Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Harry Potter i przeklęta chała

Esensja.pl
Esensja.pl
Sztuka o potomkach bohaterów legendarnego cyklu nie miała dobrych recenzji, jednak nie spodziewałam się, że jest mnie w stanie aż tak zezłościć.

J.K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany
‹Harry Potter i Przeklęte Dziecko›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHarry Potter i Przeklęte Dziecko
Tytuł oryginalnyHarry Potter and the Cursed Child
Data wydania22 października 2016
Autorzy
PrzekładPiotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawca Media Rodzina
CyklHarry Potter
ISBN978-83-8008-227-4
Format320s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena49,—
Gatunekdramat / scenariusz filmowy, fantastyka
WWW
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 38,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
To nie jest tak, że byłam nieprzygotowana – spodziewałam się po „Przeklętym dziecku” wszystkiego najgorszego. Po pierwsze nie jest to utwór autorstwa pani Rowling, co oczywiście nie oznacza, że musi być nieudany, ale stanowi pewne ryzyko. Po drugie internet huczał od oburzonych komentarzy, że zmieniono charakter znanym postaciom, pojawiają się wątki zupełnie niepasujące do oryginału, a fabuła nie ma sensu.
Co jednak wywołało we mnie największy emocjonalny sprzeciw, to uczucia (a jest to tekst przede wszystkim o uczuciach) opisywane tak naiwnie, że nie pozostaje nic innego, jak powiedzieć, że ta sztuka jest zła. Po prostu zła.
Nie jest przy tym w żaden sposób szkodliwa, dlatego też pozwoliłam sobie podnieść jej ocenę odrobinę wyżej. Nie promuje nieakceptowalnych moralnie postaw, ani nie epatuje… – niczym poza kiczem przekraczającym wszelkie normy unijne. Być może dlatego Wielka Brytania wyszła z Unii.
Szukając pozytywów, muszę przyznać, że konstrukcyjnie utwór rzeczywiście może sprawdzić się jako sztuka wystawiana na scenie. Nie znam relacji z przedstawień, poza słynną dramą internetową wokół faktu, że dorosłą Hermionę gra czarnoskóra aktorka (najwyraźniej zdziwieni w życiu nie byli w teatrze, a nawet na szkolnych jasełkach). Jednak na podstawie samego tekstu bez trudu można wyobrazić sobie inscenizację urozmaiconą i nastrojową. Jeżeli teatralny Voldemort szepcze, pojawia się w snach i na jawie oraz straszy widownię tak, jak to opisano – to przynajmniej w tej kwestii jest dobrze.
Pomysł z wykorzystaniem zmieniacza czasu jest dokładnie w tym samym stopniu ryzykowny logicznie i wtórny koncepcyjnie jak w powieści Rowling, co jednak w odbiorze książki mnie akurat nie przeszkadzało. W teatrze może się sprawdzać nawet lepiej, zważywszy wagę efektów wizualnych: kolejne alternatywne wersje przyszłości, w innej tonacji i z innym zachowaniem (ale też wyglądem) bohaterów stanowią pewien skrót myślowy. Zobrazowanie koncepcji poprzez nastrój. W powieści wymagałoby to pogłębienia, ale na scenie – czy koniecznie musi?
Dobry jest też pomysł wyjściowy: co by było, gdyby Potter i Malfoy mieli synów nie dość, że niepodobnych z charakteru do ojców, to jeszcze żyjących w przykładnej zgodzie. Nawiasem mówiąc, relacja samych Harry′ego i Dracona nie jest w cyklu pani Rowling tak jednoznacznie zła, są tam odcienie i wyraźne rozróżnienie między szkolnymi przepychankami a prawdziwą wojną.
Niestety, tu autorzy sztuki podejmują się zadania dużo trudniejszego niż się z pozoru wydaje i wykładają się na nim po całości. Nie pisali bowiem fabuły o ryzykownym podróżowaniu w czasie, które przerzuca bohaterów między światami, gdzie nie ma ich bliskich, a światami pogrążonymi w koszmarze władzy Voldemorta. Nie byłby to może utwór zbyt ambitny i nie wnosiłby wiele nowego, ale mógłby stanowić rozrywkę, zwłaszcza w wersji scenicznej, oraz byłby miłym, sentymentalnym powrotem do świata magów, jak drobiazgi pisane przez Rowling (np. „Baśnie barda Beedle′a”).
Scenarzyści chcą opowiadać przede wszystkim o uczuciach. Zrobiono z Harry′ego kretyna niezdolnego do porozumienia z własnym synem (Z Harry′ego! Z Harry′ego, który umiał powiedzieć Remusowi Lupinowi kilka szczerych słów prawdy na temat ojcowskich powinności). Z Rona – kretyna tak ogólnie. To już omawiano w sieci na tysiąc sposobów, więc jak wspomniałam: byłam przygotowana.
Nie spodziewałam się tak piorunującej skali ckliwości. Koszmarny epilog siódmego tomu sagi zdaje się poprzez porównanie niemal satysfakcjonujący. Można bohatera przedstawić w złym świetle (i oburzyć fanów), ale pisanie tak infantylne i łopatologiczne o emocjach to zbrodnia. Kocyk Harry′ego jest tu tylko wisienką na torcie. Harry wręcza synowi kocyk, w który Lily zawinęła go jako niemowlę i który stał się siłą rzeczy najcenniejszą po niej pamiątką. W sztuce jest to nawet wykorzystane w dalszej intrydze, ale sposób, w jaki została opisana sama w założeniu poruszająca, a w praktyce przyprawiająca o zgrzyt zębów, scena obcości między ojcem a synem, podsumowuje problem z tym tekstem.
Relacje młodego Pottera z młodym Malfoyem przedstawione są tak nieporadnie, że nie dziwota, iż internet uznał je za ocenzurowaną sugestię relacji homoerotycznej. Pominąwszy oczywiście fakt, że dzisiejszy internetowy fandom wszędzie widzi romanse gejowskie, ale tutaj naprawdę skojarzenia się narzucają. I nie byłoby w tym nic złego, jednak nic w tekście nie wskazuje na realnie takie intencje autorów. Oczywiście czytelnik nie jest w stanie z pewnością powiedzieć, co poeta miał na myśli, jednak na poziomie tekstu wygląda to po prostu na niezamierzenie karykaturalne przestawienie przyjaźni, tak jak karykaturalnie pokazano nieporozumienia rodzinne.
Cykl pani Rowling ma swoje wady, również w sposobie opisania niektórych relacji, jednak generalnie jest właśnie w warstwie uczuć bardzo trafny, widać po nim inteligencję i wrażliwość autorki – zarówno w chwilach ciętej satyry, jak i całkiem poważnego wzruszenia. „Przeklęte dziecko” rozjeżdża tę dopracowaną psychologię postaci walcem bezmyślnej cukierkowości. Naprawdę niewiele brakuje, żeby profesor Umbridge była ze scenarzystów dumna.
Lekturę tego u/wytworu osładzało mi tylko marzenie, by historię o chłopcach ze Slytherinu opowiedziała na przykład Ewa Białołęcka, która swego czasu zachwyciła miłośników cyklu rewelacyjnymi fanfikami o Severusie Snapie. Brnąc przez kolejne strony jeżących włos na głowie dialogów, rozkoszowałam się wizją opisanej jej piórem sceny, w której dziadek Lucjusz dowiedziałby się, że jego jedyny wnuk i dziedzic zadurzył się w małym Potterze.
koniec
18 października 2017
dodajdo

Komentarze

18 X 2017   10:37:41

"poza słynną dramą internetową wokół faktu, że dorosłą Hermionę gra czarnoskóra aktorka (najwyraźniej zdziwieni w życiu nie byli w teatrze, a nawet na szkolnych jasełkach)" -->
Jaki związek ma bywanie w teatrze z nie akceptowaniem dość drastycznej, w porównaniu do filmu, zmiany wyglądu bohaterki?

18 X 2017   11:53:37

Ja myślę, że tu chodzi o to, że podczas inscenizacji teatralnych - zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach, dość mocno eksperymentuje się z wizerunkiem postaci - Hamlet zdążył już być kobietą i dresem na przykład.

18 X 2017   22:47:11

"dość mocno eksperymentuje się z wizerunkiem postaci - Hamlet zdążył już być kobietą i dresem na przykład" --> Mogę się mylić, bo nie widziałem, ale wydaje mi się, że w takich przypadkach inscenizacja opiera się na totalnej zmianie konwencji w stosunku do oryginału, na przerobieniu źródła i przepuszczeniu go przez pryzmat współczesności (czy czegokolwiek, co sobie inscenizator wymyśli). A "Przeklęte dziecko" to z tego co mi wiadomo najzwyklejsza, kanoniczna kontynuacja Harrego Pottera. Tak, wiem, że kontynuacja książek, a nie filmów, ale mimo wszystko oburzenie fanów czarnoskórą Hermioną wcale mnie nie dziwi, bo wizerunek Emmy Watson jako Hermiony za mocno już się wpisał w ich świadomość. Inna sprawa, że JKR sama przyklasnęła tej "zmianie".

20 X 2017   16:20:58

Miałam na myśli raczej to, że teatr z zasady jest szalenie umowny i jeszcze nie widziałam, żeby ktoś się oburzał lub dziwił, że w polskich szkolnych jasełkach Matkę Boską grają zazwyczaj niebieskookie blondynki :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mała Esensja: Więcej czarów
Marcin Mroziuk

18 XI 2017

Łatwo się domyślić na podstawie tytułu, że „Zula w szkole czarownic” będzie dla młodych czytelników okazją do obserwowania, jak główna bohaterka poszerza zakres swoich magicznych umiejętności. Najważniejsze jest jednak, że nowa powieść Nataszy Sochy jest lekko napisana i skrzy się humorem.

więcej »

Ciemni coś ci jaśni
Beatrycze Nowicka

17 XI 2017

„Ciężko być najmłodszym”, czyli pierwszy tom trylogii „Książę ciemności” to pozycja przede wszystkim dla naprawdę zagorzałych wielbicieli humorystycznej fantasy ze wschodu.

więcej »

Pewne książki należy przeżuwać
Joanna Sapa

16 XI 2017

Rok 1890, Londyn. Uliczny kram z książkami, kawiarnie tonące w dymie z cygar, małe drukarnie, miłość sprzed lat i niemal szpiegowska intryga – oto początek niezwykłej wyprawy dwóch bukinierów po cenny rękopis. W najnowszej powieści Matthew Pearla „Złodzieje książek” tajemnica miesza się z przyjaźnią, pragnienie ze strachem, a prawda z fałszem.

więcej »

Polecamy

Inteligentne i inspirujące

Po trzy:

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Co za dużo, to niezdrowo
— Dominika Cirocka

Tegoż twórcy

Fantastycznie po raz drugi
— Dominika Cirocka

Z biblioteki Hogwartu
— Dominika Cirocka

Co za dużo, to niezdrowo
— Dominika Cirocka

Nowa twarz Harry’ego Pottera
— Magdalena Kubasiewicz

Thriller o tematyce społecznej
— Joanna Kapica-Curzytek

Powrót do dzieciństwa
— Aleksandra Otręba

Mała Esensja: Harry Potter i deus ex machina
— Agnieszka Szady

Cudzego nie znacie: Koniec
— Karina Murawko-Wiśniewska, Michał R. Wiśniewski

Cudzego nie znacie: Burza przed burzą
— Michał R. Wiśniewski

Mała Esensja: Duże kłopoty Harry’ego
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Głupi chłopiec w krainie czarów
— Anna Nieznaj

Krew jego dawne bohatery
— Anna Nieznaj

Vivat Academia, vivant cantatrices!
— Anna Nieznaj

Potwory i spółka
— Anna Nieznaj

Kosmiczne stulecie
— Anna Nieznaj

Święć się, kupalnocko!
— Anna Nieznaj

Zdjęta trwogą maszyna do życia
— Anna Nieznaj

Lalki, manipulatorzy i groza z Obrzeży
— Anna Nieznaj

Rzeczowo o muzyce rozpaczy
— Anna Nieznaj

Nie igraj z ogniem
— Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.