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Przeczytaj to jeszcze raz: Sztuczka z monetami

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Amerykańskich bogach” Neil Gaiman serwuje czytelnikowi interesującą mitologiczno-popkulturową układankę. Mimo wszystko sądzę, że jest to powieść przereklamowana.

Neil Gaiman
‹Amerykańscy bogowie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAmerykańscy bogowie
Tytuł oryginalnyAmerican Gods
Data wydania9 października 2013
Autor
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-387-8
Format464s. 150×225mm; oprawa twarda
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Zacznę od tego, że nie rozumiem fenomenu popularności Neila Gaimana. Angielski pisarz niejednokrotnie wymieniany bywa jako jeden z najlepszych piszących obecnie autorów fantastyki; sukcesy odnosił także jako autor scenariuszy filmowych i komiksowych. Tymczasem mam wrażenie, że spora część jego popularności wynika bardziej z aktywności na różnych polach twórczości artystycznej czy obecności w mediach, niż z bycia literackim geniuszem. Nie ukrywam, że styl Gaimana po prostu do mnie nie przemawia, wydaje się zanadto gładki. Autor nie stosuje też malowniczych opisów, a raczej skupia na dialogach i relacjonowaniu akcji – choć sądzę, że dla wielu czytelników będzie to ogromna zaleta.
Spotkałam się z opinią, że „Amerykańscy bogowie” to najlepsza powieść Gaimana. Zgodzę się, że jest znacznie ciekawsza niż pozostałe znane mi utwory pisarza. Historia Cienia i jego tajemniczego pracodawcy została bardzo zgrabnie napisana i nie sposób zanegować ani pracy koncepcyjnej autora, ani zręczności z jaką splata on wątki i wprowadza rozliczne motywy.
Na tle wielu innych powieści fantasy „Amerykańscy bogowie” jawią się jako utwór oryginalny. Tyle, że najważniejsze pomysły i wątki pojawiały się już wcześniej w innych książkach i podczas lektury odnosiłam nieustające wrażenie, że Gaiman tasuje cudze karty. Być może powieść Anglika spodobałaby mi się bardziej, gdybym nie przeczytała starszej o osiem lat „Ostatniej odzywki”. Tematem powieści Tima Powersa jest walka o moc, toczona we współczesnej Ameryce, w której między innymi bierze udział inkarnacja bogini Izydy. Ważniejszy jest jednak wątek głównego bohatera – jego ojciec jest Królem, ale by utrzymać swoją władzę czerpie siłę, poświęcając własne dzieci. Podobnie jak Cień, protagonista „Ostatniej odzywki” początkowo nie zdaje sobie sprawy z więzów krwi. W obydwu powieściach relacja ojciec-syn jest ambiwalentna, ostatecznie dziecko staje przeciwko rodzicowi, ale mimo wszystko nie potrafi go znienawidzić. Z kolei ojciec od czasu do czasu przejawia odrobinę ciepłych uczuć wobec potomka (co jednak nie przeszkadza mu snuć i realizować wyrachowanych planów). Wszystkie powyższe elementy uznałabym za koincydencje, gdyby nie wątek nawiedzającej bohatera Powersa zmarłej nagle żony, która wydzwania, czasem się pojawia (i nie jest wtedy duchem), a w ostateczności ukazuje jako rozpadający się trup. Przyznam, że historia Cienia i Laury została lepiej opowiedziana i stanowi jeden z ciekawszych elementów „Amerykańskich bogów” – niemniej efekt psuje świadomość wtórności tegoż motywu. Koncepcja bogów, czerpiących siłę z wiary wyznawców kojarzy mi się ze „Światem dysku”. Stary, słabnący Odyn knujący intrygi w celu odzyskania dawnej mocy pojawił się w „Długim mrocznym podwieczorku dusz” Douglasa Adamsa. Wreszcie motyw szczęśliwego miasteczka, którego pomyślność okupiona jest ofiarą z dziecka pojawiła się w „Tych, którzy odchodzą z Omelas” Ursuli K. Le Guin.
Trzeba Gaimanowi oddać, że wizja Ameryki zamieszkanej przez bogów wypada ciekawie, a poszczególni przedstawiciele rozlicznych panteonów robią bardzo dobre wrażenie. Udanym pomysłem są nowi bogowie – samochodów, mediów, internetu. Cała ta gromada jest barwna, a konflikt pomiędzy nimi wciąga. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego kryzys dotknął starych bogów dopiero teraz. Przecież niektórzy z nich – jak choćby bogowie Wikingów czy egipscy, którzy wedle wizji autora mieli przybyć na Nowy Świat tysiąclecia temu – pojawili się w Ameryce wraz ze swoimi wyznawcami, ci ostatni jednak wkrótce potem zostali przetrzebieni przez rdzennych mieszkańców. Wychodzi więc na to, że bóstwa jakoś radziły sobie wiele wieków pozbawione czcicieli, natomiast problem mają współcześnie. A przecież można by pomyśleć, że przynajmniej ich imiona pojawiają się często – w książkach, filmach, grach komputerowych, RPG-ach, komiksach, utworach muzycznych. Panuje także moda na nurty neopogańskie. Powinno wieść się im lepiej, a nie gorzej.
Podczas lektury czuje się, że „Amerykańcy bogowie” nie wyszli spod pióra obywatela USA. Nie ma tu tego zadęcia, wiary w bycie narodem wybranym. Przeważa nuta krytyczna; Gaiman umieszcza epizody oraz podaje fakty z niechlubnej przeszłości Ameryki – wyniszczenie Indian, które choć przecież zasługuje na miano rozciągniętego w czasie ludobójstwa, zostało skrzętnie zamiecione pod dywan historii. Nie zabrakło także wątku niewolnictwa. Stany Zjednoczone jawią się jako kraj bez korzeni – gdy w epilogu akcja przenosi się na moment do Islandii, autor wspomina, że bohater był zdumiony ciągłością historii. W USA natomiast wszystko wydaje się płytkie, nie ma prawdziwej duchowości, tylko wesołe miasteczka i tandetne atrakcje turystyczne. Takie podejście akurat mi się podoba.
Jeśli chodzi o fabułę, chwilami zdawała się ona zbytnio meandrować – od czasu do czasu Gaiman wprowadzał dłuższe fragmenty dotyczące przeszłości. Niektóre przedstawiały historię przybycia do Ameryki bogów odgrywających ważniejszą rolę w powieści, ale kilka z nich (historia niewolnicy czy szamanki) było właściwie dygresjami nie wnoszącymi nic do głównego wątku. Choć w zasadzie należałoby by powiedzieć wątków – bo oprócz historii planu pana Wendesdaya Gaiman prowadzi też drugi dotyczący miasteczka Lakeside. Ten ostatni wydaje mi się drugą, niemal równoległą opowieścią. Nie do końca odpowiada mi takie rozwiązanie, choć wprowadza ono pewną nieliniowość.
Zastrzeżenia mam też odnośnie głównego bohatera. Rozumiem autorską koncepcję (zresztą jest ona umotywowana fabularnie), ale jednak wolałabym postać, która byłaby bardziej dookreślona i wyrazista. Tymczasem protagonista został, nomen omen, usunięty w cień. Na tle bogów wypada blado. Ci akurat udali się Gaimanowi – Wendesday, Czernobog, pan Nancy czy Loki (zdecydowanie Kłamca ma szczęście, gdziekolwiek się pojawia, czy to w powieściach i opowiadaniach autorów rozmaitej narodowości, czy nawet w blockbusterach na podstawie komiksów, wypada ciekawie i wyraziście1)). Brawa należą się też za kreację żony Cienia – pomysł na tę postać był bardzo ryzykowny, a jednak Gaimanowi udało się sprawić, by Laura wzbudzała w czytelniku empatię.
Na koniec chcę wspomnieć o samym wydaniu, które zdecydowanie zasługuje na pochwałę – oprócz niezłej okładki na uwagę zasługują bardzo dobre wewnętrzne ilustracje. Cenię Irka Koniora.
„Amerykańskich bogów” uważam za dobrą, solidną powieść, wartą lektury. Niemniej po rozlicznych zapewnieniach o jej znakomitości oraz okładkowych notkach, gdzie pojawiły się takie określenia, jak „prawdziwe dzieło mistrza” czy „prawdziwy cud” spodziewałam się czegoś bardziej oryginalnego i poruszającego.
koniec
27 października 2014
1) Może chodzi o moc samego archetypu, choć podczas lektury „Amerykańskich bogów” nieraz bawiłam się myślą, że bogowie istotnie czerpią siłę z ludzi, a Loki, korzystając ze swego słynnego sprytu, umie odnaleźć się w nowej rzeczywistości i zadbać, by jego wizerunek poruszał wyobraźnię.
dodajdo

Komentarze

28 X 2014   04:20:31

ta powiesc nie jest warta papieru na ktorym jest wydana, wyjatkowy syf

28 X 2014   10:15:51

Chyba Wednesday, a nie Wendesday? Inaczej nie miałoby to żadnego sensu morfologicznego.

28 X 2014   10:25:44

I tak oto okazało się, że przez całe lata pisałam "środa" z błędem...
Czasem tak mam, że jak źle zapamiętam jakiś wyraz na początku, to potem go zawsze źle czytam i piszę, vide "Abercombie" (tak, teraz już pamiętam), takoż lata całe myślałam, że Chabryda, zamiast Charybda. Cóż, człowiek uczy się przez całe życie.

14 XI 2014   23:19:00

Zastanawiam się, co Ty wiesz.Tutaj błąd,Gaiman - fe, Moore - fe, Hobb - fe. Jaki rodzaj literatury Ci się podoba?

15 XI 2014   08:24:18

70% to jest "mniam", nie "fe".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Gra o miłość
Joanna Kapica-Curzytek

21 VIII 2017

Berhard Schlink w „Kobiecie na schodach” podejmuje motyw wyidealizowanej miłości zderzającej się z bólem przemijania.

więcej »

O dziewczynie, która chciała wiedzieć
Beatrycze Nowicka

20 VIII 2017

Jak przyjemnie natrafić na książkę, która choć napisana z myślą o nastoletnim odbiorcy, nie jest infantylna. „Drzewo kłamstw” Frances Hardinge to osadzony w dziewiętnastowiecznej Anglii kryminał z elementem nadnaturalnym i starannie poprowadzonym wątkiem obyczajowym.

więcej »

Moda na krzesanie, odcinki 403-492
Beatrycze Nowicka

19 VIII 2017

„Krwawe zwierciadło” Brenta Weeksa to przykład tego, jak autorzy psują własne cykle. Choć, trzeba przyznać, jest to jednak pewna umiejętność – napisać niemal siedemsetstronicową powieść pozbawioną istotnych wydarzeń.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Bogowie też lubią iluzję
— Dominika Cirocka

Sztuczki, triki, z kapelusza króliki
— Eryk Remiezowicz

Z tego cyklu

Kolejne ratowanie świata
— Miłosz Cybowski

Zabawa w wojnę
— Miłosz Cybowski

Dresden-egzorcysta
— Miłosz Cybowski

Dresden ma kłopoty
— Miłosz Cybowski

W krainie bogów
— Beatrycze Nowicka

Warhammer, o jakim już zapomnieliście
— Miłosz Cybowski

Czterdzieści odblasków – część druga
— Beatrycze Nowicka

Czterdzieści odblasków – część pierwsza
— Beatrycze Nowicka

Ludzie budują rozmaite światy, by pokonać strach i samotność
— Beatrycze Nowicka

Drugie spojrzenie
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Bogowie też lubią iluzję
— Dominika Cirocka

Dymu dużo, ognia mniej
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Esensja czyta: Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

To nie staw, to ocean
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Lipiec 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Urban legend
— Daniel Markiewicz

Na dalekiej północy nawet dzieci bywają dziwne…
— Anna Kańtoch

Tegoż autora

O dziewczynie, która chciała wiedzieć
— Beatrycze Nowicka

Moda na krzesanie, odcinki 403-492
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
— Beatrycze Nowicka

Percepcja jest rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Ocalić
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
— Beatrycze Nowicka

Powrót do Czerwonego Londynu
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Ona ma siłę
— Beatrycze Nowicka

Wehikuł czasu
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.