Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dmuchawce, latawce i wiatr historii

Esensja.pl
Esensja.pl
„Królowie Dary”, pierwszy tom cyklu Kena Liu to solidna fantasy w mniej wyświechtanej scenerii. Warto dać jej szansę, bo odróżnia się na tle innych. Choć czytelnicy preferujący powieści oparte na budzących emocje postaciach mogą poczuć się zawiedzeni.

Ken Liu
‹Królowie Dary›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólowie Dary
Tytuł oryginalnyThe Grace of Kings
Data wydania27 kwietnia 2016
Autor
PrzekładAgnieszka Brodzik
Wydawca Sine Qua Non
CyklPod sztandarem Dzikiego Kwiatu
SeriaSQN Imaginatio
ISBN978-83-7924-518-5
Format592s. 135×210mm; oprawa twarda
Cena44,90
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 35,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 33,68 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Ken Liu, który zasłynął jako autor opowiadań SF, postanowił spróbować swoich sił w znacznie obszerniejszej formie. „Królowie Dary” otwierają wielotomowy cykl fantasy inspirowany opowieściami o walce o władzę w dawnych Chinach.
Na początku uwagę czytelnika przykuwa świat przedstawiony. Ostatnimi laty modne stało się umieszczanie akcji w realiach innych niż quasi-średniowieczne, co uważam za zaletę. Autor „Królów…” zaczerpnął inspirację z Dalekiego Wschodu. Podobne rozwiązania zastosowali w swoich cyklach Jay Kristoff i Brian Staveley. Ken Liu ma nad nimi tę przewagę, że sięgnął do swoich korzeni i wspomnień z dzieciństwa, a nie tylko powielił najbardziej znane motywy i klisze kojarzące się z orientem człowiekowi Zachodu. Choć przyznam, że ucieszyłabym się, gdyby powieść została w jeszcze większym stopniu przesycona „wschodnim klimatem”. Liu kreśli swoje uniwersum dosyć oszczędnie, skupiając się na relacjonowaniu wydarzeń, tymczasem bogatsze opisy miejsc, strojów, rytuałów i zwyczajów przydałyby Darze więcej kolorytu. Pisarz nie odważył się także zaludnić kart powieści wyłącznie przedstawicielami rasy żółtej (co byłoby moim zdaniem oryginalniejsze) – w „Królach…” pojawi się między innymi złotowłosa księżniczka Kikomi. Jeśli chodzi o pomysły na świat, rozwiązania mniej ograne, jak położenie na wyspach czy bardziej zaawansowana technologia pozwalająca m.in. na budowę sterowców, sąsiadują z nazbyt typowymi, że wspomnę RPG-ową z ducha manierę, by każde królestwo miało jakąś typową cechę – i tak np. Haan to kraina naukowców i filozofów, mieszkańcy Cocru słyną jako wojownicy, w Amu mieszkają wielbiciele wyrafinowanej sztuki a Rimę porastają gęste lasy. Autor nie pokusił się o przedstawienie rozbudowanej mitologii, jednak stworzony przezeń panteon wypada całkiem przyzwoicie. Bogowie Dary są zresztą drugoplanowymi bohaterami powieści, choć ich działania ograniczają się przede wszystkim do manipulowania śmiertelnikami.
„Królowie Dary” od najbardziej typowej fantasy odróżniają się także konstrukcją fabuły. Autor zdaje się przyglądać swoim bohaterom z większego oddalenia, skupia na historii świata, w którą wprawdzie wplata indywidualne losy, jednak czyni je zaledwie częścią większej całości. Sceny istotne dla rozwoju fabuły sąsiadują z „kronikarskimi” opisami wydarzeń – w Darze mijają lata, bohaterowie wędrują, żenią się, zdobywają i tracą wpływy, umierają.
Ta bardziej globalna perspektywa przywodzi mi na myśl „Cienie Pojętnych” Czajkowskiego. Obydwaj pisarze przedstawiają wojnę w skali całego uniwersum, zwracają uwagę na aspekty takie jak logistyka czy propaganda. U obydwu konflikty zbrojne są głównym motorem postępu technologicznego. Czajkowski okazał się odważniejszy, jeśli chodzi o pomysły na świat. Zdecydowanie lepiej – przynajmniej w moim odczuciu – uwypuklił ponoszone koszty (przede wszystkim straty w ludziach). Sprawił też, że w pamięci czytelnika zapisały się losy postaci, nawet tych trzecio-, czy wręcz czwartoplanowych. Choć trzeba koniecznie dodać, że udało mu się to dopiero w dalszych tomach. „Królowie Dary” to otwarcie cyklu, więc istnieje spora szansa na to, że Liu również udoskonali wybraną przez siebie metodę. Na razie zdołał przedstawić kilka wyrazistych scen, jak choćby zakończenie wątków króla Jizu i Miry (potencjał miała także historia Kikomi, jednak zaszkodził jej zbytni pośpiech). Nadal porównując z utworami Czajkowskiego – i tu, i tu czytelnik poznaje losy bohaterów z różnych stron konfliktu. Liu poszedł jeszcze dalej w kwestii niejednoznaczności postaci, bardziej udały mu się też portrety kobiet (te u autora „Cieni…” nie odróżniały się zbytnio od mężczyzn pod względem psychologicznym).
„Królowie Dary” są opowieścią o tym, jak szybko i łatwo władza deprawuje. Tutaj nie ma niewinnych, przynajmniej wśród głównych graczy. Każdy z nich ma swoje racje, dążenia i ideały (te ostatnie zazwyczaj mocno kruszeją z wiekiem). Wizjoner okazuje się małostkowym i porywczym człowiekiem. Odważny wojownik dopuszcza się czynów okrutnych i nierozważnych. Inteligentny polityk bywa podstępny i zdradliwy. Najwyższą cenę – jak zawsze – płacą zwykli ludzie, miażdżeni przez tryby historii. Bohaterowie powieści często tłumaczą się celem, który uświęca środki. Gdzie jednak przebiega granica? Źle jest zgadzać się na rządy tyrana, jednak ile krwi można przelać dla „lepszej przyszłości”? Czy upragniona stabilizacja i pokój są w ogóle możliwe? Czy można je zbudować na wojnie, zdradach i politycznych intrygach?
Ceną przyjętej przez Liu „mozaikowej” konstrukcji i szerokiego spojrzenia jest mniejsze oddziaływanie emocjonalne. Wiele cykli fantasy przede wszystkim opiera się na bohaterach, w założeniu mających budzić w czytelniku głębsze uczucia. O takich jednak w „Królach Dary” trudno, ich losy odbiorca obserwuje z dystansu.
W moim przypadku lektura okazała się płynna i przyjemna, lecz zabrakło czegoś, co zachęciłoby do zarywania nad nią nocy. Co nie oznacza, że po powieść Liu nie warto sięgnąć. „Królowie…” są godni uwagi ze względu na przebieg fabuły i orientalne inspiracje. Na tle wielu innych utworów fantasy wypadają ciekawie i stanowią dobrze zapowiadające się otwarcie cyklu.
koniec
11 czerwca 2016
PS. Redakcyjni koledzy niechętnie patrzą na umieszczanie w treści recenzji książki uwag dotyczących wydania, jednak uważam, że te kwestie nie pozostają bez wpływu na odbiór. „Królowie Dary” zasługują pod tym względem na pochwałę – elegancka okładka, twarda oprawa oraz zdobiące wnętrze książki rysunki i motywy mniszka lekarskiego (gdyby dosłownie przełożyć tytuł cyklu, brzmiałby on „Dynastia Dmuchawca”) robią bardzo dobre wrażenie. A skoro już wspomniałam o przekładzie – odrobinę żałuję, że książka nie nosi tytułu „Łaska królów” – jest ciekawszy i kojarzy się z przysłowiem o łasce pańskiej i pstrym koniu, które akurat wydaje się szczególnie adekwatne w odniesieniu do treści. Z drugiej strony „The Grace of Kings” zapewne bardziej oznacza „majestat królów”, przynajmniej tak zrozumiałam z kontekstu, w którym ta fraza pojawiła się w książce (gdzie wprawdzie w polskim tekście pojawiało się słowo „łaska”, ale nie brzmi ono trafnie).
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Bezgraniczne wszechświaty
Joanna Kapica-Curzytek

23 VI 2017

Rezultatem dwóch pasji Jorge Carrióna – literatury i podróży – jest esej „Księgarnie”. Podążanie śladami licznych miejsc z książkami na całym świecie to jak zagłębienie się w nieskończonym uniwersum.

więcej »

Małżeństwo po amerykańsku doskonałe i co z tego wynika
Joanna Kapica-Curzytek

22 VI 2017

„Fatum i furię” Lauren Groff swego czasu czytali w USA niemal wszyscy. Trudno się dziwić, bo tę powieść można, choć nie wyłącznie, odczytać jako dekonstrukcję amerykańskiego marzenia.

więcej »

Okazja czyni tchórza
Sebastian Chosiński

21 VI 2017

Wydawnictwo C&T regularnie, co kilka miesięcy, dostarcza wielbicielom Georges’a Simenona nowe powieści mistrza europejskiego kryminału. „Nowe” w znaczeniu: wcześniej w Polsce niepublikowane (przynajmniej w wersjach książkowych, albowiem niektóre z nich ukazywały się w odcinkach w prasie). „Pociąg z Wenecji” jest jednak absolutnym debiutantem. Może dlatego, że to bardziej powieść psychologiczna aniżeli kryminalna.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Wyścig zbrojeń w wydaniu wschodnim
— Dawid Kantor

Tegoż autora

Nad oceanem drzew unoszę lekko się…
— Beatrycze Nowicka

Wypluwki
— Beatrycze Nowicka

Drewno na papierze
— Beatrycze Nowicka

Tako rzecze Jorg
— Beatrycze Nowicka

Zabili mu psa
— Beatrycze Nowicka

A ono się pali. Tak, to jest coś
— Beatrycze Nowicka

Po pociągach nie zostały już nawet kości
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat dwunastu
— Beatrycze Nowicka

Kopiuj-wklej, nielegalna kaszanka i antypolskie spiski
— Beatrycze Nowicka

Z Milą wiele mil przejedziesz
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.