dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Horror rodzica

„Martwe światło”, horror Mariusza Kaszyńskiego, nie jest jakimś kamieniem milowym gatunku. Przyznać mu jednak należy, że straszy, a przynajmniej burzy spokój czytelnika. A o to przecież chodzi.

Mariusz Kaszyński
‹Martwe światło›

EKSTRAKT:60%
TytułMartwe światło
AutorMariusz Kaszyński
Wydawca RUNA
ISBN978-83-89595-51-5
Format368s. 125×195mm
Cena29,50
Data wydania22 lipca 2009
WWWPolska strona
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Przyznam, że do książki podchodziłem z rezerwą. Po pierwsze – znane mi teksty Kaszyńskiego niczym specjalnym się nie wyróżniały, stanowiły raczej dość błahe opowiadania grozy, bez pazura, banalne, na ogranych motywach. Po drugie – mdły tytuł książki do lektury bardzo nie zachęca (przyznam się szczerze – nie jestem w stanie go zapamiętać na dłużej niż jeden dzień – i to nie ze względu na jego złożoność, ale wręcz przeciwnie). Sądzenie po tytule oczywiście nie ma większego sensu, ale przyznajmy, że jest on pierwszym elementem, który ma za zadanie przyciągnąć uwagę czytelnika. Po trzecie wreszcie – gdy już książkę weźmie się do ręki, otrzymujemy informację, że rzecz zaczyna się od masakry trojga małych dzieci. Pierwsze skojarzenie jest oczywiste – autor braki w talencie nadrabia epatowaniem makabrą, próbami zszokowania czytelnika, przekraczaniem tabu, etc. Przypominam sobie niesmaczne opowiadanie Izy Szolc z zacnej, skądinąd, antologii „Księga strachu” i już się obawiam, że będzie to ten sam przypadek…
Na szczęście – ku mojemu zaskoczeniu – nie. Co prawda scen masakry i krwawej makabry nie zabraknie w książce (to nie spoiler, od tego rzeczywiście powieść się zaczyna), lecz w żadnym stopniu nie są one dominujące. Główną treścią powieści jest jednak stopniowe osaczanie bohatera przez Złego, ukazywane w formie kolejnych retrospekcji, gdy przebywający w więziennym szpitalu bohater powoli odzyskuje pamięć tego, co się działo w jego życiu w ostatnich miesiącach. I będzie to – jak przystało na rasowy horror – ukazane w formie opowieści stopniowo zwiększającej napięcie.
Nie będę jednak udawał, że „Martwe światło” jest jakimś bardzo oryginalnym dziełem. Inspiracje dla Kaszyńskiego są oczywiste – z jednej strony Stephen King (a w szczególności jego „Cmętarz zwieżąt”) z drugiej William Peter Blatty ze swoim głośnym „Egzorcystą”, rozsławionym ekranizacją Williama Friedkina. Co trzeba przyznać Kaszyńskiemu, to to, że potrafi te wzory zgrabnie, bez zgrzytów przeszczepić na polski grunt. Choćby po to by pokazać, że w Polsce znalezienie egzorcysty za pośrednictwem lokalnej parafii wcale nie będzie łatwym zadaniem…
„Martwe światło” nie jest idealne (na przykład nie zachwycają mnie dialogi, niektóre sceny wypadają nieco sztucznie), ale jednak jako horror sprawdza się dobrze. Po pierwsze dlatego, że jest bardzo konsekwentne w nastroju. Książka zaczyna się przerażająco i wyjątkowo ponury, pesymistyczny nastrój będzie dominował przez całą powieść (horrory z doklejonym na siłę happy endem to prawdziwa zmora gatunku). Po drugie – bo książka jest dobrze skonstruowana, umiejętnie odsłaniając fakty po początkowym ustaleniu w jakim kierunku historia ma zmierzać. Krótko mówiąc – od początku wiemy ogólnie, co się wydarzyło, ale dzięki temu śledzimy w napięciu, jak do tego doszło.
Po trzecie wreszcie i najważniejsze, „Martwe światło” cały czas rozgrywa jeden z lęków, który wielu czytelników może odnieść do samych siebie. Chodzi o lęk o swych najbliższych, w szczególności o własne dzieci. Lęk z jednej strony dość oczywisty – powodowany obawą o ich los, o zagrożenia, jakie na nie czyhają. Z drugiej strony, co chyba jest ciekawszym wkładem powieści do literatury grozy, pojawia się tu bardzo właściwy dla rodziców strach – czy w dziwnym zachowaniu mojego dziecka nie ma czegoś, czym naprawdę miałbym się zaniepokoić? Czy jest to zwykłe niegrzeczne zachowanie, humory, które miną następnego dnia? A może jest jakaś dużo poważniejsza przyczyna takiego postępowania, coś, z czym będzie trzeba się zmierzyć, bo taki jest obowiązek rodzica? I wcale niekoniecznie musi tu chodzić o opętanie przez demony.
koniec
1 października 2009
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Telenowela z wampirami w tle
Miłosz Cybowski

2 IX 2010

„Miasto kości” Cassandry Clare do złudzenia przypomina kiepską, brazylijską telenowelę. Bohaterowie bez przerwy toczą puste dyskusje, dowiadując się co jakiś czas o zaskakujących związkach, jakie ich ze sobą łączą (wraz z nieśmiertelnym, gwiezdnowojennym „Luke, I’m your father”). Tło opowieści, Nowy Jork pełen wampirów, wilkołaków, magów i demonów, tylko w niewielkim stopniu ratuje całą książkę.

więcej »

Co wolno pisarzowi w Iranie?
Daniel Markiewicz

1 IX 2010

Jeśli wydaje wam się, że życie powieściopisarza jest usłane różami, a jedyne ograniczenia, na jakie natrafia, to jego własna wyobraźnia, lektura „Irańskiej historii miłosnej. Ocenzurowano” powinna zmienić nieco wasz pogląd.

więcej »

Najmroźniejsza zima w historii
Sebastian Chosiński

31 VIII 2010

„Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Mons Kallentoft jest lepszy” – takim hasłem szwedzki krytyk Magnus Utvik zachęca czytelników do sięgnięcia po „Ofiarę w środku zimy”, pierwszy kryminał z komisarz Malin Fors w roli głównej. Jego słowa przedrukował na okładce książki jej polski wydawca. Czy są prawdą – można mieć jednak wątpliwości; przynajmniej po lekturze pierwszej odsłony serii. Nie ma w niej bowiem nic, do czego skandynawscy autorzy nie przyzwyczailiby nas już wcześniej.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Martwe światło – fragment 2
— Mariusz Kaszyński

Martwe światło
— Mariusz Kaszyński

Tegoż twórcy

Rytuał
— Mariusz Kaszyński

Klątwa Kinga
— Paweł Sasko

Skarb w glinianym naczyniu (fragment 2)
— Mariusz Kaszyński

Skarb w glinianym naczyniu
— Mariusz Kaszyński

Tegoż autora

Tetro w stylu retro
— Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Abrakadabra!
— Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: Terefere! Ty też terefere!
— Konrad Wągrowski

Salt ziemi czarnej
— Konrad Wągrowski

Doskonałe „Niedoskonałości”
— Konrad Wągrowski

Boys Are Back in Town
— Konrad Wągrowski

Ten film to barok
— Jakub Gałka, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: The Best of Oferma
— Konrad Wągrowski

Gdzież ta niegdysiejsza arogancka siła młodości?
— Konrad Wągrowski

ENH, czyli ponad pół setki filmów (2)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.