Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki

Esensja.pl
Esensja.pl
„Wbrew wskazówkom zegara” Philipa K. Dicka to klasyczna powieść science fiction oparta na koncepcie: tu brawurowo rozegranej, niepokojącej idei zjawiska fizycznego powodującego odwrócenie biegu czasu, przez co zmarli wstają z grobów, by młodnieć, ukryć się w bezpiecznej macicy i – zniknąć.

Philip K. Dick
‹Wbrew wskazówkom zegara›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWbrew wskazówkom zegara
Tytuł oryginalnyCounter-Clock World
Data wydania23 października 2013
Autor
PrzekładMaciej Szymański
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7818-476-8
Format312s. 150×225mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 39,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 37,43 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Książka w całości zbudowana jest na tym jednym, wizjonerskim pomyśle i opisuje – nieco wybiórczo – jego konsekwencje. Aby fabuła mogła toczyć się sprawnie, działanie tzw. fazy Hobarta ogranicza się do tylko niektórych sfer życia: dla malowniczości narracji mamy powitania w formie pożegnań, a dla wstrząśnięcia naszych ukołysanych myślową rutyną mózgów – trawienie polegające na publicznym wchłanianiu pewnej substancji (przez rurkę) i następnie wydalaniu w intymności ustami gotowych pokarmów oraz – co już mniej groteskowe, a bardziej niepokojące – staronarodzonych, którzy powoli, cząstka po cząstce, formują się w grobach, by zmartwychwstać i potem żyć aż do chwili, gdy jakaś sentymentalna kobieta przyjmie niemowlę wprost z inkubatora do swej macicy, gdzie powoli będzie dane mu zaniknąć.
I ten główny pomysł, z pozoru wydający się w równym stopniu pustym popisem sztukmistrzowskiej wyobraźni jak reszta odwróconych w czasie wydarzeń, może jednak poruszyć w czytelniku ukrytą strunę.
U racjonalistycznych materialistów – opisując zjawisko postawania i zaniku życia w sposób odwrotny, a więc przykuwający uwagę. Bo tak po prawdzie, taka głęboko osobista refleksja może człowiekiem wręcz wstrząsnąć, prowadzi myśli w niespokojne rejony, w które autor – z tego, co wiadomo o jego życiu – sam udawał się aż nazbyt często.
Z kolei dla osoby wierzącej, w dowolny sposób religijnej, pomysł powrotu staronarodzonych narzuca oczywistą myśl, że… nie będzie już wiary. Będzie wiedza. Tak też dzieje się w powieści, gdzie właśnie odrodził się twórca religii czarnoskórych Amerykanów (miejmy na uwadze: dla autora nadal są lata 60.), Anarcha Peak. Tak silny duchowo umysł powinien pamiętać więcej, da świadectwo – to jest zawiązkiem intrygi sensacyjno-politycznej, bo jak wiadomo z zupełnie niealternatywnej historii, nagły wybuch wielkich idei religijnych może naruszyć posady świeckiego świata.
Ta część książki prowokuje do spojrzenia na fundamentalne ludzkie kwestie pod nietypowym kątem, a to jest przecież rola naprawdę wartościowej literatury.
Natomiast mam problem z pozostałymi elementami i nie wiem, czy to efekt konwencji, moich upodobań literackich, czy po prostu półwiecza rozwoju literatury science fiction, które dzieli „Wbrew wskazówkom zegara” i współczesnego czytelnika. Łatwo bowiem zapomnieć, że za rok autor obchodziłby 90. urodziny.
Tekst oparty na koncepcie nie zakłada pogłębienia psychologii bohaterów, niejako z definicji. Tutaj mamy motywacje postaci podane przez narratora – i akcja toczy się swoim torem, nie wiem, na ile w ogóle można podnosić to jako zarzut w odniesieniu do fantastyki z lat 60. Przy tym jedno spostrzeżenie bardzo mi się spodobało: bohaterowi młodnieje żona. On też młodnieje, ale startował z wyższego wieku (i sam był staronarodzony, ma za sobą doświadczenie śmierci) – i teraz jest z związku z kobietą młodszą, bardziej zależną i niepewną, niż kiedy się pobierali. Więcej: ona ma tego świadomość i próbuje przeciwstawiać się „naturalnemu” tokowi rzeczy, ale jej to nie wychodzi. Tak przedstawiona „słodka naiwna bohaterka klasycznej SF” to jednak pomysł ciekawy!
Wątki polityczno-sensacyjne: pielgrzymka religijnego przywódcy, niepokoje społeczne, agenci, gonitwy, strzelaniny, najpierw wprowadzają ciekawy nastrój, pokazując stawkę, o którą toczy się gra: wpływ powrotu Anarchy Peaka na życie społeczeństwa, ale potem przeradzają się we własną karykaturę, tonąc w groteskowej przesadzie i umowności. I znów nie jestem pewna, na ile w ogóle powinnam przykładać konwencje współczesne do tekstu historycznego (!).
Niemoc decyzyjna głównego bohatera, jego kolejne złe wybory wynikające z serii zaniechań lub tego, iż pozwalał sobą powodować raz jednej, a raz innym stronom konfliktu, mogłaby irytować, gdyby chodziło o prozę bardziej „realistyczną”, mimo że opartą na fantastycznym pomyśle. Tutaj odbierałam to jako ogólny, filozoficzny wręcz, pesymizm i poczucie metafizycznego bezsensu.
Lekki uśmiech czytelnika może wywołać obsadzenie w roli głównych „złych” agentów… Biblioteki Miejskiej, co daje też okazję do środowiskowego żarciku w postaci podszywania się pod autora, który chce oddać swoją książkę do zniszczenia koniecznie właśnie oficjalnego w Bibliotece, bo zniszczenie jej na własny koszt byłoby zbyt mało prestiżowe. Jednak po namyśle złowrogość akurat tej organizacji ma – oprócz ogólnie niezbyt zdrowej wyobraźni autora – pewien sens, zważywszy, że czymże jest instytucja, której główna rola polega na wymazywaniu kolejnych osiągnięć kultury (cofamy czas!), jak nie właśnie największym wrogiem: bohaterów, cywilizacji, ludzkości.
„Wbrew wskazówkom zegara” to powieść krótka, skondensowana (poza pewnymi może zbyt rozwiniętymi partiami), którą można przeczytać w całości na tyle szybko, że pozostanie się pod wrażeniem pomysłu, a nie zdąży znudzić anachroniczność konwencji. Jest w niej przy tym coś hipnotyzującego, wywołuje to uczucie, które sprawia, że z fascynacją możemy patrzeć na coś, co nas brzydzi lub przeraża – i nie umiemy oderwać wzroku. Mimo że nie należy do najbardziej znanych publikacji autora, wydaje się dobrze sprawdzać również jako wstęp do poznania jego twórczości.
Wydanie Rebisu z 2013 r., w twardej oprawie, z obwolutą i obłędnymi ilustracjami Siudmaka – na okładce i wewnątrz tomu – samo w sobie jest przedmiotem sztuki.
koniec
11 stycznia 2017
dodajdo

Komentarze

13 I 2017   20:23:22

O,ciekawe! To chyba mniej znana pozycja.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: Czasem trudno dojść do słowa
Marcin Mroziuk

24 IV 2017

Maja Hjertzell nie przedstawia w swej książce dzieciństwa jako okresu beztroskiego szczęścia, lecz z powagą podchodzi do problemów młodych bohaterów. Mimo to „Wiktorio, I love you” nie jest nawet w najmniejszym stopniu przygnębiającą lekturą, oferuje nam wciągającą i utrzymaną w pogodnym klimacie historię połączoną z mądrym przesłaniem.

więcej »

Fantastyka pod piracką banderą
Marcin Mroziuk

23 IV 2017

Przedstawione w „Zatopić »Niezatapialną«” perypetie pięknej piratki z pewnością powinny zainteresować czytelników lubiących przygodowy steampunk. Nie da się jednak ukryć, że Anna Hrycyszyn nie potrafiła w pełni wykorzystać potencjału tkwiącego w tej historii.

więcej »

Dozwolone do lat dwunastu
Beatrycze Nowicka

22 IV 2017

Osoby, którym „Zmierzch” wydawał się szczytem literackiej szmiry, powinny sięgnąć po „Zakazane życzenie” Jessiki Khoury, żeby się przekonać, że Stephenie Meyer wcale nie pisała tak źle.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Od śmierci aż do narodzin
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

Władza i paranoja
— Daniel Markiewicz

Książka z wysokiej półki
— Daniel Markiewicz

…chyba chodzi o to, że świat schodzi na psy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Rzeczowo o muzyce rozpaczy
— Anna Nieznaj

Nie igraj z ogniem
— Anna Nieznaj

Blondynka i komercyjne rozczarowanie
— Anna Nieznaj

Z koparką na kosmiczne imperium
— Anna Nieznaj

Pokorny szpieg w klasycznym kryminale
— Anna Nieznaj

Ikona Lilith z malwą na piersi
— Anna Nieznaj

Raz, dwa, Edward już cię ma! – redaktorki Esensji omawiają „Zmierzch”
— Agnieszka Hałas, Anna Kańtoch, Magdalena Kubasiewicz, Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.