dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Bezlitośnie swojski drań

Tuz czeskiej fantastyki, Miroslav Žamboch, nie ma zmiłowania dla fanów fantasy spod znaku elfów o szpiczastych uszach, białych zamkowych murów i magicznych koni galopujących z rozwianą grzywą. To jeden z powodów, dla których „Bez litości” to świetna, pełnokrwista powieść fantasy.

Miroslav Žamboch
‹Bez litości›

EKSTRAKT:90%
TytułBez litości
Tytuł oryginalnyBez slitování
AutorMiroslav Žamboch
Wydawca Fabryka Słów
ISBN-1083-89011-92-1
Format464s. 125×195mm
Cena34,99
Data wydania12 maja 2006
WWWPolska strona
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Pełnokrwista także dosłownie, bowiem na jej kartach trup ściele się gęsto niczym zboże u Szymona Szymonowica. Pod tym względem jak w domu (czy raczej jak w cymeryjskiej jaskini) poczują się amatorzy heroic fantasy i sztandarowego bohatera gatunku, Arnolda Conana, choć mogą nieco sarkać na pogłębiony wizerunek psychologiczny najemnika Bakly’ego, protagonisty „Bez litości”.
Žamboch zamyślił sobie stworzyć maksymalnie odrażającą postać, od której każdego przyzwoitego człowieka powinno odrzucać na dwieście kroków, i bez litości uczynił ją narratorem. Patrzymy więc na wydarzenia oczami (najpewniej zaropiałymi) niekształtnego (od ćwiczeń i ran), szpetnego (od urodzenia i ran), ponurego (od ran na duszy), zapijaczonego (od najtańszej żytniówki) i brudnego (o higienę dba oblewając się sporadycznie wiadrem zimnej wody) potwora w ludzkiej skórze, który gdyby każdego trupa na swoim sumieniu zaznaczał szczerbą na drzewcu włóczni, byłby ją poszatkował na wiórki długo przed rozpoczęciem powieści. A i na samych kartach „Bez litości” jednej włóczni pewnie by mu nie starczyło.
Jednak okrucieństwo, czy raczej bezwzględność Bakly’ego, nie jest pod piórem Žambocha jeno pustą zabawą, w której prostackiej uciechy dostarczają rozpruwane brzuchy i odrąbywane ręce. W miarę rozwoju akcji autor zaczyna odsłaniać powody, dla których bohater wybrał profesję najemnika. I są to powody niebagatelne, poruszające i mocno osadzone w mechanizmach świata powieści.
Od samego początku czujemy, że Bakly kryje jakiś sekret, że nie zabija dla przyjemności, że w istocie to swój chłop z kościami, tylko że okrutne życie… I tu chyba Žambochowi trochę omsknęło się pióro. Kiedy w końcu okazuje się, co pcha osiłka do splamionych krwią dukatów, kiedy zaczynają mu wracać ludzkie uczucia, możemy tylko pokiwać głową: czegoś podobnego spodziewaliśmy się od pierwszego rozdziału. Choć niewykluczone, że ta od początku podświadomie wyczuwalna w Baklym iskierka człowieczeństwa to celowy zabieg autora.
Žamboch nie daje czytelnikowi czasu do namysłu. Na przeszkodzie próbom przejrzenia intrygi stoi akcja, wartka i wciągająca. Przy odpowiednim przygotowaniu logistycznym (jadło i napitek pod ręką, wychodek o krok) książkę można przeczytać w jeden dzień. I nie będzie to dzień zmarnowany. Z pasją śledzimy rozwój wydarzeń, w których zemsta miesza się z polityką, magia z gospodarką a uczucia z buchalterią.
W powieści Žambocha próżno szukać elfów i innych nie-ludzkich ras, magia dopiero podnosi głowę, światem rządzi nie oderwany od rzeczywistości nadęty król, a oświecony (zwłaszcza w zawiłościach ekonomii) monarcha. Tymi złymi u Žambocha nie są obce istoty, przeciw którym szlachetni wojownicy na białych koniach ostrzą swoje dwuręczne miecze, lecz ludzie – okrutni, mściwi, pazerni, samolubni, bezwzględni, wyliczać można bez końca. Autor kilkakrotnie serwuje nam drobiazgowe opisy porannych ćwiczeń bohatera. Brutalne walki relacjonuje bez zbędnej ceremonialności. Realizm tej powieści jest uderzający.
Gdybym miał znaleźć w tej znakomitej książce jakąś słabość, wskazałbym nieco przyciężkawy momentami (ale tylko momentami) styl i jakby zbyt szybko kończone niektóre sceny. Z kolei fragmenty ilustracji, zdobiące początki rozdziałów, niekiedy zdradzają, o czym będziemy czytać. Ale to drobiazgi, bez znaczącego wpływu na odbiór całości.
Bakly przez całą powieść ewoluuje, a może raczej zrywa z siebie skorupę, jaką nałożył w obronie przed życiem. Ewolucja ta, mimo licznych zawirowań, zmierza nieubłaganie ku zakończeniu, o którym nie mogę nic napisać, ale które musi spodobać się tym czytelnikom, którzy docenią w powieści Žambocha jej realizm i oryginalność.
koniec
6 grudnia 2006
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Telenowela z wampirami w tle
Miłosz Cybowski

2 IX 2010

„Miasto kości” Cassandry Clare do złudzenia przypomina kiepską, brazylijską telenowelę. Bohaterowie bez przerwy toczą puste dyskusje, dowiadując się co jakiś czas o zaskakujących związkach, jakie ich ze sobą łączą (wraz z nieśmiertelnym, gwiezdnowojennym „Luke, I’m your father”). Tło opowieści, Nowy Jork pełen wampirów, wilkołaków, magów i demonów, tylko w niewielkim stopniu ratuje całą książkę.

więcej »

Co wolno pisarzowi w Iranie?
Daniel Markiewicz

1 IX 2010

Jeśli wydaje wam się, że życie powieściopisarza jest usłane różami, a jedyne ograniczenia, na jakie natrafia, to jego własna wyobraźnia, lektura „Irańskiej historii miłosnej. Ocenzurowano” powinna zmienić nieco wasz pogląd.

więcej »

Najmroźniejsza zima w historii
Sebastian Chosiński

31 VIII 2010

„Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Mons Kallentoft jest lepszy” – takim hasłem szwedzki krytyk Magnus Utvik zachęca czytelników do sięgnięcia po „Ofiarę w środku zimy”, pierwszy kryminał z komisarz Malin Fors w roli głównej. Jego słowa przedrukował na okładce książki jej polski wydawca. Czy są prawdą – można mieć jednak wątpliwości; przynajmniej po lekturze pierwszej odsłony serii. Nie ma w niej bowiem nic, do czego skandynawscy autorzy nie przyzwyczailiby nas już wcześniej.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Kot da Vinci
— Dawid Juraszek

12 polskich fantastów
— Dawid Juraszek

Lepiej sprawdź, czy kabina znajduje się za drzwiami…
— Dawid Juraszek

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.