Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Mała Esensja: Harry Potter i deus ex machina

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie będzie przesadą nazwanie ostatniego tomu cyklu Joanne K. Rowling najbardziej wyczekiwaną książką tego roku. Premiera „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci” odbiła się echem nawet w tak poważnym dzienniku jak „Rzeczpospolita”. O ile jednak powieść odegrała swoją rolę jako wydarzenie kończące cykl i odpowiadające na nurtujące czytelników pytania, o tyle w kategoriach dzieła literackiego nie zawsze się broni nawet wśród zagorzałych zwolenników…
UWAGA: recenzja zawiera informacje, które mogą być uznane za spoilery. Najbardziej niebezpieczne zostały przesunięte do przypisów.

J.K. Rowling
‹Harry Potter i Insygnia Śmierci›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHarry Potter i Insygnia Śmierci
Tytuł oryginalnyHarry Potter and the Deathly Hallows
Data wydania26 stycznia 2008
Autor
PrzekładAndrzej Polkowski
Wydawca Media Rodzina
CyklHarry Potter
ISBN978-83-7278-280-9
Format784s. 145×205mm
Cena49,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 17,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 24,50 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Konwoje strzeżonych ciężarówek dowiozły już do księgarń siódmy tom cyklu o przygodach Harry’ego Pottera, sprzedaż osiągnęła rekordowe wyniki (podobno w Londynie co 15 sekund sprzedawano jeden egzemplarz) i fani znają już odpowiedź na nurtujące wszystkich pytanie: kto zginął? Na forach internetowych i listach dyskusyjnych zakipiało – czytelnicy przerzucają się opiniami na temat książki („Zużyłam wszystkie chusteczki”; „Epilog znajduję rzygliwym”; „Wątek Snape’a jest jak z fanfika, jak Joaśka mogła nam to zrobić?!”; „To jakiś dowcip, prawdziwa książka wyjdzie za miesiąc” itp.) oraz próbują wyjaśnić szczegóły, które wydają im się nielogiczne lub sprzeczne z informacjami podawanymi w poprzednich tomach.
Trudno pisać o książce, jeśli najdrobniejsza informacja na temat jakiejś sceny może być poczytana za straszliwy spoiler, więc recenzja z konieczności będzie krótka, a stwierdzenia „ryzykowne” – umieszczone w przypisach. Moim głównym zarzutem jest to, że za dużo jest w powieści dłużyzn i scen zwyczajnie nudnych. Przez kilka środkowych rozdziałów bohaterowie snują się bez celu, sprawiając wrażenie, że autorka sztucznie rozciąga akcję w czasie, aby zamknąć ją w okresie roku szkolnego, jak to bywało w poprzednich tomach. Innego bowiem uzasadnienia dla wielotygodniowej wędrówki bohaterów nie widzę – w realnych warunkach najprawdopodobniej nie wytrzymaliby psychicznie albo ze stresu, albo zwyczajnie z nudy i braku towarzystwa. Wszelako o jakich „realnych warunkach” mówimy, skoro Joanne K. Rowling beztrosko serwuje nam żywego pająka siedzącego na oszronionej pajęczynie czy szukanie leśnych grzybów w zimie…
Okresy stagnacji przeplatane są dynamicznymi i dramatycznymi scenami, które jednak na mnie sprawiły wrażenie pokonywania kolejnych pól w dość losowo zorganizowanej grze planszowej. Owszem, jest kilka ładnych i wzruszających scen1), ale kilka razy bohaterowie dają dowody porażającej bezmyślności (scena z okiem), zaś autorka zniesmaczyła mnie pomysłem z użyciem wymiotnych cukierków w celach szpiegowskich. Wątek biografii Dumbledore’a mnie rozczarował: sensacyjna otoczka sugerowała, że wyjdą na jaw Bóg wie jakie zbrodnie z jego przeszłości, tymczasem to, co istotnie skrywał profesor, nie było – jak dla mnie – szczególnie wstrząsające, a reakcje bohaterów uważam za niewspółmierne. A może po prostu autorka nie umiała tego dostatecznie dramatycznie opisać? A skoro już jesteśmy przy reakcjach bohaterów: nie wiem, czy w poprzednich tomach dialogi były mniej „telenowelowe”, czy tylko ja tego nie widziałam, ale w „Insygniach Śmierci” niektóre (na przykład pewna rozmowa Harry’ego z Lupinem) sprawiły na mnie wrażenie niemal operetkowych.
Nudę środkowych rozdziałów z nawiązką jednak wynagrodziła mi końcówka, czyli kulminacyjna scena bitwy, a w szczególności opis odczuć Harry’ego idącego na decydujące starcie z Voldemortem – miałam silne skojarzenia z Lukiem Skywalkerem w pewnej scenie „Powrotu Jedi”.
Natomiast co do zaznaczonego w tytule niniejszej recenzji deusa z machiny, to przy lekturze VII tomu nie mogłam się opędzić od wrażenia, że wykorzystywanie przez autorkę tego chwytu kwalifikuje powieść do Księgi Rekordów Guinessa. Harry ma wizje poczynań Voldemorta tak często, jakby dysponował kamerą przemysłową. Dowiadujemy się o pewnej umiejętności domowych skrzatów, która okazuje się niezwykle przydatna w krytycznej sytuacji (to, że Harry o niej nie wiedział, nie jest niczym dziwnym, ale doświadczeni czarodzieje raczej powinni – w takim razie czemu nie wykorzystali tego w wojnie przeciw Voldemortowi?). Najbardziej wysilonym deus ex machina jest według mnie scena z przypadkowym podsłuchaniem rozmowy w lesie, z której to rozmowy Harry i spółka dowiadują się pewnej ważnej informacji.
Dodatkowo akcja zbyt często budzi wątpliwości w kwestii logiki. Bohaterowie wielokrotnie wykorzystują Eliksir Wielosokowy do udawania innych osób i zaklęcie Imperius do kierowania nimi, ale ważne instytucje powinny chyba mieć jakieś standardowe zabezpieczenia przed takimi intruzami?2). Zbyt wiele też razy autorka piętrzy przez wiele stron nonsensowne lub nieprowadzące donikąd zachowania bohaterów tylko dlatego, że była jej potrzebna jakaś konkretna scena czy zdarzenie3). No i ten zadziwiający upór bohaterów w kwestii noszenia na szyi pewnej groźnej i wywierającej negatywny wpływ rzeczy. WIEDZĄ, że im to szkodzi, mają możliwość bezpiecznego schowania, a mimo to zamiast potraktować gadżet niczym materiał radioaktywny, apiat’ pchają go sobie za koszulę…
Nie spodobał mi się również całkowity brak wykorzystania postaci, których udział w akcji poprzednich tomów wskazywał, że odegrają one jakąś istotną rolę. Na przykład w „Zakonie Feniksa” długi i nudny rozdział został poświęcony odnalezieniu przed Hagrida przyrodniego braciszka, który w „Księciu Półkrwi” zaistniał dość marginalnie, a w ostatnim tomie równie dobrze mogłoby go nie być. Oczywiście, każdy autor ma prawo pisać książki, jak mu się podoba, i fakt, że gros czytelników oczekiwało dramatycznej sceny z targanym wątpliwościami moralnymi Draco, Glizdogonem4) lub też Snape’em, nie oznacza, że taka scena musi zaistnieć. Jednakże sugerowanie czytelnikowi, że jakaś postać dostanie do odegrania kluczową rolę, a następnie spychanie jej na margines (patrz wątek Snape’a!) uważam za działalność nie fair.
Część tych zarzutów ma – jak sądzę – źródło w tym, że Joanne K. Rowling konsekwentnie stosuje przyjęty w pierwszych tomach sposób prowadzenia narracji polegający na tym, że czytelnik widzi tylko to, co tytułowy bohater, a o wydarzeniach, których nie był świadkiem, może dowiedzieć się tylko z rozmów. O ile z początku doskonale służyło to stopniowemu odkrywaniu przez czytelnika tajemnic świata czarodziejów i wczuwaniu się w Harry’ego, o tyle w ostatnich trzech, a co najmniej dwóch tomach takie ograniczenie ma niekorzystny wpływ na akcję i zmusza autorkę do karkołomnych nieraz wyczynów, mających poinformować czytelnika o tym, co dzieje się „poza ekranem”, jak również uniemożliwia rozwinięcie paru potencjalnie bardzo ciekawych wątków pobocznych (Snape, Malfoy, Neville, Weasleyowie).
Najkrótszym podsumowaniem siódmego tomu będzie chyba stwierdzenie, że najprawdopodobniej spodoba się osobom, którym spodobał się tom szósty. Jeżeli zaś ktoś woli atmosferę à la kryminały Agathy Christie w pierwszych trzech tomach, to… zapewne i tak przeczyta ostatni, ale raczej tylko po to, żeby wiedzieć, jak się cała historia skończy.
koniec
7 lutego 2008
1) Pojawienie się patronusa Shacklebolta, pogrzeb pewnej postaci drugoplanowej, inskrypcje na magicznej „tablicy pamiątkowej” przy ruinach domu Potterów, audycja radiowa.
2) No dobrze, bank zabezpieczenie ma – ale jakby trochę nie w tym miejscu…
3) Na przykład bezcelowa wizyta w Dolinie Godryka, bo potrzebne było uszkodzenie różdżki Harry’ego, albo wielotygodniowe noszenie przez trójkę bohaterów szkodliwego medalionu tylko po to, żeby ten w odpowiedniej chwili mógł… zrobić to, co zrobił.
4) Scena z Glizdogonem jest tak słabiutka, że jej obecności nie liczę.
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

O prawdzie nieskażonej ludzkimi wątpliwościami
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2017

Pełna harmonii i elegancji „Agonia dźwięków” niesie ze sobą piękne, humanistyczne przesłanie.

więcej »

Mała Esensja: Łamigłówki i sekrety
Marcin Mroziuk

15 IX 2017

Dla młodych czytelników, którzy gustują w sensacyjnych historiach, „William Wenton. Instytut szyfrów” jest z pewnością pozycją godną uwagi. W pierwszym tomie cyklu autorstwa Bobbiego Peersa znajdą oni bowiem trzymającą w napięciu, pełną niezwykłych wydarzeń opowieść, w której główna rola przypadła ich rówieśnikowi, a akcja toczy się naprawdę wartko.

więcej »

Karuzela
Joanna Kapica-Curzytek

14 IX 2017

W „O matko!” znajdziemy podszyty groteską portret niełatwych rodzinnych relacji połączony z głęboką psychologiczną wiwisekcją. Efekt jest znakomity: proza Palomasa jest wyrazista i niesztampowa.

więcej »

Polecamy

Czy można wyrosnąć z Tomka?

Wilmowski po latach:

Czy można wyrosnąć z Tomka?
— Wojciech Gołąbowski

Wyprawa ratunkowa jak wycieczka krajoznawcza
— Wojciech Gołąbowski

Dla czytelnika dorastającego z bohaterem
— Wojciech Gołąbowski

W nieznane, ale z kobietami
— Wojciech Gołąbowski

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Cudzego nie znacie: Koniec
— Karina Murawko-Wiśniewska, Michał R. Wiśniewski

Z tego cyklu

Łamigłówki i sekrety
— Marcin Mroziuk

Sztuka patrzenia
— Marcin Mroziuk

Rymowane reguły
— Marcin Mroziuk

Czary to nie wszystko
— Marcin Mroziuk

Jak zniechęcać do komiksów
— Wojciech Gołąbowski

Taka nauka to czysta przyjemność
— Marcin Mroziuk

Siódma porcja przyjemności
— Marcin Mroziuk

Czasem trudno dojść do słowa
— Marcin Mroziuk

Skok na bank
— Marcin Mroziuk

Nieudany występ mistrza
— Marcin Mroziuk

Tegoż twórcy

Fantastycznie po raz drugi
— Dominika Cirocka

Z biblioteki Hogwartu
— Dominika Cirocka

Co za dużo, to niezdrowo
— Dominika Cirocka

Nowa twarz Harry’ego Pottera
— Magdalena Kubasiewicz

Thriller o tematyce społecznej
— Joanna Kapica-Curzytek

Powrót do dzieciństwa
— Aleksandra Otręba

Cudzego nie znacie: Koniec
— Karina Murawko-Wiśniewska, Michał R. Wiśniewski

Cudzego nie znacie: Burza przed burzą
— Michał R. Wiśniewski

Cudzego nie znacie: Feniks w popiołach?
— Agnieszka Szady

Tegoż autora

Dobra robota, robocie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (23)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niech drozd spoczywa w spokoju
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Vahanara!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Scena łóżkowa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kosmiczne jaja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.