Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Nie chcielibyście takiego życia

Esensja.pl
Esensja.pl
Powieść „Małe życie” napisana przez Hanyę Yanagiharę zapewniła autorce spory rozgłos – książka ma status znaczącej. Pytanie brzmi: czy jest to pozycja trwała. Lektura tej potężnej księgi nie dała mi jasnej odpowiedzi na to pytanie. „Małe życie” wymyka się moim zdaniem jednoznacznej ocenie, jednak nie wynika to z odkrywczości czy literackiej innowacyjności.

Hanya Yanagihara
‹Małe życie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMałe życie
Tytuł oryginalnyA Little Life
Data wydania18 maja 2016
Autor
PrzekładJolanta Kozak
Wydawca W.A.B.
ISBN978-83-280-2648-3
Format800s. 150×225mm; oprawa tarda
Cena59,99
Gatunekobyczajowa
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 47,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
„Małe życie” kilkukrotnie zaskoczy czytelnika. Wymaga cierpliwości. Nie tylko dlatego, że liczy ponad osiemset stron. Także dlatego, że przez pierwsze sto stron nie wiadomo, po co powstała i co jest jej przewodnim motywem. Kolejne kilkadziesiąt jest niezbędne, aby zidentyfikować głównego bohatera – nie należy zbytnio przywiązywać się do zapowiedzi wydawcy, że powieść opisuje życie czworga przyjaciół. Wreszcie nagle fabuła dość gwałtownie przyspiesza, aby dojść do punktu kulminacyjnego. „Małe życie” to po prostu życie, opowieść osnuta wokół losów przypadkowo wybranej postaci. Rzecz dzieje się w Nowym Jorku, ale to również miejsce przypadkowe.
Cierpienie jako efekt cierpienia, a skąd sukcesy?
Powieść podzielona jest na wyraźnie oddzielone etapy. Po niespiesznym zawiązaniu akcji, kiedy przyzwyczajamy się z grubsza do tego, kto jest kim i jak się nazywa, całość wydarzeń koncentruje się wokół Jude’a. Ten młody na początku, a potem stopniowo starzejący się prawnik przejdzie zapewne do historii literatury (oczywiście pod warunkiem, że na jej karty trafi samo „Małe życie”) jako najbardziej skatowany bohater literacki. Trzeba stwierdzić, że autorka nie oszczędziła Jude’owi chyba niczego. Powiedzenie o nim, że jest dotknięty cierpieniem, jest grubym niedoszacowaniem. Jude jest przez życie pobity, wręcz zmasakrowany. Mamy tu oprawców znęcających się nad małym chłopcem, wszelkie możliwe formy pedofilii, wreszcie trwałe okaleczenie nastolatka, po czym następują cierpienia życia dorosłego – w tym choroby i dalsza przemoc.
Czy jest więc „Małe życie” powieścią o podłości ludzi i życia? Nie do końca. Przede wszystkim cierpienie Jude’a jest pozbawione przyczyn (są wyłącznie traumatyczne skutki), a dosadne opisy męki nie zostały niestety przez Yanagiharę wzbogacone o jakąkolwiek – nazwijmy to – psychologię literacką. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, dlaczego Jude’owi przydarzyły się te wszystkie okropieństwa. Niestety, w analizie ich skutków też wyczuwałem pewną płytkość: otóż w efekcie cierpienia Jude doznał trwałego i patologicznego naruszenia poczucia własnej wartości. Trochę mało.
Po wtóre – podobnie jak życie nie szczędzi Jude’owi okrucieństw i upokorzeń, tak samo nagradza go bonusami, które mogą się wydawać niezrozumiałe. Przede wszystkim jest to przyjaźń jego trojga towarzyszy, przyjaźń nazywana tu miłością. Jej źródła pozostają zagadkowe, choć wiele razy jesteśmy uprzedzani, że nie chodzi o litość. Osobowość Jude’a w każdym razie w żaden sposób nie uzasadnia admiracji, jaką się cieszy. Poznajemy go jako niewyróżniającego się niczym specjalnym człowieka i jako takiego też go w końcu żegnamy. Jude zazna również miłości nowych przybranych rodziców, a także zrobi błyskotliwą karierę prawniczą, która pozwoli mu żyć na naprawdę wysokiej stopie. Znowu – nie wiadomo, dlaczego.
Percepcja książki – poczuj się jak cyklofrenik
Z moich powyższych słów mogłoby wynikać, że „Małe życie” to powieść nieudana i niedopracowana. Tak jednak nie jest. Jak wspomniałem, historia na początku snuje się leniwie, jednak gdzieś w ¼ objętości nabiera literackich kolorków, kojarzących mi się miło z Johnem Irvingiem i jego „Światem według Garpa”. Co prawda opisy emocji i przeżyć są nieco wybrakowane, ale udało się osiągnąć wrażenie, że autorce o coś chodziło. Być może o pokazanie, że zło bywa ślepe i losowe. Być może o pocieszenie, że bywa rekompensowane. A może Jude jest takim Chrystusem naszej ponowoczesnej ery?
W środkowej części powieści zapewne u wielu czytelników pojawi się pytanie: czy rozmiar książki jest uzasadniony. Ja również się nad tym zastanawiałem i w tamtym momencie z pełnym przekonaniem odpowiadałem sam sobie: tak. Każde słowo wydawało mi się konieczne, a pisarstwo Yanagihary uznałem za troskliwe, staranne i drobiazgowe w stopniu idealnie odpowiadającym randze wydarzeń.
I nagle, w okolicach 500-600-ej strony, zacząłem odczuwać niepokój i konfuzję, czy ta powieść to jednak nie nieporozumienie. Pierwsze podejrzenia wzbudziła – od pewnego momentu silnie eksponowana – cecha bohaterów, na którą jestem wyjątkowo uczulony: otóż wszyscy oni są wybitni. Wybitny prawnik, wybitny aktor, wybitny malarz i wybitny architekt. Pomijając już mocno wątpliwy charakter ich osiągnięć – jako przykład podam, że wybitny malarz całe życie maluje swoich przyjaciół, najczęściej inspirując się ich zdjęciami – uważam, że takie stężenie wybitności jest po prostu tanim trickiem literackim.
Innym powodem mojego krytycyzmu jest bezradne nadużywanie przez pisarkę trzech słów, mianowicie: „miłość”, „przepraszam” i „rozpłakał się”. A że jest to szczególnie rażące w ostatniej części powieści, przyjmuję następującą wykładnię: owa część autorce po prostu nie wyszła. Znajduje to potwierdzenie w końcowym rozdziale, który opisuje, co się wydarzyło po kulminacji. I jedyne, co mogę stwierdzić, to: ten rozdział jest za długi i niemal w całości zbędny.
Edukacja literacka XXI wieku
Pochodzę z pokolenia, które w liceum wychowało się na powieściach Williama Whartona, aby po maturze z nich „wyrosnąć”. Jako student obserwowałem karierę, jaką wśród myślących nastolatków robił Paulo Coelho – też niezbyt szanowany przez bardziej doświadczonych czytelników. Minęło jeszcze kilka lat – w międzyczasie zacząłem pracować z młodzieżą – i pojawiły się powieści Zafona.
Co łączy powyższych autorów? Ano piszą zręcznie, mają ambicje, ale realizują je w sposób, który powoduje w pewnym momencie poczucie niedosytu. Uczą rozumieć literaturę i często motywują do sięgnięcia po coś bardziej wyrafinowanego.
Niech państwo zgadną… Tak! „Małe życie” jest modne wśród aspirujących licealistów. To dobrze i źle zarazem. Hanya Yanagihara z pewnością jest w stanie nieźle pokazać bohaterów i ich losy, ale brak jej chyba dystansu do nich, obawiam się, że pisząc mogła zapomnieć kilka razy o tym, żeby spojrzeć krytycznie na swoją pracę. Na plus autorce trzeba policzyć odwagę obyczajową i duże wyczucie – z taktem i zrozumieniem pisze bowiem o związkach łączących mężczyzn, także związkach erotycznych. Nie mam więc po lekturze poczucia zmarnowanego czasu, ale – jeśli Yanagihara napisze kolejną książkę, raczej się powstrzymam przed jej przeczytaniem.
koniec
13 marca 2017
dodajdo

Komentarze

14 III 2017   08:19:29

Fajna recenzja. Dobrze, że znowu coś napisałeś, bo chyba zaliczyłeś dłuższy urlop recenzencki.

"Co łączy powyższych autorów? Ano piszą zręcznie, mają ambicje, ale realizują je w sposób, który powoduje w pewnym momencie poczucie niedosytu."

A nie przypadkiem przesytu? W tym sensie, że sypią za dużo literackiej przyprawy (życiowe przemyślenia u Whartona, próby aforystyczne u Coelho, najwyraźniej cierpienie u Yanagihari)?

15 III 2017   06:28:16

Dziękuję za dobre słowo.
Przesyt, niedosyt - faktycznie, to paradoks współwystępowania tych emocji przy niektórych książkach

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

O prawdzie nieskażonej ludzkimi wątpliwościami
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2017

Pełna harmonii i elegancji „Agonia dźwięków” niesie ze sobą piękne, humanistyczne przesłanie.

więcej »

Mała Esensja: Łamigłówki i sekrety
Marcin Mroziuk

15 IX 2017

Dla młodych czytelników, którzy gustują w sensacyjnych historiach, „William Wenton. Instytut szyfrów” jest z pewnością pozycją godną uwagi. W pierwszym tomie cyklu autorstwa Bobbiego Peersa znajdą oni bowiem trzymającą w napięciu, pełną niezwykłych wydarzeń opowieść, w której główna rola przypadła ich rówieśnikowi, a akcja toczy się naprawdę wartko.

więcej »

Karuzela
Joanna Kapica-Curzytek

14 IX 2017

W „O matko!” znajdziemy podszyty groteską portret niełatwych rodzinnych relacji połączony z głęboką psychologiczną wiwisekcją. Efekt jest znakomity: proza Palomasa jest wyrazista i niesztampowa.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.