Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

450 stron makabry czyli Baczność! W oczach tego dziecka maluje się eufemizm!

Esensja.pl
Esensja.pl
[1] 2 »
„Przed północą” Pawła Leśniaka to rzeczywiście horror. Choć może nie taki, jak zamyślił sobie autor.

Paweł Leśniak
‹Przed północą›

EKSTRAKT:10%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzed północą
Data wydania15 maja 2015
Autor
Wydawca Olesiejuk
ISBN978-83-274-3416-6
Format456s. 135×205mm
Cena34,99
Gatunekgroza / horror
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 32,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj w
Zobacz w
Ustalmy sobie na początek, że to nie jest książka napisana przez debiutanta. Paweł Leśniak ma na swoim koncie trylogię fantasy o Desmondzie Pearsie: „Równowaga”, „Zachwianie” i „Chaos”. To nie jest też self-publishing. Książka została wydana przez Wydawnictwo Olesiejuk, i to w całkiem sporym nakładzie. Jednak to, co dzieje się w środku, to horror w czystej postaci – tak dosłownie, jak i w przenośni. Przyznam, że mordowałem się z lekturą dobre półtora miesiąca, kawałek po kawałku, strona po stronie, żeby nikt później nie psioczył, że wystawiam niską ocenę nie doczytawszy do ostatniej literki.
Wstęp. Za wstęp niech wystarczy kawałek notki ze skrzydełka (pisownia oryginalna): „Autor w swej twórczości porównywany był do mistrza gatunku, Dante Alighieri. O artyście i jego książkach mówiły takie media jak, Telewizja Polska, portale Onet.pl, Wp.pl, Interia.pl, Polska The Times, czy Program Trzeci Polskiego Radia.” Gwoli uzupełnienia – wedle stopki drukarskiej książka przeszła tylko korektę. Żadnej redakcji – prócz technicznej – nie było. ŻADNEJ.
Treść. Zgodnie z opisem z okładki opowieść startuje w Zakopanem. Bohaterem jest wampir Raziel, żyjący w jednej z tamtejszych willi w czymś w rodzaju komuny tworzonej przez wampirzą „rodzinę”. Wszyscy jej członkowie są podlegli „Ojcu”, czyli wampirowi Danagowi, który ich przemienił. W pewnym momencie bohater jednak zaczyna zadawać zbyt dużo niewygodnych pytań i – co jest już w ogóle abominacją – wchodzi w romans z ludzką kobietą. Tym samym podpisuje na siebie wyrok, szczególnie że jednocześnie podpadł zadurzonej w nim, mieszkającej w tym samym domu wampirzycy. Dzięki pomocy przychylnego mu wampirzego wizytatora z Afryki (?) uchodzi jednak z życiem i rusza do Transylwanii szukać azylu w zamku Draculi. W tym czasie „Ojciec” zaczyna robić w domu porządki, posługując się nadgniwającymi wampirami z pobliskiego lasu. Z kolei do ataku na prowadzony przez niego dom przymierzają się łowcy, planujący odbić przetrzymywaną tam dziewczynkę, oraz zombie, pragnący zemścić się na wampirach za swoje własne krzywdy.
Psychologia postaci. W przypadku tej powieści jest to określenie puste. Wszyscy tu zachowują się absurdalnie, przeskakując z trybu napalonego nastolatka w tryb mentorski, z tego z kolei w tryb chama ze wsi, by następnie rzucić jedno czy dwa zdania z dystynkcją wykształconego dżentelmena. A potem znowu robić za głupka ze wsi, co to nie ma kultury, nie zna umiaru, a tak w ogóle to nie wie, kim jest, co robi i co się wokół niego dzieje. Czasami bywa to – naturalnie niezamierzenie – zabawne, najczęściej jednak daje mocno w kość, tym bardziej, że autor nie zawsze potrafi w sposób jednoznaczny podać, kto akurat wypowiada daną kwestię. A – przypomnę – wszyscy mówią tak samo. I nie, mimo że jest to Zakopane, NIKT nie mówi gwarą.
Konstrukcja fabuły. Nie będę wnikał w detale, bo nie ma to najmniejszego sensu. Pochylę się tylko nad kwestią wampirów. I zombie. W wampira można przemieniać człowieka – a tak naprawdę mężczyznę, bo na setki wampirów są dosłownie DWIE kobiety – dopiero po jego śmierci, wstrzykując mu z zębów jad. Przy czym można to zrobić dzień po zgonie, tydzień, miesiąc, a nawet i… kilkanaście lat. Że ktoś zgnił w międzyczasie? Kto by na takie detale zwracał uwagę. Jak ów jad ma rozejść się po ciele? No cóż… Licentia poetica. Jako że wampiry są w tym momencie chodzącymi trupami, mają siną skórę i mętne oczy, a zapewne i ciągnie się za nimi trupi odorek. Jak więc reagują na nich przechodnie wieczorową porą? No nijak. Jak im się patrzy na świat takimi nadgniłymi oczami? Zwyczajnie. Wiem, licentia poetica. Dalej. Zranione wampiry krwawią. Ok. Zranione wampiry się regenerują. Też niby w porządku, bo jest to zgodne z kanonem wampiryzmu. Nie regenerują się tylko zęby, które jak już wypadną, to na amen. Tyle że nawet jeśli jest mowa o tym, iż dopływ krwi tętnicami jest niezbędny do regeneracji, a raz jesteśmy nawet świadkami transfuzji (!), to autor stawia w pewnym momencie sprawę jasno: u wampirów serce NIE BIJE. A co za tym idzie – krew w ich żyłach NIE KRĄŻY. Jak więc mogą w ogóle krwawić? Jak cokolwiek może w nich funkcjonować? I po co żłopią krew, skoro ta nie ma jak dostać się do tkanki? Więcej – tak na co dzień wampiry normalnie wcinają jajecznicę, kanapki czy żłopią herbatę. Żeby nie być głodnym. Ba! Raz na widok suto zastawionego stołu Razielowi „zaburczało (…) w brzuchu, a od unoszącego się wszędzie zapachu pociekła ślinka”! Jak możliwe jest to burczenie i ślinka, skoro nadgniłe organy nie działają? Co niby miałoby trawić ten pokarm? No i po cholerę w ogóle wampiry cokolwiek jedzą, skoro oprócz tego muszą jeszcze co parę nocy nasiorbać się krwi? Do czego w takim razie służy im krew, a do czego kromka razowego z mortadelą? Plus wisienka na torcie – otóż wampira można na przykład… udusić. Odcinając dopływ tlenu do… czego? Zgniłych, niepracujących płuc?
Równie dobre są zombie. To też wampiry, tyle że przemienione z żywych. Ale jeśli wampir przemieniony z gnijącego trupa normalnie myśli i funkcjonuje, to zombie przemieniony z żywego człowieka… nie myśli. Jest tępą, wiecznie głodną bestią. Ręce po prostu opadają. A dorzucę, że można tu trafić dodatkowo na wilkołaki i centaury. Powinienem jeszcze poruszyć kwestię wampirzej umiejętności do przechodzenia w stan niematerialny, i to od razu z ubraniem (dzięki temu można przesączać się choćby przez siatkę ogrodzenia), o której to umiejętności autor z biegiem czasu kompletnie zapomina, serwując na przykład zakutego w kajdany, bezsilnie szarpiącego się z żelazem wampira. Ale sobie daruję. Tak samo jak daruję sobie pochylanie się nad problemem znikających tuzinami ludzi, i to w tak małym mieście jak Zakopane. Albo nad kwestią tego, że wampirze ciało nie odbiera bodźców jak ludzkie, więc wrzątek ich nie parzy, choć z kolei wiadomo, że Raziela „parzyło (…) światło latarni, a mróz wydawał się przebijać skórę swoim chłodem”. Bo wampiry jak najbardziej marzną i potrzebują dogrzewać się w zimie koksownikami.
Język. No cóż. Po prostu dam przykłady. Te bardziej drastyczne. Oczywiście w pisowni oryginalnej. Heroicznie powstrzymam się od złośliwych komentarzy, bo większość cytatów doskonale sama za siebie świadczy.
s. 30; „Ojciec” domu, przebiegły, inteligentny, wiekowy wampir, łaja Raziela za brak szacunku:
– Zamilcz, arogancie! – charknął stary. – Jesteś bezmyślnym prostakiem, ty nazwałbyś to chamstwem. Lubię cię, głupcze, choć sam nie wiem dlaczego, ale nie przekraczaj granic, których przekraczać ci nie wolno. Znaj proporcjum. Moja cierpliwość jest ogromna, wiem o tym. Jest tak dlatego, że znam życie. Wiem, co to donkiszoteria i sowizdrzalstwo, a to one przyświecają tobie. Uważaj, azymut, który obierasz, jest zły, możesz spłonąć jak ćma, ale we własnym ogniu, z którego nie uciekniesz. Uważaj!
s. 34; Dalszy ciąg połajanki, tym razem związany z chrobotem za ścianą:
To – dokończył swój wywód Danag, przeszkadzając młodemu wampirowi ciekawsko wpatrywać się w ścianę i poszukiwać za nią potwierdzenia swoich domysłów – będzie twoim hamletowskim dylematem. Rozumiesz? Twoim być albo nie być, bo jak skrewisz, to cię nie będzie. Żadnego powrotu. Nul. Zrobię to z pewną niechęcią, ponieważ, jak mówiłem, polubiłem cię, gnojku, od samego początku, więc tym samym zadam sobie ból. Nie jestem masochistą, lecz czasem trzeba poświęcić to i owo dla wyższych celów, pryncypiów. Najtrudniejsze – to wiedzieć, co jest tym wyższym celem, dla którego wolno coś poświęcić. Coś drogiego. Twoje wybory świadczą o tobie, o tym, kim jesteś, a kim nie. Zrozumiałeś?
s. 61:
Jego milczenie ją irytowało, ale też… intrygowało. Nierzadko miała okazję spotkać kogoś takiego jak on.
s. 79:
Zanim skończył mówić, jego mętne, ale wciąż bystre oczy wypatrzyły szczura idącego leniwie w kierunku pułapki na myszy. Raziel zerwał się jak opętany, musiał dotrzeć do gryzonia wcześniej, niż on jej sięgnie. Martwa krew zabiłaby wampira, musiała być świeża, bardzo świeża, żywa, a on musiał się jej napić, i to natychmiast. Raziel bezszelestnie czołgał się po podłodze jak wąż, a szczur zaczął obwąchiwać ser. Nagle wampir odbił się od ziemi jak tygrys i z rykiem rzucił się przed siebie. Wsadził palce w pułapkę, aby nie zabiła gryzonia, zatrzaskując się, a drugą ręką go schwytał. (…) Nie uwolnił się z pułapki od razu, zamiast tego po prostu wgryzł się w szczura i wyssał z niego krew. To było jego priorytetem. Nie uronił ani kropli. Gdy skończył, oparł się o ścianę i głośno dyszał, jego samopoczucie poprawiało się z sekundy na sekundę. Płyn od razu zaczął regenerować jego organizm.
s. 87:
Młody wampir (…) był wściekły, ściągnięte brwi i przygryzione usta oddawały emocje, jakie nim teraz targały.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

18 XII 2017   21:50:41

Bardzo ciekawe cytaty. Parę razy pozwoliłem sobie nawet na uśmiech. Moje ulubione:

„Po godzinnej walce z nudą wampir podniósł się i postrzelał kośćmi karku.” To musiała być prawdziwa kanonada! Czy ktoś przeżył ostrzał?

„Barman otworzył szeroko usta ze zdziwienia, a Raziel wbił nóż w jego dłoń, przybijając ją do baru. Ten wrzasnął rozdzierająco.” Ach, te dzisiejsze bary. Czasami aż trudno znieść ich wrzask.

„Skowycz duszonego kundla” tez niczego sobie. Cytaty potwierdzają, że ta książka to, przynajmniej w pewnym sensie, prawdziwy horror. Przydało by się więcej takich dzieł jak „Przed północą”, świat byłby wtedy weselszym miejscem.

19 XII 2017   10:40:06

Jeżeli to dzieło przez korektę, to jego korektor powinien wrócić do podstawówki na intensywny kurs ortografii i gramatyki (powiedzmy że brak składni i szyku w zdaniach to kwestia nieistniejcej redakcji).

19 XII 2017   17:38:19

A autorowi ktoś powinien kupić na Gwiazdkę słownik wyrazów obcego pochodzenia.

19 XII 2017   20:26:04

@zyx

Ależ tych dzieł JEST znacznie więcej. Tylko po prostu albo się je omija, bo są nieczytalne, albo się o nich źle nie pisze, bo nie wypada (skoro autor tak mocno się napracował, to nie można deptać jego roboty - ileż razy już spotykałem taką argumentację!). Z mojej czytelniczej pamięci mogę wyłowić podobny jakościowo "Siódmy sen" Krzysztofa Jasiewicza, chowającego się pod pseudonimem Chuck Andy Norton (recenzję z szeregiem przykładów zawiesiłem swego czasu na Biblionetce - https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=102095 ). Tyle że "Siódmy sen" był znacznie krótszy i łatwiej się czytał. Bo z kolei np. "Alkowy Edenu" Bożeny Budzińskiej, komplementowanej w biogramie Wikipedii, są opasłą kobyłą, którą dwa razy próbowałem czytać, i oba razy odpadałem po dosłownie kilku kartkach. Tamto to dopiero jest wyzwanie...

20 XII 2017   10:25:46

Czytelniczym masochistom polecam "Wojny mroku" Adama Magdonia (też o wampirach).
Ja niestety swój egzemplarz wyrzuciłam do kubła na papier, bo do biblioteki było mi wstyd zanosić.

12 I 2018   14:27:37

Nie wiem, co się teraz maluje w moich oczach, ale buzię mam otwartą :D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Discman, gimbaza i zmywak
Albert Walczak

17 I 2018

Anna Cieplak szturmem weszła na polską scenę literacką. Za swoją debiutancką powieść „Ma być czysto” otrzymała prestiżową Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza oraz Nagrodę Conrada. Czy „Lata powyżej zera” – najnowsza książka młodej autorki – spotkają się z równie dużym uznaniem?

więcej »

Mała Esensja: Kosmiczne przygody we wspólnym pokoju
Marcin Mroziuk

16 I 2018

Wbrew nasuwającym się skojarzeniom, „Ala Baba i dwóch rozbójników” nie jest wariacją na temat znanej baśni, lecz wciągającą opowieścią o blaskach i cieniach posiadania młodszego rodzeństwa. Joanna Wachowiak potrafiła zaś nie tylko przyciągnąć uwagę czytelników, ale również uświadomić dzieciom kilka ważnych spraw.

więcej »

Milczenie ryb
Agnieszka Hałas

15 I 2018

Zbiór „Legenda o samobójstwie” obejmuje sześć literackich wariacji na temat tej samej rodzinnej tragedii – i, jak carpaccio z tuńczyka, nie jest to danie, które każdemu przypadnie do gustu.

więcej »

Polecamy

Bohaterowie

Po trzy:

Bohaterowie
— Beatrycze Nowicka

Ludzie w książkach żyją
— Beatrycze Nowicka

Niedocenione
— Beatrycze Nowicka

Inne strony świata
— Beatrycze Nowicka

I jeszcze jeden tom…
— Beatrycze Nowicka

Transfuzje duszy
— Beatrycze Nowicka

Tropem jednorożca
— Beatrycze Nowicka

Inteligentne i inspirujące
— Beatrycze Nowicka

Za Stumilowym Lasem i Doliną Muminków
— Beatrycze Nowicka

Blask jasnych łun
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Tegoż autora

Jamochłon na niebiesiech
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2017 (1)
— Jarosław Loretz

Umordowana
— Jarosław Loretz

Wielka stopa i wtopa
— Jarosław Loretz

Wężogator voodoo
— Jarosław Loretz

Doroczna rozrywka w tanim stylu
— Jarosław Loretz

Rezydencjonalna duchota
— Jarosław Loretz

Brzdąkany dramat grozy
— Jarosław Loretz

Planetarny morderca i konkurencja
— Jarosław Loretz

I w szaleństwie jest metoda
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.