dzisiaj: 10 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Źle się dzieje w państwie eiońskim

Zamek nad zatoką. Królewski medyk, który tak naprawdę jest kimś więcej. Ucieczka księżniczki. Tajemnicze artefakty. Atak groźnych, magicznych istot z północy. Znacie? Nie, to nie „Pamięć, Smutek, Cierń” Tada Williamsa, lecz jego nowa powieść – „Marchia cienia” – otwierająca trylogię o tym samym tytule. Ale od porównań się nie ucieknie.

Tad Williams
‹Marchia Cienia›

EKSTRAKT:70%
TytułMarchia Cienia
Tytuł oryginalnyShadowmarch
AutorTad Williams
PrzekładPaweł Kruk
Wydawca Rebis
CyklMarchia Cienia
ISBN-1083-7301-770-4
Format723s. 125×195mm
Cena39,—
Data wydania23 maja 2006
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Przy lekturze pierwszego tomu „Marchii cienia” trudno mi się było pozbyć skojarzeń z inną znaną trylogią fantasy pióra Tada Williamsa – „Pamięć, Smutek, Cierń” (znaną też od tytułu pierwszego tomu jako „Smoczy tron”). I tu i tam mamy położony nad morzem królewski zamek, „odziedziczony” po jakiejś tajemniczej, starszej kulturze; zamkowego lekarza-naukowca skrywającego o wiele rozleglejszą wiedzę niż tę, którą na co dzień okazuje; atak tajemniczych i posługujących się niebezpieczną magią stworzeń z północnych rubieży kontynentu oraz kilka innych rzeczy. Oprócz tego nasila się ujawniona w poprzedniej powieści skłonność autora do przeganiania swoich bohaterów po rozmaitych podziemiach.
Jednak „Marchia…” zrobiła na mnie wrażenie książki mroczniejszej i bardziej klaustrofobicznej – i nie chodzi tylko o wspominane podziemia, ale o cały nastrój. Często pojawia się wątek miejsca (lasu, pałacu, podziemi), z którego trudno jest się wydostać. Ciężką atmosferę potęguje też kładzenie silnego akcentu na obłęd, któremu ulegają – lub wydają się ulegać – rozmaite postaci. Główni bohaterowie osaczeni są spiskami i zakulisowymi działaniami: w przeciwieństwie do „Pamięci…”, gdzie role były bardziej jednoznacznie rozdane, tutaj trudno odgadnąć, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Tamta trylogia była zresztą w ogóle bardziej „tolkienowska” w duchu i choć świat Williamsa nie jest tak wyidealizowany jak Śródziemie, to jednak dopiero w „Marchii cienia” mamy rzeczy, od których Tolkienowi zrobiłoby się słabo: na przykład postać kastrata-transwestyty, zakochanego w innym mężczyźnie, twardniejące dziewczęce sutki czy dość niewybredny komentarz pewnej służącej na temat jakości uprawiania seksu przez partnerów.
Bohaterowie, jak to zwykle u Williamsa, są pełnokrwiści i realistyczni. Autor tworzy wiele postaci, prowadząc akcję w kilku równoległych wątkach: mamy więc historię Briony i Barricka, królewskich bliźniąt borykających się z trudami regencji; przeżycia zakochanego w Briony przywódcy gwardii królewskiej; Rogowca z rasy Funderlingów, który w dziwnych okolicznościach znajduje jeszcze dziwniejsze dziecko; a także Qinnitan z dalekiego południa – spokojnej nastolatki wybranej na jedną z żon przez szalonego króla-boga. Niewątpliwie losy ich wszystkich splotą się w finale w jakiś pomysłowy i dramatyczny sposób.
Tad Williams ma talent do obrazowych opisów oraz do tworzenia obcych ras i kultur. W „Marchii cienia” nie bazują one w tak oczywisty sposób na Eskimosach, Wikingach, Japończykach i Bizancjum jak w „Smoczym tronie”, są bardziej oryginalne (z wyjątkiem Dachowców, którzy nieodparcie kojarzą mi się z Pożyczalskimi z książek Mary Norton), choć przyznam, że dla mnie odrobinę straciły przez to na plastyczności. Być może jednak to skutek tego, że znam dopiero pierwszy tom sagi. Na razie najbardziej interesująco wygląda imperium Xis, a szczególnie obyczaje i tajemnicze rytuały na dworze króla-boga.
Niestety, przyjemność obcowania z wciągającą akcją i żywymi postaciami psują nieco niedociągnięcia translatorskie i redakcyjne. Niektóre zdania brzmią po polsku trochę niezręcznie: …wydawało się, że Gailon coś powie, lecz stosowna chwila minęła, a przystojny książę ponownie zajął się dłubaniem nogi stołu małym obrzędowym sztyletem (str. 228) czy (o ciężko rannym informatorze) Gdyby nie był zahartowanym żołnierzem, skóra i kości, to informacja ta nigdy by do nas nie dotarła (str. 349); inne nasuwają podejrzenia, że tłumacz użył niewłaściwego wyrazu: – A jak wygląda leczenie? – Otwarte okna – odparł szybko Olros. – Brud ze świątyni Kerniosa u wezgłowia i w nogach łóżka chorego.1) (str. 177); – Włożę to samo, co wczoraj. (…) Tunikę, tę ze złotym warkoczem.2) (str. 446). Wątpliwości budzi również tłumaczenie nazwy klanu Muskających Wodę Back-on-Sunset-Tide jako „Tyłem-do-Zachodniego-Przypływu”3), a imię królowej Dachowców Upsteeplebat nie zostało w ogóle przetłumaczone, choć inne imiona członków tej rasy występują w polskiej wersji (Spadzik, Nos Szacowny i Stosowny itd.). Wprawdzie jak na siedmiusetstronicową powieść nie jest to wiele potknięć, zastanawia mnie jednak, ilu jeszcze nie wyłapałam i czy przypadkiem nie ma wśród nich czegoś – jak z tym nieszczęsnym brudem – co może zmienić sens tekstu.
Pozytywny komentarz należy się za to okładce z ilustracją Michaela Whelana – oprócz tego, że jest ładna i nastrojowa, to jeszcze wyraźnie została namalowana do tej konkretnej książki. Na podstawie tego, co widać w księgarniach, wydaje się, że polskie wydawnictwa raczej rzadko zakupują zagraniczne powieści razem z okładkami (nie mówiąc już o zaprojektowaniu własnej), więc jest to praktyka godna pochwały4).
„Marchię cienia” ze spokojnym sumieniem mogę polecić zwolennikom dobrze napisanej, klasycznej fantasy… mając nadzieję, w ich i swoim imieniu, że następne tomy przejdą bardziej staranną redakcję.
koniec
30 sierpnia 2006
1) W oryginale: Dirt from the temple of Kernios beneath the head and foot of his bed. Zważywszy, że Kernios jest bogiem ziemi, a dirt po angielsku to zarówno brud jak i ziemia, prawdopodobnie chodziło o to drugie znaczenie, szczególnie, że mowa jest o zrównoważeniu żywiołów u chorych.
2) W oryginale: A tunic – the one with the gold braid. Braid to po angielsku warkocz, ale również galon (ozdobna tasiemka ze srebrnej lub złotej lamy do obszywania ubiorów).
3) Bliższe znaczeniowo wydaje mi się „Wracający-z-Wieczornym-Przypływem”.
4) Choć oczywiście nie mam pewności, czy nie był to raczej wymóg zachodniego wydawcy.
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Jak epigon przerósł mistrza
Agnieszka Szady

10 IX 2010

Powieść Tada Williamsa „Pamięć, Smutek, Cierń” to klasyczna „high fantasy” opowiadająca o ratowaniu świata. Rozpisana na wiele tomów, angażująca całą plejadę postaci (z których nawet te pozornie trzecioplanowe mogą mieć do odegrania niespodzianie kluczową rolę), książka ta porywa czytelnika barwnymi, przekonującymi opisami, realizmem i precyzją w splataniu wątków.

więcej »

Hiperszkatułkowa omnibaśń
Agnieszka Szady

9 IX 2010

„Opowieści sieroty” są przez wydawcę oraz przez wielu recenzentów porównywane do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, lecz perski zbiór baśni wydaje się dość ubogi w zestawieniu z niesamowitymi wytworami wyobraźni Catherynne M. Valente. Dziewczyna z plecami z drewna i ogonem jałówki pracująca w mennicy przy wybijaniu monet z ciał dzieci, w mieście utworzonym ze śmieci przez wiatr, a zarządzanym przez istoty pożarte przez Gołoda złożonego z samych zębów to tylko jeden przykład zadziwiających (...)

więcej »

Miasto osobiste
Michał Kubalski

8 IX 2010

Wit Szostak kontynuuje pisanie prozy osobnej, „własnej”. Fantastyka? Tak, ale… Realizm? Owszem, lecz mocno magiczny. „Chochoły” to powieść miejska i wielopoziomowa – a przy tym świetnie napisana.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jak epigon przerósł mistrza
— Agnieszka Szady

Przy herbacie: Trzy książki fantasy z muzyką w tle
— Agnieszka Szady

Książki kwartału: Jesień 2008
— Esensja

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Smutek i ciernie
— Ewa Pawelec

Tegoż autora

Jak epigon przerósł mistrza
— Agnieszka Szady

Hiperszkatułkowa omnibaśń
— Agnieszka Szady

Przyroda w zbliżeniu
— Agnieszka Szady

Konwent cyrkowców
— Agnieszka Szady

Przeczytaj to jeszcze raz: Jak architekci dzika łowili
— Agnieszka Szady

Ten film to barok
— Jakub Gałka, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Kura trojańska oraz gladiatorzy na jarmarku
— Agnieszka Szady

Podróż na wschód: Żywot gajdzina poczciwego
— Agnieszka Szady

Hakuna matata i prysiudy
— Agnieszka Szady

Dozwolone od lat… czterdziestu?
— Agnieszka Szady

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.