Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Mrok, mrok, arcymrok

Esensja.pl
Esensja.pl
Coś dla wielbicieli (a może raczej wielbicielek) opowieści o mrocznych a potężnych dziewczynach, czyli „Nibynoc„ otwierająca cykl Jaya Kristoffa o Mii Corvere.

Jay Kristoff
‹Nibynoc›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNibynoc
Tytuł oryginalnyNevernight
Data wydania13 września 2017
Autor
PrzekładMałgorzata Strzelec
Wydawca MAG
CyklNibynoc
ISBN978-83-7480-870-5
Format608s. oprawa twarda
Cena45,—
Gatunekfantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 38,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Wszelkiej maści łotrzyce, ze szczególnym uwzględnieniem skrytobójczyń, stały się ostatnimi laty modne. Trudno się dziwić, gdyż drobne kobietki o morderczych umiejętnościach stanowią całkiem wdzięczny motyw w fantasy. Począwszy od przypadków niechlubnych, jak idiotka Celaena z cyklu Sarah J. Maas1), przez postaci całkiem znośne, jak mikrofalowa krzesicielka Adrasteia (Teia), stworzona przez Brenta Weeksa, po barwną, choć miejscami przerysowaną złodziejkę Delilah Bard z serii V.E. Schwab. Za sprawą Jaya Kristoffa do tego grona dołączyła Mia Corvere, władająca (a właściwie dopiero ucząca się władać) magią cieni zabójczyni i mścicielka.
Lektura „Tancerzy burzy”, poprzedniej książki tego autora przetłumaczonej na polski, nie okazała się wprawdzie satysfakcjonująca, ale przynajmniej choć trochę z niej zapamiętałam, w związku z czym postanowiłam dać autorowi kolejną szansę. Gwoli ścisłości trzeba dodać, że zrąb fabuły nowego cyklu Kristoffa jest identyczny jak w „Tancerzach…” – w obydwu przypadkach główną bohaterką jest dziewczyna pragnąca zemścić się na panującym w jej kraju władcy za śmierć ojca, a w osiągnięciu tego celu pomaga jej magiczna istota. Różnią się natomiast podjęte przez postaci środki – Mia Corvere wybiera szkolenie na skrytobójczynię.
Tak jak poprzednio, autor zadbał o to, by nadać wykreowanemu przez siebie światu jakieś wyróżniające cechy. Tutaj są to rzymsko-włoskie inspiracje plus trzy słońca, dzięki którym noc, jaką my znamy, zapada nad Itreyą raz na kilka lat. Kristoff nie ma jednak talentu Scotta Lyncha do przedstawiania powieściowego uniwersum, przez co potencjał nie został wykorzystany. Choć to dopiero pierwszy tom cyklu, więc może dalej będzie więcej smaczków i szczegółów.
Tym, co najbardziej szkodzi „Nibynocy” jest kiepski styl autora. Już pierwsze strony nie pozostawiają czytelnikowi złudzeń, począwszy od dedykacji („światłu, mrokowi i wszystkiemu, co piękne pomiędzy”), przez służące jako motto wymyślone przysłowie („nie ma cienia bez światła / po każdym dniu zapada noc / pomiędzy czernią a bielą / jest szarość”, po wstęp narratora („stronice, które trzymacie w swoich dłoniach, opowiadają o dziewczynie, która była dla morderstwa tym, czym maestrowie dla muzyki. Która szczęśliwe zakończenia traktowała tak, jak brzeszczot traktuje skórę”). Na dalszych stronach bohaterkę przeszywa „bolesne pragnienie” i głęboki, pradawny dreszcz” (to w scenie miłosnej), jej wróg drży „jak nowo narodzone cielę”, tłum zgromadzony na placu zostaje określony jako „mężczyźni i kobiety wszelkich kształtów i rozmiarów”, a z jednej z retrospekcji czytelnik dowiaduje się, że Mia nie bała się, bo „strach wypływał z niej jak przez otworki w podeszwach stóp”. Osoby ceniące sobie urodę języka i literackie walory tekstu winny raczej omijać „Nibynoc” szerokim łukiem.
Kristoff próbuje także ubarwiać narrację humorem, który do mnie nie trafia. Przede wszystkim przyjmuje on formę komentarzy narratora w przypisach. Oto przykład: „Spojrzenie (…) [karczmarza] powędrowało gdzieś w bok, jakby rozkojarzone widokiem ślicznych kwiatków albo może tęczy (przypis) Żadne tęcze nie przebywały w owej chwili w zajeździe”.
A skoro już o kwestiach formalnych mowa, przydałaby się odrobinę lepsza korekta – jest trochę literówek, często też końcówki gramatyczne rodzaju męskiego i żeńskiego są używane nieprawidłowo. W pierwszym rozdziale pojawiają się takie błędy, jak „objął ją w tali”, „nazywa na ich część bachory”, „zadyszania”, „nosili brzydkiej ubrania”. Wydaje mi się też, że jeśli nazwa miasta to Bożogrobie, miejscownik powinien brzmieć w Bożogrobiu (w książce czasami pada „w Bożogrobie”). Dłuższą chwilę zastanawiałam się, o co chodziło we fragmencie przetłumaczonym na „Mia stała w ciemności. Zagrabiona. Z pochyloną głową.” Od kiedy klawesyn jest stworzeniem? I skąd wziął się nieszczęsny „drednot pod banderą” w świecie, po którego morzach pływają żaglowce (tu już obstawiam raczej błąd autora)?
Przechodząc zaś do treści, przyznam, że uderzyła mnie pewna sztuczność. Autor zapewnia, jak to będzie brudno i realistycznie, ale najwyraźniej oznacza to dla niego jedynie liczne opisy tego, jak krew leje się strumieniami, natomiast scena, gdzie bohaterka wykańcza kilkudziesięciu żołnierzy elitarnej jednostki jest jak najbardziej dopuszczalna. Ma być mrocznie i brutalnie, a bywa pretensjonalnie i nielogicznie. Choćby sama idea zakonu skrytobójców i prowadzonego przez niego szkolenia akolitów. Nastolatki odnoszą poważne rany (w większości przypadków magicznie leczone), część z nich ginie, ale poza tym dogryzają sobie, zbierają punkty u nauczycieli, wikłają się w romanse i zostało to tak przedstawione, że wbrew hasłom, że „Czerwony Kościół to nie Hogwart” odniosłam wrażenie, jakby to jednak był Hogwart tyle że nieco „przesunięty ku czerni”, a nie miejsce, gdzie z młodych ludzi robi się fanatycznych morderców. Większość akolitów, których motywacje zostały przedstawione, trafiło tu marząc o zemście za doznane w dzieciństwie krzywdy. Tylko czy takie osoby stanowiłyby dobry nabytek? Przecież oni chcą nauczyć się skutecznie zabijać, żeby realizować własne cele, a nie służyć organizacji. Jako tacy, powinni zostać odsiani na początku szkolenia, a ostatnia próba winna raczej być jedną z pierwszych, bo po co marnować czas i środki na kształcenie tych, którzy nie nadają się na zawodowych zabójców. Trudno mi ubrać w słowa to konkretne odczucie, ale odniosłam też wrażenie, jakby Kristoff nie rozumiał przemocy, a już zwłaszcza tego, jak wygląda ona u nastolatków.
Nie przekonały mnie także motywacje niektórych postaci oraz podejmowane przez innych bohaterów decyzje. Autor nie może się zdecydować, czy Mia ma być chodzącą zagładą i mrokiem wcielonym, czy porządną dziewczyną po przejściach. Może i dałoby się połączyć obydwa aspekty, ale trzeba by do tego zgrabniejszego pióra.
Na koniec muszę jednak przyznać, że „Nibynoc” przeczytałam szybko i bez znudzenia. W porównaniu z „Tancerzami burzy” jest lepiej, widać, że autor nieco się wyrobił. Być może to wpływ oglądania za młodu przygód Xeny, ale mam słabość do wojowniczych bohaterek. Ponadto lubię wątek zemsty. Prawdopodobnie dlatego Mia wzbudziła moją sympatię i śledziłam jej losy z zainteresowaniem pomimo wyżej wymienionych niedostatków. Teraz pozostaje poczekać na „Czerwoną siostrę” i zobaczyć jak z motywem młodej a śmiercionośnej dziewczyny poradził sobie Mark Lawrence.
koniec
24 września 2017
1) Choć na tę chwilę – jeśli wierzyć okładkowym opisom, bo poprzestałam na pierwszym tomie – dziewczyna przybrawszy nowe imię została wybranką przeznaczenia i królową elfów, a przystojny książę i jego kolega dowódca pałacowej straży zostali wymienieni na elfiego wojownika.
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Drzwi do krainy fantazji
Joanna Kapica-Curzytek

7 XII 2017

W zapomnianej nieco klasycznej baśni „Dziadek do orzechów” magia świąt Bożego Narodzenia przenika się ze światem dziecięcej wyobraźni.

więcej »

Powrót do znanego świata
Katarzyna Piekarz

6 XII 2017

Terry Goodkind nie jest w stanie pożegnać się ze światem wykreowanym w cyklu „Miecz prawdy”. W „Pani Śmierci” śledzimy losy Nicci oraz proroka Nathana, którzy wyruszają by w imieniu lorda Rahla głosić nastanie nowego porządku.

więcej »

Demokracja – demokracją, ale…
Joanna Kapica-Curzytek

5 XII 2017

„Snoby” powiedzą nam wszystko, co chcielibyśmy wiedzieć o klasie wyższej, ale wstydzimy się lub – częściej - nie mamy okazji zapytać.

więcej »

Polecamy

Inne strony świata

Po trzy:

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Tegoż twórcy

By uchronić świat od dewastacji
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Ciemni coś ci jaśni
— Beatrycze Nowicka

Kajtek i jego magiczny miecz
— Beatrycze Nowicka

Roślina czy zwierzę albo ból biologa
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie, która chciała wiedzieć
— Beatrycze Nowicka

Moda na krzesanie, odcinki 403-492
— Beatrycze Nowicka

Percepcja jest rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Ocalić
— Beatrycze Nowicka

Powrót do Czerwonego Londynu
— Beatrycze Nowicka

Wehikuł czasu
— Beatrycze Nowicka

Świat zabawek mechanicznych
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.