Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Esensja czyta: Lipiec 2015

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
Lato sprzyja odpoczynkowi z ksiażką – w lipcowej edycji naszego cyklu recenzujemy czternaście książek. Zapraszamy do lektury!
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski [40%]
Większość zawartych w tym zbiorze opowiadań prezentuje średni poziom: literacko zwykle porządnie napisane i fabularnie prezentujące całkiem niezłe pomysły, ale zwykle czegoś im jednak brakuje, chociażby zadowalającego zakończenia, jak w „Gejszy” Tomasza Przewoźnika czy „In odore sanctitatis” Piotra Patykiewicza. Z tym ostatnim mam zresztą o wiele więcej problemów, bo o ile element dziennikarskiego śledztwa jeszcze można (początkowo) zaakceptować, to późniejsze rozwinięcie fabuły, a szczególnie motywacje bohaterów oraz samo zakończenie pozostawiają bardzo wiele do życzenia. W tej sytuacji najlepiej wypadają te teksty, które nie starają się osiągnąć zbyt wiele poza opowiedzeniem ciekawej, przemyślanej (nawet jeśli powtarzalnej i przewidywalnej) historii, szczególnie zaś „Syrenka” Marcina M. Drewsa, „Rolf, diabeł i czarna wieża” Pawła Lacha i, do pewnego stopnia, „Non omnis moriar” Sebastiana Chosińskiego. Osobną kategorię stanowią te teksty, w których pomysł nie idzie zupełnie w parze z jego prezentacją: na dłuższą metę męczący „Stirlitz i japoński Go-Lem” Eugeniusza Dębskiego, pisany trochę na modłę „Silosu” „Smak deszczu” Henryka Tura, czy „Wyrwane skrzydła” Tomasza Kaczmarka. Są też teksty po prostu złe, jak „100.000 BC” Marka Ścieżka (ktoś mógł już poprawić tę kropkę w tytule, która w języku polskim przecież nie występuje) czy „Synowie Kaina” Grzegorza Gajka (takiego zbioru zbiegów okoliczności dawno nie widziałem). Specjalne miejsce należy poświęcić „Wczorajszemu deszczowi” Sebastiana Uznańskiego: choć zaczyna się dobrze, to jednak bardzo szybko ten tekst przypomniał mi, że przecież autor ma na swoim koncie „Żałując za jutro”, jedną z nielicznych powieści, o których lekturze (a raczej próbach lektury) wolałbym na zawsze zapomnieć. Zamiast dalszych komentarzy cytat z tego wyjątkowo niestrawnego opowiadania: „I wtedy zrozumiał. Słyszał legendy, jednak trzymał je na półce z bajdurzeniami, nie spodziewał się, że dostąpi takiego zaszczytu. Mówiło się, że jeżeli mężczyzna zaspokoi kochankę, jej płeć do niego przemówi. Zdarza się to jednak rzadko i przy wyjątkowej okazji. A tymczasem on… Wciąż nie mógł uwierzyć, że został wybrany.” Mamy tu więc nie tylko monologi, ale wręcz dialogi (gdyż bohater nie unika możliwości, by nawiązać konwersację) waginy. W efekcie, jak w każdej antologii, mamy tu zbiór opowiadań dobrych, średnich i słabych. Tych pierwszych jest niestety zbyt mało, by uratować poziom całego zbioru.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Beatrycze Nowicka [30%]
Po powieść Feista sięgnęłam w ramach zaznajamiania się z popularnymi autorami fantasy. Owszem, poczułam się ostrzeżona – choćby tytułem trylogii, jaką otwiera „Lot…”. To, że „Saga Wojny Mroku” jest ósmym (i bynajmniej nie ostatnim) podcyklem z tego samego uniwersum także wiele mówi. Uwagę zwraca również mapka, pełna tak „klimatycznych” nazw, jak Góry Przygnębienia, Góry Deszczowego Mroku, Mroczne Niebiosa, Zielony Przestwór, Czarny Las, Ciemny Las, czy Morze Smoków. Książka ma dwie zalety: jest krótka i napisana na tyle poprawnie, by czytało się ją szybko. Więcej dobrego o „Locie…” powiedzieć nie mogę. W zasadzie mógłby być niezłą parodią fantasy, gdyby nie to, że raczej nie takie było zamierzenie autora. Poziomem sztampy Feist dorównuje Terry’emu Brooksowi (nawiasem pisząc, nadal powstają kolejne książki cyklu Shannara). Bohaterowie są tak płascy, że podejrzewam, iż znalazłoby się trochę nowelizacji gier RPG, w których postaci prezentowałyby się lepiej. Opisów świata jest jak na lekarstwo, choć może autor uznał, że ktokolwiek sięgnie po dwudziesty drugi (wg dat wydawania) tom serii, będzie wiedział, jak wyglądają poszczególne krainy. Przemyślenie realiów… po co tracić czas na coś takiego? Oto mamy wioskę, która przed kilkunastoma laty padła ofiarą najazdu trolli. Wedle narratora zginęło wtedy wiele dzieci tak, że obecnie mieszka w niej mało nastolatków. Od tamtej pory wieś znacznie się rozrosła. Nieopodal znajduje się akademia magów, przebiegają też szlaki handlowe. Nie przeszkadza to jednak temu, by dwójka szesnastoletnich zdrowych na ciele i umyśle chłopaków nie mogła znaleźć pracy w żadnym zawodzie. Rzeczeni młodzieńcy wciąż żyją na garnuszku mamusi, która, jak to typowy rolnik, mający na utrzymaniu dzieci i nie planujący opuszczania rodzinnych stron, sprzedała swoją ziemię. By to wszystko uzasadnić, narrator, zapomniawszy o poprzednich wzmiankach na temat prosperity, w pewnym momencie oznajmia, że wioska podupadła. A to dopiero początek powieści, inne przykłady sobie daruję. Jeśli chodzi o akcję, w „Locie…” dzieje się stosunkowo niewiele. Obstawiałabym, że ponad połowę objętości zajmują dialogi, niestety wyjątkowo drętwe. W istotnej części z nich główni bohaterowie wspominają wydarzenia z tomów poprzednich. W pozostałej przeważnie omawiają, jakie to nad ich światem wisi zagrożenie (o wiele gorsze od wszystkich dotychczasowych). Rozmawiają także o sytuacji politycznej, dzięki czemu czytelnik ma okazję pięć razy przeczytać o tym, jak to najstarszemu synowi cesarza Keshu brakuje charyzmy. Na zakończenie przygarść cytatów z tego wiekopomnego dzieła: „Bezimienny śpi – powiedział Nakor. Wszyscy znali historię Nalara, Większego Boga Zła, którego wezwali inni Nadrzędni Bogowie, jak czasem zwano Większych Bogów. (…) Przed Wojnami Chaosu (…) istniało siedmiu Nadrzędnych Bogów (…) Bezimienny, który był ucieleśnieniem Mroku; Arch-Indar, symbolizujący Światło (w zasadzie to bogini); Ev-Dem, Twórca Wnętrza; Abrem-Sev, Budowniczy; Graff, Tkacz Pragnień; Helbinor, Abstynent. Pomiędzy nimi w samym środku tkwiła Równowaga. (…) dobra bogini poległa w Wojnach Chaosu, co zmusiło pozostałą piątkę Nadrzędnych do uwięzienia Pana Mroku, pod górą tak ogromną, że cały świat mógłby się zmieścić na jej szczycie”, „oboje, wespół z człowiekiem znanym później jako diuk Jakub z Krondoru, uniemożliwili Varenowi (…) kradzież Łzy Bogów”, „Zniszczenie i chaos są sprzymierzeńcami Bezimiennego”, „Zło jest z natury szalone. (…) Stąd Dni Gniewu Szalonych Bogów.”, „w regionie zapanuje chaos zwiększający wpływy tych, którzy służą złu na tej półkuli Midkemii”, „Co my tu robimy? – dopytywał się Bek. – Będziemy czynili dobro – odparł (…) opuścił jedną rękę i poklepał nią Beka po ramieniu. – Zabij go, proszę.” Jest to na swój sposób pocieszne, ale na krótką metę.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Agnieszka ‘Achika’ Szady [50%]
Książka sprawia wrażenie, jakby autor opowiadał nam coś w biegu, niczym akwizytor łapiący na ulicy za rękaw. Szybko, jeszcze szybciej, krótko i po łebkach, bo szkoda czasu. I zabawnie choćby na siłę, żeby tylko, broń Boże, czytelnika nie znudzić („Przed rokiem 2000 ulubionym czworonogiem polskiego milionera była suka pit bulla oraz rottweiler (tutaj płeć nie grała roli), co miało nawet sens. Te poczciwe psiny nie tylko tak pieczołowicie pilnowały pańskiej posesji, że każdy Bogu ducha winny przechodzący obok spacerowicz dostawał zawału, ale wiernie oddawały też charakter swoich panów. Były regularnie pojone szampanem i karmione owocami morza, przez co zdychały już po dwóch latach wskutek chorób układu pokarmowego”). Dla kogo przeznaczona jest „Instrukcja…”? Dla cudzoziemców chyba zbyt hermetyczna i chaotyczna, choć próbuje rzucić nieco światła na typowe polskie obyczaje, potrawy, zachowania czy popkulturę. Z kolei Polak nie znajdzie tam nic specjalnie odkrywczego – no, może młode pokolenie, któremu trzeba wyjaśnić fenomen popularności przygód Pana Samochodzika (ale czy młode pokolenie się nim w ogóle zainteresuje?) albo czterech pancernych. Anegdoty z czasów PRL-u mieszają się z osobistymi wspomnieniami autora o szczenięcym durzeniu się w polskich gwiazdach filmowych oraz z danymi geograficznymi dotyczącymi długości granicy czy wysokości szczytów górskich. W trakcie lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książka była pierwotnie pomyślana jako wesołe wydawnictwo zilustrowane satyrycznymi rysunkami i odpowiednio dobranymi zdjęciami, lecz z przyczyn finansowych wydrukowano ją bez tego. Kolejne rozdziały tak szybko przemykają się nad kolejnymi tematami, że poczucie niesprecyzowanego braku jest dotkliwe. Czytelnikom pragnącym lepiej zaznajomić się ze specyfiką Polski i jej mieszkańców poleciłabym raczej „Shortcuts to Poland” Laury Klos-Sokol – o ile dzieło to jest jeszcze gdziekolwiek do dostania…
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Joanna Słupek [80%]
Komisarz Adam Nowak, poznany w „Przystanku śmierć”, powrócił – jeśli nie w wielkim to na pewno w dobrym stylu. Przede wszystkim już jako nadkomisarz, ale na awansie się nie skończyło. Po słabszych „Wilczej wyspie” i „Nie ma takiego miasta” w „Bazyliszku” Tomasz Konatkowski wraca do formy i daje nam rasowy kryminał. Tym razem śledztwo zaczyna się od odnalezienia półnagich zwłok wicedyrektora banku, zabitego – wedle nieoficjalnej opinii lekarza sądowego – przez… ukamienowanie. Pojawia się kolejna ofiara, pracująca w tym samym biurowcu co zamordowany wicedyrektor. Ale nie tylko miejsce pracy łączy zabitych – coraz więcej śladów wskazuje na ich powiązania z tajemniczą sektą. Nie ułatwia to sprawy Nowakowi określającemu się jako eks-katolik i twardo trzymającemu się niepodważalnych faktów. Czy uda mu się zrozumieć motywy związanych ze sprawą osób w stopniu pozwalającym na schwytanie zabójcy? Na szczęście w życiu osobistym Nowaka wszystko się układa, świeżo upieczeni rodzice małego Marcina (zwanego czasem Rufusem) planują ślub – a czytelnicy trzymają kciuki, bo ile można czytać o nadużywających alkoholu rozwodnikach niemających życia poza pracą.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski [30%]
W krótkim wstępie do swojej książki Daniel Kotliński stwierdza, że nie ustalił „jednej konkretnej definicji startupu”, zaś ich obecność na liście 25 najlepszych jest „zupełnie subiektywna”. Autor idzie zresztą na łatwiznę, bo zamiast prezentować jakąś konkretniejszą charakterystykę czy historię poszczególnych startupów, oferuje nam jedynie rozmowy z ich twórcami i założycielami: jedne krótsze, inne dłuższe, w zależności od jakiegoś niezdefiniowanego klucza. Także pytania do poszczególnych firm są odmienne, nawet jeśli często dotyczą podobnych kwestii (finansowanie, wyjście na rynek światowy, czas poświęcany na tworzenie startupu i zajmowanie się firmą kontra życie osobiste i zawodowe itp.). Startupy, którym przygląda się Kotliński, znajdują się w różnych stadiach rozwoju: niektóre mają na swoim koncie gotowe i przynoszące dochody produkty, inne są w fazie zdobywania funduszy i wychodzenia na rynki zagraniczne, a jeszcze inne wciąż pracują nad wersją finalną, nie mając jeszcze żadnych konkretnych sukcesów na swoim koncie. Z tego chaosu nie wyłania się jednak nic konkretnego: dla jednych ludzi praca po godzinach jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem, inni z kolei argumentują, że bez całkowitego poświęcenia się pracy nad startupem nie ma co liczyć na sukces. Mimo podobieństw bowiem każda z zaprezentowanych nam historii jest odmienna – podobnie jak każdy osiągnięty sukces.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski [30%]
O ile w „25 najlepszych polskich startupach” Daniel Kotliński wysilił się jeszcze na wstęp, to w „Rozmowach z Aniołami” za wyjaśnienie całej idei książki musi nam posłużyć podtytuł: „jak rozmawiać z funduszami, aniołami biznesu i inwestorami”. Z tym że „jak rozmawiać” dowiadujemy się właśnie z rozmów – przeznaczonych, nie ukrywajmy, do ludzi, którzy się tematem startupów interesują. Wydaje się, że w obu książkach zamiarem Kotlińskiego było przedstawić początkującym startupowiczom polską (głównie) scenę, możliwości, jakie stoją przed wszystkimi dobrymi pomysłami oraz sposoby na wybicie się z tłumu. W obu przypadkach dostajemy do rąk książki dość dobrze złożone, ale wydane w wyjątowo niechlujny sposób (brakujące czy nadmiarowe spacje, emotikonki czy zupełny, jak się zdaje, brak jakiejkolwiek korekty), a przy tym pełne zachwytu nad zachodnim (czyli amerykańskim) podejściem do startupów. Sięgnąłem po obie książki ze czystej ciekawości i dowiedziałem się bardzo niewiele.
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Beatrycze Nowicka [50%]
Sądzę, że decyzja o wydaniu „Kowala słów” w dwóch częściach nie przysłużyła się powieści. O ile pierwszy podtom prezentował się całkiem przyzwoicie i można go było z przyjemnością czytać jako osobną książkę cyklu, drugi robi dużo gorsze wrażenie. Przede wszystkim jest stosunkowo krótki – nie dzieje się w nim wiele, autor nie wprowadza także nowych miejsc, nacji czy bohaterów. Akcja ogranicza się głównie do opisów potyczek i bitew i tu, przyznaję, zdecydowanie nie odpowiada mi ich stylistyka. Owszem, Malinowski już wcześniej lubił epatować makabrą, jednak w części drugiej niezbyt smacznych fragmentów jest zdecydowanie więcej. Jasne, nie są one realistyczne i trudno traktować je poważnie. Jeśli dla kogoś czytanie o entuzjastycznie prutych flakach jest zabawne, nie powinien narzekać podczas lektury. Osobiście najzwyczajniej w świecie nie lubię tego rodzaju opisów. W pierwszej części było jeszcze dosyć sporo humoru, w drugiej niestety jest go zdecydowanie mniej. Brakowało mi kąśliwych przemyśleń i zjadliwych komentarzy Ainara. Bohaterowie nie mają okazji się rozwinąć, czy choćby pełniej zaprezentować – przez większość czasu rzezają swoich wrogów na stepie, w grodzie i na wodzie, o czym miałam okazję czytać już wcześniej po wielokroć. Jedyna kobieca bohaterka powieści, która już w części poprzedniej była przerysowana, teraz wypada wręcz karykaturalnie i nawet szaleństwo jako motyw przewodni nie usprawiedliwia takiego jej przedstawienia. Podobała mi się natomiast garść szczegółów na temat taktyki i machin oblężniczych. Szkoda, że Malinowskiemu chwilami powracała maniera tłumaczenia słów i zwrotów (szczególnie nieszczęsny wilk-wygnaniec wyjaśniany po raz n-ty). Autor planuje dalsze tomy, ja zastanawiam się na ile potencjał postaci tytułowej i obranej konwencji wystarczą, by „pociągnąć” cykl. To, że Ainar wraz z towarzyszami wybierają się do Konstantynopola pozwala mieć nadzieję na jakąś odmianę – przynajmniej scenografii. Sama zastanawiam się, czy warto sięgać po części kolejne.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Niekonsekwentna miłość
Joanna Sapa

16 XII 2017

Na okładce miotełka z szufelką. Angielski tytuł o francuskiej treści. Włoskie, w swym rodowodzie, sonety dedykowane francuskim postmodernistom. Czy mimo takiej niekonsekwencji można jeszcze zakochać się w poetyckim tomiku „french love”?

więcej »

Morderstwa i medycyna
Joanna Kapica-Curzytek

15 XII 2017

O „Obsesji” można mówić tylko dobrze. Jak na kryminał przystało, książka trzyma w napięciu, jest tu spora dawka humoru, a nawet okruchy medycznej wiedzy.

więcej »

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Marcin Mroziuk

14 XII 2017

W „Winlandii” z prawdziwym zainteresowaniem śledzimy przebieg obfitujących w przygody wypraw głównego bohatera do odległych krain, ale w powieści George’a Mackaya Browna znacznie ważniejsza okaże się podróż zupełnie innego rodzaju.

więcej »

Polecamy

Inne strony świata

Po trzy:

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Cielęcin story
— Michał Kubalski

Z tego cyklu

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Kwiecień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch

Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Luty 2017
— Przemysław Ciura, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Poszerzenie pola walki
— Michał Kubalski

Skald zmierza w dobrą stronę
— Beatrycze Nowicka

Ida po drugiej stronie lustra
— Magdalena Kubasiewicz

Kłamstwem i mieczem
— Beatrycze Nowicka

Nihil novi
— Beatrycze Nowicka

Meekhańska księga walecznych
— Beatrycze Nowicka

Wyspiarskie powietrze nie każdemu służy
— Wojciech Woźniak

Jeżeli nie możesz być lwem, bądź lisem
— Anna Perzyńska

Wstęp do kontynuacji
— Joanna Słupek

Pisarskie pazury
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Kadr, który…: Panie władzo, mam pana gdzieś
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Słuchaj i patrz: Animacje z antypodów
— Beatrycze Nowicka

Po trzy: Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

Kadr, który…: Królowa owadoidalnych obcych
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Słuchaj i patrz: Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Po trzy: I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Po trzy: Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Alternatywy 1920
— Miłosz Cybowski

Kadr, który…: Sącząca się groza
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.