Magazyn Esensja - Andrzej Filipczak "Gwardia"

Magazyn ESENSJA nr 6 (XVIII)
czerwiec-lipiec 2002




poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

Andrzej Filipczak
  [Hitalia] :  Gwardia

        W kwietniowym numerze magazynu Esensja przedstawiliśmy kilka HIsTorii, czyli opowieści dziejących się w telepatycznych warunkach Hitalii. Niniejszym przedstawiamy kolejne przygody Hitalian... "Gwardia" opisuje wydarzenia, które zaszły po "Przyjacielu dobrego".

     Szczupła, opalona dłoń odgarnęła kosmyk jasnych włosów z czoła. Zielone oczy z zadowoleniem patrzyły na krzątających się po rozległej polanie ludzi. Mimo wczesnej pory nikt już nie spał. Uśmiechnęła się. Powoli obozowisko nabierało właściwego charakteru. Dzisiaj ci ludzie nie przypominali już rozbitków sprzed trzech tygodni, którzy na kolanach wyczołgiwali się z rozbitego wraku...
     - Hej, dziewczyno! - zawołał śniadoskóry mężczyzna. Za plecami chował bukiet dużych, bladoniebieskich kwiatów. Udawała zaskoczoną. To nic, że telepatia zdradziła niespodziewanego gościa dużo wcześniej. Uważała, że pewne zwyczaje z Federacji należało po porostu kontynuować.
     - Hej, Assan - odpowiedziała łagodnym głosem.
     Przypadł do niej i pocałował. Kucnął i położył kwiaty na podołku.
     - To dla ciebie, Juliette.
     Uśmiechnęła się i zwichrzyła mu włosy.
     - Co słychać w Grodzie? - spytała.
     Błysnął zębami.
     - Wrze jak w ulu. Domki wyrastają jak grzyby po deszczu. Teraz, gdy już opanowano odpowiednią technologię... Swoją drogą niezły organizator z tego Obuchowitza. Zagnać tyle osób do roboty...
     - Wiesz, Assan. Chyba po prostu każdy ma już dość tej prowizorki.
     Kiwnął głową.
     - Wiem. Dlatego też wybrałem dla nas odpowiednie miejsce. Na uboczu, z dala od tego natłoku myśli... Zgromadziłem już nieco hit-bambusa... Zobaczysz, będzie nam tam dobrze... Wiem, że nie o tym marzyłaś, ale trudno... Gdyby nie ta katastrofa... Albo gdyby przynajmniej przemytnicy z "Fenixa" nie okazali się takimi skurwielami, ładując złom zamiast sprzętu... Co? Co się stało?
     - Nie, nic. Zabawne, że wspominasz o załodze. Zgadnij, kto dziś rano pojawił się na polanie?
     - Załoga??? To oni przeżyli?
     Przytaknęła.
     - I co? Co z nimi zrobili?
     - Co, co. To co zwykle. Gadają...
     - Gadają? Z nimi?
     - Może gdyby był tu O'Callan....
     - Widziałem go w Grodzie, ale pewnie niedługo wróci... - głośno przełknął ślinę. - Juliette, sama widzisz co tu się dzieje. Rzuć to wszystko w diabły i przenieśmy się do Grodu...
     - Nie mogę, Assan. Przecież wiesz... Nie zostawię tu rannych, a oni mogliby nie przeżyć kolejnej przeprowadzki.... Jeszcze nie taraz...
     - Ale...
     Wstała podnosząc coś z ziemi.
     - Łap - spodnie poszybowały w powietrzu. - zszyłam tę rozdartą nogawkę. Swoją drogą, gdzie ty się włóczysz....
     - Jesteś aniołem, Juliette.
     Żachnęła się.
     - Nieprawda. Gdybyś wiedział co zrobiłam.... Gdybyś wiedział, dlaczego musiałam tu uciekać...
     Objął ją delikatnie.
     - To przeszłość, Juliette. Przeszłość...
     - Tak - powtórzyła zamyślona - Tak, masz rację. Dobra, na co czekasz - odezwała się raźniej. - No, przymierzaj.
     
     *
     
     - Do dupy z taką robotą, Russo - wysoka brunetka krytycznie oceniła pracę mężczyzny. - Czy ty faktycznie nie rozróżniasz sadzonek kolankowca od reszty tego zielska? - zatoczyła dłonią krąg.
     Szpakowaty mężczyzna milczał, zmieszany. Szczerze mówiąc dla niego wszystkie rośliny wyglądały tak samo. No, może gdyby trafiła mu się fasola lub kukurydza... Ale kolankowiec? Judith miała rację...
     - Czekaj, czekaj aż wróci Kalen. To była jego działka... - gderała dalej, ale kąciki ust same unosiły się do uśmiechu.
     Mężczyzna machinalnie obracał w dłoniach kościaną gracę. Chciał przecież dobrze...
     "Wiem" Judith odpowiedziała mentalnie. Poczuł ciepło życzliwego uśmiechu. "Nie przejmuj się, Russo. Nauczysz się. Jak my wszyscy..."
     Szpakowaty milczał. Pokryta siniakami twarz pozostała poważna.
     - Czekaj, już wiem - brunetka zaklaskała w dłonie. - Mam dla ciebie robotę, Russo. Idealną. Teraz, gdy ty i Eva dołączyliście do nas, będziemy potrzebowali nowych poletek pod uprawę. Tam trzeba będzie się pozbyć wszystkich roślin. No, chodź...
     
     *
     
     - Dzień dobry, drodzy Radiobardianie! - uśmiechnięty mężczyzna siedział na wysokim drzewie wesoło majtając nogami. Nie było to wprawdzie prawdziwe studio, ale zawsze coś. Poza tym dzięki drzewu zwiększał zasięg o kilka metrów. Tak przynajmniej przekonywał sam siebie, gdy każdego ranka się tu wspinał. Zresztą, stąd ogarniał wzrokiem całą polanę. Polanę, która po katastrofie "Feniksa" stała się ich domem. Dlatego też z rezerwą patrzył na wszystkich, którzy tak śpieszyli się z przeprowadzką do Grodu. Polana była całkiem w porządku, nieco ciasna, ale za to bezpieczna, szczególnie, że udało się odgrodzić zerribą obozowisko również od strony strumienia. Tymczasem Gród to skupisko luźnych, porozrzucanych na niewielkich wzgórzach budowli. To, że wystraszone upadkiem statku drapieżniki wyniosły się stąd, nie oznaczało wcale, że nie powrócą na swoje tereny. Jakoś nie chciało mu się wierzyć w "rajskość" Hitalii...
     - W ten piękny, słoneczny dzień wita was wasze ulubione, jednoosobowe Radio Bard z Ceres. Niebo jest bezchmurne, więc nie raczej nie ma co się obawiać kolejnej burzy.
     A teraz garść wiadomości.
     Dziś mija drugi dzień od zejścia z tego świata, Kaktusa, naszego dotychczasowego przywódcy. Jaki był, taki był, ale przynajmniej zaprowadził wśród nas jakikolwiek porządek. Ale, jak to mówiono na staruszce Ziemi: "umarł król, niech żyje król". Czy jednak Brian O'Callan, który tymczasowo przejął schedę po Kaktusie będzie miał szansę się wykazać? Goście, którzy dziś rano zawitali na polanę mogą zrobić sporo zamieszania...
     Jest to załoga "Feniksa" - przemytniczego statku, który przywiózł nas na tę "rajską" planetę. Jak się okazało, podczas katastrofy główny komputer odstrzelił mostek wraz z załogą. Mostek wbił się w dno morskie, ale dzięki pomysłowości przemytników, udało im się stamtąd wydostać. Uczucia z jakim przyjęto gości są dość mieszane, co wcale nie dziwi jeśli przypomnimy sobie zawartość kapsuły towarowej i ładowni otwartych przez Jokanę. Nasi goście odpoczywają teraz po trudach pieszej wędrówki, ale gdy tylko mi się uda, postaram się namówić ich na wywiad.
     Pozostałe wieści:
     W pobliżu polany zauważono ślady chłopca. Prawdopodobnie Alex Briscow stęsknił się za ludźmi. Wszystkich kolonistów ostrzegam, by obchodzili się z nim jak najostrożniej. Nie zapominajmy na co go stać...
     Dotychczas nie odnaleziono Sahma i skradzionego semtexu, utrzymany więc zostaje stan podwyższonej gotowości bojowej. Pozostali uczestnicy zbrodniczego napadu na obóz, Shogun i Cloudac, pracują od świtu na rzecz całej społeczności.
     Z kolei nasz rudowłosy szpieg, Eva, oddała się w ręce rolników, deklarując się jednoznacznie po stronie Hitalian. Hmmm, zobaczymy....
     - Hej, Ilquad! - Mężczyzna siedzący na drzewie spojrzał w dół. O pień opierał się Divane. Mętny wzrok i nieskoordynowane ruchy świadczyły, że znów się czegoś naćpał.
     - Hej, Ilquad - narkoman powtórzył niewyraźnie. - Wiesz dlaczego Kaktus wykorkował? Bo mu się tryby zatarły od piasku, którego się nałykał, gdy na plaży próbował, jak mu perły zgrzytają w zębach, he, he, he.... - zatoczył się i upadł na trawę. Ilquad spojrzał na niego z politowaniem. Ten człowiek staczał się coraz niżej. Tylko skąd on ciągle ma narkotyki? Czyżby odkrył jakiś substytut wśród tutejszej roślinności? Hitalia - planetą miliona możliwości. Zostań jej odkrywcą, spełnij swoje marzenia - tak reklamowali nielegalny zaciąg przemytnicy z "Feniksa". Uwierzył im, bo chciał uwierzyć. Chciał by stało się niemożliwe. Nie stało się.
     
     *
     
     Smukła blondynka pochyliła się z troską nad nieprzytomnym Divanem. Niech śpi, zadecydowała. Rozważała zasłyszane wiadomości. To dobrze, że wyjaśniła się sprawa z Evą. Znały się ze szpitala. Eva była jedną z nielicznych wolontariuszek. Cicha, spokojna dziewczyna. Nie rzucała się w oczy... A potem ta nagła afera ze szpiegiem...Wciąż nie chciało jej się w to wierzyć. Dobrze chociaż, że skończyło się w ten sposób... Tak, Eva dogada się z rolnikami. Na pewno spodoba jej się rubaszny Khorst, spokojny Kalen i ciche chińskie małżeństwo T'ai. Znajdzie też pewnie wspólny język z wesołą Judith. A może Flower już wyzdrowiał? Gdy była tam ostatnio z Assanem, niosąc miksturę sporządzoną przez Delilah, nadal był nieprzytomny. Ale teraz... Kto wie? A prawda... Jest jeszcze Russo. Khorst znalazł go w lesie, zakatowanego niemal na śmierć i przyniósł do rolników. Judith musiała mieć pełne ręce roboty... Ale teraz, gdy jest z nią Eva... Dadzą sobie radę.
     
     *
     
     Verino Cloudac miał zły dzień. Prawdę mówiąc miał złe dni od jakiegoś miesiąca. Wszystko przez tego handlarza, który wcisnął mu lewe wirtualki. Bóg jeden wie, w jaki sposób wirtualna rzeczywistość przemieniła się w jak najbardziej realny horror. To prawdopodobnie znajomi o dość specyficznym poczuciu humoru zafundowali mu wycieczkę na Hitalię. A może ktoś chciał się go pozbyć... Policzy się z nimi wszystkimi, gdy tylko wyrwie się z tego piekła. O ile przeżyje kolejny dzień. Wykańczały go tutejsze upały. Jego 120 kilogramowe ciało spływało potem. Ale nie to było najgorsze. Przerażał go fakt, że nagle znalazł się na czarnej liście wrogów rozbitków. Najpierw Russo na siłę "wcielił" go razem z Shogunem i Aleksem do Legionu... Wszystko jeszcze było w porządku dopóki nie przyłączył się Sahm. To on namówił Shoguna do ataku na Russo... To on wymyślił ten idiotyczny napad na polanę... Cloudac nawet ucieszył się, gdy Kaktusowcy go złapali... Traktowano go tu jak zbrodniarza, ale dano szansę powrotu do społeczności. A teraz wpakowano go do tego dołu razem z Shogunem... Podobno Sahm zostawił go, samego, tonącego w bagnie...
     - Cloudac. Hej, Cloudac...
     - Odczep się, Shogun! Nie chcę mieć z tobą nic więcej wspólnego - grubas spojrzał na ogolonego na łyso byłego wspólnika i splunął mu pod nogi.
     Ten zacisnął pieści.
     - Nie denerwuj mnie, grubasie...
     - Bo co, rzucisz się na mnie jak na Russo? Tylko, że wtedy było was dwóch i mieliście pałki. Ciekawe, czy gdybyś był sam ....
     - Hej, wy tam - strażnik pochylił się nad głębokim dołem, który wykopali. - Skończyliście już?
     Cloudac spojrzał w górę.
     - Nie, jeszcze nie.
     - To ruszajcie się szybciej. Jak skończycie, to macie przenieść tu latryny i zasypać stare doły, rozumiemy się, hę?
     Obaj równocześnie kiwnęli głowami. Chwycili za prowizoryczne łopaty, ale przeszkodzono im ponownie. Otoczona jasnymi włosami twarz pojawiła się nad dołem.
     - Jak mają szybciej pracować, skoro od rana nic nie jedli - dziewczyna droczyła się ze strażnikiem. - Chodźcie, chłopcy, na górę, bo wam jedzonko zaraz wystygnie.
     Shogun spojrzał pytająco na towarzysza.
     "To Juliette, dobry duch obozu" wyjaśnił Cloudac. "Chłopcy" wygrzebali się z dołu i otrzepali ręce z piachu. Dziewczyna przyniosła duży garnek parującej zieleniny. Smakowało podle, ale podobno było odżywcze. Shogun próbował zagadywać dziewczynę, ale jej myśli zajęte były czymś innym. Stojący kilkadziesiąt metrów dalej Jager wyjaśniał coś "gościom"... Przymknęła oczy by lepiej się skupić na słabym sygnale rozmowy.
     
     *

ciąg dalszy na następnej stronie

poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

17
powrót do początku
 
Magazyn ESENSJAhttp://www.esensja.pl
redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.