dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Nikomu nie jest do śmiechu

„Śmiejący się policjant” to najbardziej znana z dziesięciu książek kryminalnych szwedzkiego duetu Maj Sjöwall i Per Wahlöö ze sztokholmskim komisarzem Martinem Beckiem w roli głównej. Została już wydana w Polsce w 1973 roku, teraz ponownie trafiła na księgarskie półki, tyle że w nowym tłumaczeniu. Czy warto było? Bezsprzecznie! Dla amatorów skandynawskich powieści detektywistycznych to lektura obowiązkowa.

Maj Sjöwall, Per Wahlöö
‹Śmiejący się policjant›

EKSTRAKT:80%
TytułŚmiejący się policjant
Tytuł oryginalnyDen skrattande polisen
AutorzyMaj Sjöwall, Per Wahlöö
Wydawca Amber
CyklMartin Beck
ISBN978-83-241-3601-8
Format208s. 145×210mm; oprawa twarda
Cena29,80
Data wydania16 lutego 2010
WWWPolska strona
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wydawnictwo Amber od ubiegłego roku sukcesywnie publikuje pochodzące z lat 1965-1975 powieści detektywistyczne uważanej za „rodziców skandynawskiego kryminału” pary małżeńskiej Maj Sjöwall i Per Wahlöö. Po „Roseannie” (1965), „Mężczyźnie, który rozpłynął się w powietrzu” (1966) oraz „Mężczyźnie na balkonie” (1967) ukazał się właśnie – najbardziej znany poza Szwecją – czwarty tom cyklu z komisarzem Martinem Beckiem w roli głównej, czyli „Śmiejący się policjant”. Książka ukazała się w dramatycznym dla krajów Europy Zachodniej (choć również dla Stanów Zjednoczonych, jak i Polski oraz Czechosłowacji) 1968 roku, czego – wcale nie dalekie i wcale nie między wierszami – echa pojawiają się także na jej kartach. Sjöwall i Wahlöö znani byli bowiem ze swoich lewicowych – a z biegiem czasu niemal kryptokomunistycznych – poglądów, dlatego też ich dzieła były dostępne w krajach demokracji ludowej; w PRL-u wydano trzy, w tej liczbie też – pięć lat po szwedzkiej premierze – „Śmiejącego się policjanta”1). W tym samym roku doczekał się on również adaptacji filmowej. Na ekran przeniósł go Amerykanin Stuart Rosenberg, a główną rolę zagrał sympatyczny Walter Matthau. Problem z tym filmem jest jednak taki, że jego akcję przeniesiono z pochmurnego i deszczowego Sztokholmu do słonecznego San Francisco, przy okazji zmieniając oczywiście personalia śledczego – zamiast z komisarzem Beckiem mamy w nim do czynienia z sierżantem Jakiem Martinem. Reszta w ogólnym przynajmniej zarysie przypomina powieść…
Akcja rozpoczyna się 13 listopada (1967? 1968 roku?) wieczorem. Martin Beck – policjant wydziału do spraw przemocy fizycznej Policji Sztokholmskiej – gra właśnie w szachy, choć szachistą jest fatalnym, ze swoim przyjacielem i najbliższym współpracownikiem Lennartem Kollbergiem. W tym samym czasie służby porządkowe tłumią lewicową demonstrację odbywającą się w szwedzkiej stolicy pod ambasadą Stanów Zjednoczonych. Manifestanci nie mogą wybaczyć prezydentowi Lyndonowi Johnsonowi – w końcu przedstawicielowi partii demokratycznej! – zaangażowania w wojnę wietnamską. Na ulicach miasta dochodzi niemal do zamieszek. Funkcjonariusze, którzy pełnią tego dnia służbę patrolową, a są między nimi znani ze swego lenistwa i nieudolności Kalle Kristiansson i Kvant, wolą trzymać się więc z dala od centrum. Opuszczają swój rewir i jadą do położonej pod Sztokholmem – a w zasadzie będącej jedną z jego dzielnic – Solnej. Liczą na to, że tam spokojnie przeczekają do końca służby, a tymczasem trafiają w samo oko cyklonu. Chwilę przed ich pojawieniem się w miejscu, w którym być nie powinni, dochodzi do wypadku piętrowego autobusu miejskiego, który wylatuje z drogi i uderza w ogrodzenie oddzielające ulicę od pustego o tej porze dnia dworca towarowego. Kiedy zaglądają do środka wozu, ich oczom ukazuje się przerażający widok – zamordowani kierowca i (prawie) wszyscy pasażerowie. W panice zaczynają krążyć po piętrusie, przekonani, że morderca gdzieś się w nim jeszcze ukrywa – może za siedzeniami, a może na wyższej kondygnacji. W efekcie, choć nikogo podejrzanego nie znajdują, zadeptują całą masę śladów, co skutecznie utrudnia późniejsze dochodzenie. Wezwani na miejsce zdarzenia Beck, Kollberg i ich kompan z wydziału Gunvald Larsson są nie mniej od nich wstrząśnięci – tym bardziej że wśród ofiar jest ich kolega z komendy, młody Åke Stenström.
Wieści o masakrze w autobusie szybko obiegają Sztokholm, następnego dnia rozpisują się już o niej gazety. Takiego zdarzenia Szwecja bowiem jeszcze nie przeżyła. Osiem osób zabitych i jedna przewieziona do szpitala w stanie agonalnym – wszyscy trafieni pociskami ze starego karabinu maszynowego produkcji fińskiej. Kto dokonał takiej potworności? Maniak, psychopata, jak uważają dziennikarze? Tak mógłby pomyśleć nawet Martin Beck, gdyby nie obecność w autobusie policjanta Stenströma. Co robił on w tym miejscu i o tej porze? Nikt nie zna odpowiedzi, nawet jego narzeczona Åsa Torell, która jednocześnie wyklucza możliwość, by Åke miał kogoś na boku, o czym mógłby świadczyć fakt, że na siedzeniu obok niego znajdowały się zwłoki niespełna trzydziestoletniej pielęgniarki Britt Danielsson. Śledztwo od samego początku trafia na poważne problemy; przez dłuższy czas nie udaje się zidentyfikować jednej z ofiar, mężczyzny – w dużym stopniu utrudniają to odniesione przez niego rany głowy. Policja, i tak mająca od dłuższego czasu złą prasę, nie może jednak pozwolić sobie na kolejne niepowodzenie; zostaje więc powołany specjalny zespół – z Beckiem i Kollbergiem na czele – którego zadaniem jest jak najszybsze rozwikłanie zagadki tej makabrycznej zbrodni. Na pomoc zostają ściągnięci najlepsi detektywi z innych regionów kraju: Per Månsson – mistrz w przeprowadzaniu rewizji – przyjeżdża z Malmö, a Ulf Nordin – niezrównany w tropieniu – z norrlandzkiego Sundsvallu. Jeśli dorzucić jeszcze do tego grona, znanych już z poprzednich odsłon cyklu, obdarzonego fotograficzną wręcz pamięcią Fredrika Melandera oraz niezbyt lubianego przez kolegów, lecz znanego ze swego uporu i konsekwencji Einara Rönna – można być spokojnym, że w zastawione przez nich sieci wpadnie w końcu nie tylko płotka, ale i sum.
W „Śmiejącym się policjancie” znajdujemy to wszystko, co po latach pojawi się również w twórczości chociażby Henninga Mankella (niepowtarzalny mroczny klimat, rozmach w planowaniu zbrodniczej intrygi, pogłębiony portret psychologiczny głównego bohatera serii) i Stiega Larssona (wątek obyczajowy połączony z krytyką bardzo często niewydolnego socjaldemokratycznego modelu państwa opiekuńczego i wciąż obecna w społeczeństwie niechęć do obcych, a zwłaszcza imigrantów z krajów arabskich), by pozostać tylko przy tych dwóch – najbardziej znanych poza ojczyzną – literackich spadkobierców duetu Sjöwall-Wahlöö. Są też jednak różnice. Mankell (z upływem czasu i rozwojem cyklu o Kurcie Wallanderze coraz bardziej) i Larsson (od samego początku tworzenia „Millenium”) lubili się rozpisywać, tymczasem Sjöwall i Wahlöö pozostają wierni prozie dość ascetycznej w formie. W ich książkach nie uświadczymy rozbudowanych opisów; małżeńska para przypomina raczej malarzy, którzy tworzą zarysy postaci i akcji szybkimi, ale wyrazistymi, machnięciami pędzla. Przez dłuższy czas może się nawet wydawać, że mamy do czynienia z chaotycznie powstającym dziełem sztuki, lecz w tym pozornym szaleństwie jest metoda – by ją docenić, trzeba cierpliwie doczytać powieść do końca (co, z racji niezbyt dużej objętości, nie należy do najtrudniejszych czytelniczych wyzwań). Dopiero wtedy, kiedy już wszystkie elementy układanki znajdują się na swoich miejscach, można docenić finezję, z jaką obmyślono intrygę kryminalną. To, z czym mamy do czynienia we wstępie, czyli masakra w autobusie, okazuje się bowiem jedynie wierzchołkiem góry lodowej.
Szwedzcy autorzy starają się zachowywać dystans wobec opisywanych przez siebie stróżów prawa, co zaiste musiało być dla nich niełatwe. Znani ze swojej niechęci do struktur kapitalistycznego państwa, nierzadko prezentujący policję jako aparat represji, stworzyli postać komisarza Martina Becka, którego – pomimo jego wad, mrukliwości i upartego tkwienia w nieudanym małżeństwie – trudno nie lubić i nie szanować; ze stosunkiem do jego kolegów bywa już jednak różnie. Powieść, zgodnie z tytułem, nie jest pozbawiona elementów humorystycznych, choć ich głównym źródłem jest ironia, z jaką twórcy traktują – idąc ich tropem rozumowania – funkcjonariuszy reżimu. Niekiedy to ironia bardzo ostra i niewybredna, świadcząca jednak również o sporej przenikliwości i inteligencji.
koniec
13 marca 2010
1) Jeszcze dalej w hołubieniu pisarskiego tandemu posunęły się jednak władze radzieckiej kinematografii, które w 1979 roku zezwoliły nawet łotewskiemu reżyserowi Jānisowi Streičsowi na realizację telewizyjnego filmu („Niezakonczennyj użyn”) na podstawie szóstej w kolejności powieści „Polis, polis, potatismos” (1970).
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Telenowela z wampirami w tle
Miłosz Cybowski

2 IX 2010

„Miasto kości” Cassandry Clare do złudzenia przypomina kiepską, brazylijską telenowelę. Bohaterowie bez przerwy toczą puste dyskusje, dowiadując się co jakiś czas o zaskakujących związkach, jakie ich ze sobą łączą (wraz z nieśmiertelnym, gwiezdnowojennym „Luke, I’m your father”). Tło opowieści, Nowy Jork pełen wampirów, wilkołaków, magów i demonów, tylko w niewielkim stopniu ratuje całą książkę.

więcej »

Co wolno pisarzowi w Iranie?
Daniel Markiewicz

1 IX 2010

Jeśli wydaje wam się, że życie powieściopisarza jest usłane różami, a jedyne ograniczenia, na jakie natrafia, to jego własna wyobraźnia, lektura „Irańskiej historii miłosnej. Ocenzurowano” powinna zmienić nieco wasz pogląd.

więcej »

Najmroźniejsza zima w historii
Sebastian Chosiński

31 VIII 2010

„Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Mons Kallentoft jest lepszy” – takim hasłem szwedzki krytyk Magnus Utvik zachęca czytelników do sięgnięcia po „Ofiarę w środku zimy”, pierwszy kryminał z komisarz Malin Fors w roli głównej. Jego słowa przedrukował na okładce książki jej polski wydawca. Czy są prawdą – można mieć jednak wątpliwości; przynajmniej po lekturze pierwszej odsłony serii. Nie ma w niej bowiem nic, do czego skandynawscy autorzy nie przyzwyczailiby nas już wcześniej.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Do księgarni marsz: Luty 2010
— Esensja

Tegoż twórcy

Jak żółw ociężale rusza maszyna do zbrodniarza ospale
— Sebastian Chosiński

Książki kwartału: Zima 2010
— Esensja

Komisarz Beck za żelazną kurtyną
— Sebastian Chosiński

Wilk w owczej skórze
— Sebastian Chosiński

Prezenty świąteczne: 100 książek, które powinieneś położyć pod choinką
— Esensja

Uwaga na wścibskich sąsiadów!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Do księgarni marsz: Styczeń 2009
— Esensja

Tegoż autora

Najmroźniejsza zima w historii
— Sebastian Chosiński

Kino totalitarne: Ballada o „Czerwonym Kacie”
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Samotnym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Ten okrutny XX wiek: Poeta zmarnowanego pokolenia
— Sebastian Chosiński

Ten okrutny XX wiek: Pean na cześć wolności
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Życie jak gruszki na wierzbie
— Sebastian Chosiński

Efekt domina – zbrodnia nie jedyna
— Sebastian Chosiński

Wyspa, wyspa, mat’ rodnaja
— Sebastian Chosiński

Mroczno jak w Raju
— Sebastian Chosiński

Quasimodo z morskiej latarni
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.