Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 19 lutego 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Kiedy czytam swoje książki ponownie, nie przypominam sobie, bym to ja je napisał!

Esensja.pl
Esensja.pl
Graham Masterton
Ma na koncie ponad sto książek. Mimo że jest autorem nieszczególnie rozpieszczanym przez krytykę, od lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem wśród czytelników. Piotr Dobry rozmawia z Grahamem Mastertonem o jego powstającym właśnie horrorze „Bazyliszek”, zapłacie w polskiej kiełbasie i wielu innych interesujących rzeczach.

Graham Masterton

ImięGraham
NazwiskoMasterton
WWW
Piotr Dobry: Lubię Pana książki, ale z przykrością muszę stwierdzić, że ostatnie dwa lata rządów w Polsce były nawet straszniejsze niż Pana horrory. Śledzi Pan w ogóle sytuację w polskiej polityce? Pytam, gdyż w takich powieściach jak na przykład „Diabelski kandydat”, „Ikon” czy najnowszej „Aniołowie Chaosu” przedstawia Pan polityków niemalże jako inkarnacje samego diabła i jestem pewien, że niektóre polskie partie polityczne dostarczyłyby Panu niemało inspiracji na temat władzy, seksu i ich zależności.
Graham Masterton: Od zawsze bardzo interesowałem się polską polityką. Kiedy zostałem po raz pierwszy zapytany o rozważenie przetłumaczenia „Manitou” na polski – a był to rok 1984 – u was ciągle jeszcze rządzili komuniści i złotówka nie stała zbyt mocno. Więc powiedziałem moim polskim wydawcom, że mogą mi zapłacić jedynie w kiełbasie lub obrazach. Następnie pojechałem do Polski, by pozbierać te „honoraria” do kupy! Oczywiście to był tylko pretekst, tak naprawdę mi nie zależało, czy zarobię cokolwiek. Chciałem tylko zobaczyć moje książki w polskich księgarniach, pozawierać przyjaźnie z Polakami, bo mimo że moja żona Wiescka jest Polką (ale urodzoną w Niemczech), nigdy wcześniej nie byliśmy w Polsce. Tak więc, kiedy reżim u was dobiegł końca, oczywiste, że leżało to także w moim interesie. Ale wracając do tematu, zgodzę się z panem, że wszyscy politycy to demony! Każdy, kto uzurpuje sobie prawo do władzy nad innymi ludźmi, musi mieć w sobie coś z Szatana! Nie wiem, czy kiedykolwiek napiszę powieść o polskich politykach, ale przygotowuję właśnie nową powieść z cyklu „Manitou”, gdzie amerykański prezydent będzie odgrywał znaczącą (i diabelską) rolę.
PD: W „Aniołach Chaosu” pisze Pan między innymi o śmierci generała Sikorskiego. Dlaczego ta postać Pana zafascynowała?
GM: Generał Sikorski był bardzo odważnym i zaradnym człowiekiem, który zrobił wiele, by zapewnić Polsce lepszą przyszłość po zakończeniu wojny. Nie mam pewności, czy Sikorski został zamordowany, czy jego śmierć była tylko wynikiem przypadku, ale wiem, że katastrofa lotnicza, w której zginął, była bardzo na rękę jego przeciwnikom.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: Czy poza generałem fascynują Pana jacyś inni słynni Polacy?
GM: O tak. Z pewnością kimś takim będzie Andrzej Wajda, a w szczególności jego filmy „Kanał” oraz „Popiół i diament”, które oglądałem już wiele razy. Bardzo lubię także muzykę Lutosławskiego.
PD: Nie jest tajemnicą, że lubi Pan Polskę. Akcja Pana powieści „Dziecko ciemności” rozgrywała się w Warszawie. Podobno akcja jednej z Pana następnych powieści będzie z kolei umiejscowiona w Krakowie?
GM: Tak, moja następna książka będzie nosić tytuł „Bazyliszek” i będzie pierwszą z serii powieści o ojcu i synu, którzy zajmują się polowaniem na potwory. I pierwszym potworem, którego postarają się znaleźć, będzie właśnie krakowski Bazyliszek.
PD: Dlaczego akurat Kraków Pana zainspirował?
GM: Po raz pierwszy w Krakowie byliśmy z Wiescką w tym roku i pokochaliśmy to miasto. Szczególnie krakowskie Stare Miasto jest piękne, nawet mimo tego, że kręci się tam zdecydowanie zbyt wielu brytyjskich turystów!
PD: Czy może Pan zdradzić coś jeszcze na temat „Bazyliszka”?
GM: Tylko tyle, że jego fabuła będzie się rozgrywała głównie (ale nie tylko) w Krakowie i będzie opowiadała o dwóch wspomnianych już bohaterach, którzy będą pomagać polskim naukowcom i studentom w niełatwym zadaniu schwytania, a następnie uśmiercenia Bazyliszka.
PD: Był Pan w innych polskich miastach poza Warszawą i Krakowem? Ostatnio młody polski reżyser Grzegorz Lewandowski zrealizował horror „Hiena”, który rozgrywa się na Śląsku. To świetne miejsce na scenerię dla horroru! Był Pan kiedykolwiek na Śląsku? Lub może w Łodzi, gdzie David Lynch nakręcił swój ostatni film „Inland Empire”?
GM: Nie miałem jeszcze okazji odwiedzić Śląska czy Łodzi, ale byłem w Poznaniu, Gdyni, Gdańsku, Katowicach i Wrocławiu. Oboje z Wiescką szczególnie czule wspominamy wizyty w Poznaniu i Wrocławiu. To piękne miasta, a tamtejsze restauracje są wprost cudowne! Oczywiście bardzo ciepło wspominamy również to, jak zostaliśmy przywitani przez Polaków w trzech wspomnianych miastach nad Bałtykiem.
PD: A wracając jeszcze do Bazyliszka. Czy Pana żona opowiadała Panu kiedyś lub może sam Pan słyszał coś o jakichś innych polskich legendach w rodzaju „Popiela zjedzonego przez myszy” czy „czarnej wołgi”?
GM: Wiescka wychowywała się w Walii odkąd skończyła 3 lata, więc nie słyszała nigdy żadnej polskiej legendy. Ale podoba mi się sam dźwięk sformułowania, którego pan użył: „Popiel eaten by mice”… Wspaniałe! Od zawsze uważam, że legendy są bardzo interesujące, dlatego że, nawet jeśli nie są prawdziwe, zawierają zazwyczaj jakiś element, który naprawdę przeraża ludzi! Dlatego też stanowią dobry materiał na straszne opowieści.
PD: A czy istnieją jakieś brytyjskie urban legends, które Pan lubi?
GM: Lubię legendy, w których duchy mszczą się na ludziach za to, że ci nie forwardują ich „łańcuszków szczęścia” w mailach albo nie odpowiadają na ich posty na MySpace. Lubię także tę legendę, w której ktoś wypowiada jakąś frazę trzy razy przed lustrem, co powoduje wywołanie złego ducha. Ale jedną z najbardziej znanych urban legends w Wielkiej Brytanii jest legenda o przystojnym nieznajomym, który przybywa na tańce i tańczy tak dobrze, że wszystkie obecne tam kobiety zakochują się w nim. Nagle jedna z nich zauważa, że nieznajomy ma kopyta zamiast stóp… Jest diabłem i jedyne, czego nie mógł zmienić, przybierając ludzką postać, to jego stopy!
PD: Bardzo przewrotna pointa. A tak się zastanawiam, czy istnieje cokolwiek zdolnego przestraszyć takiego mistrza horroru jak Pan? Nie mówię tu o takich oczywistościach jak lęk przed śmiercią czy jakąś straszną chorobą, ale na przykład strach przed ciemnością czy pająkami…
GM: Ojej, bałem się pająków, kiedy byłem małym chłopcem, ale nie teraz!
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
PD: Jest Pan bardzo płodnym autorem. Jak długo zajmuje Panu praca nad powieścią, a jak długo nad opowiadaniem?
GM: Pisanie powieści przeważnie zajmuje mi 3-4 miesiące, po 6 godzin dziennie. Natomiast czas pisania opowiadań to jest jakiś tydzień, z tym, że pisze się je o wiele ciężej, gdyż muszę wykreować sensowną historię i bohaterów tylko na kilku stronach.
PD: Teraz pracuje Pan nad piątą częścią cyklu „Manitou”, która będzie nosić tytuł „Manitou Armageddon”. Dlaczego „Armageddon”? To brzmi bardzo spektakularnie. Może Pan zdradzić, czy Harry Erskin rozprawi się ostatecznie z Misquamacusem?
GM: W „Manitou Armageddon” rozegra się ostateczna bitwa między Harrym Erskine’em i Misquamacusem i będą w to zaangażowane wielkie, ponadnaturalne siły zarówno rdzennych Amerykanów, jak i białych ludzi. Czy Harry ostatecznie pokona Misquamacusa… musi pan poczekać i zobaczyć na własne oczy. Ale historia zawiera kilka fascynujących indiańskich legend, szczególnie tę o Zabójczych Oczach z Nowego Meksyku, którzy są ślepcami mogącymi jednak widzieć w sposób metafizyczny.
PD: A niech mi Pan powie… Jest Pan jednym z najpopularniejszych autorów na świecie, tymczasem poza „Manitou” i trzema epizodami serialu „The Hunger” nie powstała żadna adaptacja Pana powieści. Jak to w ogóle możliwe?! Słyszałem ostatnio o planowanych ekranizacjach „Rytuału” i „Katie Maguire”, ale moim skromnym zdaniem to wciąż trochę mało…
GM: Powiem panu, że niemal wszystkie moje powieści i niektóre moje opowiadania były w swoim czasie zatwierdzone do realizacji zarówno jako produkcje telewizyjne, jak i filmy kinowe. Na przykład „Wizerunek zła” miał już nawet fantastyczny scenariusz napisany przez J.T. Petty’ego, który ma na koncie między innymi skrypt do filmu „Batman: Początek” (ostatecznie wykorzystany jako scenariusz gry na podstawie filmu). Wytwórnia Gold Circle Productions dwa razy podejmowała się już realizacji tego projektu, ale ostatecznie zdecydowali się go odrzucić. Z kolei realizacja „Katie Maguire” jest już na zaawansowanym etapie. Film ma kręcić młody francuski reżyser Daniel Scotto i wiążę z tym projektem spore nadzieje. Natomiast prawa do „Rytuału” zakupił już jakiś czas temu włoski reżyser Mariano Baino, po czym… przepadł bez śladu! Podobnie rzecz się przedstawia z moimi opowiadaniami: „Odmieńcem” - o facecie, który po zmroku przemienia się w kobietę oraz „Anty-Mikołajem” - o złym Świętym. Problem z tymi filmami jest taki, że ich wyprodukowanie pochłonęłoby mnóstwo funduszy, a poza tym niewiarygodnie trudno znaleźć w jednym czasie reżysera, gwiazdę i dystrybutora zainteresowanego projektem. To niesamowite, że jakiekolwiek adaptacje moich książek w ogóle powstaną!
PD: Pana książki zawierają wiele scen gore i seksu. Czy to znaczy, że w kinie analogicznie przedkłada Pan torture porn, jak „Hostel” czy „Saw”, nad horror atmosferyczny w rodzaju „Psychozy” czy „Dziecka Rosemary”?
GM: Nie lubię żadnych „Hostelów” ani „Pił”, gdyż dla mnie są bezsensownymi horrorami bez żadnej intelektualnej głębi. Każdy może odrąbać komuś nogi lub kogoś wypatroszyć. Tymczasem prawdziwą sztuką jest przerazić ludzi nie stosując zbyt wielu scen dosłownej przemocy. Wiem, że mam reputację kogoś, kto w swych książkach opisuje dużo scen gore, ale jeśli wczyta się pan naprawdę dokładnie, zda pan sobie sprawę, że wcale nie używam wielu przesadnie krwawych opisów. Raczej staram się sprawić, by horror powstał w głowach moich czytelników. Dlatego też preferuję historie o duchach i filmy z rozwiniętymi charakterami postaci, z tajemnicą odsłanianą powoli, w miarę postępu akcji.
PD: A ma Pan jakieś ulubione książkowe horrory?
GM: Trudno panu będzie w to uwierzyć, ale w ogóle nie czytam horrorów. Pod koniec długiego dnia, podczas którego piszę horrory, wolę posłuchać muzyki, pooglądać telewizję bądź ugotować naprawdę dobre mięcho.
PD: To może rzuci Pan chociaż tytułem jakiegoś dobrego horroru, który Pan przeczytał nawet jakiś spory czas temu?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
GM: Bardzo mi przykro, ale ostatnim horrorem, jaki czytałem, był „Dracula”. Miałem wtedy 11 lat.
PD: W „Krwi Manitou” i „Pogromcy wampirów” pisał Pan o wampirach, ale to są wyjątki w Pana karierze. Czy pomylę się, twierdząc, że o wiele bardziej lubi Pan duchy niż wampiry?
GM: Nigdy nie pisałem dużo o wampirach, gdyż sądzę, że ten gatunek już dawno zjadł własny ogon. W „Krwi Manitou” chciałem napisać o konflikcie europejskich demonów z indiańskimi demonami i wampiry wydały mi się oczywistym wyborem, gdyż z łatwością mogły być przetransportowane przez Atlantyk w trumnach! W „Pogromcy wampirów” pragnąłem opowiedzieć historię amerykańskiego łowcy wampirów działającego w powojennej Wielkiej Brytanii i znalazłem mnóstwo fascynujących, niewykorzystanych przez nikogo wcześniej informacji o rumuńskich wampirach strigoi. Lubię pisać o duchach i potworach, o których generalnie nie pisze zbyt wielu innych twórców.
PD: A co z zombie? Aktualnie przeżywają renesans popularności. Pisał Pan o nich w „Tengu”, ale to było 24 lata temu. Nie myślał Pan od tamtego czasu o powrocie do tematu?
GM: Niech pan zwróci uwagę, że potwory w „Tengu” nie były tak naprawdę takimi zombie, jakie wszyscy kojarzą, tylko japońskimi demonami. Myślę, że podobnie jak wampiry, zombie to dawno wyeksploatowany temat, choć przyznam, że ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł, jak przywrócić umarłych do życia w bardzo oryginalny sposób. Na pewno w niedalekiej przyszłości to wykorzystam!
PD: Czytał Pan może „Żywe trupy” Kirkmana? W mojej opinii to świetny komiks.
GM: Przepraszam, ale nie.
PD: A w ogóle lubi Pan komiksy?
GM: Tak, lubię komiksy. Mój środkowy syn Dan jest niesamowitym komiksowym artystą i animatorem i wykreował już kilka naprawdę świetnych mrocznych historii.
PD: A propos, obydwaj synowie Stephena Kinga poszli w ślady ojca. Co z Pańskimi synami? Czy istnieją jakieś szanse, że któryś z nich zostanie w przyszłości pisarzem?
GM: Nasz najstarszy syn Roland pisze bardzo dobrze, ale zdecydował się już na karierę specjalisty od zarządzania zasobami ludzkimi. Środkowy syn Dan jest skoncentrowany głównie na robieniu komputerowych animacji, ale on również posiada talent pisarski. Zaś najmłodszy Luke zajmuje się sprzedażą komputerów i chyba tak już zostanie.
PD: Ostatnie pytanie – czy kiedykolwiek zdarzyło się, by przeczytał Pan swoją własną powieść więcej niż raz?
GM: Okazjonalnie zdarza mi się zerknąć na to, co napisałem, szczególnie wtedy, gdy potrzebuję odświeżyć sobie w pamięci jakąś postać, do której chcę powrócić w nowej historii. Ale to jest bardzo dziwne uczucie… Kiedy czytam swoje książki ponownie, nie przypominam sobie, bym to ja je napisał!
koniec
20 listopada 2007
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Zabójcy, prawa kobiet i literatura
Lauren Beukes

25 III 2014

Lauren Beukes jest autorką trzech powieści fantastycznych, a ponadto opowiadań, komiksów, książki o nadzwyczajnych kobietach Południowej Afryki, wielu artykułów prasowych. W Polsce właśnie wychodzi jej najnowsza powieść, „Lśniące dziewczyny”. Z tej okazji i dzięki przyjazdowi Lauren Beukes do Polski na Pyrkon, Esensja zadała pisarce kilka pytań.

więcej »

Polecamy

W klimatach szpiegowskich

Wilmowski po latach:

W klimatach szpiegowskich
— Wojciech Gołąbowski

Tajemniczo, ale i irytująco
— Wojciech Gołąbowski

Ło Indianerach
— Wojciech Gołąbowski

Mniej encyklopedii, więcej akcji
— Wojciech Gołąbowski

Początek średnio udany
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Kończyny wyrywane jak nóżki kurczaka, czyli Masterton jak chce, to potrafi
— Anna Kańtoch

Bestia z babcinego dzbanuszka
— Radosław Scheller

Dwa szybkie horrory
— Bartosz Jeziorski

Tegoż twórcy

Straszne historie
— Cyryl Twardoch

Nie takie wampiry straszne
— Piotr Kulczycki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.