Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Głupi chłopiec w krainie czarów

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak Tołpi został bohaterem pięknie napisanej i mocno nieprzyjemnej książki, nagradzanej jako fantastyka, a dużo bardziej głównonurtowej, niż można by się tego spodziewać. Co oczywiście trudno uznać za zarzut.

Radek Rak
‹Puste niebo›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuste niebo
Data wydania16 września 2016
Autor
Wydawca Powergraph
SeriaKontrapunkty
ISBN978-83-64384-53-0
Format448s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena42,—
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 38,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Druga powieść Radka Raka ukazała się w wydawnictwie Powergraph, znanym z publikowania oryginalnej, wartościowej literacko prozy. Często są to teksty z pogranicza konwencji, jednak ta oficyna zasadniczo kojarzona jest z fantastyką, co – mam wrażenie – wpływa na takie też postrzeganie polecanych przez Powergraph utworów. Wydaje mi się, że tak właśnie stało się w przypadku „Pustego nieba”, które zostało nominowane do Nagrody im. Zajdla oraz uzyskało Złote Wyróżnienie w Nagrodzie im. Jerzego Żuławskiego.
Radek Rak w trakcie jednego z paneli na Polconie (żeby było zabawniej – w Lublinie) raczej odżegnywał się od pomysłu opisywania tej powieści mianem realizmu magicznego, ponieważ jest to określenie bardzo pojemne i tak naprawdę niewiele o tekście mówi. Oczywiście trudno twierdzić, że czytelnik wie lepiej, co pisarz pisze, ale przyznaję się od razu: dla mnie jest to właśnie realizm magiczny. Owszem, widzę, ile jest tu fantastyki. Ba! Jest tu właśnie tak dużo fantastyki w fantastyce, że aż przeskoczyła skalę i wyszedł z tego realizm magiczny, czyli jak to się mawia w fandomie: główny nurt.
Stylizowana graficznie mapka na wewnętrznej stronie okładki nosi tytuł „Lublin, którego nie ma”, co doskonale oddaje ducha „Pustego nieba”. Miejscem akcji, wręcz prawie bohaterem, jest Lublin – lecz ani nie ten dzisiejszy, ani też nie ten sprzed wojny. To ważne rozróżnienie, bowiem nasze miasto, jak wiele miast polskich, było wielonarodowe, a dawna dzielnica żydowska po wojnie dosłownie zniknęła z powierzchni ziemi. Tak więc Lublina z książki nie ma podwójnie: nawet, gdyby był to utwór realistyczny, to nie zostało zbyt wiele śladów po czasach rabinów studiujących kabałę, ale też i nie jest to powieść historyczna tylko… zły sen.
Opisy zdają się precyzyjne, do odtworzenia krok po kroku: tu ulica Złota, tam brama, dalej katedra – nawet jeśli dodać tę historyczną nieciągłość topografii, wcale nieoczywistą w mieście trwającym pozornie w jednym kształcie od siedmiuset lat, lecz właśnie okaleczonym drastycznie ostatnią wojną; nawet wtedy taki opis jest złudny. Wręcz nie należy tropić bohaterów, tylko wsłuchiwać się w rytm słów i zdań. To jest ważniejsze. Lublin Raka ma własne mity, które są dla nas-mieszkańców bardzo czytelne: straszliwe gawrony z Ogrodu Saskiego, zbawienna procesja jak ta z osiemnastowiecznego pożaru uwiecznionego na obrazie w kościele Dominikanów, nawet lochy są równie metaforycznie, jak twardo realne: mamy w Lublinie wielokondygnacyjne miasto pod (Starym) Miastem.
W przypadku tekstu fantastycznego tak ściśle związanego z miastem narzuca się skojarzenie: widocznie to urban fantasy! Otóż: nie i nie. „Puste niebo” nie jest urban fantasy z tego prostego względu, że nie jest powieścią gatunkową. Nie spełnia tych wszystkich nie do końca sprecyzowanych reguł, które dają satysfakcję czytelnikom nastawionym na pewien fabularny i nastrojowy schemat. Na przykład świat powieści nie jest spójny, nie jest to „powieść realistyczna w fantastycznej rzeczywistości”, a bohater to nawet nie typowy antybohater utworów gatunkowych – w pewien sposób pociągający w swej demoralizacji. W Tołpim nie ma absolutnie nic atrakcyjnego, na żadnej płaszczyźnie. I nie, nie jest to też głupi Jasio rozwijający się w klasycznym schemacie bohaterskim. Nie ma w nim nic pokrzepiającego. Nie do tego ma służyć.
Skoro nie sposób dopatrzyć się w Tołpim dobrego serca, którym cechują się baśniowi prostaczkowie, zostaje chłopiec nie tylko „niemądry”, ale też prymitywny i kierujący się podstawowymi impulsami. Nie ma tak naprawdę żadnego moralnego kompasu, który pozwoliłby mu zachowywać się przyzwoicie w tym przerażającym świecie, do którego trafił. Nie dość, że stłukli z wierzbowym diabłem księżyc i musieli pojechać do wielkiego miasta (o, jaką nasz Lublin zdaje się tu metropolią!) szukać ratunku przy tworzeniu nowego, to jeszcze tu i rewolucja, i światowe pokusy erotyczne, i zło czyste na wyciągnięcie ręki. A wszystko to przetworzyć usiłuje rozum tępawy, nastawiony na realizowanie raczej zwierzęcych potrzeb.
Jest to napisane nad wyraz elegancko, nie powiem. Głupiego bohatera obserwujemy z wyżyn opowieści płynącej wśród odwołań literackich tak licznych, że w pewnym momencie przestaje się je odnotowywać, zakładając, że to po prostu wielkie tło Biblioteki będącej dla narratora rzeczywistością bardziej oczywistą niż materia – bo nie snuje swojej historii w oparciu o fakty, nawet te wymyślone, lecz o archetypy i mity.
Niektóre obrazy są przepiękne: sam księżyc, który można wyłowić z rzeki (Ten Bug, za którym „nic nie ma”! Zastanawiam się, na ile „Puste niebo” jest równie smakowite dla czytelników spoza wschodniej Polski – to z mojej strony nie pretensja, lecz komplement), lot nad miastem na magicznym owadzie, a nawet budzące niepokój umarłe anioły na procesji, czy groteskowy gieroj-Jaremka tworzący księżyce na Placu Litewskim. Jednak w opisie grozy, cierpienia i głębokiej, bo odruchowej, ludzkiej podłości Radek Rak jest niestety równie sprawny.
Powstaje pytanie: czy warto. Bo miejscami nie jest to wcale lektura łatwa. Na pewno nie nadaje się na książkę-pamiątkę czy książkę-prezent dla gościa, mimo kuszącej ułudy zestawienia „czary – miasto – baśń”. Zostawia nieprzyjemne uczucie, które pozwalam sobie na swój użytek nazywać „taki tekst, po którym człowiek ma ochotę się umyć”. Co ciekawe, jest to kryterium, które stosuję prawie wyłącznie do utworów umownie „głównego nurtu”. W żaden sposób oczywiście ta reakcja emocjonalna nie rzutuje na merytoryczną ocenę tekstów, wręcz odnosi się z definicji do tych dobrych.
Moje uczucia po lekturze „Pustego nieba” są mieszane. Tołpi wydaje mi się echem ludzi takich jak ci, do których odnosi się słynne „mego dziada piłą rżnęli, myśmy wszystko zapomnieli”. Wcale nieszlachetnie prostych, prymitywnych i okrutnych podłością zaszczutego, upodlonego zwierzęcia. Aż się chce dodać: wielu, wielu naszych przodków takimi właśnie było – bo niby dlaczego mieliby nie być? Zło drzemie w człowieku.
Przypominają mi się tu chłopsko-wiejskie opowiadania Radka Raka i mam wrażenie, że one pod tym względem wyszły mu lepiej, a może to krótka forma pozwala na dobitniejsze podkreślenie pewnych idei i nastroju. Tu prostaczek Tołpi zderza się ze „światem” symbolizowanym przez magiczny Lublin w jego cudach (kabała, nieżyjący dominikanin strzelający do aniołów, zła piękna pani) i dzikości (zakonnice z domu opieki, robotnicy, rewolucja) – to zderzenie jest nicią przewodnią powieści, ale też powoduje pęknięcie: może po prostu jest tu wszystkiego nieco za dużo. A mimo to mam wrażenie, że czegoś zabrakło. Chyba skoro już mamy postać taką jak Tołpi, to zabrakło mi pójścia dalej – czyżby w proste potępienie? Czy to mnie brakuje miłosierdzia i dlatego „Puste niebo” zostawiło mnie w złości i niesmaku, a bez katharsis?
Nie uważam, żeby ocena utworów literackich miała zależeć od konwencji: na przykład „fantastyka dobra, nie-fantastyka nudna”, względnie „ja to takich wymysłów dziwnych nie czytam!”. Jednak należy rozpoznać, z jakim tekstem mamy do czynienia i oceniać go w ramach stosowanej poetyki. „Pustego nieba” nie można traktować jak powieści gatunkowej, wyrzucając mu nieciekawego bohatera (w urban fantasy rzeczywiście głównym byłby pewnie wątek rabina), czy pewną fragmentaryczność wizji. Nie chodzi tu o budowanie konsekwentnej rzeczywistości nieistniejącej, takiej jak w „Czterdzieści i cztery” Piskorskiego, które dostało w tym roku Nagrodę im. Zajdla – i moim zdaniem właśnie bardzo słusznie, ponieważ to plebiscyt na najlepszy utwór w dziedzinie fantastyki, no a właśnie… „Puste niebo” wędruje pograniczem i mocno już zbliża się do Bugu.
Miałam problem z oceną liczbową tej powieści, ponieważ poprzeczka została właśnie poprzez wybraną konwencję ustawiona wysoko. Zaznaczę raz jeszcze: oczywiście, że są utwory gatunkowe (fantastyczne, kryminalne, a nawet romansowe), które zachowując wszelkie reguły, dodatkowo wnoszą tak dużą wartość dodaną, że stają się świetną literaturą jako taką. „Puste niebo” reguł gatunkowych nie spełnia (nie musi), celuje wprost w kryteria oceniania literatury wysokiej. Jest nią, nie przeczę. Czegoś mi jednak zabrakło. Najwyraźniej udało się książce rozbudzić w początkowych rozdziałach duże nadzieje, skoro mimo braku konkretnych zarzutów i tak rozczarowała. Być może, jeżeli tekst poniewiera uczucia czytelnika, to musi w zamian oferować coś już naprawdę wyjątkowego – a to znaczy, że autor podjął się naprawdę ambitnego zamierzenia, więc jego niepełna realizacja nie przynosi dyshonoru.
koniec
26 października 2017
dodajdo

Komentarze

26 X 2017   16:51:34

Cóż, chyba różne powieści czytaliśmy. Tak się tylko zastanawiam po co ten cały (bełkotliwy) akapit o przynależności gatunkowej... Autorka sama sobie wymyśla definicję gatunku - ma być schematycznie ze schematycznym bohaterem - by dojść do wniosku, że ta książka jednak gatunkowo jest odmienna... Straszne wodolejstwo.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kij w mrowisko
Joanna Kapica-Curzytek

19 XI 2017

Dla nie-ekspertów lektura „Mody, wiary i fantazji” będzie sporym wyzwaniem, natomiast czytelnicy zorientowani w poruszanej tu problematyce dostaną szeroki zarys najważniejszych osiągnięć współczesnej fizyki, przedstawiony z dużą dozą krytycyzmu.

więcej »

Mała Esensja: Więcej czarów
Marcin Mroziuk

18 XI 2017

Łatwo się domyślić na podstawie tytułu, że „Zula w szkole czarownic” będzie dla młodych czytelników okazją do obserwowania, jak główna bohaterka poszerza zakres swoich magicznych umiejętności. Najważniejsze jest jednak, że nowa powieść Nataszy Sochy jest lekko napisana i skrzy się humorem.

więcej »

Ciemni coś ci jaśni
Beatrycze Nowicka

17 XI 2017

„Ciężko być najmłodszym”, czyli pierwszy tom trylogii „Książę ciemności” to pozycja przede wszystkim dla naprawdę zagorzałych wielbicieli humorystycznej fantasy ze wschodu.

więcej »

Polecamy

Tropem jednorożca

Po trzy:

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Dla niefantastów lubiących wyzwania
— Beatrycze Nowicka

Fantastyczne antologie
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko wiedźmin
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

O jednym takim, który rozbił Księżyc
— Magdalena Kubasiewicz

Nie taka znowu pusta powieść
— Miłosz Cybowski

Tegoż twórcy

Ikona Lilith z malwą na piersi
— Anna Nieznaj

Przystawka, jakże udana
— Istvan Vizvary

Śladami Lilith
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż autora

Harry Potter i przeklęta chała
— Anna Nieznaj

Krew jego dawne bohatery
— Anna Nieznaj

Vivat Academia, vivant cantatrices!
— Anna Nieznaj

Potwory i spółka
— Anna Nieznaj

Kosmiczne stulecie
— Anna Nieznaj

Święć się, kupalnocko!
— Anna Nieznaj

Zdjęta trwogą maszyna do życia
— Anna Nieznaj

Lalki, manipulatorzy i groza z Obrzeży
— Anna Nieznaj

Rzeczowo o muzyce rozpaczy
— Anna Nieznaj

Nie igraj z ogniem
— Anna Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.