Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Esensja czyta: Luty 2015

Esensja.pl
Esensja.pl
Sześcioro autorów i siedem książek, czyli zestaw krótkich recenzji książkowych z lutego.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski [80%]
Tony Judt w „Brzemieniu odpowiedzialności” zajmuje się losami trzech dwudziestowiecznych francuskich intelektualistów: Léona Bluma, Alberta Camusa i Raymonda Arona. Autor nie podejmuje się jednak pisania ich biografii, ale raczej stawia sobie za cel spojrzenie na ich losy z punktu widzenia tytułowej odpowiedzialności tych właśnie intelektualistów za losy Francji w wieku dwudziestym. Takie podejście do tematu stanowi jednocześnie wadę, jak i zaletę. Dostajemy bowiem do rąk książkę, która wymaga od nas wiele, bo nie tylko znajomości samej francuskiej historii, ale też jako-takiego obeznania z tamtejszym środowiskiem intelektualnym oraz (idealnie) chociażby pobieżnej wiedzy na temat trzech głównych bohaterów „Brzemienia odpowiedzialności”. Dzieło Judta to właściwie trzy trochę oderwane od siebie eseje, których łącznikiem jest oczywiście Francja oraz postawa tamtejszych środowisk inteligenckich. To jednak w zupełności wystarcza, by stworzyć ciekawy obraz społeczeństwa, na tle którego funkcjonowali tytułowi bohaterowie oraz, przede wszystkim, by przedstawić nam ich losy. Choć Bluma, Camusa i Arona wiele dzieliło, stanowili oni, według Judta, przykłady intelektualistów, którzy nie tylko odegrali znaczącą rolę w historii Fracji, ale przede wszystkim mieli w sobie wystarczająco dużo siły, by pisać i głosić poglądy wbrew ówczesnym trendom. Choć ich losy się niewątpliwie zazębiały, to każdy odegrał najistotniejszą rolę w nieco innej epoce: Blum w okresie międzywojennym jako lider francuskich socjalistów, którzy odmawiali sojuszu z komunistami, Camus w okresie wojny i bezpośrednio po niej, zaś Aron głównie po wojnie. Jako całość „Brzemię odpowiedzialności” stanowi niezwykle ciekawe spojrzenie na dwudziestowieczną historię intelektualną Francji. Jak wspominałem, jest to książka wymagająca, warto się jednak z nią zmierzyć.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jacek Jaciubek [60%]
Jedno jest pewne – to powieść dużo lepsza niż wydany krótko wcześniej „Pan Mercedes”. Tym razem mamy do czynienia ze starym dobrem Kingiem, któremu można wiele wybaczyć, nawet jeśli od lat drepcze w miejscu. „Przebudzenie” to swoisty miszmasz składający się ze wszystkiego, co charakterystyczne dla „króla horroru”. Nacisk pisarz położył tym razem w większym stopniu na warstwę obyczajową, przyspieszeń akcji nie ma tu praktycznie wcale, a prawdziwa groza pojawia się momentami. Nad całością unosi się metafizyczny duch, wszak King docieka tu natury boga i jego zapatrywań na nasz skromny świat. I trzeba przyznać, że nie są to zapatrywania miłe. Nie ma co się jednak oszukiwać, „Przebudzenia” z całą pewnością nie postawimy na półce obok „Fausta” czy innych wielkich dzieł literatury, lecz prędzej w równym rządku wraz ze wszystkimi powieściami Kinga dotyczącymi sfery religijnej, a było ich niemało, żeby wymienić choćby „Miasteczko Salem”, „Bezsenność” czy „Desperację”. Autor stworzył historię, którą chyba najłatwiej określić mianem „fajnej” – przyjemna w obejściu i szybko wietrzejąca z pamięci, poruszająca ważny, absolutnie podstawowy w tradycji literackiej temat, lecz czyniąca to w sposób nieskomplikowany, miejscami łopatologiczny. Lektura „Przebudzenia” jest jak wysłuchanie jeszcze raz tej samej, dobrej opowieści z ust przyjaciela – z całą pewnością skądś już to znamy, ale i tak jest przyjemnie.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jacek Jaciubek [70%]
Są tu opowiadania nieco zdezaktualizowane ze względu na przemiany polityczne i społeczne, jakie zaszły w Polsce w ostatnich dekadach (pierwsze wydanie książki miało miejsce w roku 1957), w przypadku innych, co przyznaję ze smutkiem, zdarzało mi się nie zrozumieć puenty. Warto jednak po ten zbiór sięgnąć dla pięknego języka, zwartych historii, a przede wszystkim niepowtarzalnego wyczucia absurdu, który Mrożek zauważał w najróżniejszych aspektach naszego życia, czasem zresztą nie wysilając się zbytnio – sytuacja sama podawała mu gotowe historie jak na tacy. Część opowiadań mogłaby zresztą zostać bez trudu przerobiona na kabaretowe skecze, choć przyznajmy: dla odbiorcy poszukującego wysmakowanej, intelektualnej rozrywki. W tym kontekście nachodzi mnie przykra konstatacja – nasze poczucie humoru chyba się od premiery „Słonia” sprymitywizowało. Brak tu miejsca na wyróżnianie poszczególnych opowiadań, bo pamiętać trzeba, że poza zamykającą zbiór „Kroniką oblężonego miasta” mamy do czynienia wyłącznie z formami króciutkimi, najwyżej parostronicowymi. W sumie zmieszczono ich w książce ponad czterdzieści. Mimo słabszych fragmentów warto przeczytać całość i wraz z Mrożkiem pokpić, poszydzić, ponaśmiewać się i wraz z nim zadumać, bo takiego humorysty świat może nam zazdrościć.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jarosław Loretz [20%]
Czy ktoś mógłby już zabrać Resnickowi komputer, maszynę do pisania, czy na czym on tam sobie stuka? Facet pisze chyba wyłącznie z rozpędu, bo pomysły na fabułę ma tuzinkowe, a dialogi klepie od co najmniej dekady praktycznie takie same, w dodatku stosując żelazną zasadę 15% opisów i 85% dialogów, obowiązkowo nieprzytomnie rozwodnionych (to, co normalnie zmieściłoby się na jednej stronie, jest tak mocno obwieszone frazesami, miałkimi przekomarzankami i drętwymi perorami, że finalnie zajmuje stron dziesięć).
Książkę czyta się po prostu FATALNIE. Od pierwszej strony towarzyszy lekturze nieodparte, pogłębiające się z każdą kolejną przewróconą kartką wrażenie, że „Bunt” jest jak worek z pierzem – szary, nieciekawie pachnący, przy naciśnięciu wielokrotnie zmniejszający swoją objętość. Bo co mamy z intrygi? Krnąbrny, wręcz arogancki oficer floty kosmicznej trafia za karę na służbę gdzieś na rubieżach kosmosu, a mimo to wciąż kozaczy, lekceważąc rozkazy i przeprowadzając swoje własne ryzykowne misje. I tak trzy razy z rzędu. Pożal się boże finału nie zdradzę, choć raczej nie jest trudny do odgadnięcia, zwłaszcza jeśli się zerknie na tytuły kolejnych tomów cyklu.
Postaci są papierowe i zarazem dość odpychające sztampową konstrukcją, dialogi puste (jedyny ich plus to to, że można „gubić” całe ich strony bez szkody dla śledzonego wątku), a rokowania kolejnych czterech tomów tragiczne. „Starship” to duże wyzwanie dla miłośników space opery. Być może nawet zbyt duże, żeby był sens się z nim mierzyć i tracić podczas lektury czas i zdrowie.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Mroziuk [80%]
Umieszczony na okładce nowego wydania „Oberków do końca świata” obraz Andrzeja Bieńkowskiego „Pożegnanie Jana Michalskiego” stanowi doskonałe wprowadzenie w klimat powieści. Patrząc na troje staruszków siedzących na ławce przed wiejską chatą, niemal automatycznie przenosimy się wszak myślami do tradycyjnej wsi – takiej, która odeszła już do przeszłości. Właśnie w taki przesycony nostalgią sposób Wit Szostak przedstawił życie w Rokicinach, gdzie mieszkał Józef Wicher – wiejski skrzypek, który jako ostatni wykonywał tę rodzinną profesję. Z kolei istotną rolę zarówno w budowaniu klimatu opowieści, jak i dla rozwoju wydarzeń mają pojawiające się w „Oberkach do końca świata” pełne niezwykłości motywy, które mogą kojarzyć się z ludowymi podaniami. Okazuje się bowiem, że w okolicy Rokicin czas nie zawsze musi płynąć tak samo jak gdzie indziej, spotkać można tutaj istoty rodem niekoniecznie z tego świata, a siły nieczyste mogą kryć się zarówno w przydrożnych wierzbach, jak i w muzyce. Oczywiście po „Stu latach samotności” oraz „Prawieku i innych czasach” tego rodzaju pomysły same nie wystarczyłyby do zaskoczenia czytelników swoją oryginalnością, ale Wit Szostak potrafił wzmocnić siłę ich oddziaływania dzięki nadaniu swej prozie niezwykłej melodyjności, która naprawdę może oczarować. Muzyka jest bowiem obecna w „Oberkach do końca świata” nie tylko za sprawą aktywności głównego bohatera, lecz również dzięki pojawiającym się w tytułach rozdziałów nazwom tańców, a powtarzające się niczym refren zdania wraz z wyczuwalnym rytmem całych partii tekstu sprawiają, że naprawdę łatwo dać się porwać tej opowieści – niczym wpadającej w ucho melodii.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Konrad Wągrowski [80%]
Co jest najbardziej irytujące w biografiach? To, że zanim dojdzie się do tego, co w życiu danego bohatera najważniejsze – stworzenia Wielkiego Dzieła, zagrania Słynnej Roli, nagrania Wybitnej Płyty – trzeba przeczytać wiele stron na tematy, które może i są dla życiorysu bohatera ważne, ale nie są zbyt ciekawe. Pochodzenie, rodzice, dzieciństwo, młodość – to może i fakty ważne w życiorysie Haleya Joela Osmenta, ale w większości przypadków to tematy, które chce się szybko przewijać, by dotrzeć do Złotych Lat opisywanego bohatera. Najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę Dave Thompson, autor biografii legendarnego lidera grupy Pink Floyd Rogera Watersa, bo po szybkim wstępie błyskawicznie przechodzi do historii powstania albumu „The Wall”. Jest to koncepcja genialna – bo przecież sam „Mur” to w dużym stopniu album dla Watersa biograficzny i z perspektywy jego powstawania można mówić o „kolejnych cegłach w murze” wokół bohatera książki. W ten sposób jednocześnie czytamy o latach w historii Watersa najważniejszych, ale i mimochodem poznajemy fakty z jego życia. Czasy od dzieciństwa do powstania „The Wall” (a więc dotyczące powstania Pink Floyd, historii albumów „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here” i innych) zostają omówione w drugiej części książki – w której oczywiście równoprawnym bohaterem dla Watersa staje się „szalony diament” Syd Barret. Ta konstrukcja, a także dowcipny, lekko złośliwy styl autora, brak uwielbienia i umiejętność krytycznego spojrzenia na swego bohatera i jego twórczość czynią z „Człowieka za murem” jedną z ciekawszych biografii, jakie czytałem w ostatnich latach. Z pewnością nie tylko dla fanów Pink Floyd.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Joanna Słupek [80%]
„Ukojenie” zamyka trylogię Jeffa VanderMera, nie daje nam jednak rozwiązania zagadki Strefy X. Owszem, dowiadujemy się czym prawdopodobnie jest Strefa, skąd wziął się Pełzacz zamieszkujący wieżę / tunel, dlaczego psycholożka vel Grace vel dyrektorka Southern Reach poświęciła się badaniom Strefy – ale najważniejsze kwestie pozostają nieznane. I dobrze, bo nie o rozwiązanie tu chodzi.
Największym atutem trylogii VanderMeera jest atmosfera nieznanego, próby zrozumienia niepojętego – być może skazane na niepowodzenie, ale nie znaczy to że niewarte podejmowania.
I choć po zakończeniu lektury „Ukojenia” nie wiem co stało się z bohaterami, czym dokładnie jest Strefa X ani nawet czy ludzkość i Ziemia, jakie znamy, mają szanse na przetrwanie to nie mam wrażenia niedosytu. A jeśli ktoś będzie chciał się dowiedzieć czegoś więcej to chyba najlepiej przeczytać całą trylogię raz jeszcze – coś tak czuję że znajdzie się jakiś szczegół, który umknął przy pierwszej lekturze…
koniec
28 lutego 2015
dodajdo

Komentarze

28 II 2015   14:18:25

Lubię "Oberki", ale wciąż mam wrażenie, że najwspanialsze u Szostaka były -- jak dotąd -- "Chochoły". I nie dosięgły ich ani dalsze części cyklu, obie bardzo dobre, ani -- również ciekawe -- "Sto dni bez słońca". Czy mylę się?

28 II 2015   23:46:58

@ "King docieka tu natury boga"

Ortografia eksperymentalna?

01 III 2015   11:01:17

@ Feste

Nie, po prostu trudno ocenić jaki to bóg - i czy w ogóle bóg, czy raczej bogowie. King pisze raczej o jakiejś sile napędzającej wszechświat, nie o konkretnym bogu danej religii. Z tego względu za bezpieczniejszą uznałem formę zaczynającą się od małej litery.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Discman, gimbaza i zmywak
Albert Walczak

17 I 2018

Anna Cieplak szturmem weszła na polską scenę literacką. Za swoją debiutancką powieść „Ma być czysto” otrzymała prestiżową Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza oraz Nagrodę Conrada. Czy „Lata powyżej zera” – najnowsza książka młodej autorki – spotkają się z równie dużym uznaniem?

więcej »

Mała Esensja: Kosmiczne przygody we wspólnym pokoju
Marcin Mroziuk

16 I 2018

Wbrew nasuwającym się skojarzeniom, „Ala Baba i dwóch rozbójników” nie jest wariacją na temat znanej baśni, lecz wciągającą opowieścią o blaskach i cieniach posiadania młodszego rodzeństwa. Joanna Wachowiak potrafiła zaś nie tylko przyciągnąć uwagę czytelników, ale również uświadomić dzieciom kilka ważnych spraw.

więcej »

Milczenie ryb
Agnieszka Hałas

15 I 2018

Zbiór „Legenda o samobójstwie” obejmuje sześć literackich wariacji na temat tej samej rodzinnej tragedii – i, jak carpaccio z tuńczyka, nie jest to danie, które każdemu przypadnie do gustu.

więcej »

Polecamy

Bohaterowie

Po trzy:

Bohaterowie
— Beatrycze Nowicka

Ludzie w książkach żyją
— Beatrycze Nowicka

Niedocenione
— Beatrycze Nowicka

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Król nie jest nagi
— Artur Chruściel

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Kronika śmierci niezauważonej
— Eryk Remiezowicz

Z tego cyklu

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Kwiecień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch

Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Pudełko nie czarno-białe
— Dominika Cirocka

Historia się powtarza
— Miłosz Cybowski

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Tym razem bez koszmarów
— Dominika Cirocka

Historia niesie pisarza
— Tomasz Kujawski

Raczej fiat niż mercedes
— Jacek Jaciubek

Co by było, gdyby…
— Tomasz Kujawski

Tematów nie brakuje
— Joanna Kapica-Curzytek

Standardowo, choć obyczajowo
— Kamil Armacki

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Tegoż autora

Jamochłon na niebiesiech
— Jarosław Loretz

Mała Esensja: Kosmiczne przygody we wspólnym pokoju
— Marcin Mroziuk

Z filmu wyjęte: Potęga ducha II
— Jarosław Loretz

Esensja czyta dymki: Styczeń 2018
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożegnania 2017 (1)
— Jarosław Loretz

Blaski i cienie świata liliputów
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Cztery razy Oliver Sacks
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski

Z filmu wyjęte: Potęga ducha
— Jarosław Loretz

Dobry i Niebrzydki: Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.