Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 marca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Dwa minusy to nie zawsze plus

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie jestem sadystą. Generalnie nie lubię publicznie wypowiadać się na jakikolwiek temat w tonie negatywnym, nie uzurpuję sobie prawa do kajania kogoś czy czegoś, wychodząc z założenia, że należy wszem i wobec mówić przede wszystkim o dobrych rzeczach, dobrych filmach czy książkach, przemilczając najnormalniej w świecie złe pozycje.

Dave Stern
‹Tomb Raider›

EKSTRAKT:10%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTomb Raider
Tytuł oryginalnyTomb Raider
Data wydania2001
Autor
PrzekładWitold Nowakowski
Wydawca Albatros
CyklLara Croft
ISBN83-88087-82-7
Format282s. 125×195mm
Cena24,—
Gatunekprzygodowa
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Wierzę, że przemilczenie czegoś jest wystarczającym upomnieniem, czy po prostu karą. Ale jak już mam się publicznie wypowiedzieć, jak ma to miejsce w tym przypadku na temat fabularyzowanej wersji scenariusza filmu „Tomb Raider”, to zdecydowanie wolałbym rozpocząć i poprzestać w zasadzie na plusach omawianej pozycji, ledwie napomknąwszy o mniejszych i większych minusach. Jakoś nie siedzi we mnie duch sadysty…
Ale cóż poradzić w sytuacji, kiedy jakichkolwiek plusów zasadniczo trudno się doliczyć? A te, które znalazłem, brzmią mało wiarygodnie i wyjątkowe naciąganie? Być może powinienem przekazać tę recenzję do napisania komuś innemu, ale w redakcji Esensji to ja poświęciłem się i postanowiłem przeczytać tę pozycję, licząc jeśli nie na oryginalność i wyjątkowy język, to przynajmniej dobrą zabawę…
Zawiodłem się na całym froncie. Książka Dave’a Sterna powstała na podstawie scenariusza Patricka Masetta, Johna Zinmana i Simona Westa, który z kolei został napisany w oparciu o pomysł Sary B. Cooper, Mike’a Werba i Michaela Colleary’ego. Już sama ta żonglerka nazwiskami wygląda podejrzanie, ale zrzuciłem to na karby historii Lary Croft. Stworzono kilka części gry, komiksy, więc nic dziwnego, że Lara w międzyczasie dorobiła się kilkunastu ojców chrzestnych… Szkoda jednak, że nie stanęli oni na wysokości zadania.
Zacznijmy może od tego, że książki „Lara Croft: Tomb Raider” w żaden sposób nie można nazwać powieścią; fabularyzowany scenariusz to określenie aż nadto. Całość napisano – bo nie wierzę, że tłumacz mógł posunąć się aż do tego stopnia uproszczenia – językiem wypracowania jedenastolatka; sądzę, że popularne romansidła, harlequiny, mogą poszczycić się bogatszym językiem i sztafażem literackim. Wyjątkowo uboga konstrukcja językowa utworu sprawia, że czyta się go zarazem szybko, a przy tym trudno. Literatura, choćby nawet popularna, rządzi się jednak swoimi prawami. Nie chce mi się wierzyć, że autor postąpił w ten sposób biorąc pod uwagę potencjalnych czytelników, wielbicieli komputerowej postaci Lary, zakładając ich skromny zasób słów i zdolność przyswajania skomplikowanych struktur językowych z zachowaniem ich zrozumienia. W książce przeważają proste zdania, dramaturgia sytuacji niebezpiecznych została praktycznie zredukowana do zera, chwile wzruszenia brzmią wyjątkowo infantylnie, dialogi porażają wręcz sztucznością, a żartobliwe i kąśliwe uwagi, jakie Lara rzuca dość często, przyprawiają o mdłości. Środków literackich można tu szukać z przysłowiową świecą.
Nie da się czytać tej książki nie wizualizując sobie bohaterki jako Angeliny Jolie, postaci skądinąd dobranej wprost idealnie do wizerunku wykreowanego w grach i komiksach. Okładka pozycji jest przecież plakatem filmu, toteż tym bardziej boli, że aktorka, która za rolę w „Przerwanej lekcji muzyki” została nominowana do Oscara, może zachowywać się tak idiotycznie i wypowiadać do tego stopnia kretyńskie frazy. Nie oglądałem filmu, aby zachować pełną obiektywność do spłodzenia tej recenzji, ale wyobrażam sobie, że filmowa wersja Lary nie zniesmacza do tego stopnia, co jej wersja książkowa.
Trudno oceniać sam pomysł na powieść, a zasadniczo film, bo przecież książka to tylko gadżet w tym przypadku, ale znowu należałoby powiedzieć parę ostrych słów. Mówiło się przecież o wyjątkowej dbałości w doborze scenariusza, o trudnościach z przeniesieniem cybernetycznej bohaterki na filmowy ekran właśnie ze względu na specyfikę idei oryginalnych gier, a fabularnie książka przypomina jakiś koszmar; niedośniony, naiwny, lepiony z wyschniętej gliny. Usłyszawszy po raz pierwszy o zamiarze sfilmowania przygód lady Croft, nasunęło się mi skojarzenie z serią „Indiania Jones”, awanturnika archeologa, w którego postać doskonale wcielił się Harrison Ford. Lara Croft mogła być jego partnerem w spódnicy (choć to określenie na wyrost, w powieści raz jeden jedyny występuje w sukience), dorównując mu pod każdym względem – i w ten sposób doczekalibyśmy się kobiecej emancypacji w filmie przygodowym. Niestety, postanowiono obarczyć lady Croft rolą ocalenia świata, już na początku trąci żałością (wiadomo, że Angelina Jolie podpisała kontrakt na kontynuacje… czy oznacza to, że w sequelu uratuje Układ Słoneczny, a kolejnej części naszą Galaktykę?). Ale skoro już taki cel wyznaczono pięknej pani archeolog, to czyż nie mogła dokonać tego ze stylem? Styl Indiany Jonesa byłby tu jak najbardziej na swoim miejscu, ale zastąpiono go stylem Lary Croft; stylem, co tu dużo mówić, głupim. Postępowanie bohaterki jest żałośnie przewidywalne, jej sztuczne rozterki, chwile wahania mające zdramatyzować sytuacje i oświecić czytelnika jej błyskotliwym umysłem, proszą się o przemilczenie. Myślę, że Lara najnormalniej w świecie nie dorosła do ratowania świata; czemuż nie wysłano jej do jakiejś dżungli, gdzie w sąsiedztwie śladów starożytnej cywilizacji wydarzyło się coś zagadkowego. To byłoby idealne miejsce, gdzie twórcy filmu mogliby przetestować wiarygodność nowego wcielenia bohaterki komputerowych gier i komiksów. Swoisty chrzest bojowy.
Nie można, niestety, podczas lektury tej pozycji dobrze się bawić, można za to nabawić się niechęci do czytania i myślenia w ogóle. A to właśnie jest najbardziej kuriozalne, bo przecież pierwowzór bohaterki, komputerowa lady Croft służyła rozrywce – i nawet jego komiksowa adaptacja była pod tym względem znośna. Raziła, owszem, amerykańskim stylem komiksu, ale myślę, że wciąż miała swoich fanów. Za to nie wyobrażam sobie, jak można zostać wielbicielem pięknej Lary po zmęczeniu tejże książki. Przeciwnicy zarówno gier komputerowych, jak i komiksów, dostali kolejny dowód na to, że fabularnie nie da się nic ciekawego wycisnąć z płaskich psychologicznie bohaterów wirtualnych przebojów, a ich cyfrowe światy prezentują się znakomicie jedynie na kilkunastocalowym ekranie monitora, natomiast wraz z przeniesieniem na duży ekran, stają się nieznośnie plastikowe i właśnie: cyfrowe. Za grosz wiarygodności. A jeszcze gorzej z próbą nowelizacji takich przypadków. Nie rokują żadnej nadziei. I nie tłumaczy niczego fakt, że taka książka to zasadniczo tylko dodatek do filmu i wywołanej nim fali popularności Lary Croft. Literatura, choćby i popularna, ma swoje prawidła, które każdy autor ją uprawiający znać powinien na wylot i stosować.
Nie można nie wspomnieć o tłumaczeniu, które wydaje się zawierać nieco błędów i językowych potknięć, choć część z nich może być kalką oryginału, którego nie znam. Nie wiem, czemu Lara nosi przytroczone do ud olstra – przecież to nie kobyła; nie wiem też, gdzie jest wspólny mianownik przy wyliczaniu sprzętu stojącego w sterowni Bryce: „laptopy, desktopy, pecety i tak dalej”. Tego rodzaju kwiatków w książce znaleźć można więcej, choć, co ciekawe, nie rażą jakoś specjalnie w konfrontacji z ogólną jakością pozycji.
Zdaje sobie sprawę, że autorzy obecnej mody na Tomb Raidera postanowili zrobić coś, czego w kinie (a i w książce) jeszcze nie było, odciąć się od tradycji filmu przygodowego, jakim jest trylogia Indiana Jones, przedstawić Larę jako niezależną kobietę początku XXI wieku (w końcu takie czasy)… Przesadzili. Bez wątpienia otrzymaliśmy kolejny dowód na to, że bohaterek gier i komiksów nie powinno przenosić się na duży ekran. A na pewno nie powinni robić tego magicy z Hollywood. Z tego się nawet czytadła dobrego nie da napisać.
Choć mógłbym przysiąc, że to się zawsze da zrobić.
PS. 10 procent zawartości ekstraktu za odwagę…
koniec
1 sierpnia 2001
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: W starym domu
Marcin Mroziuk

25 III 2017

„Niedokończony eliksir nieśmiertelności” z pewnością ma szansę podbić serca młodych czytelników, gdyż Katarzyna Majgier stworzyła wciągającą opowieść, w której fantastyka idealnie współgra z poczuciem humoru.

więcej »

Reguły dzielenia
Joanna Kapica-Curzytek

24 III 2017

„Ukryte działania” wypełniają znaczną lukę w wiedzy o historii i realiach Stanów Zjednoczonych XX wieku. USA jawią się nam tutaj jako kraj, dla którego priorytetem jest postęp technologiczny i dominacja w świecie, a jednocześnie jako społeczeństwo – mocno sprzeniewierza się ideałom równości i demokracji.

więcej »

W nieznanym świecie
Katarzyna Piekarz

23 III 2017

Siri Pettersen kolejny raz zabiera nas do świata Ym. Czy „Zgnilizna” utrzymała poziom poprzedniej książki, a może okazała się lepsza? Czas poznać dalsze losy Hirki.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Kilkanaście tysięcy linków...
— Marcin Lorek

Recepta sukcesu
— Bartosz Kotarba

Komputerowy fenomen
— Bartosz Kotarba

Dobre strony filmu
— Artur Długosz

Lara niezdara
— Eryk Remiezowicz

Od zera do bohatera. A właściwie od zera i jedynki.
— Paweł Nurzyński

Okładki serii
— Esensja

Seria komiksowa
— Tomasz Sidorkiewicz

Manifestacje Lary Croft
— Paweł Nurzyński

Tegoż autora

Zasłużyć na pamięć
— Artur Długosz

Tylko we dwoje
— Artur Długosz

Dokąd jedzie ten tramwaj?
— Artur Długosz

Kroki w Nieznane: Mój wehikuł czasu
— Artur Długosz

A na imię ma Josephine
— Artur Długosz

Cicho sza
— Artur Długosz

Komiksy z przemytu: Niepozornie prosta historia
— Artur Długosz

Jubileusz: „Fraletz” vs. „Valzeta”
— Artur Długosz, Konrad Wągrowski

Dekoltem i szpadą
— Artur Długosz

Co łączy entropię i plamkę ślepą
— Artur Długosz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.