Magazyn Esensja - Andrzej Filipczak "Projekt "Hitalia""

Magazyn ESENSJA nr 7 (XIX)
sierpień-wrzesień 2002




poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

Andrzej Filipczak
  [Hitalia] :  Projekt "Hitalia"

        Kontynuujemy HIsTorie dziejące się w telepatycznych warunkach świata Hitalii. "Projekt 'Hitalia'" opisuje wydarzenia mające miejsce wkrótce po akcji "Gwardii"...

     Wysoki, szczupły mężczyzna zaplótł nerwowo palce. Chociaż twarz tego nie zdradzała, był wściekły. Tyle przygotowań na marne...
     - Co to ma do diabła znaczyć? - wrzeszczał korpulentny Sekretarz. - To ma być tajny projekt? Jak tylko prezydent się dowie....
     A szło już tak dobrze. Plan zniszczenia projektu był już tak bliski urzeczywistnienia. I do tego Eva... Co prawda przeżyła katastrofę, ale to było tylko odroczenie wyroku. Sam widział, jaki towar załadowano do ładowni "Feniksa". Nikt nie przeżyłby dzięki niemu dłużej niż miesiąc. Nie na obcej plancie, gdzieś na skraju galaktyki...
     - Skąd ci przemytnicy dowiedzieli się o Hitalii i co do jasnej cholery tam robili, hę?
     Piskliwy głos Sekretarza przeszkadzał mu. Normalnie uciszyłby go w jednej chwili, ale nie dzisiaj. Dzisiaj nie chciał się wychylać. Przeklęci przemytnicy. Tyle przygotowań na marne. Cały trud włożone w "przypadkowe" odkrycie Hitalii przez załogę "Feniksa", tak, aby nikt z nich niczego nie podejrzewał. Miliony kredytek, trzech, kiepskich wprawdzie, ale zawsze, agentów... Wszystko przepadło. A wszystko szło tak dobrze. Wywiadowi udało się przechwycić raport Armii o nowo odkrytej planecie. Niezwykłej planecie. Całe szczęście, że te zadufane w sobie pajace w mundurach nie zwróciły uwagi na krótką wzmiankę o telepatii. Raport odłożono na biurko i sprawa przycichła. Do czasu, aż Gurov, przeklęty, wścibski admirał Gurov, przypomniał sobie o raporcie. Podjęto decyzję o przeprowadzeniu badań wpływu środowiska stałej telepatii na ludzki umysł. Zakon musiał działać błyskawicznie... Nie mogli pozwolić, by ktoś inny posiadł ich wiedzę... Całe szczęście, że zarówno prezydent jak i większość wysokich urzędników znajdowała się pod ich wpływami. Prezydent pod "sugestią" Zakonu przyznał wywiadowi prawo do doboru materiału badawczego, który miał lecieć na Hitalię. Zamiast posłusznych żołnierzy lub bogobojnych baranów przygotowano "nielegalną kolonizację". Gurov początkowo nie miał nic przeciwko oszczędzeniu własnych ludzi, ale gdy wydatki zaczęły rosnąć lawinowo złożył weto do prezydenta, który... je odrzucił. Prezydent bowiem wiedział o przyszłości projektu znacznie więcej niż cała armia... Nie wiedział jednak, że wywiad specjalnie zawyża wydatki, aby mieć koronny argument przeciwko ewentualnej kontynuacji projektu.
     Luqaz przy okazji pozwolił sobie na załatwienie pewnej osobistej sprawy. Chodziło o jedną z jego podwładnych, o Evę... Nie mógł jej pozwolić na rozwinięcie pełni zdolności psionicznych. Już teraz dorównywała mistrzom Zakonu. A co byłoby później? Dlatego skorzystał z nadarzającej się okazji. Wiedział, że zgodzi się na tę misję. Zawsze fascynowała ją telepatia. Jako partnera dołożył jej Werka. Mieli nadzorować Projekt. Nie wiedzieli, że zostali spisani na straty. Przekupiony mechanik z załogi "Feniksa" miał podczas podróży obudzić Makowsky'ego i Samuni. Nawet nie przypuszczał, że ci dwaj niewinnie wyglądający mężczyźni mieli dokonać sabotażu na statku. Nie wiedział, że budząc ich podpisuje wyrok śmierci na siebie. Tak samo jak Makowsky i Samuni nie mieli pojęcia, że hibernatory w kapsule ratunkowej, w której mieli uciec ze statku, miały uszkodzone układy podtrzymywania życia. Znaleziono ich - martwych - ale zatuszował sprawę. Próby nawiązania kontaktu przez Evę były niemiłą niespodzianką, ale nad odbieraniem meldunków od agentów czuwał jeden z członków Zakonu Thanatos Dei. I wszystko było by dobrze, gdyby nie ci przeklęci przemytnicy...
     - I co pan na to, panie Luqaz? - Sekretarz patrzył mu prosto w oczy. - Tym razem pańskie służby nie popisały się zbytnio. Trzeba było zostawić tę sprawę wojsku...
     Zignorował go. Niech sobie poszczeka. Wkrótce wszystko wróci do normy i ten człowieczek znów będzie skomlał u jego stóp. Prezydent. Czy on przypuszcza, że Zakon obawia się prezydenta? Przecież ten pajac o wszystkim wiedział. Zgodził się na zniszczenie projektu w zamian za "oczyszczenie" Federacji z niepożądanego elementu, który wprowadzał niepotrzebny zamęt. Rozwiązaniem miała być "przypadkowa" katastrofa. Kto by się spodziewał, że część z nich to przeżyje, a na dodatek ściągnie na orbitę statek kosmiczny...
     - I co teraz, panie Luqaz? - powtórzył Sekretarz.
     Wzruszył ramionami.
     - Wyjście jest właściwie tylko jedno - powiedział spokojnym głosem. - Należy wysłać oddziały specjalne, aby definitywnie zamknąć projekt "Hitalia".
     
     *
     
Ilustracja: Robert 'Blutengel' Łada
Ilustracja: Robert 'Blutengel' Łada
     - A potrafisz zginać wzrokiem łyżeczki, Kalen? - zapytał ogolony na łyso mężczyzna.
     Zagadnięty nie zareagował na zaczepkę.
     - Daj spokój, Shogun - do rozmowy wtrącił się barczysty mężczyzna w mundurze pułkownika Cesarstwa Ziemi.
     - No co, widziałem to kiedyś w holo i jestem po prostu ciekawy... - bronił się łysol. - To jak, Kalen, potrafisz?
     Kalen westchnął ciężko. Odkąd wyszły na jaw jego zdolności, których "nabawił się" podczas kontaktu z Kręgiem, podobne zagrywki zdawały się nie mieć końca.
     - Potrafię - odrzekł powoli. - Ale nie mam zamiaru niczego demonstrować. Siła nie jest do zabawy...
     - A ten jak zwykle swoje - roześmiał się siedzący pod ścianą namiotu szpakowaty mężczyzna. - Wyluzuj się, Kalen.
     - O, jest Eva - ucieszył się łysol na widok wchodzących do tipi kobiet. - Eva nie będzie taka i porozmawia z nami jak z przyjaciółmi, prawda, Eva? - zagadnął rudowłosą.
     - Owszem, jeśli się tylko dowiem o co chodzi - zmrużyła oczy starając się przystosować je do panującego w namiocie półmroku. Teraz w godzinach południowego żaru było to najchłodniejsze miejsce w okolicy.
     - Pytałem Kalena, czy potrafi zginać wzrokiem łyżeczki.
     - I co odpowiedział? - zainteresowała się druga z kobiet, wysoka brunetka.
     - To co zwykle, Judith. Znasz Kalena. Zasłonił się doniosłością Siły i próbował nas spławić. Ale teraz, gdy jest z nami Eva, sądzę, że uzyskamy odpowiedź na nasze pytanie.
     Rudowłosa podeszła do Kalena i uśmiechnęła się do niego.
     - Telekineza jest jednym z najprostszych i najbardziej widowiskowych przejawów siły Psi. Oczywiście, że Kalen potrafi się nią posługiwać.
     - To dlaczego nie chciał nam nic pokazać?
     - A więc o to chodzi? - roześmiała się. - Nudzicie się, więc zachciało się wam przedstawienia. Wcale się nie dziwię, że Kalen nie dał się na to złapać....
     - Oj, Eva, nie bądź taka. Całymi dniami tyramy na poletkach Flowera, więc może należy nam się coś od życia - przymilał się łysol.
     - Dobra, panowie, ale tylko ten jeden raz....
     Chudy Murzyn, który właśnie w tej chwili wkroczył do namiotu, miał okazję zobaczyć rzecz niezwykłą. Odbywający swą codzienną poobiednią drzemkę Han T'ai drgnął i powoli uniósł się w powietrze. Gdy znajdował się już kilkanaście centymetrów nad ziemią nagle chrapnął głośniej i próbował przewrócić się na drugi bok. Otworzył oczy i przeraźliwie wrzasnął. Wśród gromkiego śmiechu runął na udeptaną ziemię.
     - To był jedynie pokaz pod publiczkę - odezwała się nieco drżącym głosem Eva. Opierała się o Kalena. On jeden wiedział, ile wysiłku kosztował ją ten popis. - Istota Siły leży jednak gdzie indziej. Daje ona możliwość sterowania innymi ludźmi, skłonienia ich do tego, by wykonywali wszystkie twoje zachcianki.... Posiadając Siłę możesz skłonić każdego człowieka do posłuszeństwa....
     - Nieprawda - zaprotestował Murzyn.
     - Co mówisz, Flower? - zapytała z niedowierzaniem rudowłosa. Spojrzała wprost w ciemne oczy Murzyna. Ten odwzajemnił spojrzenie. Stali tak przez kilka minut, aż w końcu Flower odwrócił wzrok i powoli usiadł na ziemi. Eva zacisnęła pięści.
     "Jak to zrobiłeś?" zapytała.
     - Co zrobiłeś - odezwał się głośno pułkownik. - Czy ktoś mi do diabła wyjaśni, co tu się dzieje?
     - Próbowałam skłonić Flowera, aby podszedł do mnie - wyjaśniła rudowłosa.
     - I co? - dociekał pułkownik.
     - Nic, Khorst. Sam widziałeś. Po prostu nic. Nie rozumiem.... Flower, jak to zrobiłeś?
     Murzyn uśmiechnął się smutno.
     - To długa historia. Pamiętacie, pytaliście kiedyś co zaszło między Khorstem a mną, że byliśmy tak zaciekłymi wrogami. Ale zacznę od początku. Na pewno większość z was zetknęła się z sektą Thanatos Dei. Oni również, dzięki odpowiedniemu treningowi, który odbywają od dziecka, opanowali pewne zdolności psioniczne, które określacie jako Siłę. Jak można się łatwo domyślić, pozwoliło to Zakonowi zając najwyższe urzędy na większości cywilizowanych planet. Ludzie, jak to ładnie ujęła nasza rudowłosa piękność, wykonywali posłusznie polecenia wydawane przez tych pseudo-mnichów. My, hippisi, nie mogliśmy na to pozwolić. Nie mogliśmy dopuścić, by znów ograniczano wolność ludzi. Przypadkowo, właśnie na Wenus odkryliśmy, jak dzięki odpowiedniej mieszance narkotyków raz na zawsze uniezależnić się od wszelkich nacisków mentalnych. Chcieliśmy rozpowszechnić nasze odkrycie, dać ludziom wolność, ale władze były szybsze... Media nazwały nas buntownikami, a gubernator Wenus wynajął doborowe oddziały, aby zlikwidowały zagrożenie. Szczególnie wyróżniła się wówczas jedna z jednostek, którą później określano jako Krwawe Koty. Dowodził nimi nie kto inny, jak siedzący tu pułkownik William Khorst. Ja ocalałem jako jeden z nielicznych. Przyjaciele pomogli mi uciec na planety zewnętrzne. Jednak zagrożenie ciągle istniało. Dlatego też, gdy pojawiła się możliwość wzięcia udziału w nielegalnej kolonizacji planety, gdzieś na skraju galaktyki, bracia z komun zebrali fundusze i wysłali mnie tutaj. Traf chciał, że na Hitalii znalazł się również mój oprawca, pułkownik Khorst....
     Zapadła cisza.
     Khorst poderwał się i wybiegł z namiotu.
     
     *
     
     Mężczyzna leżący na kupie liści syknął z bólu. Wciąż miał trudności z poruszaniem się. Jasno niebieskie oczy, pozlepiane w strąki, prawie białe włosy i blada cera zdradzały albinosa. Wąskie wargi wykrzywiły się w grymasie gniewu, gdy znów pomyślał o Shogunie. I pomyśleć, że nawet dość lubił tego człowieka, a on... Zostawił go na pewną śmierć w męczarniach. "Sahm, zwykła śmierć dla ciebie to zbyt mało..." przedrzeźniał oprawcę. Czekaj chłopaczku, ja ci pokażę co to znaczy śmierć w mękach. I ja na pewno nie zostawię cię samego przywiązanego do bambusów... Jesteś zbyt miękki, Shogun. Nie chciałeś oglądać jak hit-bambus rozrywa mnie na sztuki. Odszedłeś, a ja skorzystałem z szansy... Po plecach przebiegł go zimny dreszcz. Śmierć była tak blisko... Gdyby nie Alex...
     Tylko dlaczego ten gówniarz go uwolnił? Zresztą, kto zrozumie szaleńca. Bóg jeden wie co zaszło w Kręgu, że z normalnego chłopca Alex Briscow przemienił się w morderczą maszynę. Gdy zetknął się z nim po raz pierwszy, chłopak dopiero odkrywał swoje możliwości. Wówczas jego krzyk pozbawiał jedynie przytomności, a nie życia. Gdyby nie hełm, byłoby także po mnie...
     Cholera, a już było tak dobrze... Wkradł się w łaski załogi "Feniksa", zapewniając im w miarę bezpieczny pobyt na Hitalii, zanim nie nadleci wezwana pomoc. Trzymali kolonistów w szachu... Gdyby tylko nie chciało im się zabawić z tą blondynką. Musieli się spodziewać, ze ludzie na tej planecie to zbieranina najgorszych mętów, a nie łagodne baranki. Konfrontacja była jedynie kwestią czasu. Mimo to wytrzymaliby, gdyby nie rolnicy, których ściągnął na pomoc ten zdrajca, Shogun. W jakiś sposób zmusili kapitana "Feniksa" do wyrzucenia detonatora. Nic już ich wtedy nie powstrzymywało przed walką. Jedynie nielicznym przemytnikom udało się uciec, ale pech chciał, że wówczas natknęli się na Aleksa. Może gdyby zostawili go w spokoju... Może jeszcze by żyli.. Może tak, a może nie... Któż zrozumie szaleńca...
     Uśmiechnął się mimowolnie. On sam, mimo tak niesprzyjających okoliczności, wciąż żył, a zawdzięczał to temu chłopakowi. Alex, dla jakiś sobie tylko znanych powodów, uwolnił go z pułapki i przytargał w te zarośla. Zostawił też kilka owoców. Wszystko to dawało nadzieję, że uda mu się nawiązać kontakt z chłopcem. A gdy go już oswoję, to zobaczycie na co stać Nathaniela Sahma, robaczki.
     
     *

ciąg dalszy na następnej stronie

poprzednia stronapowrót do indeksunastępna strona

18
powrót do początku
 
Magazyn ESENSJAhttp://www.esensja.pl
redakcja@esensja.pl }

(c) by magazyn ESENSJA. Wszelkie prawa zastrzeżone
Rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie tylko za pozwoleniem.