Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Młot na nieuważnych i łatwowiernych

Esensja.pl
Esensja.pl
„Imago” Wiktora Żwikiewicza to ponad 600 stron czystej literackiej orgii. Stricte masochistycznej.

Wiktor Żwikiewicz
‹Imago›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułImago
Data wydania10 czerwca 2015
Autor
Wydawca Solaris
SeriaArchiwum polskiej fantastyki
Format664s.
Cena35,99
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Powieść Żwikiewicza jest jak szwedzki stół – każdy czytelnik dostanie to, czego pragnie. Jeden z dumą odłowi sens, inny po czubki uszu nasłodzi się barokową polszczyzną, a jeszcze inny – szerze powiedziawszy chyba większość – postawi sobie ją na regale, żeby tkwiła tam przez następne lata jako niemy wyrzut czytelniczej porażki.
A wszystko przez to, że początek fabuły – dość chropawy, choć w sumie klarowny – potrafi zwieść czytelnika i ugruntować go w przekonaniu, że lektura będzie może niezupełnie lekka, ale mimo wszystko owocna. Wskazuje na to zarówno samo zawiązanie fabuły (lot trzech osób na odległą planetę w celu jej przebadania), jak i tok akcji (na planecie, która podczas poprzedniej wizyty ziemskiej rakiety była jałowa, krzewi się teraz bujna roślinność). Ułuda sielanki pryska jednak po góra dwustu stronach, kiedy to okazuje się, że przynajmniej dwie osoby z załogi mają bliżej niesprecyzowane, ale zdecydowanie niebezpieczne zamiary wobec planety, po statku myszkuje jakiś krasnal/hobbit, a dychawiczna akcja ostatecznie zostaje przygnieciona wewnętrznymi monologami bohatera i rozpasanymi, zawiłymi opisami planetarnej gęstwy.
To prawda, autor ma niebagatelną wyobraźnię, połączoną z bardzo obszerną wiedzą biologiczną i fizyczną. Zarazem jest wszechstronnym erudytą i sypie jak z rękawa rozmaitymi cytatami, ze swadą odnosząc się tak do zjawisk kulturowych, jak i historycznych. Ma również świetnie opanowany warsztat literacki, dzięki czemu mnóstwo tutaj barokowo rozbuchanych zdań, wręcz tryskających bogatym, świetnie skomponowanym słownictwem. Wiele z tych zdań to istne perełki, godne oprawiania w ramki i wieszania na ścianach.
Jednak co za dużo, to niezdrowo. Ze względu na tę barokowość książki nie czyta się gładko. Brnie się przez nią jak przez najeżone kolorowym kwieciem mokradła, w których co i rusz noga grzęźnie po pachwinę w barwnym błocie, a krokodyl nieostrożności tylko czeka, by chapnąć dłoń, jeśli nie całe ramię. Chwila nieuwagi, i już ścieżka znika z oczu, a czytelnik z chlupotem pogrąża się w odmętach meandrującej prozy, tonąc w zdaniach, których sens gubi się gdzieś w zakamarkach mózgu, przemieniając się w stada opalizujących, pękających z cichym puknięciem bąbelków. Trzeba się wtedy przecknąć, cofnąć kawałek, zaczepić wzrokiem w wyślizgnięty fragment tekstu i znów go orać, aż uda się zahaczyć sedno autorskiego wywodu.
Ta książka bezlitośnie wykorzystuje u czytelnika każdą najmniejszą chwilę słabości. Tak naprawdę należy ją czytać w małych kawałeczkach, po kilka stron na jedno posiedzenie – i sycić się konstrukcją zdań, zrozumienie zostawiając na później. Na czas, kiedy przebrnie się kolejny naszpikowany słownym żywopłotem rozdział.
Ale to niejedyna pułapka. Narracji – odmalowującej świat rozszalałego biologicznego bogactwa, chwilami posuwającego się w absurd – nie dotrzymuje tempa warstwa psychologiczna. Bohaterowie są ciosani łopatą. Ten główny, notabene dowódca wyprawy – to tępawy cham, gbur i niedojda, zamknięty w sobie i nie przejawiający bodaj jednej przywódczej cechy. Dwaj załoganci – wściekli indywidualiści, mający dziwaczne skoki humoru i przymierzający się do wycięcia planecie jakiegoś świństwa. Wszyscy postępują dziwnie, często nielogicznie, a przede wszystkim skrycie – nie tylko przed kolegami, ale i przed czytelnikiem. I wszyscy gadają rebusami. Suchymi, pozbawionymi znaczenia i sensu równoważnikami zdań, przeplatanymi niekiedy jakąś większą tyradą, która do niczego się nie klei i która zapewne ma przynajmniej szesnaście ukrytych znaczeń. Jakich? Niech czytelnik sam odgadnie. Innymi słowy – bełkotliwe dyskusje wcale nie są wytchnieniem od rozchwaszczonej prozy, a jedynie dokręcają czytelnikowi śrubę w mózgu.
Do czasu starcia z „Imago” uważałem, że obok prozy lekkiej i przyjemnej warto co pewien czas sięgać po rzeczy pisane z misją, z twardym zacięciem, w których akcja, humor i romanse schodzą na plan dalszy, ustępując miejsca rozrywkom intelektualnym i literackim eksperymentom. Niestety, wychodzi na to, że w przypadku niektórych dzieł ambicje mocno wykraczają poza ramy intelektualnych wyzwań, sięgając półki umysłowego sado-maso. Naturalnie „Imago” wciąż nie jest takim na przykład „Kreksem” Krzepkowskiego czy zupełnie nieczytalną „Ataraksją” Kurpisza, ale w porównaniu choćby z „Drugą jesienią” jest tworem uciążliwym w lekturze i zwyczajnie męczącym. Co oczywiście nie znaczy, że należy go natychmiast skreślać z listy czytelniczych wyzwań.
koniec
16 sierpnia 2016
dodajdo

Komentarze

12 IX 2016   08:50:22

Ta książka to wyzwanie. Ale warto do niej podejść. Warto choćby liznąć stylu w jakim jest pisana. Zobaczyć w czasach SMS-ów, różnorakich (IMHO, BTW ...)i emotikonek, zdania zajmujące pół strony i jeszcze mające sens. Nawet jeśli się polegnie w trakcie to i tak warto przekonać się jak się kiedyś pisało.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Morderstwa i medycyna
Joanna Kapica-Curzytek

15 XII 2017

O „Obsesji” można mówić tylko dobrze. Jak na kryminał przystało, książka trzyma w napięciu, jest tu spora dawka humoru, a nawet okruchy medycznej wiedzy.

więcej »

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Marcin Mroziuk

14 XII 2017

W „Winlandii” z prawdziwym zainteresowaniem śledzimy przebieg obfitujących w przygody wypraw głównego bohatera do odległych krain, ale w powieści George’a Mackaya Browna znacznie ważniejsza okaże się podróż zupełnie innego rodzaju.

więcej »

Umowa z wydawcą to umowa
Joanna Kapica-Curzytek

13 XII 2017

„To był człowiek!”, tom zamykający cykl o rodzinie Cliftonów, jest zarazem jego najsłabszą częścią.

więcej »

Polecamy

Inne strony świata

Po trzy:

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Tegoż autora

Wielka stopa i wtopa
— Jarosław Loretz

Wężogator voodoo
— Jarosław Loretz

Doroczna rozrywka w tanim stylu
— Jarosław Loretz

Rezydencjonalna duchota
— Jarosław Loretz

Brzdąkany dramat grozy
— Jarosław Loretz

Planetarny morderca i konkurencja
— Jarosław Loretz

I w szaleństwie jest metoda
— Jarosław Loretz

Mimo wszystko przeżyć
— Jarosław Loretz

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
— Jarosław Loretz

Turbozombie w koreańskim pendolino
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.