Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Fantastyczne antologie: Względność wrażeń

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kroki w nieznane” z 2008 roku to pierwszy tom, do którego utwory wybrał Mirek Obarski. Nowy redaktor postawił na większą różnorodność tekstów.

‹Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2008›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w nieznane. Almanach fantastyki 2008
Data wydania10 lutego 2009
RedakcjaMirosław Obarski
Wydawca Solaris
CyklKroki w Nieznane
ISBN978-83-89951-98-4
Format500s. oprawa twarda
Cena49,99
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 40,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Czytając serie antologii redagowanych przez tego samego redaktora dość łatwo zauważyć osobiste preferencje wybierającego względem niektórych twórców. Stąd zmiana na stanowisku osoby odpowiedzialnej za selekcję może wnieść pewien powiew świeżości. „Kroki…” pod redakcją Mirka Obarskiego wydają mi się bardziej zróżnicowane pod względem nastrojów, konwencji i tematyki. Decydując się na takie rozwiązanie, zwiększa się szansę na to, że każdy czytelnik znajdzie coś, co go zainteresuje, ale też traci się owo wrażenie wartości dodanej, wynikającej z zestawienia utworów. Mirek Obarski wyjaśnił w przedmowie, że wybrał teksty, które zagościły w jego pamięci na dłużej, co po raz kolejny skłoniło mnie do refleksji nad tym, jak bardzo subiektywne są tego typu osądy.
Początek antologii prezentuje się bardzo zachęcająco. „Ostatnia z form P” Jamesa Van Pelta opowiada o losach właściciela menażerii i jego córki, próbujących zarobić na utrzymanie w świecie dotkniętym przez plagę mutacji. Trudno dopatrywać się tu wiarygodności naukowej, ale nie o nią chodzi. Uwagę zwraca dobry styl, jednak ważniejsze jest to, że autorowi udało się nasycić tekst emocjami.
Kolejnym interesującym, choć przecież powściągliwym w sposobie narracji i wykorzystaniu pomysłu opowiadaniem jest „Jezus Chrystus, Reanimator” Kena MacLeoda. Autor porusza się na wąskim pasie ziemi niczyjej pomiędzy obszarem religijnej afirmacji a epatowaniem tym, co obrazoburcze, w celu skuszenia złaknionej skandalu publiczności. I dobrze, bo dzięki temu jest znacznie ciekawiej.
W „Okanoggan Falls” Carolyn Ives Gilman przedstawia Ziemię okupowaną przez najeźdźców z kosmosu w sposób dość oryginalny, choć wydaje mi się, że wątek romansowy odbiera opowiadaniu nieco mocy. Pisząc krótko – bez wpadki ale i bez fajerwerków. Człekokształtni obcy wciąż jeszcze całkiem nie wyszli z mody, jednak uważam, że współcześni autorzy SF powinni szukać nowych rozwiązań.
„Śmiercionauci” Teda Kosmatki pozostawili pewien niedosyt – autor nie wyjaśnił, jak i dlaczego załoga statku znalazła się w tak opłakanej sytuacji. Zamiast tego skupił się na przeżyciach i wspomnieniach bohaterki. To akurat wyszło mu dobrze (w jednym miejscu zastanawiałam się nad wiarygodnością jej postępowania, jednak można je uzasadniać wpływem hibernacji na umysł), dzięki czemu losy kobiety nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Choć raczej nie sięgnęłabym po cały tomik opowiadań Kosmatki (to oczywiście może być przypadek, ale z czterech znanych mi utworów dwa były wyjątkowo przygnębiające, jeden ponury a czwartego praktycznie nie pamiętam).
„Luminous” Grega Egana czytelnik śledzi losy dwójki matematyków, ściganych przez korporację, pragnącą wykorzystać ich odkrycie. Pomysły autora są barwne, choć wymagają odwieszenia niewiary na kołek. Jako że matematyka nie jest moją dziedziną, „efekt słomianego spodka” tym razem praktycznie nie wystąpił i lektura okazała się bardzo przyjemna. Niektórzy zapewne się zdziwią, ale ja określiłabym to opowiadanie jako urokliwie baśniowe. Wisienką na torcie jest oryginalnie przedstawiony pierwszy kontakt.
Sarkastyczna „Odmiana Bowdlera” Jamesa Lovegrove’a została oparta na niezłym i przy tym zabawnym pomyśle, choć w odróżnieniu od redaktora, brylantem bym jej nie nazwała.
Bardzo dobre wrażenie wywarł za to „Damaszek” Daryla Gregory’ego. Jest to jedno z nielicznych opowiadań, gdzie wątki związane z biochemią nie wywołały we mnie chęci zgrzytania zębami. Autor odrobił zadanie domowe, zbierając informacje, nie przeszarżował z pomysłem i „zagęścił” atmosferę wprowadzając motywy okołoreligijne. Jest ciekawie i sugestywnie, warstwa „naukowa” nie przytłacza fabuły i losów bohaterki, która jest wprawdzie antypatyczna, ale przekonuje jako postać.
O „Ostatnim winnebago” Connie Willis pisałam wcześniej – nie zrobiło ono na mnie specjalnego wrażenia. Przejdę zatem od razu do „Kobiety po przejściach” Reginalda Bretnora, które to opowiadanie redaktor określa mianem farsy. Tekst istotnie jest zabawny, pomysły autora składają się na efektowny kolaż. „Złotousty diabeł” Kira Bułyczowa, mimo że zapewne miał być humorystyczny, skłania do refleksji na tematy raczej niewesołe. Przyzwoite, ale raczej nie zagości w mej pamięci na dłużej.
Również „Milczenia we Florencji” Iana Creaseya nie zaliczę do opowiadań wyrazistych i godnych szczególnej uwagi. Zdecydowanie nie podzielam opinii autora, że jest to tekst wizyjny, niepokojący, dziwaczny i poruszający się daleko od utartych szlaków. Opowiedzenie całej historii z perspektywy służącej we włoskim pałacu jest mniej ogranym chwytem, ale na tym innowacyjność autora się kończy – np. Jean Claude Dunyach w „Rozplatając czas” idzie o kilka kroków dalej.
Być może „Trzecia osoba” Tony’ego Ballantyne’a zrobiła by większe wrażenie, gdyby nie niedawna lektura „Drugiej osoby, czasu teraźniejszego” wyżej wzmiankowanego Daryla Gregory’ego, czy „Echopraksji” Wattsa. Pomysł faktycznie dobry, ale opowiadanie pozostaje właściwie jedynie jego realizacją, wszystko inne potraktowano powierzchownie, a do tego konsekwencją koncepcji wyjściowej jest to, że trudno sympatyzować z bohaterami.
Może nie oryginalnym, ale za to dobrze napisanym utworem jest „Poza konstelacją Orła” Alastaira Reynoldsa. Stare dobre SF spod znaku „załoga statku kosmicznego ma problem” istotnie wzbogacone dzięki wątkowi „coś jest nie tak z rzeczywistością”. Konsekwentne, z wiarygodnymi bohaterami, może nie olśniewa ale też nie daje powodów do krytyki. Ostatni zwrot fabularny (związany z Gretą) mnie zaskoczył, choć – trzeba przyznać – był do przewidzenia.
Humorystyczną „Akcję prewencyjną” Charliego Rosenkranza czyta się lekko i szybko, to kolejny przykład opowiadania na niezłym poziomie, ale nie wyróżniającego się jakoś szczególnie na plus. Utwór kolejny pt. „Kambierz i Żelazny Baron: Baśń ekonomiczna” stanowi nienużącą lekturę, przy okazji można też docenić, że tak to ujmę, walor popularnonaukowy. Jednak czegoś tu brakuje, Daniel Abraham pisze poprawnie, ale nie ma własnego stylu, pisarskiej charyzmy.
Czas przyznać, że długie „Memorare” Gene’a Wolfe’a znudziło mnie i zniechęciło. Obarski nazywa je „czystą gatunkowo space operą”, wiec chyba mamy zupełnie inne definicje tej konwencji, bo ja nigdy bym tak tego utworu nie nazwała. Najkrócej pisząc, wszystko wydaje się nazbyt wydumane – światu przedstawionemu brakuje choć cienia autentyczności, akcja niby toczy się w kosmosie, a pasuje bardziej do pobytu w jakimś nadmorskim kurorcie (wyjąwszy wątek eksploracji grobowców), bohaterowie zachowują się dziwacznie, relacje pomiędzy nimi są niewiarygodne, a pomysł na to, co znajduje się we wnętrzu ostatniej asteroidy był już wielokrotnie wykorzystywany. Przy okazji, to zdumiewające, że miażdżąca większość męskich bohaterów Wolfe’a okazuje się w większym bądź mniejszym stopniu psychopatami. Jeśli chodzi o tworzenie facetów, którzy przy bliższym poznaniu zaczynają budzić odrazę, pisarz nie ma sobie równych, mam tylko nadzieję, że czyni to w pełni świadomie.
Antologia zaczęła się ciekawie i kończy równie dobrze. „Ostatni kontakt” Stephena Baxtera okazał się sugestywnym i wartościowym opowiadaniem. Warto docenić oryginalny pomysł tytułowy oraz interesującą koncepcję przyczyn końca świata1). Ale najbardziej godna pochwały jest powściągliwość pisarza, który opisuje ów koniec z nietypowej perspektywy, oszczędnie, lecz przejmująco. Zamiast kreślić przed oczyma odbiorcy apokaliptyczne wizje, przedstawia jedynie wyrywki ze zmierzającego ku końcowi życia swoich dwóch bohaterek. Udaje mu się sprawić, że dbanie o ogród urasta do rangi czegoś monumentalnego i heroicznego. Może głupio to brzmi tu, w recenzji, ale w opowiadaniu takie nie jest.
Jeśli nawet „Kroki w nieznane” z 2008 roku nie są kolekcją samych klejnotów, zaprezentowane utwory nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Warto przeczytać i osobiście zdecydować, które teksty mają szansę dłużej zagrzać miejsce w czytelniczej pamięci.
koniec
2 maja 2016
1) Zainteresowanych zachęcam do poszukania sobie czegoś na temat teorii hiperinflacji (w dziedzinie astrofizyki).
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: Więcej czarów
Marcin Mroziuk

18 XI 2017

Łatwo się domyślić na podstawie tytułu, że „Zula w szkole czarownic” będzie dla młodych czytelników okazją do obserwowania, jak główna bohaterka poszerza zakres swoich magicznych umiejętności. Najważniejsze jest jednak, że nowa powieść Nataszy Sochy jest lekko napisana i skrzy się humorem.

więcej »

Ciemni coś ci jaśni
Beatrycze Nowicka

17 XI 2017

„Ciężko być najmłodszym”, czyli pierwszy tom trylogii „Książę ciemności” to pozycja przede wszystkim dla naprawdę zagorzałych wielbicieli humorystycznej fantasy ze wschodu.

więcej »

Pewne książki należy przeżuwać
Joanna Sapa

16 XI 2017

Rok 1890, Londyn. Uliczny kram z książkami, kawiarnie tonące w dymie z cygar, małe drukarnie, miłość sprzed lat i niemal szpiegowska intryga – oto początek niezwykłej wyprawy dwóch bukinierów po cenny rękopis. W najnowszej powieści Matthew Pearla „Złodzieje książek” tajemnica miesza się z przyjaźnią, pragnienie ze strachem, a prawda z fałszem.

więcej »

Polecamy

Inteligentne i inspirujące

Po trzy:

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Z tego cyklu

Dwadzieścia lat później
— Beatrycze Nowicka

Zmęczenie materiału
— Beatrycze Nowicka

Pewna ścieżka
— Beatrycze Nowicka

Przechadzka
— Beatrycze Nowicka

Między nadzieją a rozpaczą
— Beatrycze Nowicka

Rezonanse
— Beatrycze Nowicka

Ciężkie życie seks-zabawek
— Beatrycze Nowicka

Podróże – część druga
— Beatrycze Nowicka

Podróże – część pierwsza
— Beatrycze Nowicka

Zbiór Mandelbrota jako wyznanie wiary
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Ciemni coś ci jaśni
— Beatrycze Nowicka

Kajtek i jego magiczny miecz
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Roślina czy zwierzę albo ból biologa
— Beatrycze Nowicka

Po trzy: Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Po trzy: Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Słuchaj i patrz: Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Po trzy: Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.