Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Drewno na papierze

Esensja.pl
Esensja.pl
Sądząc z innych recenzji są osoby, którym „Cesarz ośmiu wysp” Lian Hearn przypadł do gustu. Mnie jednak od cyklu, który rozpoczyna, odstręczył styl.

Lian Hearn
‹Cesarz ośmiu wysp›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCesarz ośmiu wysp
Tytuł oryginalnyEmperor of the Eight Islands
Data wydania29 marca 2017
Autor
PrzekładAnna Reszka
Wydawca MAG
CyklOpowieść o Shikanoko
ISBN978-83-7480-734-0
Format400s. oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 27,30 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Zaczynam się pomału utwierdzać w przekonaniu, że amerykańska fantasy, nazwijmy to „głównonurtowa” ostatnimi czasy nie ma czytelnikowi wiele ciekawego do zaoferowania. Anglicy próbują tchnąć nieco świeżości i różnorodności w tę konwencję, podczas gdy za oceanem – a przynajmniej, jeśli wziąć pod uwagę to, co jest tłumaczone na polski – dominują epigoni Brandona Sandersona i Scotta Lyncha oraz młodzieżówki. Akurat cyklu Lian Hearn o Shikanoko nie można podciągnąć pod powyższe kategorie, co niestety nie oznacza, że wprowadza on nową jakość.
Spotkałam się ze stwierdzeniem, że styl autorki jest inspirowany japońską literaturą. Niewykluczone, jednak nie zmienia to faktu, że wypada on nadzwyczaj drętwo i pozbawia powieść emocjonalnego oddziaływania. Uważam, że istnieje coś takiego, jak szlachetna prostota, że niekoniecznie trzeba układać kwieciste i wielokrotnie złożone zdania, żeby tworzyć wartościową literaturę. Niemniej, pisać w ten sposób wcale nie jest łatwo.
Hearn się ta sztuka nie udała. A pomysł, by w takim stylu serwować kolejną opowieść o sierocie z prowincji, która zyskuje magiczne moce i potężny artefakt oraz o prawowitym następcy tronu pozbawionym swojego dziedzictwa przez złego krewniaka uważam za chybiony. Jedynym atutem „Cesarza…” są quasi-japońskie realia – przynajmniej od czasu do czasu ubarwiają one lekturę, choć z drugiej strony w tekście pojawia się też mnóstwo długich imion, co przy braku opisów noszących je postaci i podania jakichś cech charakterystycznych sprawia, że szybko zaczynają się mylić. Niektóre rozwiązania fabularne także uważam za co najmniej dziwaczne. W szczególności te, które dotyczą erotyki.
Chłopak wędruje przez las i trafia do chaty miejscowego szamana. Ten poi go narkotykiem, wskutek czego przez kilka tygodni młodzian leży otumaniony, a pewna kobieta przychodzi co noc i go gwałci - wszystko to ma na celu stworzenie magicznej maski. Pomysł, rzekłabym, raczej średni, jeśli chodzi o rozpoczynanie „kariery” postaci. Do tego czytelnik zaczyna się złośliwie zastanawiać, jak wyglądała kwestia innych czynności fizjologicznych unieruchomionego bohatera. Ale może cytat na okrasę: „Stwierdził, że leży przed ołtarzem, nagi, przykryty jelenią skórą. (…) Wydawało [mu] się, że obok niego leży kobieta. Przepełniał go strach, bo nigdy wcześniej nie był z kobietą (…) Ale ona pokierowała nim, wiele razy tamtej nocy i w kolejne (…) Wiedział, że jego ciało, siła i męskość są wykorzystywane w celach, których nie rozumiał, wbrew jego woli. Mimo to jego żądza się wzmagała, a on ją zaspokajał. W dzień leżał niezdolny do ruchu i patrzył, jak Shisoku pokrywa maskę kolejnymi warstwami lakieru, mieszając go z białymi i czerwonymi płynami wytwarzanymi przez kochanków (…) [Założył maskę i] poczuł, że wlewa się w niego siła jelenia i cała prastara mądrość lasu. Nieznajoma przyszła do niego po raz ostatni. Jego krzyki rozbrzmiały echem, jak jesienią rozbrzmiewają ryki samców”.
Żeby jeszcze ta maska cokolwiek sensownego bohaterowi dawała… Jednak opisów korzystania z niej jest ledwo kilka i nie są one szczególnie malownicze, nie tłumaczą też dlaczego przedmiot uważany jest za bardzo potężny. Zostało natomiast wspomniane, że zakładaniu maski często towarzyszy wzmożenie popędu płciowego. Zanim zamknę tę kwestię, pozwolę sobie jeszcze przytoczyć kilka „upojnych” fragmentów: „Kobieta zręcznie doprowadziła go do Wielkiej Rozkoszy i razem usłyszeli Ryk Lwa”, „Otaczała go moc lasu, a nim zawładnęły zwierzęce instynkty. Dziewczyna odwróciła się we śnie w jego stronę. (…) Próbowała go odepchnąć (…) nic nie mogło go powstrzymać. Ani litość ani strach. Posiadł ją jak jeleń swoją samicę, z bezmyślną dominacją”, „poczuła, że ogarnia go pożądanie, i w tej samej chwili jej ciało zaczęło się ku niemu wyrywać.”
Wszelkie sceny i motywy erotyczne zawsze były dla mnie probierzem umiejętności pisarskich, bezlitośnie nomen omen obnażając niedostatki stylu. Dla równowagi zacytuję jednak kilka zdań na tematy inne: „z jego ciała lały się niczym wyrzuty sumienia pot i łzy”, [rozmawiają dwa duchy opiekuńcze domu, zmuszone do posłuszeństwa] „- Było zabawnie, gdy trwało, prawda? - Jak w raju. Ale wszystko przemija. – Wszystko, co ma początek, ma również koniec.” – Tak dużo lepiej – pochwalił je Masachika. – Tak właśnie powinny mówić duchy opiekuńcze.”
Wracając jednak do fabuły. Po otrzymaniu maski Shikanoko pozostaje u czarownika, potem przystaje do bandy zbójców, następnie służy we dworze, by stamtąd trafić do parającego się magią opata. Podsumowując, przez większość czasu jest zdumiewająco bierny – idzie, gdzie go życie niesie, słucha tego, kogo akurat spotka. Nie ma ani krztyny charyzmy i indywidualności. Poza nim równolegle przedstawiane są losy kilku innych postaci, żadna z nich jednak nie wzbudziła we mnie cienia uczuć, czy to pozytywnych, czy negatywnych. Trudno w takim przypadku śledzić losy bohaterów z zainteresowaniem.
Szkoda, że brakuje dobrej fantasy osadzonej w egzotycznych przecież i barwnych realiach wschodnich. Ze znanych mi najlepsi są chyba „Królowie Dary”, ale i w tym przypadku mam wrażenie, że potencjał nie został w pełni wykorzystany. Jeśli natomiast chodzi o szamańską magię, to mogę polecić dylogię Grega Keyesa o Zrodzonej z Wody, czwarty tom cyklu „Korona Gwiazd” Kate Elliott, czy „Sagę o Rubieżach” Liliany Bodoc. Zaś motyw obdarzającej mocą maski najciekawiej chyba przedstawił Robert Holdstock w „Lavondyss”. „Cesarza ośmiu wysp” natomiast nie polecam, choć dodam, że jeśli komuś ten styl nie będzie przeszkadzał, otrzyma kolejną klasyczną historię fantasy, tyle że w mniej ogranym sztafażu.
koniec
10 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

11 VI 2017   14:57:51

Wyraźnie wyczuwa się tutaj etnocentryzm literacki - Hearn właśnie ta sztuka się udała, bo napisała opowieść w stylu japońskim, dokładnie oddając charakter kulturowy Japonii wyraźny w ich literaturze. Ken Liu, skądinąd świetny autor, pisze na modłę amerykańską, jedynie sztafaż jest japoński, a w przypadku Hearn jest to także forma. Niemniej jednak nie mam na celu Cię obrazić, tylko podkreślić, że preferujesz zdecydowanie literaturę utrzymaną w tonie i stylistyce zachodu.

11 VI 2017   22:02:27

Wcale nie czuję się obrażona. Wierzę, że jest to stylizacja, ale sprawia ona, że książka zupełnie do mnie nie trafia. A te zacytowane zdania, cóż, tak czy owak uważam je za kulawe stylistycznie. Oczywiście pojęcia nie mam, jak opisywane są sceny seksu w literaturze japońskiej. Z tej tematyki wdziałam jeno pornograficzne drzeworyty na wystawie w Mandze.

U Liu sztafaż jest chyba bliższy chińskiemu, choć jak dla mnie i tak mógłby więcej szczegółów podać.

Co do samej Japonii jeszcze - hmm, z drugiej strony, oglądałam trochę animacji z Kraju Kwitnącej Wiśni i nie miałam problemu z emocjonalnym zaangażowaniem się. Choć to inne medium, nie wiem, jak by to wyglądało w przypadku literatury (przygarść haiku to jednak nie to samo co epika).
A jednak zwrócę uwagę na jedną sprawę - w nazwijmy to baśniach studia Ghibli moją uwagę zwrócił brak wyraźnego podziału na "tych dobrych" i "tych złych", zwykle skonfliktowane strony miały swoje racje, czasem dochodziło do zmiany stron. To było właśnie ciekawe, że dość często nie można było przewidzieć, jak fabuła się potoczy, nie przykładając fabularne szablony z Europy. W świetle tego Hearn prowadzi wątek opata raczej "zachodnio".

12 VI 2017   22:43:06

Co Ken Liu ma wspólnego z Japonią?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Szpieg z krainy zabójców bogów
Beatrycze Nowicka

20 VII 2017

W otwierającej cykl „Boskie miasta” powieści „Miasto schodów” Robert Jackson Bennett, w intrygujący sposób łączy stare z nowym i miesza konwencje. Efekt końcowy uznaję za bardzo interesujący.

więcej »

Wideoklip albo Lilo, której nie było
Beatrycze Nowicka

19 VII 2017

Wybaczcie spożywcze porównanie, ale „Pył Ziemi” Rafała Cichowskiego jest jak ser żółty – dużo w nim dziur, jednak okazuje się całkiem smaczny.

więcej »

Niech żyją księgarnie!
Joanna Kapica-Curzytek

18 VII 2017

Debiutancka powieść „Mała księgarnia samotnych serc” Annie Darling jest pochwałą więzi przyjaźni, hołdem dla (coraz rzadszych) niezależnych księgarenek oraz wyznaniem miłości do książek i czytania. Przy okazji – jest też sympatycznym literackim pastiszem.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

I ty zostaniesz ninja
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Szpieg z krainy zabójców bogów
— Beatrycze Nowicka

Wideoklip albo Lilo, której nie było
— Beatrycze Nowicka

Prześwietleni
— Beatrycze Nowicka

Jak wypreparować smoka
— Beatrycze Nowicka

Szybka partyjka
— Beatrycze Nowicka

Nad oceanem drzew unoszę lekko się…
— Beatrycze Nowicka

Wypluwki
— Beatrycze Nowicka

Tako rzecze Jorg
— Beatrycze Nowicka

Zabili mu psa
— Beatrycze Nowicka

A ono się pali. Tak, to jest coś
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.