Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Kres górny

Esensja.pl
Esensja.pl
Obie części „Teoretycznego minimum” pokazują fizykę od strony, którą inne książki popularnonaukowe omijają z definicji. Jednak wydeptując nową ścieżkę Susskind oraz współautorzy przekroczyli też nielegalnie granicę literatury popularyzatorskiej i akademickiej. W czarnym worze niosą czytelnika. Pytanie, czy starczy mu matematycznego powietrza na tę podróż.

Leonard Susskind, George Hrabovsky
‹Teoretyczne minimum›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTeoretyczne minimum
Tytuł oryginalnyThe Theorical Minimum
Data wydania13 stycznia 2015
Autorzy
PrzekładJoanna Skalska, Adam Skalski
Wydawca Prószyński i S-ka
SeriaTeoretyczne minimum
ISBN978-83-7961-134-8
Format256s. 142×202mm
Cena38,—
Gatuneknon-fiction, podręcznik / popularnonaukowa
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 31,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 19,00 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Pisanie dobrych książek popularnonaukowych jest sztuką dokładnie z tej samej przyczyny, dla której nie każdy matematyk nadaje się na nauczyciela. Wyjaśnianie laikom zawiłości przedmiotu ścisłego przychodzi wielu ekspertom z trudem, ponieważ nie posiadają oni dość kognitywnej empatii, by zrozumieć nierozumienie. Nagminnie stosują skróty myślowe nie zdając sobie sprawy, że ich odbiorcy nie mają bladego pojęcia o „oczywistych” powiązaniach. Żonglują pojęciami w niekonsekwentny sposób, choć w umysłach laików terminy te nie zdążyły obrosnąć konotacjami umożliwiającymi ich komfortowe stosowanie. Unikają analogii i przykładów, gdyż obawiają się zwulgaryzowania eleganckich teorii oraz uniwersalnych wzorów, podczas gdy dla osób dopiero poznających daną dziedzinę każdy precyzyjny przykład i każda pomysłowa analogia jest na wagę złota.
W przyrodzie występują też oczywiście książki popularnonaukowe pisane w dokładnie odwrotny sposób. Ich autorzy tłumaczą wszystko po trzy razy, bezwzględnie wycinają dwuznaczności kosztem elegancji stylu, zasypują czytelnika wymuszonymi metaforami oraz zbędnymi anegdotami. Powstaje tym sposobem tekst przystępny, ale zarazem rozwodniony i niezdarny.
Zaiste, ciężki jest żywot popularyzatorów nauki. Muszą nie tylko rozumieć na wskroś przedstawiany temat, nie tylko rozumieć, co znaczy go nie rozumieć, lecz również umieć potoczyście pisać o skomplikowanych zagadnieniach. Z potrójnym wyzwaniem poradzili sobie między innymi Stephen Hawking w „Krótkiej historii czasu”, Brian Greene w „Strukturze kosmosu” oraz Sean Carroll w „Stąd do wieczności i z powrotem”. Gorzej poszło Rogerowi Penrose’owi w „Nowym umyśle cesarza” i „naszemu” Michałowi Hellerowi w „Początek jest wszędzie”. Dwaj ostatni piszą co prawda wprawnym piórem o fascynujących problemach, ale zawieszają przeciętnemu czytelnikowi poprzeczkę zbyt wysoko.
Powyższy przydługi wstęp uważam za niezbędne tło dla następującej recenzenckiej tezy: Dwie pierwsze części „Teoretycznego minimum”, dzieło Leonarda Susskinda oraz skooptowanych przezeń współautorów, są książkami ze wszech miar bezczelnymi. Tak jak kot Schrödingera ze znanego eksperymentu myślowego jednocześnie żył i nie żył, tak oba tomy zasługują jednocześnie na szczerą pochwałę za oryginalność i przenikliwość, oraz na dosadną, głośną przestrogę typu „wydajcie swoje pieniądze na coś innego”. Rzadko zdarza się bowiem, by punkt widzenia tak mocno zależał od punktu siedzenia.
Profesor Leonard Susskind, jeden z ojców teorii strun, wykładał przekrojowo fizykę w latach 2007-2013 na Uniwersytecie w Stanford w ramach sześciu dużych kursów1). Nie były one skierowane do zwykłych studentów, ale do „entuzjastów fizyki” spoza uczelni, którzy pragnęli poznać ścisłe, matematyczne aspekty tej nauki, pomijane w książkach popularnonaukowych. „Teoretyczne minimum” oraz „Mechanika kwantowa” są pisemnymi i zredagowanymi wersjami dwóch pierwszym kursów Susskinda. Autor wyznaczył sobie bardzo trudne zadanie: Przeprowadzić amatora przez rejony zaawansowanej fizyki nie stroniąc od wzorów i równań, lecz za jedyny wymóg stawiając pobieżną znajomość algebry i rachunku różniczkowego2). Czy mu się udało?
Raz jeszcze użyjmy analogii z kotem Schrödingera: Tak jak rozwiązanie paradoksu jest uzależnione od wybranej interpretacji mechaniki kwantowej, tak odpowiedź na powyższe pytanie zależeć będzie od wykładni określenia „pobieżna znajomość”. Żadnego popularyzatorskiego cudu Susskind z pewnością nie dokonał. Jeśli nawet czytelnik w liceum dostawał same piątki z matematyki, ale później przedmiotów ścisłych już nie studiował, i jeżeli nawet ma za sobą lekturę Hawkinga, Greene’a i Carrolla, lecz nigdy nie zgłębił podręcznika do fizyki na poziomie uniwersyteckim – to „Teoretyczne minimum” rozczaruje go swoim modus praesentandi i każe zwątpić we własne możliwości intelektualne.

Leonard Susskind, Art Friedman
‹Mechanika kwantowa. Teoretyczne minimum›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMechanika kwantowa. Teoretyczne minimum
Tytuł oryginalnyQuantum Mechanics: The Theoretical Minimum
Data wydania19 stycznia 2016
Autorzy
PrzekładJoanna Skalska, Adam Skalski
Wydawca Prószyński i S-ka
SeriaTeoretyczne minimum
ISBN978-83-8069-236-7
Format336s. 142×202mm
Cena39,90
Gatuneknon-fiction, podręcznik / popularnonaukowa
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 32,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 29,93 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Rzeczywiście: autorzy grubo przesadzają. Za przykład niech posłuży tom pierwszy poświęcony mechanice klasycznej. Susskind i Hrabovsky nie tylko zakładają, że czytelnik w zetknięciu z rachunkiem różniczkowo-całkowym czuje się jak ryba w wodzie, ale również wpuszczają tej wody ogromne ilości prezentując całą gamę tematów, do opanowania których potrzeba zwykle paru semestrów wytężonej nauki. Sformalizowane trzy prawa Newtona to jedynie początek. Zaraz potem spotykamy równania Eulera-Lagrange’a, zasadę najmniejszego działania, symetrie i prawa zachowania, mechanikę Hamiltona, twierdzenia Gibbsa-Liouville’a, nawiasy Poissona oraz potencjał magnetyczny. Owszem, w tych wszystkich wzorach kryje się mnóstwo matematycznego piękna – mechanika klasyczna jest bodajże najbardziej elegancką dziedziną fizyki – lecz nie udawajmy, iż dyletant z miejsca zdoła je objąć rozumem i docenić. Przykłady? Analogie? Lepiej zapomnieć.
Jednakże abstrahując od wyśrubowanych faktycznych wymagań stawianych czytelnikowi, książki posiadają także niewątpliwe zalety. Po pierwsze, blurby w gruncie rzeczy nie kłamią: tom pierwszy na niespełna trzystu stronach oferuje uporządkowany, „wzorowy”, ale też napisany wciągającym językiem przegląd zaawansowanych zagadnień z mechaniki, natomiast tom drugi w równie treściwy sposób omawia arkana fizyki kwantowej. Po wtóre, wszystkie formuły rozpisano bardzo przejrzyście, co doceni każdy, kto siłował się kiedykolwiek z matematycznym niedbalstwem w jakimś podręczniku. Po trzecie, „Teoretyczne minimum” może niektórymi fragmentami śmiało konkurować z innymi książkami do nauki fizyki. Na początku pierwszej części autorzy w obrazowy i oryginalny sposób tłumaczą, czym jest determinizm. Z kolei w drugiej części Susskind i Friedman przejrzyście wyjaśniają, jak opisywać stany splątane iloczynem Kroneckera.
Czy czytając poprzednie zdanie ktoś wzruszył bezradnie ramionami? Tu właśnie leży kot pogrzebany: „Teoretyczne minimum” stoi w dziwacznym rozkroku między literaturą popularną a fachową. Techniczny styl odrzuci laika, a skróty uniemożliwią studentowi wykorzystanie tych książek jako fajnej, kompletnej alternatywy dla pisanego suchym językiem standardowego podręcznika. W krajobrazie pozycji popularnonaukowych to istny dziwoląg. Autorzy znają się na rzeczy, potrafią uporządkować materiał, jednak są całkowicie na bakier z trzecim kryterium; albo nie mają zielonego pojęcia, jak trudna jest fizyka dla przeciętnego czytelnika, albo z premedytacją ustawiają poprzeczkę na niebotycznej wysokości. Do kogo więc, u licha, Susskind i spółka tak naprawdę kierują oba tomy „Teoretycznego minimum”?
O dziwo, wiem, gdyż szczęśliwie jestem w ich bezczelnie wąskim targecie. Książki okazują się wymarzoną lekturą dla osób, które kiedyś fizykę studiowały, a teraz, po latach, chciałyby ją sobie dogłębnie odświeżyć, lecz nie mają czasu ani ochoty na wertowanie „Classical Mechanics” Goldsteina, Poole’a i Safki, ani na dźwiganie „Principles of Quantum Mechanics” R. Shankara. Te osoby przeczytają oba tomy z zapałem i będą niecierpliwie czekały na dalsze części: o teoriach względności, elektrodynamice, kosmologii, mechanice statystycznej… Stara miłość nie rdzewieje.
Synteza literatury popularnonaukowej i naukowej, jakiej dokonał Susskind, jest bez wątpienia pionierska. Ostrzegam jednak: Chociaż elektrony przenikają czasami przez pozornie nieprzekraczalną barierę energetyczną, laik z prawdziwego zdarzenia od „Teoretycznego minimum” boleśnie się odbije. Jeśli przeczytał już Hawkinga, Greene’a i Carrolla, niech sięgnie raczej po Penrose’a i Hellera. A jeżeli koniecznie chce liznąć zmatematyzowanej fizyki, lepszym wyborem będą „Feynmana wykłady z fizyki”.
koniec
30 stycznia 2016
1) Są one w całości i za darmo dostępne online: The Theoretical Minimum – Course Catalogue
2) Słowami autora: „The courses are specifically aimed at people who know, or once knew, a bit of algebra and calculus, but are more or less beginners.”
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

O prawdzie nieskażonej ludzkimi wątpliwościami
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2017

Pełna harmonii i elegancji „Agonia dźwięków” niesie ze sobą piękne, humanistyczne przesłanie.

więcej »

Mała Esensja: Łamigłówki i sekrety
Marcin Mroziuk

15 IX 2017

Dla młodych czytelników, którzy gustują w sensacyjnych historiach, „William Wenton. Instytut szyfrów” jest z pewnością pozycją godną uwagi. W pierwszym tomie cyklu autorstwa Bobbiego Peersa znajdą oni bowiem trzymającą w napięciu, pełną niezwykłych wydarzeń opowieść, w której główna rola przypadła ich rówieśnikowi, a akcja toczy się naprawdę wartko.

więcej »

Karuzela
Joanna Kapica-Curzytek

14 IX 2017

W „O matko!” znajdziemy podszyty groteską portret niełatwych rodzinnych relacji połączony z głęboką psychologiczną wiwisekcją. Efekt jest znakomity: proza Palomasa jest wyrazista i niesztampowa.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Wrzód na tkance
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.