Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Esensja czyta: Kwiecień 2017

Esensja.pl
Esensja.pl
Kwiecień zamykamy krótkimi recenzjami książkowymi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Dominika Cirocka [70%]
„Kot Bob i ja”, to jedna z tych opartych na faktach książek, w których bardzo trudne doświadczenia przedstawione zostały w sposób naprawdę ciepły i bezpośredni. James Bowen – grajek uliczny i narkoman na odwyku – nigdy nie miał bowiem łatwego życia. Już jako dziecko nie dostał szansy, aby odnaleźć swoje miejsce na ziemi i nie dostrzegł oparcia w zajętych swoimi sprawami dorosłych. Później było już tylko gorzej, zbuntowany i nieszczęśliwy, mimo starań matki, wpadł w szpony nałogu. Doświadczył bezdomności i wiedziony narkotykowym głodem popełnił wiele błędów. Jednak nawet, gdy przyszedł moment, w którym postanowił odbić się od dna, pójść na terapię i zacząć uczciwie zarabiać, spotkał się głównie z ludzką niechęcią. Jego los odmienił się dopiero, gdy na klatce schodowej odnalazł zaniedbanego, rudego kota. Nowy czworonożny przyjaciel nie tylko zmusił Jamesa do podjęcia odpowiedzialności za żywą istotę i stał się towarzyszem w niedoli, ale przede wszystkim zjednał sobie sympatię mieszkańców Londynu, sprawiając, że biedny uliczny grajek przestał być dla nich niemal niewidzialnym wyrzutkiem.
Nadzwyczaj inteligentny, rudy kocur podbił nie tylko serca przechodniów czy internautów, ale i czytelników. Nic w tym zresztą dziwnego. Historia nietuzinkowych kumpli opowiedziana została z chwytającą za serce szczerością, ale i dystansem. Nadała imię, tym, którzy zwykle pozostają bezimienni, zepchnięci na margines społeczny. Pozwoliła poczuć sympatię do bohatera, choć zwykle osoby jemu podobne wywołują raczej – przynajmniej na pierwszy rzut oka – tylko niechęć. Z tego względu, mogę z czystym sumieniem polecić „Kota Boba” nie tylko miłośnikom mruczków, ale także wszystkim, którzy chcą zobaczyć otaczającą rzeczywistość z nieco innej perspektywy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Jarosław Loretz [70%]
566 stron domniemanego thrillera w rzeczywistości okazało się gęstą psychologicznie powieścią obyczajową z szeregiem wątków kryminalnych w tle. Wątków, które wcale nie są najistotniejsze w tym wszystkim, a stanowią jedynie coś w rodzaju wiązki fabularnych strun, utrzymujących rozpełzającą się na wszystkie strony opowieść w jako takim gorsecie.
To prawda, zaczynem całej historii jest dokonany w położonej na uboczu miejscowości masowy mord na nielegalnie sprowadzonych z Tajlandii prostytutkach, dodatkowo szmuglujących w żołądkach narkotyki. Jednak zbrodnia – pobieżnie zresztą opisana – bardzo szybko schodzi na plan dalszy, ustępując miejsca problemom byłego marines (gryzie się pośrednim udziałem w zbrodni), jego dziewczyny (śpiewa w spelunach religijne country), szeryfa (dręczą go wspomnienia z wojny koreańskiej, a dobija ból korzonków), jego sporo młodszej podwładnej (wpatrzona w szefa jak w obrazek wciąż próbuje wciągnąć go w romans), właściciela knajpy ze striptizem (pochodzący z Polski Żyd z kompleksami, wmanewrowany w ciemne interesy), jego żony (niełatwa do zastraszenia Żydówka z Syberii), a także płatnego zabójcy (z szemranymi zasadami moralnymi i słabością do Biblii) oraz garści mniej istotnych postaci pobocznych, najczęściej negatywnych.
W efekcie wyszła powieść bogata w detale, zgrabnie i nad wyraz łatwo odmalowująca codzienną rzeczywistość amerykańskiej prowincji, interesująco też oddająca mentalność tamtejszych mieszkańców, aczkolwiek mimo wszystko przytłaczająca swoją objętością oraz irytująca uciekaniem autora w mało istotne dla intrygi dyskusje i zdarzenia, przez co clou sprawy – los Tajek – ulatuje gdzieś w międzyczasie i finalnie tyle obchodzi czytelnika, co zeszłoroczny liść. Dodatkowym minusem jest nie dość staranne tłumaczenie, w którym notorycznie pojawia się „dlaczego?” zamiast „a co?”, a walory niezamierzenie rozrywkowe zapewnia zdanie „Plac sądowy był otoczony chodnikiem z wmurowanymi żelaznymi kółkami do przywiązywania koni, z których sączyła się rdza niczym z kluz na statku” (jak rozumiem konie, z których nie sączyła się rdza, przywiązywano gdzie indziej).
Mimo to polecam „Bogów deszczu”, bo to kawał solidnej literatury, zostawiającej daleko w tyle wątpliwej jakości płody setek tak zagranicznych, jak i rodzimych chałturników od sensacji i kryminału.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Beatrycze Nowicka [50%]
„Idź i czekaj mrozów” jest pierwszą powieścią Marty Krajewskiej i podziela wady wielu innych debiutów. Przede wszystkim jest to książka nierówna – zarówno pod względem formy, jak i treści. Styl miejscami jest całkiem przyjemny, nie pozbawiony humoru, z lekką swadą, przywodzącą na myśl utwory pisarek zza naszej wschodniej granicy. Niestety, są też miejsca gdzie dość boleśnie kuleje. Pomysł, by miejscem akcji uczynić małą, zagubioną wśród lasów wioskę, gdzie to, co ludzkie spotyka się z tym, co nadprzyrodzone wydaje się mniej zużyty – zamiast śledzić losy bohaterów wyruszających gdzieś na wyprawę, czytelnik poznaje codzienne życie mieszkańców, ich zwyczaje, wierzenia, problemy rodzinne i konflikty, zamiast skali świata, mamy tutaj losy lokalnej społeczności. I znów – różnie wyszło autorce prowadzenie wątków poszczególnych postaci. Typowy paranormal-romansowy wątek głównej bohaterki oraz wilkołaka (typ wielki brutal, który dla ukochanej przedzierzga się w opiekuńczego misia) został poprowadzony całkiem przyzwoicie, gdy porównać z innymi tego typu utworami. Można spodziewać się podstawowych elementów – wzajemna fascynacja, początkowe obawy i niechęć, mroczna przepowiednia, która ma trzymać przyszłych kochanków z dala od siebie, upojny seks w noc Kupały… Na szczęście wilkołak Krajewskiej swoim złośliwym poczuciem humoru bardziej przypomina bohaterów powieści Gromyko, niż autorek anglosaskich. Nieźle wypada też wątek przyjaciółki głównej bohaterki, co to modliła się u kapliczki starych bogów, by jej zesłali chłopa oraz historia wiły. Słabe wykonanie zaprzepaściło niestety potencjał, jaki tkwił w losach minstrelki i jej rodziny – miało być dramatycznie, a wyszło niestety kiczowato. Za kompletnie chybiony uważam natomiast pomysł na to, by ulubioną rozrywką wioskowej piękności było chadzanie na owiany złą sławą cmentarzyk, w celu uprawiania grupowego seksu z… upiorami. Toż to jest śmieszno-żałosne zamiast ciekawe i ciągnie całość w dół. Tym niemniej, „Idź i czekaj mrozów” czyta się lekko, szybko i zazwyczaj przyjemnie, a zakończenie pozostawia czytelnika (choć może raczej należałoby tu napisać „czytelniczkę”, bo jednak powieść stwarza wrażenie pisanej bardziej pod gusta kobiet) z pewnym zainteresowaniem, jak dalej potoczą się losy bohaterów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Miłosz Cybowski [60%]
Jest to jeden z tych reportaży, który traktuje o stosunkowo ciekawym temacie, ale napisany został w sposób pozostawiający sporo do życzenia. Nie zrozumcie mnie źle – książkę Sturisa czyta się szybko i z zainteresowaniem. Wydaje się jednak, że zdecydowanie zbyt wiele w niej samego autora, a zbyt mało – innych bohaterów, których losy mogłyby rzucić więcej światła na związki między mało znanym krańcem Wysp Brytyjskich a Polakami. Forma, na którą zdecydował się Sturis na samym początku, wydaje się wyczerpywać już w połowie książki (widać to chociażby po nagłym braku lokalnych mitów i podań rozpoczynających wiele z początkowych rozdziałów). Widać po powtarzających się sytuacjach, w których głównym bohaterem jest sam autor. Widać wreszcie po mało wyrazistych rozmówcach, którzy są, ale jak gdyby ich nie było. W efekcie o wiele bardziej niż o Wyspie Man i Polakach stanowi „Gdziekolwiek mnie rzucisz” opowieść o samym autorze i jego przygodach z tym miejscem ujętych w luźne ramy reportażu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Mroziuk [90%]
Trzeba przyznać, że pozycja ta może być wielkim zaskoczeniem dla fanów twórczości Martina Widmarka. Okazuje się, że jest on twórcą znacznie bardziej wszechstronnym niż można by sądzić po lekturze jego książek z cyklu „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” albo z serii o Nelly Rapp. W „Tyczce w Krainie Szczęścia” znajdziemy bowiem zachwycającą baśniową opowieść, która wprawdzie przeznaczona jest dla młodszych dzieci, ale może oczarować nawet dorosłych czytelników. Z wypiekami na twarzy obserwujemy tutaj perypetie pewnej dziewczynki w tytułowej Krainie Szczęścia. Główna bohatera jest tam nie większa od owadów, które w dodatku potrafią mówić (i to właśnie one nazwały Julię Tyczką). W tej krainie nie wszyscy jednak są szczęśliwi, a dotyczy to w szczególności dzieci, które trafiły tam przed Julią. Muszą one bowiem zbierać perły dla groźnego Kraba. Na szczęście dobry plan wymyślony przez Tyczkę i zgodne współdziałanie pozwolą odmienić ich smutny los – co z pewnością ucieszy wszystkich małych czytelników. Oczywiście książka Martina Widmarka może budzić pewne skojarzenia z „Alicją w Krainie Czarów”, ale w niczym nie zmniejsza to jej uroku. Wielka siła oddziaływania tej historii wynika zaś w dużej mierze również z wprost emanujących baśniowością przepięknych ilustracji Emilii Dziubak. Naprawdę cudowna lektura nie tylko dla maluchów!
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Osuch [60%]
Jakoś ostatnio tak wyszło, że czytam dużo biografii. Był oczywiście Jobs, później Spielberg, Henson, teraz Musk i Urbanowicz. Natomiast w życiorysach piłkarzy, zwłaszcza współczesnych nie widziałem nic interesującego. Ot, inna kategoria celebrytów, którzy nie wiedzą co zrobić z nieprzyzwoitą masą pieniędzy. Ale syn dostał w prezencie biografię Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro i chcąc nie chcąc musiałem się z nią zapoznać. Jest to oczywiście książka napisana specjalnie dla dzieci, o czym za chwilę. Pobieżny rzut oka na formę także niezbyt zachęcał. Trochę tekstu, masa bezładnie wrzuconych zdjęć, które nie wiadomo z czym powiązać. Podejście zmieniłem, gdy rozpoczęliśmy wspólną lekturę. Krótkie, dwu- trzystronicowe rozdziały, obejmując jeden zamknięty wątek, nie pozwalają dziecku zniechęcić się do czytania. Wspomniana duża liczba zdjęć pozwala dużo lepiej poznać kontekst danego rozdziału. Jeśli mowa jest o pierwszych piłkarskich krokach CR7, to dostajemy całkiem pokaźną dawkę wiedzy o jego rodzinnej Maderze. O klimacie, geografii, historii. A sam Ronaldo? Można go lubić lub nie, ale nie można zaprzeczyć, że jest wybitnym piłkarzem. Książka Yvette Żółtowskiej-Darskiej nie przedstawia go tylko w kolorowych barwach. Miał on swoje gorsze momenty zarówno jako dziecko, jak i już dorosły sportowiec i biografia tego nie pomija.
koniec
30 kwietnia 2017

Kup książkę w MadBooks.pl:

‹Idź i czekaj mrozów› Marta Krajewska - cena 17,99 zł

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Alternatywy 1920
Miłosz Cybowski

23 XI 2017

„Pakt Piłsudski-Lenin” Piotra Zychowicza to książka dziwna. Autor nie tylko z uporem stara się dowieść nam postawioną w tytule tezę (co jeszcze można zaakceptować). Stara się on również udowodnić, że gdyby tylko Polacy okazali mniej litości Bolszewikom, nie tylko zdobyliby Moskwę, ale też odbudowaliby imperium od morza do morza.

więcej »

Niestraszna naukowość
Miłosz Cybowski

21 XI 2017

„Z »getta« do mainstreamu. Polskie pole literackie fantasy (1982-2012)” Katarzyny Kaczor jest książką naukową. To po pierwsze. W swojej analizie tytułowego pola literackiego autorka posługuje się bardzo konkretną metodologią. To po drugie. Ale cała naukowość tego opracowania nie zmienia faktu, że dla przeciętnego czytelnika pragnącego dowiedzieć się czegoś nowego na temat historii polskiego fantasy jest to książka jak najbardziej przystępna. To po trzecie.

więcej »

Kij w mrowisko
Joanna Kapica-Curzytek

19 XI 2017

Dla nie-ekspertów lektura „Mody, wiary i fantazji” będzie sporym wyzwaniem, natomiast czytelnicy zorientowani w poruszanej tu problematyce dostaną szeroki zarys najważniejszych osiągnięć współczesnej fizyki, przedstawiony z dużą dozą krytycyzmu.

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Święć się, kupalnocko!
— Anna Nieznaj

Wyspa jedyna w swoim rodzaju
— Joanna Kapica-Curzytek

Jeśli mamy dla kogo żyć, sprostamy wszystkiemu
— Joanna Kapica-Curzytek

Z tego cyklu

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Marzec 2017
— Dawid Kantor, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Luty 2017
— Przemysław Ciura, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Grudzień 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Mała Esensja: Nie tylko haute couture
— Marcin Mroziuk

W zgodzie z naturą
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Skok na bank
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Nieudany występ mistrza
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Z miłości do książek?
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Wieczór pełen niespodzianek
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Nadzwyczaj kosztowne leczenie
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Starzy znajomi
— Marcin Mroziuk

Mała Esensja: Pokusa nie do odparcia
— Marcin Mroziuk

Czy cel uświęca środki?
— Marcin Mroziuk

Tegoż autora

Doroczna rozrywka w tanim stylu
— Jarosław Loretz

Alternatywy 1920
— Miłosz Cybowski

Słuchaj i patrz: Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Niestraszna naukowość
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (3)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Z filmu wyjęte: Mózgi, świeże mózgi
— Jarosław Loretz

Po trzy: Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Mała Esensja: Więcej czarów
— Marcin Mroziuk

Ciemni coś ci jaśni
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta dymki: Listopad 2017 (2)
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.