dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Esensja czyta: Grudzień 2009

Strona [«][‹] 1 z 2 [›][»]
Nasz cykliczny przegląd książek przechodzi na cykl miesięczny. W pierwszej odsłonie prezentujemy nasze oceny 16 pozycji wydanych w ostatnim czasie.

Beatrycze Nowicka [60%]
Nie przeczę, że sięgając po antologię „Nowe idzie”, miałam dość wygórowane oczekiwania odnośnie do jej zawartości. Głównie dlatego, iż w zamierzeniu miała przedstawić próbki twórczości młodych, lecz obiecujących autorów, poza tym jedno opowiadanie z tego zbioru było nominowane do Zajdla. Wreszcie – jedenaście tekstów to całkiem sporo, jest więc duża szansa na znalezienie czegoś dla siebie. Niestety, książka raczej mnie rozczarowała. Owszem – niemal wszyscy zaprezentowani autorzy umieją pisać. W dziesięciu tekstach nie znajdowałam potknięć czy niefortunnych wyrażeń, widać było za to, że młodzi pisarze mają wyczucie języka – potrafią za jego pomocą budować nastrój i opisywać tworzone przez siebie światy. Niestety, zdecydowana większość opowiadań cierpi na zaawansowaną atrofię fabuły i przerost objętości nad treścią. Często miałam wrażenie, jakby autorzy nie bardzo mieli pomysł, ale zależało im, by jednak coś do antologii napisać. Pozwolę sobie jeszcze przedstawić opowiadania i autorów:
Jewgienij T. Olejniczak „Noc szarańczy” – autor bardzo się starał stworzyć klimat, jednak akcji tam praktycznie nie ma. Są za to pomysły wykładane łopatologicznie ustami bohaterów.
Tomasz Kiljan „Przenicowanie” – bardzo dobrze napisane, lecz dosyć makabryczne opowiadanie, moim zdaniem brak wątku fantastycznego wyszedłby mu na dobre.
Adam Przechrzta „Smak apokalipsy” – humorystyczna postapokalipsa, z głównym bohaterem-przywódcą gromady niewolniczo mu oddanych superlasek.
Andrzej Miszczak „Harpunnicy” – nominowane do Zajdla. Jest zagadka, jest klimat, jeno… opowiadanie kończy się w miejscu, gdzie dopiero powinno się zaczynać.
Joanna Skalska „Wyspa” – znowu klimatyczny świat, w którym niewiele się dzieje. Historyjka o emigrantach i narkomanach z motywem „a może świat nie jest taki, na jaki wygląda”.
Piotr Rogoża „Więcej niż słowa” – to też opowiadanie z gatunku „zróbmy klimat”, do mnie przemówiło pewnie ze względu na bohaterów grających w zespole rockowym.
Paweł Majka „Oko cyklonu” – najdłuższy tekst i jak dla mnie jedyny, w którym autor miał do opowiedzenia ciekawą historię i mnóstwo pomysłów. Miejscami trochę chaotyczny, jakby Majka dał się ponieść i pozwolił sobie zdryfować daleko od pierwotnej wizji. Pobrzmiewają mi tutaj echa „Aristoi”, a koncepcja boga kojarzy mi się z „Upadkiem Hyperiona”.
Robert M. Wegner „Najpiękniejsza historia wszystkich czasów” – sprawiło na mnie wrażenie, jakby autor zanadto przejął się postawioną przez Sapkowskiego tezą, jakoby cała fantastyka opierała się na micie arturiańskim. Świetnie napisane, ale niczego nowego nie wnosi. Kolejna próba opowiedzenia starej historii w nowej scenografii.
Dawid Juraszek „Rzyg” – jednostka kontra System, gdzie system to miasto opalane gnojem. Tytuł nader trafnie podsumowuje jakość.
Cezary Zbierzchowski „Płonąc od środka” – szkic ledwie.
Jakub Małecki „Każdy umiera za siebie” – ponury klimat i udane portrety psychologiczne bohaterów-marynarzy na tonącym „Kursku”. Zrobiło na mnie wrażenie.
Anna Kańtoch [60%]
Właściwie mogę podpisać się pod recenzją Jakuba Gałki. Sympatyczne toto, ale jednocześnie dość błahe. Na plus: lekki styl, na minus fakt, że niestety tożsamość głównego złoczyńcy jest boleśnie oczywista. Do przeczytania i zapomnienia.
Anna Kańtoch [60%]
Fabuła zdecydowanie lepsza niż w „Azazelu” plus niezła zabawa zgranymi, zdawałoby się do cna, elementami, takimi jak np. ukryte skarby hinduskiego księcia. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie bohaterowie. Już dawno nie widziałam gromady tak antypatycznych postaci. Stara panna uważa mężatkę za kretynkę, a mężatka zadziera nosa, widząc starą pannę. Anglik uważa się za nieskończenie lepszego od Francuza, Francuz z wyższością traktuje Anglika, wszyscy zaś uważają Japończyka za dzikusa, który to dzikus, rzecz jasna, sądzi, iż Europejczykom jeszcze sporo brakuje do cywilizacji. Byłby to więc nieco karykaturalny, ale może i zbliżony do prawdy portret ludzi drugiej połowy XIX wieku, gdyby nie jeden wyjątek, czyli Fandorin. On jest tolerancyjny i ma otwarty umysł, on zrozumie i Japończyka i Francuza i Anglika, a nawet starą pannę, on nikim nie gardzi i – co więcej – nikt nie gardzi nim, choć przecież całe to towarzystwo gotowe jest wdeptać w ziemię bliźniego swego przy byle okazji. Jest w tym braku równowagi jakaś straszliwa sztuczność – na mój rozum albo Fandorin powinien mieć mniej cech pozytywnych albo pozostali bohaterowie mniej negatywnych. A tak nikogo tu nie da się polubić: ani małostkowych, ograniczonych i – jak się okazuje pod koniec – chciwych podejrzanych ani kryształowo uczciwego, wszystkowiedzącego, młodego, przystojnego i naznaczonego tragedią z przeszłości (!) detektywa, którego jedyną bodaj wadą jest fakt, że czasem się jąka.
Jędrzej Burszta [100%]
Majstersztyk pod każdym względem. O sadze Brzezińskiej napisano już tyle dobrego, że szkoda się powtarzać – najważniejsze jednak, że ostatni, długo wyczekiwany tom nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań. Urzeka misternie skonstruowana fabuła, łącząca wielką, epicką historię z losami pomniejszych, przewijających się w tle postaci o różnorodnym pochodzeniu i charakterze, które – choć żyją przecież w świecie fantastycznym – zostały opisane niezwykle realistycznie, z dbałością o szczegóły. „Letni deszcz. Sztylet” z wielowątkowego, monumentalnego eposu przeistacza się baśń – mroczną, pogmatwaną, piękną i okrutną. Każdego z bohaterów dosięgnie przeznaczenie, ale domknięcie ich historii nigdy nie jest proste i oczywiste; przeciwnie, Brzezińska subtelnie spina porozrzucane wątki, nie wyjawiając wszystkiego, pozostawiając tu i ówdzie tropy i odniesienia. Podobnie jak w poprzednich tomach, autorka traktuje czytelnika jak inteligentnego partnera, który razem z nią uczestniczący w odkrywaniu tajemnic bogów i śmiertelników przebogatego, na poły mitycznego, na poły historycznego świata. Nie dość zachwytów – dla mnie jest to najlepszy (bo najoryginalniejszy) polski cykl fantasy. O jego sile oddziaływania najlepiej chyba zaświadcza fakt, że po skończonej lekturze ostatniej części trudno mi się było otrząsnąć ze smutku i żalu, że to już naprawdę koniec. Potężna, perfekcyjna opowieść.
Jędrzej Burszta [70%]
Pierwsza powieść Chandlera, i pierwsze spotkanie z – dzisiaj wręcz archetypicznym – prywatnym detektywem Philipem Marlowe’em. Chociaż specyficzny, wielokrotnie parodiowany styl Chandlera zestarzał się nieco przez lata, lektura „Głębokiego snu” to nadal przyjemność: pogmatwana fabuła wciąga, bawią cyniczne uwagi Marlowe’a, ale i tak największą radość przynosi wyłapywanie soczystych, charakterystycznych chandlerowskich porównań czy cytatów („Żadna z dwóch obecnych w pokoju osób nie zwróciła uwagi na moje wtargnięcie, choć tylko jedna z nich była martwa”). W skrócie: niekwestionowana klasyka, z wszelkimi wadami i zaletami z tego wynikającymi.
Anna Kańtoch [70%]
Na wycieczkowym statku ginie młoda, piękna i bardzo bogata kobieta. Kto z kilkunastu podejrzanych jest mordercą? Dawna narzeczona jej męża, doradca prawny, anarchista, podstarzała dama podróżująca wraz z ubogą krewną, dziwny archeolog… Każdy z nich miał powód, by zabić, co rzecz jasna, wymaga u czytelnika sporego zawieszenia niewiary, jeśli jednak ktoś akceptuje zasady klasycznego kryminału, z pewnością dobrze się będzie bawił. Bo w „Śmierci na Nilu” jest wszystko to, czego po powieściach Christie można oczekiwać. Mamy tu więc naszkicowane kilkoma kreskami i mieszczące się w konwencji, ale jednocześnie przekonujące, a przede wszystkim sympatyczne postaci, precyzyjnie skonstruowaną, wciągającą intrygę i to, co najważniejsze, czyli zaskakujące zakończenie. Nie ma tylko klimatu, a szkoda, bo podróż w górę Nilu aż się prosi o odrobinę egzotyki, nie mówiąc już o tym, że afrykańska duchota, gdyby pokusić się o jej malownicze opisanie, ładnie podkreśliłaby atmosferę zagrożenia.
Marcin T.P. Łuczyński [70%]
„W sklepie meblowym opieprzyła mnie ekspedientka: ja jestem tylko od białej tapicerki! (Specjalizacja dość wąska). Druga zgodziła się (sic!), choć bardzo niechętnie i po długich prośbach (sic!) sprzedać mi ławę jeszcze dzisiaj (późne popołudnie) mimo, że musiała osobiście zejść do magazynu, ale gdy przeciągało się szukanie śrub i szufladki, powiedziała: Gubi mnie ta uprzejmość dla klientów (sic!) Mam bilety do teatru. Po brakujące części niech pan przyjdzie jutro. No i co ja mogę powiedzieć tej starej kurwie? […]”
„Od dawna już wprowadzono zwyczaj całowania się mężczyzn przy stopniach samolotu. […] Początkowo obejmowali się na niedźwiedzia i całowali w policzki, ale to mało, nie oddawało pełni uczucia. Ktoś pierwszy odważył się na pocałunek w usta. Jeszcze nieśmiało, skromnie, przy zamkniętych wargach. Ktoś później oddał już pocałunek. Chwyciło. Obecnie całują się już w otwarte mokre usta, cudownie pederastycznie, i nikogo to już nie dziwi. […] Sądzę, że niedaleki jest już czas, gdy na płycie lotnika któryś bratni towarzysz, objąwszy drugiego bratniego towarzysza lewą ręką, otoczy mu mocno szyję, wpije mu się w usta, a prawą chwyci za jaja i przygarnie do siebie.”
Ciekawa rzecz. Pamiętnik zamierzony, choć niedokończony. Nie pisany systematycznie i sukcesywnie, jak monumentalny dziennik Jarosława Iwaszkiewicza, niesamowicie smaczne diariusze Stefana Kisielewskiego, Leopolda Tyrmanda czy Witolda Gombrowicza. Dobrowolski pisał swoje notatki głównie w stanie wojennym. Tylko część fragmentów została przezeń zredagowana i przepisana na maszynie – reszta pozostała w formie krótkich zapisów, często jednozdaniowych, toteż pod koniec lektura książki nie jest już tak przyjemna jak na początku, także za sprawą upchania jej fragmentami i szkicami skeczy kabaretowych, które autor planował zrealizować, względnie chciał po prostu zanotować na przyszłość. Niemniej dla tych początkowych fragmentów warto „Wspomnienia moich pamiętników” przeczytać, bo są to niezwykle soczyste, dosadne, dowcipne komentarze PRL-owskiej rzeczywistości. Dobrowolski potrafił uwypuklić rzeczywisty ciężar wydarzeń tragicznych i przygnębiających za sprawą czarnego, wisielczego humoru, gdy pisał o mordzie na księdzu Popiełuszce, na Grzegorzu Przemyku czy Piotrze Bartoszcze. Sporo tu żółci, żalu, złości, rozpaczy, szyderstwa, uczuć człowieka, który z rzeczywistością PRL-u mógł walczyć tylko na stronach dziennika. Zadziwiające, jak wielu fragmentów nie trzeba by zmieniać ani o jotę, by opisać nimi współczesną Polskę. Zadziwiające, ale głównie przerażające…
Jakub Gałka [60%]
Jak zwykle u Dukaja (przynajmniej w krótkiej formie) – genialne pomysły i budzące mieszane uczucia wykonanie. Genialność konceptu jest oczywista i szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem dywagacje spod znaku „dla kogo?”. Dukaj nie opowiada bowiem o rzeczywistym stanie wojennym: nie wykłada trudnej historii współczesnym dzieciom dopasowanym do nich językiem ani nie bawi się ze swoimi rówieśnikami w grę skojarzeń „jak byłem mały, to mówiłem na tych z pałkami MOMO i myślałem, że WRON to zmutowany diabelski ptak z innego wymiaru”. On po prostu pisze urban fantasy (stylizowaną na klasyczną, dość mroczną bajkę), opartą jedynie na jakichś motywach, opowiada historię, dla której punktem wyjściowym był stan wojenny – transponuje pewne charakterystyczne cechy tamtych czasów na język bajkowy. Stąd i jedne skojarzenia i przekształcenia są mniej, a inne bardziej oczywiste, jedne mniej (pan Beton), a drugie bardziej trafne, niektóre odwołujące się nie tylko do samego stanu wojennego, ale też szeregu innych skojarzeń, również popkulturowych (tworzący jedność Członkowie, GAZ na ulicach, Maszyna-Szarzyna). Jak zwykle Dukaj ładnie bawi się słowem, uprawia radosne słowotwórstwo świadczące o nieograniczonej wyobraźni, ale sama stylizacja – zdania zerokrotnie złożone, pisane jakby przez dziecko, ale nie do końca, bardzo skąpe opisy, przeskoki narracyjne – to strzał kulą w płot, nieprzydający „Wrońcowi” klimatu, a jedynie utrudniający czytanie. Wątpliwości budzi też fabuła – wiele się tu nie dzieje, a jednak, między innymi przez nietrafioną stylizację, wciągnąć czytelnika to nie potrafi, za to razi emocjonalnym chłodem, który – tak mi się zdaje – odepchnie szczególnie młodszych czytelników. Ostatecznie jak na Dukaja słabo, ale jako czytelnicza ciekawostka jest to warte uwagi, zwłaszcza że przecudnie zilustrowane – gdyby nie to, ocena byłaby przynajmniej o 20% niższa.
Daniel Markiewicz [40%]
Tym razem Dukaj przesadził. Jego poszukiwania wciąż nowych wyzwań można rozumieć – i doceniać – dopóki się one sprawdzają w już gotowym tekście. „Wroniec” jest jednak książką wyzutą z emocji, w dodatku skierowaną do nikogo. Bo przecież nie do dzieci, które nie zrozumieją nawiązań do stanu wojennego, ani też do dorosłych – zaprezentowany w książce łopatologiczny styl nie spodoba się miłośnikom dotychczasowego pisarstwa autora „Innych pieśni”. Ba, nie spodoba się on nikomu, kto przynajmniej od czasu do czasu chciałby znaleźć w książce zdanie złożone. Chyba że kogoś zachwyci sam fakt pojawienia się w polskiej literaturze novum, jakim z pewnością jest wystylizowana na baśń opowieść o stanie wojennym. A o tym, że takie zachwycone osoby się znajdują, świadczy choćby fakt ponownej nominacji Dukaja do Paszportu Polityki. Byłoby naprawdę wielką ironią losu, gdyby tarnowski pisarz otrzymał tę nagrodę w roku wydania „Wrońca”, zamiast – o wiele bardziej zasłużenie – za monumentalny „Lód”. Czyżby szykował się laur pocieszenia? Zobaczymy.
Mieszko B. Wandowicz [70%]
Czytam te wszystkie recenzje, egzegezy, esensyjną dyskusję i widzę, że tak naprawdę nikt poza mną „Wrońca” nie zrozumiał. Przecież ta powieść w oczywisty sposób traktuje o żydowskim spisku – czym, jeśli nie studiowaniem zapisanych hebrajszczyzną poleceń, może być czytanie książek od prawej do lewej strony w głównej kwaterze ptasiego tyrana? Co prawda, zapewne obawiając się oskarżeń o antysemityzm, objaśnia Dukaj tę kwestię inaczej, ale ilustracja ze strony 242 nie pozostawia złudzeń, kto jest wszystkiemu winny.
Teraz parę słów tak, żeby cenzura nie wycięła. Pierwsze pytanie, jakie nasunęło mi się w trakcie lektury „Wrońca”, brzmiało: czy Dukaj postanowił pisać dla dzieci, czy – jak dzieci? Powiedzmy sobie szczerze: budujące książkę krótkie, proste zdania są nie tylko nie-Dukajowe, ale i mało baśniowe; bywają po prostu… dziecinne. Potem zaś pojawił się fragment: „Smoliste ślepia musiały wysyłać niewidzialne promienie paraliżujące, bo Adaś nie mógł się ruszyć ani kroku w tył, ani w przód”. I te promienie paraliżujące nijak do dziecięcego myślenia nie pasowały. Chyba zabrakło trochę językowej konsekwencji, a i samej obranej koncepcji stylu przydałaby się mała korekta. Szkoda także, że autor nie trzymał się twardo pomysłu, żeby umieszczać w tekście symbole raczej zjawisk czy grup niż konkretnych postaci, i zrobił jeden wyjątek. Tak czy inaczej – „Wroniec” wciąga. Do języka łatwo się przyzwyczaić, a wtedy pozostaje historia – celowo nierealistyczna, nielogiczna, ale czarująca wielobarwnością. Bajkowa, lecz niepozbawiona scen (rozsądnie) okrutnych – jak w tradycyjnych, słodko-gorzkich baśniach. Wreszcie – co niewiele mniej ważne od tekstu – wyposażona w znakomite ilustracje Jakuba Jabłońskiego.
Powieść otwierają dwa cytaty – jeden z „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra” Carrolla, drugi z „Drogi” McCarthy’ego. Obie te pozycje – jeśli spróbować zapomnieć na chwilę o historyczno-politycznym aspekcie „Wrońca” – są niezłym do niego kluczem. Trzeba jednak pamiętać, że książka Dukaja jest, po pierwsze, po stokroć mniej zakręcona niż „Alicje”, po drugie – nie udaje jej się oddziaływać na emocje (w tych momentach, w których takie zdaje się zamierzenie autora: w oszczędny, pozornie suchy sposób przedstawić zdarzenia poruszające) w stopniu choćby zbliżonym do prozy McCarthy’ego. Pozostaje jednak ciekawym, niejednopłaszczyznowym eksperymentem i lekturą, którą po prostu dobrze się czyta. Mimo wszystko.
Strona [«][‹] 1 z 2 [›][»]
dodajdo

Komentarze

13 I 2010   09:37:37

pan wandowicz mógłby się zastanowić nad publikowaniem w poważnym mimo wszystko miejscu anty semickich żarcików

15 I 2010   18:03:

Tzn.: mam zacząć publikować? Bo jak dotąd żadnego sobie nie przypominam.

Pzdr.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Telenowela z wampirami w tle
Miłosz Cybowski

2 IX 2010

„Miasto kości” Cassandry Clare do złudzenia przypomina kiepską, brazylijską telenowelę. Bohaterowie bez przerwy toczą puste dyskusje, dowiadując się co jakiś czas o zaskakujących związkach, jakie ich ze sobą łączą (wraz z nieśmiertelnym, gwiezdnowojennym „Luke, I’m your father”). Tło opowieści, Nowy Jork pełen wampirów, wilkołaków, magów i demonów, tylko w niewielkim stopniu ratuje całą książkę.

więcej »

Co wolno pisarzowi w Iranie?
Daniel Markiewicz

1 IX 2010

Jeśli wydaje wam się, że życie powieściopisarza jest usłane różami, a jedyne ograniczenia, na jakie natrafia, to jego własna wyobraźnia, lektura „Irańskiej historii miłosnej. Ocenzurowano” powinna zmienić nieco wasz pogląd.

więcej »

Najmroźniejsza zima w historii
Sebastian Chosiński

31 VIII 2010

„Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Mons Kallentoft jest lepszy” – takim hasłem szwedzki krytyk Magnus Utvik zachęca czytelników do sięgnięcia po „Ofiarę w środku zimy”, pierwszy kryminał z komisarz Malin Fors w roli głównej. Jego słowa przedrukował na okładce książki jej polski wydawca. Czy są prawdą – można mieć jednak wątpliwości; przynajmniej po lekturze pierwszej odsłony serii. Nie ma w niej bowiem nic, do czego skandynawscy autorzy nie przyzwyczailiby nas już wcześniej.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2009

Konkurs na plakat spektaklu
— Teatr Polski w Poznaniu

Nominacje Elektorskie do Nagrody Żuławskiego 2010

Znudziła mi żółwia
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Książki kwartału: Jesień 2009
— Esensja

Siła spokoju
— Daniel Markiewicz

Nominacje do Książki Roku 2009
— Esensja

Śmierć na Oceanie Indyjskim
— Jakub Gałka

Dukaj napisał książkę dziwną
— Artur Chruściel, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Krzysztof Wójcikiewicz

Z tego cyklu

Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Luty-marzec 2010
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk

Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Styczeń-luty 2009
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż twórcy

Do księgarni marsz: Wrzesień 2010
— Esensja

Zajdle dla Kańtoch i Wegnera

Nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2009

Konkurs na plakat spektaklu
— Teatr Polski w Poznaniu

Esensja czyta: Luty-marzec 2010
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk

Nominacje Elektorskie do Nagrody Żuławskiego 2010

Do księgarni marsz: Kwiecień 2010
— Esensja

Weekendowa Bezsensja: 11 największych katastrof kulinarnych literatury popularnej
— Aleksandra Graczyk, Agnieszka Hałas, Karina Murawko-Wiśniewska, Agnieszka Szady

Do księgarni marsz: Luty 2010
— Esensja

Retro-przygodówka
— Jakub Gałka

Tegoż autora

Tetro w stylu retro
— Konrad Wągrowski

Co wolno pisarzowi w Iranie?
— Daniel Markiewicz

Mała Esensja: Abrakadabra!
— Konrad Wągrowski

Weekendowa Bezsensja: Teatrzyk Suchych Gnatów (5)
— Andrzej Gomołysek, Daniel Markiewicz

Weekendowa Bezsensja: Terefere! Ty też terefere!
— Konrad Wągrowski

Salt ziemi czarnej
— Konrad Wągrowski

Doskonałe „Niedoskonałości”
— Konrad Wągrowski

Czarny romantyzm
— Jędrzej Burszta

Boys Are Back in Town
— Konrad Wągrowski

Ten film to barok
— Jakub Gałka, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.